To samo

Kilkanaście górskich państewek, skłóconych ze sobą i biednych, wiedzie na poły bałkański żywot. „Bałkański” jest tu dobrym określeniem, choć chodzi o czasy współczesne naszym Piastom. Są to, powiedzieliśmy, państewka górskie, niemal plemienne. Takie były Czarnogórze i Albania przez XVIII i XIX wiek. Jerzy Kastriota Skanderbeg476, który w wieku XV z pomocą Wenecjan wyciosywał z trudem daremnym własne niepodległe królestwo — to przecież analogia owego Rodryga de Vivar477, który na czas jakiś podbił muzułmańskie królestwo Walencji, nieutrzymane przez jego potomków, i stworzył trwalszą odeń legendę — kornejowskiego478 Cyda. Tak, choć to pełnia średniowiecza, te królestwa zapirenejskie to Bałkany późniejszych czasów. Skłócone między sobą, przechowują pamięć wspólnoty krwi; litościwe, kultywują vendettę; zbiedniałe, zachowały wspomnienie lepszych, większych czasów. Jednakim okiem patrzą naraz w tę przeszłość i na Południe. Przeszłość ta jest jakąś niewyraźną, wczesnośredniowieczną — i tu, i tam — państwowością, pochłoniętą straszliwym najazdem, który przetrwał we wspomnieniach górskich — tam aułów479, tu puebli. Południe jest jakimś światem zaczarowanym i złotym. Wielkim bogactwem i mądrością. Ciepłem i użyciem. Południe dla Bałkanów to Bosfor i złote kopuły Hagii Sofii480. Południe dla tych plemion kastylskich, aragońskich, asturskich to koronkowy meczet Kordoby, senna Alhambra, bogata Andaluzja. Można by mnożyć analogie do szczegółów samych; Monserrat a mnisza góra Athos481. Dlaczegóż tedy Bałkany martwieją przez szereg wieków, a Kastylia urasta w mocarstwo? Dlatego, dlaczego jednocześnie z Kastylią mocarstwem staje się inny, zlepiony z rozpadłej całości strzęp ziem słowiańskich na Wschodzie Europy — Polska. Obu dziełom patronuje ta sama myśl, religijnie uniwersalna, politycznie zachodnioeuropejska: „Trzeba postawić granice Europy trwale. Rozszerzyć je, zalew nieeuropejski odeprzeć. Wędrówki ludów mają być epoką zamkniętą”. — Otóż i Polska ostatnich Piastów, i Kastylia im niemal współczesna, są bardzo odległe od centrów Europy, od Rzymu i od Sorbony, ale są przecież włączone w ich system religijny, polityczny, kontynentalny: jest to jeszcze średniowiecze, a w średniowieczu te rzeczy są jednością. Nigdy przedtem i nigdy już później katolicyzm nie będzie tak wybitnie czymś zachodnioeuropejskim. Nigdy przedtem problem europejskiej jedności nie był w ogóle stawiany, a nigdy już później nie będzie urzeczywistniony tak doskonale jak w epoce, gdy nie tylko istnieje jednolitość religijna, uniwersalizm cesarsko-papieski, mit wiecznego miasta i rozdawnictwo koron nowym państwom, ale wspólna łacińska mowa całego uczonego świata. W ten system odległa od Rzymu Kastylia i nie mniej odległe Mazowsze są włączone, gdy np. bliska mu a prawosławna Albania już nią nie jest. To nie tylko wysiłki królów i polityków tworzą pochód hiszpańskiej Północy na Południe, polskiego Zachodu na Wschód. To jeszcze myśl Rzymu, czasem myląca się, czasem popełniająca błędy, to z nią myśl polityczna Europy — a wówczas jeszcze tworzą one jedno — pracuje, w interesie całości kontynentu, nad zamknięciem jego wrót wypadowych dwoma blokami silniejszymi niż inne. Średniowiecze wschodziło niegdyś nad Europą otwartą na wszerz i na wzdłuż. Odda ją Odrodzeniu zamkniętą bastionami od głównych szlaków nomadzkich.

