Medycyna Prospera
Opodal szpital
stał w bzowych laskach,
szpital na medal,
mówiąc z warszawska.
Leczył tam Prosper33
z Baltazarei,
a wszystko octem
siedmiu złodziei:
padaczkę, odrę,
stadia pleurytu,
i cichy obłęd,
i fixum-dyrdum;
najwięcej raka:
baltazarejskim
cudownym octem
siedmiozłodziejskim.
Rano przez lufcik
(a mieszkał nisko)
świeciło kuprem
szarlatanisko.
Wtedy Ciemnogród
z obłędnym krzykiem
wyciągał ręce
pod tym lufcikiem:
— Prosper! ach, Prosper! —
krzyki szalone.
A w jasnym niebie
dzwonił skowronek.
Co drugi przez ten
ocet umierał,
ale, kitując,
chwalił Prospera,
że się tak schyla
nad ludzką dolą,
że taki skromny,
chociaż onkolog.
Ci, którym ocet
poszedł na zdrowie,
w bzowych gaikach
chodzili sobie.
Każdy szczęśliwym
spozierał liczkiem,
na głowie świeczkę
miał lub doniczkę.
W głębi gaików
był rodzaj auli.
Tam się zbierali,
dyskutowali —
«że w tym Pekinie
w pewnej dzielnicy
tunel przebili
czterej Chińczycy,
czterej Chińczycy
z oczami w ukos
tunel przebili
kitajską34 sztuką,
z wierzchu przykryli
papą krakowską,
a tunel idzie
przez cały kosmos;
tam się tych czterech
skryło głęboko,
książki czytają
i grają w oko35;
że mnie tu, panie,
w dołku coś tego,
co im do tego,
panie kolego;
lecz przyjdzie moment,
mój przyjacielu,
czterej Chińczycy
wyjdą z tunelu,
a wtedy, panie,
kosmos i odór,
sodomagomor,
siarka i wodór,
pustynia naga,
ni pół człowieka...»
Bełkot się wzmaga,
szumi jak rzeka,
że aż tańcują
flaszki na szafkach.
Tak bełkotała
rzeka Ciemnawka.
«To be or not to be»
Bulwieć od plot tych
niemal się zatruł.
Trzeba odetchnąć.
Jak? Do teatru!
Ogolił zarost,
wdział spodnie inne.
Teatr ma siły
rekreacyjne.
Na mieście śnieżna
szalała zamieć,
lecz jednak dojrzał:
«Hamlet» w programie!
Na placu Baki36
pośród olszynek
stał z drewna bardzo
dziwny budynek:
tu przybudówka,
tam przybudówka,
na jednej blacha,
indziej dachówka.
Od frontu żółto,
po bokach biało,
halucynacja,
horror i chaos:
tutaj filarek,
tam zakamarek,
tu parka kolumn,
tam kilka parek;
tu jakiś wykusz,
tam jakiś psikus,
wokoło balkon,
a na nim fikus.
W niszy Apollo
z lutnią natchnioną
pomalowany
był na zielono.
Dawniej ten teatr
był większy o pół,
lecz pożar strawił
piętnaście kopuł.
Bulwieć siadł grzecznie
na strapontenie37
i czekoladkę
przełknął z nadzieniem.
Kurtyna wolno
w górę się wznosi.
O, cudowności
teatralności!
Więc jeszcze jedno
połknął nadzienie
i już zaczęło
się przedstawienie.
Przycichła nieco
orkiestra dęta.
Na scenę weszli
duńscy książęta;
chłopy jak byki
z grzywą na karkach,
przy kordelasach
i przy zegarkach.
Bo po co aktor
płacze i skamle,
że tylko on jest
jedyny Hamlet?
Dobra Dyrekcja,
by te łzy otrzeć,
zadaptowała
sztukę samotrzeć38.
Zamiast dwudziestu
pięciu postaci
sami Hamleci
byli w dramacie.
Na diabła Grabarz
z tą Ofeliją!
Chcą grać chłopaki,
niech się wyżyją.
W ten sposób szlagier!
pierwszy raz w świecie!
grali w «Hamlecie’’
sami Hamleci.
Ręka na sercu.
Twarze ponure.
«Być albo nie być»39 —
wołali chórem.