2

Zbudziliśmy się rano. Był świt. Było święto.

W doniczkach trąb żołnierskich dojrzewały róże,

a postaci obłoków wykute w marmurze

uśmiechały się biało, zastygły tak cicho,

że zdawało się: klasztor pełen jasnych mnichów

patrzy w pierwszy dzień zimy na ptasi lot śniegu,

i byliśmy jak konie zatrzymane w biegu

i zakute w pomniki. Właśnie zapadł wieczór.