SCENA IV
Plac pusty. Uczniowie oprócz Judasza.
PIOTR
Już południe.
Gdzie Judasz? Ot jego kosz.
Kupił za niemały grosz.
do Andrzeja
Bracie — czy gadałeś z Panem,
przyszedłszy wprzód?
ANDRZEJ
Są zakryte
myśli Pańskie. Nie rzekł nic,
choć mnie ujrzał; zszedł pod studnię,
obmył milcząc twarz i szyję
i ogarnął włosy z lic,
poczem powrócił do chaty
milczący.
PIOTR
Nie zgadną czyje
myśli, co ducha przenika
Bożego Syna.
JAN
Skrzydlaty
duch leci, jak gołębica
nad polami, z oczu znika
jak gołąb w obłoku.
PIOTR
Trudno
pojąć, co z Judą?... Bezludno
wszędy, targ dawno skończony —
JAN
Duch leci jak błyskawica
nad morzami... jako woda
w fałach rzeki.
Judasz ukazuje się z lasu.
Judasz idzie!
Gdzieś był bracie?... Jak strudzony!...
Spotkałać jaka przygoda?
JUDASZ
do siebie
O klątwa!... Hańbo!... O wstydzie!...
PIOTR
Kędyś bywał?
JUDASZ
Z tamtej strony
szukałem...
PIOTR
My zamodleni
szli, aż w lesie na polanie,
gdyśmy siedli, gorejące
uśpiło nas wszystkich słońce.
Pierwszy Andrzej wstał.
JUDASZ
Jam szukał,
zabiegłem het — głośnom hukał
po lesie —
JAKÓB
uchylając drzwi chaty
Posiądźmy w sieni.
Słońce prażyć nie przestanie.
Uczniowie wchodzą do sieni.