Ten sam rynek we mgle

A pod tą lipką, lipką zamgloną

we mgle kareta, we mgle koniki.

A obiecałeś na ślub kolczyki.

Jakie kolczyki? Biało-czerwone.

Biało-czerwone? Tak. Jak Warszawa.

Dla mnie. Dla twej Izoldy.

Jaka Warszawa?

Warszawie sława!

Sława kolczykom Izoldy.

W oberży i z oberży

„Pod Ogniem, Wodą i Miedzianymi Trąbami”

Niesłychanie mi przyjemnie.

Trzetrzewiński. Krupczałowski.

Pan się chyba śmieje ze mnie?

Ale skąd, na rany boskie!

Pan słyszał o tych kolczykach?

Podobno to balet chiński.

Może by tak pod śledzika?

Krupczałowski. Trzetrzewiński.

Kto? Izolda? Pod Cecorą8?

Demokracja. Kant dziadowski.

Nas z Krakowa nie nabiorą.

Trzetrzewiński. Krupczałowski.

Jak pan mówisz, bom zapomniał?

Pod Cecorą? Z tym Kilińskim9?

Człowiek musi być przytomniak.

Krupczałowski. Trzetrzewiński.

Wie pan co, a mnie czasami

rosną, panie, rude włoski,

w ogóle taniec na wulkanie.

Trzetrzewiński, Krupczałowski.

Jedna sitwa. Jedna sztama

ten Balicki10 i Weryński11.

Ma pan klucz? Zamknięta brama.

Krupczałowski. Trzetrzewiński.

Który klucz? O kluczu potem.

Nie zapłacił pan dorożki,

Ja? Znów strugasz pan idiotę.

Trzetrzewiński. Krupczałowski.

Mnie idiota? Od idioty?

Sam idiota. Idiociński.

Pełnia, panie. Stąd wymioty.

Krupczałowski. Trzetrzewiński.

Demokracja. Demokracja.

Jak pan mówi? Ryby z Rosji?

Za kolczyki? Święta racja.

Trzetrzewiński. Krupczałowski.

Ja tu z lewa, a ty z prawa,

będziem pili pod kanoldy12.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

I śpiewali żołnierze: Sława.

Sława kolczykom Izoldy.

Poeta

Przepraszam, że się przyłączę.

Poeta. Roch Serafiński.

Ośmiorga imion. Xiążę.

Krupczałowski. Trzetrzewiński.

Właściwie jestem bezdzietny.

Niestety noszę binokle13.

Raz chciałem wskoczyć do Etny,

jak ten, jak Empedokles14.

Dym był czerwono-biały.

Tylko sandały zostały.

Co proszę? Ee, nic właściwie,

to tylko taka bajka,

więc piszę i sam się dziwię,

a łzy takie wielkie jak jajka;

i z łez, no niby z tych jajek,

kiedy na ziemię upadnie,

wyfruwa kurczaczek-grajek

i śpiewa — och, jak ładnie.

Stąd wiersze, obywatele.

Dobrze poczytać w niedzielę.

A z wierszy, znaczy się, kawa,

zelówki, chleb, czysty raj.

Sława, panowie, sława,

sława kolczykom.

Good bye15.