O rezultaty
W małym porcie rybackim Bermeo, przetłoczonym uchodźcami, czekamy na statek wojenny angielski. Czekaliśmy już wczoraj na francuski. Nie przyszedł. Czeka z nami młodziutka para, słynna dziś w Anglii i poza Anglią. Jest to miss Jessica Midford i Esmond Romilly, narzeczeni, z których pełnoletnością jest bardzo krucho. Ona jest córką Lorda Rochedale, on siostrzeńcem Winstona Churchilla, byłego ministra Wielkiej Brytanii, przywódcy konserwatystów. Ród Churchillów należy do najpierwszej rodowej arystokracji angielskiej, od trzech wieków dostarcza Albionowi mężów stanu i wodzów. Teraz mały Romilly walczył po stronie czerwonych i robi dla nich propagandę. Narzeczona, ku niemałemu skandalowi rodziny, przyjechała za nim. Zwiedzaliśmy nieco razem. Romilly był miłym szczeniakiem, który dziesiątki razy zapominał w Madrycie swój karabin, a specjalnie kochał anarchistów. — Wreszcie wynurza się ogromny statek stalowy HMS „Echo” i po formalnościach jesteśmy na pokładzie. Kapitan zaprasza nas, wraz z młodą parą, na lunch. Jest to wysoki, barczysty Anglik, powściągliwy i spokojny. Romilly pokazuje mu odznaki anarchistyczne, opowiada z zapałem półdziecka. Kapitan nie przeczy. Nawet potakuje jakby. Ale wydaje mi się, że te słowa, które wymawiają obaj, każdy rozumie inaczej. Romilly mówi „faszyzm” z takim obrzydzeniem, jakby był synem górnika z Ronda678, kapitan mówi „faszyzm”, ale myśli: Włochy. Romilly mówi „rewolucja hiszpańska” i poczyna mówić o rosyjskiej. Kapitan mówi „rewolucja hiszpańska” i mówi o ostatniej wojnie karlistowskiej. Wielki, stalowy kolos dźwignął się z miejsca i pruje wody. Jest śliczne słońce i rześki wiatr. Piękny dzień wiosny w Biskai. Górzyste brzegi Euskadi przesuwają się wkoło nas, wiatr dmie w brezentowe płachty pokładu, pod którymi drzemią miny i armaty. Kapitan mówi i Romilly mówi. Używają słów tych samych, a sensy inne. Ale kierunek tych słów jest właściwie także ten sam: ten młodzieniec z angielskiego „Buntu Młodych” nie chce w Hiszpanii faszyzmu, ten kapitan His Majesty Ship „Echo” nie chce w Hiszpanii Włoch. Ale to jest, konkretnie, to samo. Kapitan, oburzając się na terror Moli, wspomina Zumalcarreguę, wodza karlistów sprzed wieku; Romilly, mówiąc o tymże Moli, wymawia zabawnie nazwisko „Denikin”679. Tylko że znowu kierunek tych myśli jest ten sam. Przede mną dwie burty jednego i tego samego statku wojennego zlewają się w końcu w jeden rozwleczony nurt. W Anglii dwa pokolenia mówią inaczej, ale w praktyce wychodzi to na jedno. W Polsce dwa pokolenia mówią językiem identycznym, ale sens ich myśli nie zbiega się w ten sam szlak wojennego okrętu. Antyrosyjskie Legiony Piłsudskiego i Legion Młodych680 pupilów Jędrzejewicza to nie było to samo. Wstęga gór i zatok roztacza się wzdłuż drogi okrętu, od wschodu poczynają majaczyć miękkie brzegi gaskońskie. Myślę, kto tu jednak ma rację: Romilly, który mówiąc „Hiszpania”, widzi za nią cień Rosji, faszyzm, wiek XX, czy ten małomówny kapitan najpierwszej marynarki świata, który myśli o wojnach karlistów, Zumalcarreguim i XIX wieku?
