Ucieczka

Pustym pociągiem wyjadę z głuchego przedmieścia,

szczekotem kół rozpryśnie w hali odbieg sekund

i bruk zaświeci w oczy mrozu suchą spieką,

niebo wypuchnie brzuchem w zgniły, ciemny granat.

Noc się rozedrze w długie, klaskające tory

jak szare korytarze w mróz wycięte pędem,

nieme domy przedmieścia w gęstych oknach powiek

spłyną długą powodzią czerni — mdłym uporem.

Zapłaczą bujnie światłem więdnącym jak liście

zza skrętów pochylonych wypełzłe naprzeciw,

konające krzyżami, błędne semafory.

Echo zagra oknami w wymijany parkan

i dmuchnie czarnym hukiem w głuche łuki arkad,

las się napije mchami smugi świateł.

Dalekie, obce miasta śpią pod jękiem mostów,

zastałe w czarnej gęści nocy, w gęstym miodzie,

żeby ranem nakisłym piersi w mgle ochłodzić,

zagwizdać w zęby fabryk ostrym świstem świtu.

Pociąg po pustych halach nieznajomych stacji

pryśnie krzykiem w zamarłe, ciche usta okien,

przeszczekocze klaskotem pluskającej stali

w szklane piersi sklepienia ogłuchłym potokiem

i zgaśnie...

noc wchłonie smugę wielkim haustem ciszy

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

W pustych górach zmiecionych gęstym, żółtym śniegiem

pociąg przepełźnie cicho w gęste gardła torów.

Gdy noc zakisi niebo zimnej czerni norą,

długim westchnieniem stanie na ostatniej stacji.

Kiedy szyny zagwoździ ślepy, twardy bufor,

nos zasypie świadomość żółtym śniegiem próżni8,

z daleka przejdzie we mgle głuchoniemy dróżnik

z zapaloną latarnią, która zgaśnie w zmroku.

1939

* * * (Nie płacz...)

Nie płacz, to ja nastaję w siwych czapach mgieł,

nie płacz, to ja nastaję każdą chwilą dnia

nie płacz, ja wrócę znowu z złotogłowych dni...

W przychodzących chmurami nowych, żywych snach...

noc odpływa na zachód w ostrych nożach gwiazd

(cierpkie smugi ugorów spłyną cicho w lasy)

i spotkamy naturę w barwny, jasny świt,

kiedy wiosna nabrzmiała pryśnie kwietnym czasem.

3. I. 39