SCENA III
Ciż sami. Szalona, trzej młodzieńcy. Szalona młoda, piękna, ubrana strojnie i wykwintnie. Młodzieniec jeden Rzymianin, drugi Assyryjczyk, trzeci Egipcjanin. Bogato i wytwornie ubrani.
PRZEKUPKA
do sąsiadki
Patrz — idzie ta drań — wstyd! rano!
DRUGA
Idzie spać!
SZALONA
Świeże daktyle,
figi — a! jest i muzyka!
Dobrze, będą nam przygrywać!...
PRZEKUPKA
Wieleś miała w nocy?
SZALONA
śmiejąc się
Pięciu!
PRZEKUPKA
Ja myślałam, że dziesięciu!
SZALONA
śmiejąc się
I to się trafiało już —
Potrafię i drugie tyle — —
II PRZEKUPKA
do pierwszej
Nie mów z nią! z tą...
SZALONA
Dajcie róż!
Świeże róże, świeże figi — —
świeże słońce — świeży dzień!
Judasz spostrzega Szaloną — zapomina się
PRZEKUPIEŃ
No! Bierzesz daktyle — nie?
SZALONA
Świeże róże! Świeży dzień!
PRZEKUPIEŃ
Zgłupiał!
ciągnie Judasza za rękaw, ten mimo woli wstrząsa ręką
Będziesz kupował na migi?
Zgłupiał naraz...
JUDASZ
Nie szarp mnie.
PRZEKUPIEŃ
Bierzesz daktyl?
JUDASZ
nieprzytomnie
Wiele?
PRZEKUPIEŃ
Groszy sześć.
Ośm dał — zgłupiał...
do sąsiada
O czosnek się targował,
a przy daktylach darował —
zgłupiał...
SZALONA
Wieńce pleść!
Wiecie co? Będziem sprzedawać!
Więcej kwiatów, lilij, róż!
Kwiatów! Kwiatów! Kwiatów dawać!
Chcę utonąć w kwiatach cała,
jak kuropatwa wśród zbóż,
i świecić ciałem przez kwiaty,
w kwiatach świecić kwiatem ciała
jak gwiazda w morzu spłoniona,
jak dyjament przez szkarłaty,
jak przez kobiet sto tysięcy
błyszczy się Pani Szalona!
Kto chce wieńcy! wieńcy! wieńcy!
I PRZEKUPKA
Od Szatanów opętana —
II PRZEKUPKA
Suka!
III PRZEKUPKA
Gzi się! Jak się gzi!
I PRZEKUPIEŃ
chwytając pieniądz rzucony przez Szaloną
Srebrniaka rzuciła mi —
SZALONA
Hollaho! Hallo! Hollaho!
Dajcie wina na śniadanie!
Daktyli, fig — będziem jeść!
Płynu z pomarańczy w dzbanie!
Kwiatów! Kwiatów! Wiele stanie!
Wiele stanie: kwiatów znieść!
Przez noc całą miłowanie!
Przez dzień cały róże pleść!
II PRZEKUPIEŃ
Suka...
III PRZEKUPIEŃ
Jak się gzi —
SZALONA
Hej tam!
Grać! A żywo!
dookoła rzucając kwiaty
Róże dam!
śmiejąc się do Rzymianina
Tym za darmo — a ty płać!...
I PRZEKUPKA
Ja jej pójdę w gębę dać!
Gorszy!
II PRZEKUPKA
Płaci jak królowa.
III PRZEKUPKA
Lekko zarabia i chowa...
I PRZEKUPKA
Zgnije kiedyś...
SZALONA
do jakiegoś przechodnia
A ty chcesz?
Ah! Przeraził się, jak zwierz!
Hahahaha! Zląkł się!... Cóż?
Mnie przeląkłeś się, czy róż?
Każdy bierze —
rzuca kwiaty, wszyscy chwytają
a ty co?!...
Ach! Popląsać chęć mnie bierze!
PRZEKUPKI
Siedm szatanów! Siedm szatanów!
SZALONA
Chce mi się szaleństwa, tanów!
okręca się
Lalaho!
Lalaho! Lalaho! Z drogi!!
Assyryi i Syryi bogi!
Mithry, Isthary, Baale,
Izydy, Jowisze — z drogi!
Promienna, Bezcenna w szale!
Depce człowieka i bogi!
Krasa, kwiatami owiana!
Światło, kochanka Szatana!!...
Lalaho! Lalaho!!
chwyta przekupnia, okręca nim, rzuca
Precz!
chwyta innego
Precz!
wiruje sama sypiąc kwiaty z rozwianemi złotemi włosami. Spostrzega Judasza, który stoi osłupiały, zatrzymuje się.
A!!
do młodzieńców
Wilk, człowiek wąż, sowa, lew,
czy wszystko w człowieku wraz?!
Ktoś jest?
Judasz milczy
Ktoś jest? Mów!
do otoczenia
Niemowa?
I PRZEKUPIEŃ
Dobrze się o czosnek kłócił.
SZALONA
Jak cię zwą? Gdzie taki siew
wzrósł? Chyba nie pośród nas
w Galilei? Piekłoś rzucił,
czyli dążysz tam, jak sowa
widny i milczący człeku?
JUDASZ
drżąc od wrażenia
Jestem z Keriothu, dzień
drogi od Hebron miasta...
SZALONA
Mów! Zali jest ziemi niewiasta
co na mnie rzuci swój cień?
Zali w Keriocie lub Hebronie
widziałeś taką biel łona
i zaliś widział na łonie,
że lilia z zazdrości kona?
Zaliś nad temi miastami
widział błękity w purpurze,
gdy oczy wzniosę ku górze
i niebo przyćmię oczami,
aby ze wstydu gorzało?
Zali widziałeś tam ciało
pełne tak cudnych tajemnic,
że groby Assyryi ciemnic
szepcą do siebie nieśmiało,
że one większych nie mają?
Zali widziałeś gdzie włosy
gęste, jak piaski pustynne,
wśród których na każdym włosie
jednego człowieka losy
jak łzy na rzęsach zwisają?
I usta takie niewinne
jak jad wężowy na rosie?
Widziałeś? Mów!
JUDASZ
Nie!
SZALONA
I cóż na mnie patrzysz tak?
Czym ja żmija, a tyś ptak?
do młodzieńców
Patrzcie, co za dziwny stwór!
To potwór! To z piekieł czart!
Mów człowieku! coś ty wart?
Czemeś?
JUDASZ
Jestem...
SZALONA
Jesteś kto?
Satyr? Zali przybył z gór
i gajów laurowych Idy
z fletem lasów greckich bóg,
koźlej brody, koźlich nóg
wiodąc dziką rzeszę swą?
uderza go dłonią w pierś
I tyś Satyr? Haha! Hola!
Dzika chwyta mnie swawola —
na Astarte! pierś Izydy!
biodro Wenus! Devów sto!
Gdyś ty Satyr, łowca ciał:
jam Nimfa! Bachantek szał!
Goń mnie! Ha!
chwyta Judasza za rękę jak szalona i ciągnie za sobą w las.
Na Afrodytę!
Goń, aż pot się będzie lał!
Jam Nimfa! Ha!...
wybiega w las, ciągnąc za sobą Judasza.
Zasłona spada.
Zasłona się podnosi.