Wielki post

Wśliznął się w trumnę pejzażu ten szelest,

malarstwo flamandzkie czy co do cholery.

Kot płacze na schodach wtulony

w poduszkę marcowej śnieżycy, opery

na trzy, i już cztery: inflacja pór,

miesięcy, całego poczucia. Człowiek

budzi się w człowieku (pst, kurwa, kocie)

z ręką w kanale, na pilocie

ciągłego czuwania: lepkie ślady, Vermeery,

szumy, telepatia, higiena usteczek

nienawykłych do posług, do szukania związku.

Powrót do źródeł, najęty jak kłamie —

poparzony, pojebany, w futro

wsunięty jak w trumnę.