Dnia 24 marca, we wtorek
Lubo285 to w post, niepojęcie wesoło dnie od mego powrotu ze wsi schodzą, czasem aż odurzona jestem... Królewic, jak tylko może, wyrywa się z królewskiego pałacu i do nas przy biega; mówi zawsze, iż mu cięży bardzo ta dworska etykieta. Ale od dnia jutrzejszego, niestety! wszystko się skończy. Księżna ma parę pokoików ciągle dla siebie gotowych u pp. sakramentek i tam co rok przed Wielkanocą na osiem dni się zamyka dla przygotowania się dostatecznego do spowiedzi; wszystkie pobożniejsze panie tak robią i ja naturalnie, że księżnie towarzyszyć muszę. Przez osiem dni nie będziemy widziały nikogo, tylko księży, będziemy czytać książki nabożne, robić sprzęty do kościoła albo co dla ubogich... Nie mogę dosięgnąć myślą końca tego tygodnia.
Dnia 2 kwietnia, w Wielki Czwartek
Już nasze rekolekcje odbyte, spowiedź wielkanocna odprawiona i nie pamiętam dawno, ażebym tak spokojną, tak swobodnej myśli była. Wielkie to i nieocenione dobro w zgodzie być z sobą i z Bogiem! O, jak miłe, jak słodkie, jak poważne obrzędy wiary naszej, jakie szczęście wychowanym być w ich pełnieniu! Wybornego miałam spowiednika, księdza Bodue286; on jest w modzie, bo Francuz, ale i bez mody zawsze byłby przewodnikiem duchownym z mego wyboru, gdyż prawdziwie święty człowiek; a w takim z łatwością uznać namiestnika Boga, takiego rad skwapliwie287 się słucha! Niemało godzin mi zeszło na osobnych z nim rozmowach. Jak też trafić umiał do serca mojego, jaką skruchą go przejął, jak wchodził w moje położenie, jak zbijał próżność, miłość własną! Jak mnie przeświadczyć potrafił o marnościach rzeczy ludzkich, o niebezpieczeństwach świata, o słodyczy życia poświęconego Bogu!... Doprawdy, raz miałam ochotę szarą siostrą288 w jego szpitalu zostać. Już nad tym nie żartem dumałam, przechadzając się żywym krokiem po izdebce mojej; czemuż w ten moment weszła pokojowa i o strzelcu królewica coś mówić zaczęła: rozerwała świątobliwe myśli moje i jużem ich potem uchwycić nie mogła. Jednak sam ksiądz Bodue mi mówił, że żyjąc w świecie, na tronie nawet, zbawionym być można, byle w niczym cnocie nie uchybić; powinności stanu swego dopełnić, o biednych pamiętać; mówił i to, że taka świętość jeszcze więcej ma zasługi, bo trudniejsza; dlaczegóż nie mam się odważyć na trudniejszy zawód, kiedy czuję w sobie dostateczne siły; już ja nic podłego nie zrobię; jeśli grzeszę, to nie tym, że nisko, ale prędzej tym, że wysoko patrzę. Ksiądz Bodue i tego wcale nie gani; on powiada, że nie szkodzi dążyć do wysokiego szczytu, byle iść do niego drogą cnoty, byle nad nim widzieć zawsze Boga, sposób pomocy bliźnim i być gotową bez szemrania wrócić na dół, gdyby taka była wola Jego. W takim ja też zupełnie stanie zostaję i doprawdy tak jestem dziś lekka, swobodna, tak mi oddychać łatwo, żem kontenta, że były te rekolekcje, lubośmy nikogo a nikogo przez ten czas nie widziały; dziś za to wszystkich zobaczę. Będziemy w zamku na zwykłych wielkoczwartkowych ceremoniach: bardzom ich ciekawa.
