Dnia 20 października, we wtorek
O Boże! jakież ja to słowa wyrzekłam przed chwilą! Jakąż obietnicę dałam! Cóż to się stanie za dni kilkanaście? czwarty listopada jakiż to dzień będzie? to imieniny królewica, i jakiegoż on wiązania336 się domaga? Oto ręki mojej; zaklął mnie na Boga, na rodziców, powiedział, iż zwątpi o moim przywiązaniu, jeśli tego nie uczynię: zmiękczona łzami jego, zachęcona naleganiami księcia wojewody, obiecałam i już obietnicy mojej żałuję, ale on jakże szczęśliwy odszedł. Jednak i królewic musiał coś uczynić dla mnie: chciał naprzód, żeby się to wszystko odbyło bez wiedzy Państwa, tylko z wiedzą książąt Lubomirskich; już to temu oparłam się zupełnie; powiedziałam mu wyraźnie, że wolałabym daleko odrzucić miłość jego, zakonnicą zostać; pozwolił więc napisać do Państwa i obiecał przypisać się do mego listu. Przyznam szczerze, że obraził mnie tym nieco; wszak to zawsze kawaler pokornie prosi rodziców panny o jej rękę; prawda, kawaler, ale nie królewic: dziś pierwszy raz uczułam z przykrością różnicę, jaka jest między nami, i to, że on łaskę mi robi żeniąc się ze mną. Była chwila, w której odezwała się polska duma, cofnąć się chciałam, wszystko zerwać, ale już było za późno, jużem dała słowo. Teraz pisać do Państwa trzeba, wyznać im tak długo tajoną miłość, taką ich obrazę, takie przestąpienie ufności i uszanowania, jakie dziecię każde rodzicom winne. O Boże! Wielki Boże! Natchnij mnie! Dodaj siły! Nie wiem, czy ten winowajca, którego przed sąd prowadzą, może więcej drżeć ode mnie? Czy nieszczęśliwszym być może?