O łzach

Tu płacz niewieści

usłyszał Bulwieć.

Jakaś szantrapa15

snać musi ból mieć.

Głowa jak kubeł.

Supermanikir16.

Suknia sportowa

w białe koniki.

— O, matko! matko! —

łka szantrapina —

Com ja znalazła

u mego syna!

O, hańbo! świecie,

gdzieś ty się zapadł? —

I pokazuje

czerwony krawat.

Niektórzy chcieli

powstrzymać babkę,

lecz ona skacze

w rzekę Ciemnawkę17;

ale nie tonie,

choć słychać chlupot.

Wielka jak słonie

jest siła głupot.

Niewątpliwie u celu podróży

Bulwieć na sobie

poprawił odzież:

— Teraz na pewnom

jest w Ciemnogrodzie,

bo taka mżawka,

noc, pleśń, swąd, mrok, brud;

a jak Ciemnawka,

to i Ciemnogród.

Tylko Lis zniknął,

lecz widać ślady.

Poszedł na pewno

do Ambasady.

«Barbara Ubryk»18

zwał się hotelik,

gdzie się położył

Bulwieć w pościeli.

Przez okno widać

gwiazdeczkę z nieba;

szlafmyca19, nocnik,

wszystko jak trzeba.

Mamo, jak rzewnie!

Tato, jak cudnie!

Kiedy się zbudził,

było południe.

Umył się. Z szynką

zjadł trochę groszku

i na wizytę

udał się do szkół.

Ciekawe, co też

w tym Ciemnogrodzie

studiuje złota,

kochana młodzież.

Z katedry upiór

zdobny siwizną

nauczał magii

i okultyzmu20.

Inny profesor

(z łagodną twarzą)

miał kurs dywersji

i sabotażu.

Nad nim sentencja

wisiała śliczna:

SZKOŁA BYĆ WINNA

APOLITYCZNA.

Dyrektor szkoły,

wpółniewidomy,

twierdził, że WSZECHŚWIAT

JEST NIERUCHOMY;

że WSZYSTKO STOI,

NIE MA SPRZECZNOŚCI.

Bo bardzo lubił

NIERUCHOMOŚCI.

Wciąż w żółtym palcie,

jak duch, w swym biurze

pisał swój traktat

«Przeciw Naturze».

— Dziękuję! — Bulwieć

powiedział mistrzom

i poszedł zwiedzać

Ciemnogrodziszcze.

Tu widok dziwny

oko mu przykuł:

wiele tysięcy

parawaników.

Wszędzie: przez skwery,

place, placyki,

chodziły jakieś

parawaniki.

Bo tutaj każdy

ma parawanik,

chodzi z nim, jeździ

i sypia na nim.

Gdy się, na przykład,

spotka dwóch panów,

to rozmawiają

zza parawanów;

u góry widać

głowy, kosmyki,

zaś za zasłoną

reszta psychiki.

Taka metoda,

jak łatwo zgadnąć,

ocala w pełni

życia prywatność;

i tę intymność,

i to zacisze,

świat psychoprzygód...

Któż to opisze?

Ciemnogród nie zna

publicznych latarń,

każdy ze swoją

latarnią lata.

Każda latarnia,

choć wielki to kram,

ma swój futerał

oraz monogram21.

A gdy pomylą

się monogramy,

wszystko się leje

po łbach latarniami,

tłuką latarnie

w bydlęcej złości,

no i Ciemnogród

stoi w ciemności.

A mostów nie ma.

Każdy cichutko

rżnie przez Ciemnawkę

prywatną łódką.

Orkiestr też nie ma

z tym strasznym brzękiem.

Każdy gra w domu

na własną rękę.