Rozdział dziewiętnasty

jak Hieronimus na kandydata egzamin składał i jak mu się to powiodło.

Gdy zamiar stanął jako mur forteczny,

Zaczęto listy pisać w gród stołeczny

I wkrótce przybył cały kler,

Od wielkich figur aż do zer.

Pot zimny zrosił Hieronima czoło,

Gdy to fatalne objęło go koło

Jako obława w puszczy ta,

Co zwierza dobyć z kniei ma.

Tak się więc tedy miało ku wybiciu

Najokropniejszej z godzin w jego życiu,

A choć na kuraż122 jadł i pił,

Coraz jej bliższym, biedak, był.

O Muzo, panno, bacz, byś mi bez błędu

Opowiadała tu według urzędu

Imię każdego z mężów tych,

Co wnet go mieli brać na sztych.

Najpierwszy tedy był tu ksiądz Inspektor,

Tak w teologii mocny jako Hektor123,

Coś poznał zaraz, bo za dwóch

Miał okazały, tęgi brzuch.

Wysoką godność zyskał przez zasługi,

Urząd cierpliwie dźwigał, jak nikt drugi,

Jeśli miał słabość — bez niej któż? —

To, że mu piwa pachniał kruż124.

Tuż ksiądz Asesor szedł w honorze po nim.

Zbladł zobaczywszy go biedny Hieronim,

Bowiem jak osa cienki był,

A usta ściskał, co miał sił.

Prócz duchownego pan ten miał obroku

Drobne facjendy125 pieniężne na oku.

Sam chudy — mieszek tylko tył —

Jadł skąpo, wino kwaśne pił.

Za nim ksiądz Prefekt, w piśmie nader biegły,

Który cytaty ciskał niby cegły,

A Ojców świętych sypał tak,

Jak drugi z sita trzęsie mak.

Toż pastor Kluger, znany z obyczaju

Ascetycznego w całym szwabskim kraju,

W Postyllach126 taki tęgi chwat,

Że mógł przejechać na nich świat.

Za nim ksiądz Beff siadł, wyborny lingwista,

Choć nie tak ścisły naśladowca Chrysta...

Trudno! Ułomny człowiek jest,

Choć grzech Adamów127 — maże chrzest.

Tuż pastor Szrajer za nim, mocny w radzie

Czy na ambonie, czy to na biesiadzie.

Tego kucharka na mil sześć

Słynie, tak daje dzielnie jeść.

Toż Kloc wielebny, człowiek prawie święty.

Miał on w młodości swojej jakieś męty,

Lecz teraz się sklarował tak,

Jakby przez filtrów tęgi sak.

Ten w ostrych karbach trzymał swoją trzodę,

Czy to barany, czy owieczki młode,

A przecież — jak Bóg jeden wie! —

Kozieł w niej nieraz trafił się.

Za nim wielebny Sztraf, co sprawiedliwie

Bacząc swych granic czy w siewie, czy w żniwie,

W procesy — chociaż nie chciał sam —

Właził, gdy mu się worał cham.

Ten praw obojga był przy tym doktorem,

Tak teologiem, jako też jurorem,

Pozwy, wyroki pachły mu

Jako wiosenna gałąź bzu.

Prócz wymienionych egzaminatorów

Przybyło także nieco spektatorów128,

Diety bowiem niezłe szły,

A człek bez grosza zawsze mdły129.

Gdy więc ten cały zbór130 duchowny kołem

Wielebnych panów wziął miejsce za stołem,

Rektor jak słońce świecił sam,

Insi jak gwiazdy — tu, to tam.

Wszedł Hieronimus nieco chwiejnym krokiem

I oddał ukłon w milczeniu głębokiem,

Czując, jak ciarki mu przez grzbiet

Idą od głowy w pięty het...

Poprawił Rektor z powagą peruki

I jął młodzieńca pytać o nauki:

Kiedy je kończył, jak i gdzie,

Prosząc, by śmiało zbliżył się.

Tu nasz Hieronim nieco w duchu ożył,

Atestat w ręce Wielebnego złożył,

Który czytając wznosił brwi

Jak człowiek, gdy kto z niego drwi.