Przed ludźmi, którzy zdobyli Grenadę482, obcą cywilizację, bogaty świat, otwiera się tak nie tylko Morze Śródziemne i nie tylko Ocean: otwiera się kolumbowski Nuevo Mundo, Nowy Świat483. Przed krakowsko-mazowieckim koloniantem otwiera się nie tylko Wilno. Jeszcze bramy i cerkwie Kijowa. Czyli Ruś. Ta Ruś, rozmiarami równa reszcie Europy, jest wówczas czymś, co nie ma jeszcze krystalizacyjnej osi; obok Kijowa jest tu Moskwa, ale jest także i mieszczański, wolnościowy, niezależny Nowogród, jest zrutenizowane484 swymi cerkwiami Olgierdowe485 Wilno. Kastylia wyrusza za morze, gdy do morza doszła. Polska wyrusza za Dniepr, doszedłszy do Dniepru. Tam, gdzie nie wyruszy, nie dojdzie samo państwo, dojdzie zagon rasy; Ferdynand Cortez będzie w Meksyku, czym lisowczycy486 Dymitra w Moskwie. Historia nie powtarza się jako wypadki. Ale powtarza się jako tendencje. Ferdynand Cortez, natrafiwszy na Moskwę, a nie na bezwolne tłumy Meksyku, musiałby zapewne uciec, jak tamci. Ale potomkowie carów Szujskich487 stali się szlachtą polską. Ostatni potomek inkasów meksykańskich488 zmarł w początku XIX wieku, jako ostatni conde de Montezuma489. Tak samo potomków podbitych dynastii glajchszaltował490 Rzym cezarów, tak glajchszaltuje resztki swych kolonialnych królików współczesna nam Francja Lyauteya491.

Oba mocarstwa wyrosły swym pokoleniem półdzikim, wojennym, ale już zdatnym do recepcji jakiejś najprymitywniejszej chociażby całościowo europejskiej myśli. Pokolenie to było rycerstwem, stać się musiało szlachtą. Było twórcą wzniesionego dzieła. Współczesne mocarstwo francuskie ze zlepku ziem feudalnych ukleciła królewska dyplomacja, królewscy urzędnicy legiści492, królewscy bankierzy miasta. Współcześnie Anglię zbudował samorząd ziem i gmin — i wszystkie te czynniki miały w państwach przez siebie stworzonych osiągnąć miejsca najpierwsze. Dlaczegóż trwa jeszcze Francja i Anglia, dlaczego Polska Jagiellonów załamała się w strasznym kataklizmie, z którego po wieku odzyskała niepodległość, ale wielkim mocarstwem dzieje tworzącym być, oczywiście, przestała? Dlaczegóż Hiszpania Ferdynanda i Izabelli, połączonych wraz ze swymi królestwami takim samym ślubnym więzem jak Jadwiga i Jagiełło, zakisnąć miała w marazmie? Te, a tamte nie? Oto dręczące, wielkie pytanie.

Zdaje się, że sięgnąć trzeba — poprzez te dalekie odgłosy strzałów (tej nocy znowu zacząć się musiał jakiś szturm na Carcel Modelo) — do owych narodzin ich potęgi. Do momentu, gdy interes całościowy Europy poczuł się na sile i zarazem począł wymagać, żeby odgrodzić się od sił pozaeuropejskich murem obronnym tych dwóch marchii493 granicznych. To niezawodnie promieniowanie Europy podniosło społeczeństwa książęcego Krakowa i górskiej Kastylii do większej roli na tych krańcach. To stamtąd, z zewnątrz, wyszło ziarno wielkiej myśli, które tu wzeszło. Ale w ten sposób potęga sama stawała się rzeczą wtórną; kraj dawał swoją siłę pod jej realizację. Obcy Zachód przynosił jej ideę, myśl. Podział ról ustalony został odtąd odległością samą od centrum cywilizacji. Cywilizacji tej — jeszcze zjednoczonej, przedlutrowskiej, nierozdartej, mówiliśmy to już zdaje się — nie mogło wtedy zależeć na powstaniu w samym jej ośrodku wielkiego mocarstwa. Wieki średnie były tu niezwykle konsekwentne: rozłożyły na części centralne imperium Karola Wielkiego, rozsadzały każdą próbę jego następców, utworzyły w środku Europy wielką „rzeszę” państw i państewek, usuwając groźbę absolutum dominium494 Europy. Chciały je mieć ku własnej obronie na Wschodzie. Liczyły się, że silna Polska raczej sięgnie po Psków niż po Opole, a potężna Hiszpania prędzej przekroczy Gibraltar niż Pireneje. Miały, zdaje się rację.