Hiszpania jest wciąż przed nami, obecna, niedaleka, będąca już jednak poza nami. Mamy oczy naraz nad Bilbao i nad San Sebastian. Takie to wszystko, choć niby oddalone, bliskie. „Echo” przesuwa się, prąc wody, rozrywając ich nurt. Nad statkiem trzepoce brytyjska flaga wojenna. Jeszcze jedna flaga obca nachylona nad hiszpańską walką. Czegóż chcą ci jeszcze? Leży rozłożony plik gazet londyńskich. Jest dziwny akcent radości. — „Walka trwa dalej” — mówi pismo. — Czyja walka? Białych, czerwonych? Nie: Hiszpanii. Co jeszcze jest w gazetach, nieczytanych od dawna? Oto madrycki korespondent pisma — pisma angielskie miały po każdej stronie korespondenta — donosi, że rekonstrukcja gabinetu jest znowuż aktualna; tym razem następcą Larga Caballero ma zostać nie Prieto, ale generał Miaja, obrońca Madrytu. Cóż piszą z Burgos? W Burgos także zmiany; mówi się o ustąpieniu generała Franco; jest przemęczony wojną. Jego miejsce ma objąć „pewien” generał, cieszący się zaufaniem sfer tradycjonalistycznych. To znaczy Mola. — Cóż mówi inne pismo? Że wynurza się nowa możliwość rozmów porozumiewawczych obu stron, możliwość zawieszenia broni, pokoju...
Romilly coś dowodzi z przekonaniem kapitanowi. Kapitan słucha uważnie i spokojnie. Oficerowie pokazują nam punkciki nieco na zachód, na morzu. To statki wojenne francuskie. W porcie St. Jean de Luz stoi sowiecki okręt. Baskijska Hiszpania, górzysta, płowa i zielona, wznosi się nad morzem panoramą wciąż bliską. Co robią ci wszyscy obcy? Czego chcą jedni i drudzy, i trzeci? Ci trzeci, neutralni? Tak różnie o tym mówiono i myślano. A jednak powoli, poprzez fakty, wszystko zaczyna stawać się jasne, wyrazistsze. Prawie jak te góry wybrzeża, wzdłuż których przesuwa się nasz pancernik.
1) Rosyjska interwencja
Pisano o niej bardzo wiele, widziano w niej i początek akcji zapirenejskiej, i idealizm, i potęgę. Obawiam się, że to, co po tym wszystkim powiem, będzie wzięte co najmniej za chęć paradoksowania, choć będzie bardzo stare. Pomoc rosyjska, o której wszędzie tyle pisano, która militarnie odegrała swoją rolę, była czymś zupełnie odmiennym od naszych wyobrażeń. Nie było w niej nic z dawnej akcji Sowietów w Chinach, w wojnie grecko-tureckiej nawet. Nie tylko dlatego, że jeszcze parę lat temu wielka polityka Kominternu zaniedbywała Hiszpanię, że w 1930 Manuilski681 mógł oświadczać, że „najmniejszy strajk w Niemczech ma dla nas większe znaczenie niż wszystko, co się dzieje w Hiszpanii” — a był to, ni mniej ni więcej, początek obecnych wydarzeń. Zresztą przeczytajcie tu ciekawe świadectwo Gide’a682 o reakcji na wypadki hiszpańskie w ZSRR. Temu lat dziesięć Rosja chwyciłaby się jeszcze tej wojny oburącz. Teraz weszła w nią mechanizmem bezwładu, ciążenia ku utartemu torowi, nawykiem tradycji. Wojny tureckie Aleksandra II683 były takim samym wpadnięciem w wielkie tory Piotra Wielkiego i Katarzyny684, a jednak były czymś zgoła mniejszym od tamtych. Dla Rosji sowieckiej cała walka hiszpańska miała znaczenie jako odciągnięcie uwagi Niemiec od Wschodu. Jej przedłużenie oznacza dla niej przedłużenie tej pieredyszki685. Cóż tu wiele mówić! Ani jeden tank i karabin rosyjski nie dostały się Hiszpanii czerwonej inaczej niż za złoto w złocie. Nie było inaczej z żywnością, nie było inaczej z towarami. Jeśli sprzyjanie komuś polega na interesach handlowych, to obawiam się, że niejedno z „państw faszystowskich” okazało Walencji nie mniejszą sympatię. Nie szedł zresztą materiał nowy. Było tak z pociskami, których daty odlewu były wyryte na każdej gilzie, było tak z tankami: opowiadał mi tankista rosyjski, że Rosja posiada już nowy typ tanku z motorem Diesla, niemożliwym do podpalenia, ale nie chciała ich wysłać do Hiszpanii. Kto wie, ile tanków spłonęło od benzyny Maurów, ten zrozumie, jak bardzo zaważyła na szali owa bratnia pomoc zleżałym towarem.
