Zakwitnie kij w twej ręce

Zakwitnie kij w twej ręce tak będzie

oddychaj pełną piersią oddychaj

więcej wspomnień zabierzesz ze sobą

świeże pachnące kretowiska

wyrzucą z siebie krokusa łodyżkę

śnieżyczki wychyną zza kamieni

szlifowanych niegdyś przez potok

już w płuca nabierz trochę ziemi

i niech cię nie zaskoczą

sroki goniące się po niebie

obłoki skrzypiące na wietrze

(jak blaszane wota w kapliczce

bielonej ptasim łajnem)

zakwitnie wszystko bez ciebie

najwyższy wypuści cię z ręki

i powie leć a nie obnoś się

ze złamanym skrzydłem.

***

że ptaki,

że przelatują z nagich gałęzi jaśminu

na szczyt domu, w którym pędzimy

(przewracając się z jednego przebitego boku

na drugi) żywot,

że bywają spłoszone,

że niekiedy śpiewają (komu? czemu?) —

nie jest powiedziane, że śpiewają

nam, czekającym na nadejście

(kogo? czego?) dopełniacza losu,

może śpiewają tym, którzy nie doczekali,

może Panu Bogu w okno, w jego białe firany

podwiązane różowym kordonkiem świtu;

że kogut,

że pieje zaciekle w komórce sąsiada,

pies szczeka, pękają pąki mimo naszej woli

i że to wszystko mówi coś i znaczy,

bo jest zaznaczone

w księdze naszych domysłów,

w Naturze.