Tak więc te dwie potęgi powstały przez Europę, dla jej ochrony, u jej granic. — U jej granic. — Daleko od jej centrów, ośrodka myśli, zwojów mózgowych, które nie przestały jednak wytwarzać nowych dyrektyw, rzucać nowych zadań, zmieniać się. A te przemiany, i to było najpierwsze, były z natury rzeczy wcześniejsze nad Renem niż nad Ebrem, nad Sekwaną niż nad Wisłą. Bieg tych przemian opóźnił się jeszcze. Tam gdzie dawniej były słabe państwowości, z musu oglądające się ku Europie, powstały silne państwa czujące swą moc i możność, nie czujące zaś tej co przedtem konieczności. A wreszcie Europa nie była już Europą. W miejsce dawnej jedności wyrosło skłócenie obozów, rozdwojenie idące nie poprzez dogmaty religijne, ale poprzez politykę i kontynent. Sama Europa więcej już uwagi skupiała na Renie niż na spokojnych krańcach kontynentu. Dawne źródło nie było już dawnym źródłem. Akwedukty, które doprowadzały wodę, doprowadzały jej mniej i wolniej. Wielka idea nie tylko przestała już wznosić strzeliste wieże kościołów, wzbierać natchnieniem religijnym największych malarzy, słać tłumy na szańce Jerozolimy495 i zakonnikami reformy kluniackiej496 cywilizować Europę. Przestała także tworzyć mocarstwa. Przestała je nawet podtrzymywać.

Współcześnie inne państwa napełniały przecież swe istnienie nową myślą polityczną. La France, jadis soldat de Dieu, aujourdhui soldat de l’humanité, sera toujours soldat de l’ideal497 — powie bardzo późno ktoś wielki. Fraza Clemenceau nie jest wyłącznością dziejów Francji. To samo jest z Anglią, to samo z Niemcami, to samo z całym światem najbliższych wielkich ośrodków Zachodu. Napływała w nie nieustannie nowa treść dziejów, jak napływała — i to będzie druga przyczyna upadku tam, a wzrostu tu, w centrum — nowa treść społeczna. W Hiszpanii i Polsce tego nie było. Ani pierwszego, ani drugiego. To drugie — nowa treść społeczna — nie napływa również. Nie trzeba się temu dziwić. Tak było w każdym społeczeństwie, którego wielkie dzieje, okres świetności, wybudowała jedna przodująca klasa. Francja mieszczańska za naszych dni jeszcze utrzymuje się w kraju o olbrzymiej proletariackiej większości. Anglia szlachecko-mieszczańska utrzymuje tak samo władztwo w kraju, który od lat stu jest coraz silniej przemysłowy i robotniczy. Wielkość położonego wysiłku zapewnia długość trwania. Luźność klasy panującej — i w Polsce, i w Hiszpanii przejście do warstwy szlacheckiej było znacznie łatwiejszym niż w innych krajach — ułatwiała odnawianie jej dopływem wszystkich silniejszych żywiołów z warstw innych. W ten sposób oba te kraje leżące na peryferiach Europy żyły jeszcze długo takim wyrazem idei kontynentu, który już gdzie indziej odmienił się był dawno w nowsze kształty, żyły jeszcze dłużej we władaniu warstw, które wszędzie indziej przetworzyły się w coś innego lub ustąpiły miejsca. Filip II nie był bigotem, gdy tak wiele wysiłku poświęcał walce z herezją. Zygmunt Waza498 nie był bigotem, gdy odrzucał prawosławne i protestanckie korony. Ci ludzie dobrze pojęli rację bytu ich państw, racje, które ją wzniosły. Widzieli racje te, system rzeczy dawnej Europy rozkładany sporem religijnym, bali się, że podważy i ich potęgi, z owego stanu rzeczy biorące swe racje istnienia. Obaj byli reakcjonistami, bo obaj, zamiast starać się odnaleźć nowy, pozareligijny wyraz jedności europejskiej, nie mogli wyobrazić sobie istnienia innego niż ten, który szybkimi krokami cofał się już w przeszłość.