Wcale nie leży w moich zamiarach cieszenie się z tego stanu rzeczy czy pomstowania na obecnych władców Kremla, jak to robią trockiści. Stwierdźmy. Dlaczego to robili? Trudno na to odpowiedzieć. Może ktoś mniej sceptyczny wytłumaczy to nieskalanym pacyfizmem kraju radzieckiego. Może Rosja nie chce żadnej zawieruchy wojennej, bo wtedy wojskowi wzięliby górę nad partyjnymi, naczelny wódz nad generalnym sekretarzem partii, sztab generalny nad Kremlem, może dlatego cofa się tu, jak wycofała się z Chin, jak ustąpiła dalekowschodnie szlaki kolejowe Japonii, jak pozwoliła jej podejść pod bok Syberii. Może dlatego jeszcze, że ruchliwa rola trockistów w tym kraju wiecznej frondy ją zastanawia686, że woli nie mieć Hiszpanii czerwonej niż mieć ją trockistowską, że nie można by już z Moskwy rządzić Półwyspem Iberyjskim z łatwością, z jaką rządzi się Krymem. Może dlatego, że wyrosłaby konkurencja, inny raj komunistyczny, z innymi prorokami, że religia marksowska miałaby zbyt wcześnie swój Rzym i swoje Bizancjum. Hiszpanie to naród nie mniej pryncypalistyczny, doktrynalny, sekciarski niż Rosjanie. Komuś się to rzeczy wydadzą błahe, dalekie od realności politycznych: to w Polsce walki ideowe były zwykle tylko muślinowym terenem walk personalnych. W Rosji personalne spory musiano zawsze opancerzyć w brokat, futro, szuby, czapki monomasze687, owinąć watą doktryny. O, nie! W Rosji spory doktrynerskie nie są przybudówką czy nadbudówką: wchodzą głęboko w życie polityczne, wżerają się silnie w ciało narodu. Stalin mógł się bać tej schizmy i konkurencji zbyt dalekiej, by ją poskramiać. Wolał uniknąć jej powstania, a w każdym razie, jeśli na tej walce skorzystać chce, to przecież nie wysila się zbytnio, by jej wynik przesądzić. Być może, że zamieniając Hiszpanię w drugą cytadelę socjalizmu, spełniłby słynną przepowiednię Lenina688. Ale życie wielkiego Gruzina płynie nad rzeką Moskwą, w grubych murach Iwanowskiego Kremla, w cieniu ostatka bizantyjskich kopuł Białokamiennej. Ten człowiek musi znać i inną, bardziej dziś zapomnianą przepowiednię Hercena689: Moskwa będzie trzecim Rzymem, a czwartego już nie będzie. — Stalin jest cezarem tego trzeciego Rzymu, jest człowiekiem Moskwy. Chce na Moskwie zakończyć pochód dziejów. Ten człowiek nie stworzy czwartego Rzymu. —
2) Włochy, Niemcy, „Rozbiór Hiszpanii”
W całym świecie najchętniej dawano wiarę pogłoskom, że zapłatą Niemiec i Włoch, że celem ich polityki będzie rozbiór Hiszpanii. Co tydzień Baleary brał definitywnie Rzym, Maroko ostatecznie Niemcy, wreszcie dzielono już kontynent. Nie myślę wcale tłumaczyć, że państwa te działały przez cechującą je bezinteresowność, jeśli poproszę, żeby te podziałowe plotki w interesie ścisłej informacji między bajki włożyć. Zresztą były one nieraz dementowane przez fakty: i tak wycieczka neutralnych attaché wojskowych po Maroko, dokonana niezwłocznie po pogłoskach w prasie paryskiej o desancie Reichswehry690 w tym kraju, stwierdziła ich zupełną bezpodstawność. Trzeba tylko, żeby zdano sobie u nas sprawę, że imperializm nowoczesnych państw totalnych i nacjonalistycznych, imperializm 1937, jedyny może, jaki istnieje, bo Rosja jest w odwrocie, a Anglia w pozycji obronnej, jest zupełnie inny — nie „gorszy” czy „lepszy”, ale inny — od imperializmu z roku 1887, jak epoka Edwarda VIII691 operuje innymi metodami niż czasy królowej Wiktorii692, a Mussolini693 to nie Palmerston694. Nie. Rzecz nie jest taka prosta. Niemcy i Włochy nie myślały o żadnych terytorialnych aneksjach w Hiszpanii. Myślały za to o czymś grubo większym. Myślały o całej Hiszpanii. Jak? Znowu nie trzeba sobie wyobrażać, że Franco byłby po zwycięstwie podprefektem czy gauleiterem695 okręgu Pireneje. Ale w razie jego zwycięstwa powstałby za tymi Pirenejami reżym bliźniaczy nie Moskwie, ku czemu zmierzano, nie Francji, z czego się ześlizgnięto, ale reżymom w Berlinie i Rzymie. Ten reżym berlińsko-rzymski przy wszelkich hiszpańskich odrębnościach powstanie w kraju oskrzydlającym Francję. Będzie miał w pamięci zarówno jej życzliwość dla czerwonego Madrytu, jak pomoc okazaną sobie przez Niemcy i Włochy w chwili ciężkiej. To wspomnienie bardzo świeże i żywe będzie się łączyło z przepotężnym łącznikiem, jakim są w naszym wieku — jak w. XVI były nimi podobieństwa religijne, jak w XIX etniczne pokrewieństwa — podobieństwa ustrojów. Niebawem spotęgują to jeszcze węzły gospodarcze: współpraca dwóch krajów wysoko uprzemysłowionych a cierpiących na niedostatek surowców, z krajem wadliwie i niedostatecznie uprzemysłowionym, opływającym za to we wszelkie rudy i węgle, jest zjawiskiem gospodarczo naturalnym. Jeśliby zwyciężyli czerwoni, Hiszpanię doprzemysłowiałaby Rosja. Na pewno nie za darmo. Gdy zwyciężą biali, trud i benefis696 tego doprzemysłowienia wezmą na siebie państwa, których ambasadorzy siedzą dziś w Burgos. Także nie za darmo.
