2

Tabuny oceanów płoną na równinach,

równiny są jak niebo, niebo jest jak woda.

Koczują złote smoki po wielkich przyczynach,

po ziemi wstępujące jak po czarnych schodach.

Góry ruszyły z legowisk, góry tak są lekkie,

sypią jak piasek z ręki obłoków do ręki.

W namarszczonym milczeniu, jak zwierzęta piękne

mruczą i dymią ostro swoim ciężkim wdziękiem.

Był czas, gdy strach nie istniał, tylko w ciemnym wnętrzu

przewalało się serce jak dzwon pustej studni

i piętrzyło się siłą, jakby krzyk się piętrzył.

Światy tonęły w światach. Dziś w każde południe

słychać jeszcze, jak gwiazda zatopiona jęczy.

Kto grał na tej fanfarze, wydymał złe morza

pełne gwiazd i błyskawic, i ryb niepoczętych,

huczące w trąby wirów, czerwone jak pożar

od idei wszystkich kształtów i wszystkich zamętów.

Żeby odwalić ziemię, po kamieniu kamień,

po liściu liść oderwać z wszystkich drzew,

zobaczysz wypalone w martwej ciszy znamię —

— naprężony do skoku tygrysi gniew

jak olbrzyma zastygłe ramię.