*

Rozkład nastąpił na tym podwójnym planie: degeneracji idei politycznej, która scementowała aglomeraty księstw i królestw dzielnicowych w nowoczesne mocarstwa, degeneracji warstwy, która oddała tej idei swe siły do dyspozycji, zagarnęła w siebie wszystko, wchłaniała siły innych. Upadek militarny, zacofanie szkolnictwa, dekadencja ustroju politycznego, zubożenie społeczne, wszystko są to częściowe i wtórne przejawy tamtego rozkładu. Dlaczego synowie najciemniejszego i najgorszego pokolenia szlachty polskiej, czasów saskich, stają się naraz pokoleniem rycerskim, bijącym się w całej Europie, nowoczesnym, mówiącym tym samym językiem myśli europejskiej co współcześni im w Paryżu, Londynie i Berlinie? Dlaczego w swym wieku dojrzałym i podeszłym nawet zejdą jako prowincjalni luminarze499, doskonali gospodarze i rządcy, europeizujący technicznie polskie rolnictwo? Skąd taka różnica ojców i synów? Najniewątpliwiej stąd, że warstwa była mniej zdegenerowana niż idea polityczna, której służyła, że przesiąknięta naraz nową, inną ideą, potrafiła nie tylko ideę tę pojąć — rzecz taka trudna dla szlachty francuskiej na przykład — ale potrafiła ją recypować500, przejąć się nią, reorganizować wedle jej pojęć kraj, stworzyć z niej nowe jego zadania. Wstrząs, jakim były rozbiory Polski, był tą cucącą siłą. Był, poprzez szereg nieustannych klęsk powstaniowych, pierwszym, które pokładło się przepaścią różnicy między losami Hiszpanii i Polski.

Bo znowuż te dwa kraje w okresie rewolucyjnego kotłowania Europy zostały postawione wobec niebezpieczeństwa utraty niepodległości. I wobec niego zareagowały inaczej.

Polska wobec groźby utraty niepodległości reaguje europeizowaniem się najpierw, po drugie stanięciem w szeregu rewolucyjnej Europy. Czyni, by się utrzymać, apel nie do wszystkich sił zachowawczych, lecz do wszystkich rewolucyjnych świata. Będąc uważana przez państwa zaborcze i opinię europejską jako zacofana, przerzuca się do ultrapostępowości. Hasła rewolucji francuskiej odnajdują jednak w świecie skąpy oddźwięk. Ostatni rozbiór dokonywany zostaje za to pod lękiem rewolucyjnego zarzewia. Pierwszy rozbiór brał za asumpt501 zacofanie Polski, ostatni — jej rewolucyjność.

Hiszpania wobec tej samej groźby wybiera zupełnie inną drogę. Tę, którą stosowała Polska z powodzeniem wobec najazdu szwedzkiego, podnosząc hasła religijne, hasła dawnego czasu, i znajdując dla nich oddźwięk szeroki. Tę, którą z mniejszym powodzeniem, ale jednak przez kilka lat konfederacji barskiej502 zdołała już zastosować Rzplita: Hiszpania egzaltuje uczucia religijne ludu. Były one w poniewierce przez kilkadziesiąt lat rządów Oświecenia: Hiszpania wydobywa je na nowo. Okazuje się, że było w nich dość siły, żeby Hiszpanię obronić. Kto wie, gdyby walka Rzplitej potraktowana była w stylu Czarnieckiego i księdza Marka503, czy nie miałaby lepszych rezultatów niż prowadzona w stylu Kołłątaja i Konopki504. Kto wie, czy samo przedłużenie o lat parę egzystencji, samej wegetacji Rzplitej, przeczekanie niepomyślnego okresu, Katarzyny, Fryderyka, Józefa II, czego właśnie chcieli w okresie Sejmu Czteroletniego dawni barszczanie, nie byłoby utrzymało niepodległości.

Ale odmienności obranych oręży, odmienności sił, do których apelowano, towarzyszyła i odmienność skutków:

Jeśli Hiszpania w obronie przed Napoleonem podniosłaby sztandar nie kościelny, ale rewolucyjny, możemy dziś być pewni, że nie miałaby za sobą ani ludu, ani Europy, ani zwycięstwa. Hiszpania, podnosząc właśnie sztandar religijny, oparła się na strukturze, na założeniach swych jako państwa, jako społeczności, i obroniła swą niepodległość polityczną. Natomiast utrzymała się dalej w swej anachronicznej treści.

