AKT CZWARTY

Rano. Dom Judasza od innej strony. Duże drzewa. Od prawej strony mały pagórek. Omszone głazy półkręgiem po lewej stronie sceny.

Judasz siedzi na głazie po środku sceny z głową zwisłą ku ziemi.

GŁOS Z GÓRY

Judaszu! Judaszu!...

JUDASZ

Jak gromem ugodzony

To On!...

GŁOS Z GÓRY

Judaszu! Judaszu!

JUDASZ

przychyla się, zakrywając głowę płaszczem.

To On... Szuka mnie... Ha!...

Woła...

po chwili

Cyt — cicho...

Ucichło...

A — —

ucichło...

Cisza...

Wieki brzmią!

ten głos...

Wołał mnie...

Jak ciche drzewa...

Złudzenie!

Nie wołał nikt...

uśmiecha się boleśnie

Jam miał

przywidzenie...

Cicho... Trawa śpi — —

zielona trawa — — wonieje — — —

O, co za straszne dni...

Co za dzieje...

Trawa — — zielona — — czysta — —

cicha tak...

Glista

sunie się — o — —

Mrówka się spieszy —

niesie coś — — co?...

Z pieleszy

wyłazi pająk ziemny — co za brzuch

pękaty... Wszędy ruch,

życie...

Tak — trawa cicha — —

cicho wokół — nie wzdycha

nikt — — nie jęczy — — nie łka — —

w najwyższem przerażeniu

A!!

Ta trawa cała krzyczy:

drżąc

Judaszu!... Judaszu!...

po chwili głucho

Stało się...

Któż sobie życzy

być żywcem chowany w grobie?

którzy chcą —

chcieli — — —

W tej dobie

opiera się o pień

oparty o drzewa pień

jest — — człowiek — — —

zakrywa gwałtownie twarz

A!! Dzień Rady!!...

Ów dzień! Ów dzień! Ów dzień!...

Dzień Rady...

Bezradnie obwisa cały ze zwieszonemi rękoma w dół.

Dzień rady...

po chwili

Gdyby wrócił — — —

Znów — —

ze strasznem westchnieniem

O!

Gdyby wrócił...

po chwili zimno

Szatan chciał,

lub On... Włada...

po chwili z rozpaczą

Kto gnał

w tę sieć? Jam człowiek...

po chwili

Czemże jest człowiek

przeciw Boga? i przeciw Czarta? Nic...

dotyka końcem stopy

Oto ten nędzny rydz

rosnący tu

pod krzem: roztoczy skrzydeł dwoje

i wzleci w strop, jak sokół niedosiężny,

gdy zechce On — lub Szatan... Któż jest mężny

przeciw nim?...

drży

Ach!... Przecz się boję?

Jest las — — i nic...

wielkim głosem, zimno

Jam chciał — mą wolą się stało,

chciałem zabić — i jest zabitem Ciało...

po chwili

Te ulice... w Jeruzalem... tam...

idę — — sam — —

sam jeden — — z żelazem w duszy — —

ni jeden się nie ruszy

pod nogą głaz chodnika, ani zadrgnie

kamienny schód — —

idę, a nikt nie pragnie

zatrzymać — — Rady Dom — — wszedłem,

by wydać Go... Paść musiał...

po chwili

Wszedłem:

przed Radę wiodą — — — przecz

nie wstrzymał nikt? Wstecz

nie pchnął?... Tak być musiało — —

chciałem zabić — — i jest zabitem Ciało...

po chwili

O co za natłok krwi — — w głowie — — szum — —

czy chwyta sen gorączki?... Jakiś tłum — —

zjawa — — czy mór — — — orszak głów — —

widzę — — —

Ściemnia się.