IV

Kąpali się chłopcy w rzekach,

których prąd podobny dłoniom żylastym,

gdzie czekała ich polana niedaleka

i mijały ich wyśnione obce miasta

napełnione kopułami z kolorowych szkiełek,

które w słońcu się wzdymały i gięły.

I widzieli w lasach ciemnych, wilgotnych

wirujące tęcze z purpurowych kamieni.

Wśród zielonych kołysek cieni

migotały im dziewcząt loki.

Ale jakże je było uchwycić,

kiedy były z snów przejrzystych nici?

Stanął Tytan nad rzeką i zawołał,

aż się kręgi kręciły po wierzchu,

jakbyś kamień w wodę rzucił — coraz dalsze koła

«Chodźcie, chłopcy, popłyniemy o zmierzchu

i zamkniemy w rąk brązowych kleszczach

kraj błękitny, gdzie gwiazda mieszka».

Ale śmieli się chłopcy białemi —

jak orzechy wyłuskane — zębami:

«Jakże płynąć chcesz, Tytanie, z nami

do tych bujnych jak burze ziemi,

kiedy my szukamy w nich dziewcząt —

jedwabnego jeziora pieszczot,

kiedy chcemy wydrzeć drogie kamienie

tęczom barwnym i zazdrosnym ziemiom?

A ty nie masz soczystego serca,

w którym dudni krew chciwa klejnotów.

Czy w lodowcach swych ukryjesz złoto?

Czy w cyklonach swych poszukasz mu miejsca?»

I płynęli, przepływali obok:

«Przecież ty masz zamiast serca obłok».

Poszedł Tytan od chłopców wesołych,

wielkie stopy ostrożnie stawiając wśród drzew.

Jeszcze za nim, pogłos rzeczny wołał

i płynących daleki śpiew.