Polska, podnosząc sztandar rewolucyjny, idąc za rewolucją francuską, koszmarem absolutyzmów europejskich, nie tylko nie zapobiegła, ale może nawet przyspieszyła zagładę swej niepodległości. Ale jednocześnie z tą zagładą, i przez nią samą nawet, rozpoczął się powolny, ale nieprzerwany już odtąd proces unowocześniania się i odradzania narodu. Przejawami jego była bitność Legionów, ofiarność Wielkiego Księstwa, wreszcie rządność i mądrość ludzi Królestwa Kongresowego.

Oczywiście, nie będziemy posuwać się do tezy, że Polska przekładała odrodzenie społeczeństwa narodu nad niepodległość państwa, Hiszpania odwrotnie. Powiemy, że społeczeństwa mądrzejsze znalazłyby takie wyjście, w którym utrzymanie niepodległości nie oznaczałoby jeszcze narodowego skostnienia i przeprowadzenie reform nie naraziło na szwank bytu państwa. Był okres, kiedy Japonia, zmuszona przegraną wojną do otworzenia swych portów Stanom Zjednoczonym505, wchodziła w stadium, które poprzedziło dla Chin ich rozkład, dla Maroka ich protektorat, dla Kambodży przedzierzgnięcie w kolonię. Japonia zdołała jednak zarazem ocalić swą niepodległość i unowocześnić strukturę, niezależnie od tego, że mikado506 pozostał dla niej potomkiem (w prostej linii) słońca. Jedno nic nie miało z drugim wspólnego. Niestety dla Hiszpanii i Polski, żadne z tych państw nie było Japonią. Polska zdołała się ocknąć, ale nie zdołała ocalić niepodległości: Hiszpania ocaliła niepodległość, ale nie zdołała się ocknąć.

*

Ale i ta pierwsza dziejowa dystynkcja507, rozdroża losów, jeszcze nie wyżłobiły granic dość głębokich, hiszpański wiek XIX mielibyśmy w Polsce, gdyby ta była niepodległa. Mieliśmy wszystkie jego elementy, to pewne. Nasi rewolucjoniści wierzyli, jak tamci, że reformy, im przeprowadzane krwawiej, tym bardziej są prawdziwe. Towarzystwo Demokratyczne, Mierosławski508, to postacie, które w Hiszpanii mają wszystkie prawa obywatelskie. „Nie będzie postępu, póki na kiszkach ostatniego biskupa nie zawiśnie ostatni szlachcic”509. To nie tylko Mierosławski to mówił. Ta wiara polskiego Garibaldiego510 była głęboko rozpowszechniona w reszcie Polski. Otóż ta wiara jest hiszpańska. Ta wiara rządziła wojnami karlistów. I choć już losy obu krajów poczęły się rozchodzić, jeszcze powtarza się wszystko. Paralelą511 wydarzeń. Są spiski wojskowe, liberalne w Królestwie Kongresowym, są i w Hiszpanii; są loże i tajne związki, jest wreszcie wybuch zbrojny, tu kapitana Wysockiego, tam generała Riego512, a w początkowym okresie towarzyszy podchorążym polskim i ich wołaniu do broni pośpieszne zamykanie rygli u sklepów warszawskich, w początkowym okresie buntu Riego tak samo, tułając się w Andaluzji, nie znajduje odzewu. Dzieje Hiszpanii XIX wieku są dziejami wojskowych pronunciamientów, pułkowych spisków, dywizyjnych mężów stanu, ale dzieje tego wykrawka polskiej wolności, jakim było powstanie listopadowe, to tak samo dzieje walk generalskich i najprawdziwszych pronunciamientów; przeczytajcie, w roku 1831, czym są, ukrywane przez polskich historyków, dzieje Bolimowa513. Nieprześwietlone dotąd dzieje Wielkiej Emigracji popowstaniowej przetkane są pomysłami falansterowo-prudhonistyczno-saintsimonowskimi, mirażami utopijnych komun, idealnych dyktatur, anarchistycznych wolności: to w tej epoce lewicowy historyk polski będzie uważał wybór Michała Korybuta Wiśniowieckiego514 za dowód mądrości Polaków, a w specjalną opiekę weźmie... liberum veto. To, co u Polaków mogło się tylko tułać... na paryskim bruku, to w Hiszpanii znajdywało nie tylko marzycieli i doktrynerów, ale ponawiane próby realizacji. Dążenie do Niepodległości było jedyną rzeczą, która brała pierwszeństwo nad tamtym. Chcecie wiedzieć, jak widział świat współczesny Polak sprzed laty stu, jak widział jego problemy, zagadnienia i konflikty? Czytajcie Nie-Boską Komedię. Chcecie wiedzieć, jaki kraj najbardziej przypominał świat Nie-Boskiej, świat hrabiów Henryków i doktrynerów Pankracych, świat „klubu lokajów”, chóru przechrztów, Okopów Świętej Trójcy? Przeczytajcie w skrócie encyklopedycznym dzieje Hiszpanii XIX wieku. Nie-Boska oto Hiszpania. To dramat, który mógłby napisać Miguel de Unamuno. To dramat, który dziś jeszcze rozgrywa się w Hiszpanii, tej, w której płoną kościoły i w której ludzie wierzą w krucjaty. „Chcesz wiedzieć, czym byłby nasz kraj odzyskany w trzydziestym pierwszym roku? Powiem ci: Hiszpany”515.