Dnia 10 kwietnia, w piątek
I Wielki Tydzień, i wielkanocne święta minęły. Nie mogę mówić, żeby te dnie były bez przyjemności; owszem, miałam wiele chwil szczęśliwych, ale co ta spokojność umysłu i serca, już gdzieś uleciała... już się też i nagrzeszyło niemało: ten biedny człowiek taki słaby i ułomny! Pomimo najstalszych przedsięwzięć i zamiarów za najmniejszą okazją do dawnego się zwraca. Na przykład, czy to rzecz słychana, w Wielki Czwartek, nazajutrz po spowiedzi i komunii, dałam się unieść próżności; doprawdy, że czasem gniewa mnie ta uroda. Gdym tego dnia ubierać się miała w żałobę, jak zwykle w tej porze, weszła do mego pokoju księżna, za nią jej panny służebne i przyniosły mi ubiór przepyszny, zupełnie biały: suknia atłasowa z wielkim ogonem, wieniec z róż białych na głowę, takiż bukiet do boku i długi blondynowy welum. Zdziwienie moje księżna zaspokoiła mówiąc, że jest taki zwyczaj u dworu, iż w Wielki Czwartek, po skończonym w kaplicy pałacowej nabożeństwie, król i wszyscy schodzą się do wielkiej sali, w której już zastają przy nakrytym stole dwunastu starców; król umywa im nogi naśladując pokorę Zbawiciela naszego, usługuje, gdy jedzą, a podczas tej ceremonii jedna z znakomitych pierwszego towarzystwa panien, biało i pięknie ubrana, chodzi do przytomnych289 panów z tacą i prosi o dar jaki dla ubogich. Król sam zawsze tę pannę wymienia i na ten raz mnie kwestarką mianować raczył; zebrane zaś pieniądze zawczasu księdzu Bodue na szpital jego, już na dokończeniu będący, przeznaczył. Ucieszyłam się niezmiernie tą powieścią; ale cóż? wcale nie w tej myśli, że przyłożę się do tak miłosiernego uczynku, lecz że się nie pokażę światu w żałobie, w której mi nie do twarzy, że w gronie tylu dam ja jedna pięknie i biało ubrana będę, a zatem najpiękniejsza. Nie byłaż to niesłychana próżność, zwłaszcza w dzień taki?... Lżej mi na sercu, żem ten błąd tu wypisała.
Kwesta udała się jak najpomyślniej, do czterech tysięcy dukatów zebrałam; sam książę Karol Radziwiłł, mówiąc do mnie: „Panie kochanku! trzebać co dać tak pięknej damie!” — sypnął od razu pięćset sztuk złota, aż się taca ugięła. Z początku byłam nieśmiała, nogi mi drżały przy niskim ukłonie, który przed każdym uczynić wypadało; ale potem ośmieliłam się i dopieroż w ten dzień przydały mi się prawdziwie metra od tańca nauki. Marszałek dworu oprowadzał mnie, wymieniał każdego z panów i prosił za mnie; bo już co mówić, to bym nie była potrafiła; a kiedy taca zdawała się zbyt ciężką, wypróżniał ją w osobny worek. Nasłuchałam się komplementów co niemiara; królewic mi powiedział, że szczęście wielkie, żem pieniądze, nie serca zbierała, bo każdy byłby musiał oddać mi swoje; ja mu na to: „Nie prosiłabym nigdy o rzecz takową, bo któż by dbał o uproszone serce?” Podobała mu się ta moja otwartość; dziwię się jednak, jak mógł sądzić, że bym ja inaczej myśleć mogła? Niewieście prosić kogo o serce, choćby króla samego, miałabym za podłość! Przyjąć, kiedy się dobrowolnie odda i kiedy się przyjąć godzi, to co innego... Ale gdzie się myśli moje zapędzają, wcale o czym innym pisać wypada.
Ceremonia umywania nóg dziwnie mi się podobała; ten król schylony u nóg ubogich starców, stojący potem za ich stołkami, jeszcze mi dotąd tkwi w pamięci; a do tego nasz August III, choć już niemłody, bardzo piękny, poważny i wszystko mu przystoi. Królewic Karol zupełnie się wdał w ojca. W Wielki Piątek obchodziłyśmy groby, w grubej żałobie; w siedmiu kościołach byłyśmy, w każdym odmawiając po pięć pacierzy; u fary klęczałam godzinę całą przy grobie Pańskim. Rezurekcja290 była paradna w Wielką Sobotę w wieczór, muzyka dworska prześliczna. Święcone u nas było okazałe i do wczorajszego dnia ciągle zastawiano stoły ciastami i mięsiwem.
Kto by mi też był powiedział rok temu, kiedy właśnie jako trzeci dzień mojego na pensją przybycia smutnie u Madame Strumle nad skromnym święconym dumałam, że ja w ten poniedziałek świąteczny z królewicem dzielić się będę; a był u nas dnia tego: jedliśmy z jednego talerza. Jak mi też smakuje mięso po tych czterdziestu dniach postu; w Wielki Tydzień tak tu, jak w Maleszowej z olejem jedliśmy, a w Wielki Piątek wcale z suchotami291. I królewic pościł; zdaje mi się też, że dużo zmizerniał. Właśnie wczora z niespokojnością wpatrywałam się w niego, myślałam, że tego nie zważał, bo rozmawiał z księciem, a on mi potem za tę niespokojność dziękował. Ażem się zawstydziła; jak też to młodej pannie baczną być trzeba: nie dosyć jej w słowach być ostrożną, jeszcze i oczu pilnować musi. Proszę, na co się przydać mogą w takim razie guwernantki292? Dobrze księżna mówi, że która panna siebie nie strzeże, tej i dziesięć guwernantek upilnować nie potrafi.