Chociaż pisany bowiem po łacinie

Był i po grecku — kogóż fatum minie,

Gdy go złe losy zgubić chcą? —

Inspektor nieco pojął go.

Nie tyle wprawdzie, by wielbić Iliadę,

Znał on greczyznę, lecz dał sobie radę

Z tym dokumentem i wnet go

Odczytał coram populo131.

Co czyniąc, zacny pan ów miał na względzie,

Że krótsza sprawa i jaśniejsza będzie,

Gdy nie dość pewnym mogło być,

Czy każdy chwyci wątku nić.

Tak tu więc przyszedł moment właśnie praw132

Gdy, czytelniku nazbyt już ciekawy,

Poznasz nareszcie papier ten,

Który ci może odjął sen.

Stała w nim najpierw godność profesora

Jak wół, a przy niej, choć to nie obora,

L. B. S., cielcom równe trzem

(Lectori Bemol Salutem133!)

Niżej dopiero świadectwo tej treści:

«W Wszechnicy naszej lat trzy, dni trzydzieści

Był pan Hieronim Jobsius,

Św. Teologii studiosus.

Gdy wszakże teraz wraca już do domu —

Nie wiem na jaki pożytek i komu —

I żąda, bym na piśmie dał,

Co robił tu i jak się miał,

Rzeczą przystojną mi się być wydało,

Abym przysługę tę mu oddał małą

I stwierdził, jako przez ten czas

Na mym kolegium był tu raz.

Czy zaś privatim134 poświęcał się wiedzy,

To sam wie chyba i jego koledzy,

Gdyż trudno cały boży rok

Za drabem takim iść krok w krok.

A choć mnie różne dochodziły wieści,

Nie będę tutaj przytaczał ich treści

Przez chrześcijaństwa miłość, któr-

Ej wszak sam Chrystus dał nam wzór.

A teraz życzę, niechaj mu się wiedzie,

Niech prędko od nas i w zdrowiu odjedzie

I niech go niebo w pieczy ma! »

Tu podpis i zakrętów dwa.

Jak więc szeroko otwarły się oczy,

Jak każdy wzrokiem po sąsiadach toczy

Po tym czytaniu, pojmie sam

Każdy czy z panów, czy też z dam.

Lecz któż, na szczęście mego Hieronima,

Młodości wspomnień na dnie duszy nie ma?

Komu nie pachnie luby kwiat

Akademickich, pięknych lat?

Więc i Wielebni, zwiesiwszy swe głowy,

Czynić musieli rachunek jakowy,

Bo po milczeniu małym tem,

Chrząknąwszy, przeszli wprost ad rem135.

Pierwszy Inspektor uczynił początek.

Kichnął — miał katar już lat cos dziesiątek —

Utarł donośnie chustką nos,

Kaszlnął i w ten sens zabrał głos:

«Jako tutejszy dziekan i inspektor,

I zebranego kolegium dyrektor,

Pytam: Quid episcopus sit136

A że chrząkano, dodał: «Cyt!»

Na co Hieronim: «Biszof — tak się zowie

Przyjemny napój, wielebni panowie!

Wino czerwone, cukier, no

I sok pomarańcz tworzy go.»

Gdy Jobs kandydat wymówił te słowa,

Jedna po drugiej zachwiała się głowa.

Pierwszy Inspektor chrząknął: «Hem!»,

Insi — secundum ordinem137.

Tu ksiądz Asesor zabrał głos w tej sprawie:

«Pan Jobs kandydat powie mi łaskawie,

Co to apostoł znaczy, i

Wszystkich wyliczyć zechce mi!»

Rzecze Hieronim prędko: «Apostołem

Zwiemy dzban tęgi stawiany za stołem,

Z którego w mniejsze można lać.

A wiele ich? — Jak kogo stać!»

Gdy Jobs kandydat przemówił w te słowa,

Jedna po drugiej zatrzęsła się głowa.

Pierwszy Inspektor chrząknął: «Hem!»,

Inni — secundum ordinem.

Teraz ksiądz Prefekt brał swą kolej w słowie.

Ten rzekł: «Kandydat niechaj mi odpowie,

Kto to Augustyn święty był,

Jak ten Kościoła Ojciec żył?»

Rzecze Hieronim: «Nie słyszałem zgoła,

Aby Augustyn był Ojcem Kościoła!