Tylko człowiek, co nic nie wie i nie jest zdolny do rozumowania przez trzy minuty, może na to wzruszyć ramionami i powtórzyć z uporem, że to swoją, a tamto swoją drogą, że swoją drogą państwa antykomunistyczne uprzemysłowią Hiszpanię na własną korzyść, a swoją drogą jedno weźmie Baleary, a drugie Maroko. Ależ zagarnięcie Balearów czy Maroka stałoby się argumentem w ręce wpływów antywłoskich i antyniemieckich w Hiszpanii, prędzej czy później zwróciłoby ją przeciw obecnym sojusznikom, przygarnęło z powrotem ku Francji i Anglii! Ze strony Włoch i Niemiec byłaby to akurat taka polityka, jak gdyby ktoś mający wszystkie szanse otrzymania w BGK pożyczki na trzy miliony złotych, ukradł na początek srebrną łyżeczkę na przyjęciu u gen. Góreckiego. Chciał mieć i trzy miliony, i srebrną łyżeczkę. Nie trzeba im przypisywać rozumowania kategoriami drobnego żulika. Państwa faszystowskie nie okroją terytorialnie Hiszpanii. Państwa faszystowskie nie wyeksploatują jej ekonomicznie tak nawet, jak nas eksploatował po wojnie niejeden sojusznik. Państwa faszystowskie zrobią oczywiście interes swego przemysłu na lokatach w Hiszpanii, ale i tu będą raczej przestrzegały miary w zysku, i bez tego ogromnym. Tej miary będą tu przestrzegać po to samo, po co nie uszczkną piędzi ziemi: po to, żeby obok Niemiec, obok Włoch, za Francją i ponad Gibraltarem, zjawiło się trzecie państwo totalne, nacjonalistyczne i sprzymierzone. Po to, żeby Hiszpania wróciła po trzech wiekach do koncertu europejskiego i wróciła jako ich sojusznik. Wróci do niego jako brillant... troisième697, jako Bułgaria cara Ferdynanda698, jako lepsza Albania, jak dawniej z konieczności Belgia sekundująca Francji. Będzie czymś w tych kategoriach. Ale wróci. Ale będzie siłą. Zobaczymy, że Włochy zwłaszcza będą jeszcze szczuć ją przeciw Anglii, wytykając zawsze bolesny Gibraltar699. Tego by czynić już nie mogły, zabierając same Majorkę czy Ceutę, a czy to likwidacja wpływów francuskich dla Niemiec, czy to likwidacja angielskich dla Włoch będzie rzeczą bardzo ważną. Jeśli się wreszcie zestawia pomoc rosyjską z pomocą tych dwóch państw, to raczej można powiedzieć obrazowo, że Rosja, dając swe tanki, nie kredytowała ani godziny, tamci zaś, dając swoje, gotowi byli na dalekie, dogodne i różnej natury spłaty. Koniec końców dla pierwszej względy handlowe dominowały inne, dla drugich to odwrotnie, plany polityczne przesłoniły handlową stronę interesu. W Potopie gdy Kiemiliczom, sługom Kmicica, Szwedzi zarekwirowali konie, dając w zamian gotówki kwity, Kiemlicze płakali. Kmicic jednak wziął kwity rad, bo pod pozorem szukania wypłaty mógł objechać całą okupowaną Polskę, wszystkie kwatery szwedzkie, dotrzeć, gdzie chciał. Zdaje się, że w obecnym hiszpańskim Potopie to nie Rosjanom przypadła umysłowość i rola Kmicica.