*

Nic się nie zmieniło wskutek tego, że dawne grunta gminne rozdano z woli postępowych liberałów nowym panom, że dawne grunta kościelne rozdrapali liberali516 Izabelli II. Nie wyrosło nic innego prócz narybku nowych magnackich rodów, nowych latyfundiów, nowych grandów, nowych przeciwstawień. Nic się nie zmieniło, choć wojny domowe w Hiszpanii XIX wieku trwały lat czternaście — tyle co rewolucja francuska — nic się nie zmieniło, choć kolejno następowały monarchia absolutna i konstytucja, regentki i regenci, trzy dynastie, republika z trzema prezydentami. Nic się nie zmieniło, choć lokalne zamieszki trwały lat siedemnaście. Żaden z krajów na świecie — prócz Polski Ludwika Mierosławskiego — nie wierzył w to tak święcie, że rewolucje nie znaczą nic, jeśli nie są krwawe. Żaden z krajów na świecie nie przeszedł swej „modernizacji” tak krwawo jak Hiszpania XIX wieku. „Ale cóż się zmieniło?”, pyta Unamuno. Cóż się zmieniło w okresie, gdy dziesiątki innych państw, skandynawskie, anglosaskie, zmodernizowały się dziesięćkroć silniej, gdy wyrosły — Włochy Cavoura517, Niemcy Bismarcka — nowe mocarstwa, gdy krwawej „modernizacji” Hiszpanii towarzyszyło tylko odłamywanie się coraz to innych gałęzi jej amerykańskiego drzewa? Jakżeż po stu latach tej mierosławszczyzny i sarmackiego rewolucjonizmu wyglądał kraj najbardziej krwawej rewolucji — Hiszpania Alfonsa XIII?

Powiecie: „To prawda. Ale prawdą jest, że prócz Hiszpanii i Polski jeszcze gdzie indziej w pierwszej połowie XIX wieku, w erze ponapoleońskiej zwłaszcza, mieliśmy tajne związki i spiski wojskowe, masonerię i karbonaryzm, że paralelą do Nocy Listopadowej był nie tylko bunt generała Riego, ale i owocne powstanie belgijskie, że krajem spisków były Włochy i Grecja, a także Niemcy.” Tak, to wszystko prawda. Tylko że we wszystkich tych krajach były jeszcze dwa inne czynniki, o niezgłuszonej przez tamte działalności. Był człowiek „szary” i „mały”, który pracował, gdy inni myśleli, ciułał, gdy inni spiskowali, masą jemu podobnych ciułaczy powiększał bogactwo narodowe, gdy inni walczyli. To może nie była Grecja XIX wieku, ale to były Niemcy i Włochy, czyli państwa, które swój wiek XIX zrobiły najlepiej. Dalej, był człowiek „statysta”. Jeszcze na Węgrzech rewolucjonista Kossuth518 był większy od Szechenyiego519, ale już we Włoszech, obok Garibaldiego pojawił się większy od niego Cavour, a w Niemczech wszystkich germańskich Riegów i Wysockich przesłonił Bismarck. Słowem był ktoś, który zaczyn rewolucyjny, ferment myślowy, ustabilizował, zawarł, wykorzystał. Była społeczna masa, w którą, jak w ciasto, można było ów ferment wlać, która, jak ciasto, mogła go była rozprowadzić, zużyć. — W Polsce brakło i piekarza, i ciasta. Polska nie miała ani jednego Cavoura, ani masy Wokulskich. — W Hiszpanii było to samo.