To, owszem, stary pedel138 nasz,

Któremu kiedyś dałem w twarz!»

Zaledwie wszakże przemówił w te słowa,

Jedna po drugiej zatrzęsła się głowa.

Pierwszy Inspektor chrząknął: «Hem!»,

Insi — secundum ordinem.

Teraz ksiądz Kluger wystąpił z pytaniem:

«Z jakich to części, kandydata zdaniem,

Kazanie dobre składa się?

Czy ich ma cztery, trzy czy dwie?»

Myśli Hieronim, brodę wsparł na pięści,

Wtem rzekł: «Kazanie mieć musi dwie części:

Tę, której sam nie pojmie bies,

I tę, co wzrusza lud do łez!»

Zaledwie wszakże przemówił w te słowa,

Jedna po drugiej zachwiała się głowa.

Inspektor pierwszy chrząknął: «Hem!»,

Insi — secundum ordinem.

Tu ksiądz Beff głosem tak ciężkim jak ołów

Spytał: «Jakie są gatunki aniołów

I czym się różni każdy chór

Pod względem godeł, skrzydeł, piór? »

Teraz Hieronim uczuł się w kłopocie.

«Trudno mi — rzecze — znać wszystkich w istocie,

Ten wszakże, który mi jest znan,

Na szyldzie stoi, trzyma dzban.»

Gdy Jobs kandydat przemówił w te słowa,

Jedna po drugiej zachwiała się głowa.

Inspektor pierwszy chrząknął: «Hem!»,

Inni — secundum ordinem.

Tu ksiądz Kloc spytał wpośród chrząkań licznych:

«Ile koncyliów ekumenicznych

Było i co też o nich wie

Pan Jobs kandydat — lub też nie? »

Rzecze Hieronim: «W Uniwersytecie

Na ekonomię nie chodziłem przecie!

Lecz się musiałem tęgo wprząc

Do teologii jako ksiądz!»

Zaledwie wszakże wymówił te słowa,

Jedna po drugiej zatrzęsła się głowa.

Inspektor pierwszy chrząknął: «Hem! »,

Insi — secundum ordinem.

Ale ksiądz Kuffer — niech mu Bóg odpuści! —

Wyrwał pytanie z piekielnych czeluści:

«Manichejczycy139 byli kto?

Jako kacerze140 myślą co? »

Parsknął Hieronim: «Hultaje myślały,

Że przed odjazdem dług oddam im cały.

Lecz ja nie głupi! Nogi w pas —

I tak-em ich przepędził w las!»

Gdy Jobs kandydat wymówił te słowa,

Jedna po drugiej zachwiała się głowa.

Pierwszy Inspektor chrząknął: «Hem! »,

Insi — secundum ordinem.

O co się jeszcze mężowie uczeni

Pytali, zmilczę dla braku przestrzeni,

Protokolista bowiem sześć

Bitych arkuszy musiał nieść.

Nadmienię tylko, że czy z dogmatyki,

Czy z polemiki, czy z hermeneutyki,

Bez zająknięcia, jak na strzał,

Jobs z odpowiedzią zawsze stał.

Ale na wszystkie przecież jego słowa

Jedna za drugą precz trzęsła się głowa,

Pierwszy Inspektor mówił: «Hem! »,

Inni — secundum ordinem.

Gdy posiedzenie było ukończone,

Odszedł Hieronim posłany na stronę,

Głodny, że byłby wilka zjadł,

Chociaż zupełnie z siebie rad.

Sędziowie zasię jęli radzić pilnie,

Czy Jobs Hieronim może być usilnie

Zalecon w ten duchowny stan,

Czy kandydatem ma być zwan.

Nad podziw prędko poszła ta robota,

Tak jednogłośnie padły wszystkie wota,

Lecz by nie mogły plotki rość,

Milczkiem rzucono losów kość:

Jobs Hieronimus i w najdalsze lata

Nie może zyskać stopnia kandydata,

Ale ze względu na cny ród

Niech rzeczy stoją tak jak wprzód.

Jakoż minęło czasu bardzo wiele,

A nikt w miasteczku, nawet przyjaciele,

Nic nie wiedzieli, jak i co,

I kandydatem zwali go.