3) „Nieinterwencja”. Polityka Anglii, a także Francji
Statek, na którym płyniemy, jest statkiem wojennym brytyjskim. Pełni straż na tych wodach wraz ze statkami francuskimi. Anglia, Francja to państwa nieinterwencji. Te słowa opatruje w cudzysłów Madryt. — Dla nas to najbardziej mdła i żadna polityka. —
A oto mam wrażenie przy tych gazetach, że wreszcie zaczyna się widzieć i w niej jasno. „Walka trwa dalej!” — ten okrzyk prasy brytyjskiej mówi wiele. Czy była w tej wojnie nieinterwencja? Czy funkcjonował nadzór granic? Czy forytował700 kogoś — a jeśli tak, to kogo?
Nieinterwencja była taką samą grę polityczną, jak każda inna. Nieinterwencja była polityką „stosowaną”. Miał rację Madryt, gdy mówił, że przepuszcza uzbrojenia niemieckie. Mieli rację w Burgos, gdy mówili, że toleruje transporty sowieckie. Nieinterwencja przepuszczała i jedno, i drugie. Po cóż więc istniała? Bo przepuszczała — i o tym się nie mówi — celowo. Otwierała śluzy raz jednym, raz drugim. Tak jak otwiera się lub zamyka śluzy kanału sueskiego. Ta wojna była wojną regulowaną. Ile razy przewaga białych stawała się widoczniejsza, tyle razy czerwonym udała się dostawa sowiecka. Ile razy szanse białych zaczęły się chwiać, tyle razy im z kolei udało się przemknąć przez morza.
Jakiż był cel tej polityki?
Cel był jasny. Oto przede wszystkim Anglia, a potem jednak i Francja, nie chciały usadowienia się za Pirenejami ani komunizmu, ani faszyzmu. Państwa te od wieku zneutralizowały Hiszpanię. Uczyniły z niej kraj, który w polityce międzynarodowej partnerem nie był, od problemów europejskich trzymał się z dala. Państwo Filipa II, które tyle trudności wyrządziło i Anglii, i Francji, nie liczyło się w tym świecie. Hiszpania komunistyczna byłaby wciągnięta w politykę sowiecką, Hiszpania faszystowska stałaby się partnerem Niemiec i Włoch. Tamte państwa zmierzały do uaktywnienia Hiszpanii, do pozwolenia, by odgrywała odtąd jakąś rolę, choćby rolę brillant second701. Anglia i Francja nie chciały, nie chcą tego powrotu. Walka mogłaby być parę razy dla różnych stron zwycięsko rozstrzygnięta. Ale przewaga wojenna jest za każdym razem niwelowana. Tę wojnę reguluje się z oddali. Czeka na zupełne wykruszenie się sił po jednej i po drugiej stronie. Na ogólne osłabienie, ogólne wyczerpanie. Forsuje zmianę personelu. To nieinterwenci wspierają wszystkie intrygi przeciw Franco w Salamance, przeciw Caballerze w Walencji, insynuując każdej stronie, że z innymi ludźmi politycznymi gotowi byliby gadać, gotowi wspierać. To oni grają na zmęczenie, na wyczerpanie, na odsunięcie kolejne po obu stronach najsilniej zaangażowanych w walce, to oni wspierają przychylnie każden manewr, który rząd w Burgos czyni zależnym od falangistów, rząd w Walencji mniej związanym z komunistami. Każdy dzień walki musi rodzić chęć pokoju, pokoju neutralnego. Bez niczyich zwycięstw, bez żadnych stanowczych zmian. Taki pokój da Hiszpanii powolną wegetację, zabliźnianie ran. Taki pokój sprawi i to jeszcze, że Hiszpania jako czynnik polityczny nie wróci do Europy. Ani jako czerwona, ani jako faszystowska. —
Motorówki przewożą nas na ląd, do St. Jean de Luz, który teraz jest małym portem rybackim, a tylko jesienią napełnia się turystami. Zapada bardzo blady wieczór i ludzie w pensjonacie słuchają historii z Bilbao jak baśni o wilku za siedmiu górami żyjącym. Ci ludzie są tak samo Baskami, a od tamtych Basków dzieli ich nie siedem gór, ale wąski, tuż pod St. Jean podchodzący, pas Pirenejów. A jednak dzieli ich od tamtego świata i spraw jego ściślej i lepiej, niż Cieśnina Gibraltarska oddziela Rif od Andaluzji.