III. Pieśń trzecia

Argument

Nadobna Bradamanta, przyszedszy ku sobie

Po wysokiem spadnieniu w ciemnej onej dobie,

W jaskiniej prorokinią Melissę190 najduje,

Która jej zacnych wnuków postać ukazuje,

A potem jej przestrogi dawa i nauki,

Jako w niwecz obrócić Atlantowe191 sztuki,

Jako pierścień chytremu odjąć Brunellowi,

Jako wolność z inszemi wrócić Rugierowi.

Allegorye

W tej trzeciej pieśni, w której poeta przepowiada i ukazuje potomki zacnego domu esteńskiego pierwej, niźli się urodzili, Bóg chce, aby osoby zacne beły światu znajome przedtem, niż wynijdą na świat, i żyjąc i po śmierci. Przeciwnem obyczajem ludzie nikczemni i marni, ledwie może rzec, że żyją, póki tu są na świecie, ale tylko cień i liczbę czynią.

1. Skład pierwszy

Kto mi głos, kto tak słowa wyborne daruje,

Jakiej tak zawołana sprawa potrzebuje;

Kto przytknie lekkie skrzydła do wiersza mojego,

Żeby doleciał mego zmysłu wysokiego?

Trzeba, żeby mię ogień zagrzewał obfity,

Dobrze gorętszy, niż ten zwykły, pospolity,

Bo ta część właśnie panu mojemu należy,

Co śpiewa jego dziady, skąd jego ród bieży;

2

Nad który między rody wszytkiemi zacnemi,

Których niebo obrało rząd czynić na ziemi,

O Febie, co przenikasz wszytko okiem swojem,

Nie widzisz zacniejszego bojem i pokojem,

I któryby swą zacność w dłuższy wiek zachował,

I zachowa, jeśli ten, któryś mi darował,

Duch wieszczy mię nie myli, dokąd swą obręczą

Nieba około polów192 kołem się pokręcą.

3

A chcąc śpiewać jego czci godne, jako trzeba,

Nie mojej by mi lutni, ale twej potrzeba,

Którąś ty bogi cieszył i czynił wesele

Jowiszowi, gdy wściekłe pobił dziewięsiele193.

Jeśli będę miał lepsze od ciebie naczynie

Rzezać tak godny kamień, to ja na tem czynie

Chcę pokazać, co umiem, i że rzeczy skrócę,

Na to wszytek mój dowcip i siłę obrócę.

4

Teraz lada naczyniem robotę poczynać

I co z mięższego tylko kamień chcę obcinać,

Nad którem inszem czasem dłużej się zabawię

I piękniej go wygładzę i lepiej wyprawię.

Ale idę do tego teraz z pieśnią swoją,

Co nie będzie bezpieczny za tarczą, za zbroją,

Do Pinabella, mówię, grabie na Magancie,

Co się spodziewał żywot odjąć Bradamancie.

5

Mniemał zdrajca, że się tam koniecznie zabiła

I że szyję w głębokiej jaskini złomiła,

I odchodził zarazem dołu i wrot onych,

Swoją zdradą zmazanych i poplugawionych,

I wsiadszy na koń, jechał dalej ukwapliwy;

A jako ten, co beł zły i niesprawiedliwy,

Przydając grzech do grzechu, złość do złości nowej,

Pojął za sobą konia córki Amonowej.

6

Ale dajmy mu pokój: co komu inszemu

Żywot chciał wziąć, przydzie go dać jemu samemu;

A wróćmy się do panny, co zaraz u obu

Progów była w jeden czas i śmierci i grobu.

Skoro wstała po długiej chwili, ogłuszona,

Ciężkiem onem spadnieniem na bok uderzona,

Wchodziła w przestrone drzwi, które jej do drugiej

Sieni przystęp dawały, szerokiej i długiej.

7

W kwadrat ją wykowali mądrzy rzemieśnicy,

Podobną jakiej wielkiej, nabożnej kaplicy;

Z drogiego ją marmuru trzymały filary,

Dwoistem rzędem w równe postawione pary.

W pośrzodku jej stał ołtarz misternej roboty,

Przed niem kaganiec wisiał wszytek szczerozłoty,

Który w obudwu sieniach mocą swej światłości

Tam i sam niewesołe wyganiał ciemności.

8

Przyszedszy Bradamanta na to miejsce święte,

Nabożeństwem i skruchą wnętrzną swe ujęte

Serce niosąc, upadła nizko na kolana,

Poruczając się w ręce na wyższego Pana;

A w tem u małej furty skrzypnęły zawiasy,

Która beła przeciw niej, a z niej w one czasy

Bez pasa, bez zawicia194, bosa wychodziła

Jedna i imieniem ją własnem pozdrowiła:

9

»O Bradamanto! któraś tu teraz w tej dobie

»Za wolą Bożą przyszła, dawno mi o tobie

»Duch proroka Merlina195 wieszczy przepowiedał

»I widzę, że nie chybił i prawdę powiedał,

»Żeś miała wniść w jaskinią i w ten dół głęboki

»Nawiedzić jego święte kości i zewłoki,

»I dlategom tu przyszła, żebym ci odkryła,

»Co o tobie łaskawa gwiazda uradziła.

10

»Merlin, uczony wieszczek, te skały wykował

»I ten grób, który widzisz, dla siebie zbudował.

»Który chciał mieć głęboko w ziemi, niewidziany,

»Kiedy od dziewki z Lagu196 został oszukany.

»Tu są ostatki jego śmiertelnego ciała,

»Tu, jeśliś kiedy o tem od kogo słyszała,

»Chcąc się jej przypodobać, żywo się położył,

»Ale został umarły i więcej nie ożył.

11

»Mieszka jego duch żywy przy umarłem ciele

»Dotąd, aż mu na męki albo na wesele

»Każą, gdy go anielskiej trąby głos obudzi,

»Jako albo zbieleje albo się ubrudzi.

»Głos jego w tem podziemnem grobie także żywię,

»Jako wnetże usłyszysz, który niewątpliwie

»Przeszłe rzeczy powiada, przyszłe prorokuje,

»Kiedy się kto u niego czego dowiaduje.

12

»Kilka to dni minęło, jakom tu z krainy

»Barzo dalekiej przyszła197, to dla tej przyczyny,

»Żeby mię Merlin jednej zbyt tajemnej sprawy

»Nauczył, należącej do mojej zabawy.

»Potemem tu zupełny miesiąc wymieszkała,

»Pragnąc się z tobą widzieć i na cięm czekała;

»A Merlin, co nie chybi nigdy w powiadaniu,

»Ten dzień właśnie naznaczył twemu przyjechaniu«.

13

Zdumiała Bradamanta stoi na te mowy

Obcej i niewidzianej nigdy białejgłowy.

Barzo się onej rzeczy dziwować poczęła

I nie wie, jeśli spała, jeśli się ocknęła.

Jednak się przecie potem wrychle ośmieliła:

»Gdzieżem się ja tak Bogu — prawi — zasłużyła,

»Żeby mieli co o mnie prorocy powiadać

»I mój tu przyjazd dobrze przedtem przepowiadać?«

14

Potem z wesołą twarzą dalej szła, onemu

Rada szczęściu swojemu niespodziewanemu.

Patrząc po wszytkich stronach, tam się obróciła

Kędy ją nauczona wiedma prowadziła,

Gdzie duch Merlinów mieszkał podle swoich kości

W trunnie198 z kamienia wielkiej ceny i drogości,

Który tak świetny, tak beł wypolerowany,

Że bez słońca oświecał wszystkie tamte ściany.

15

Lub to marmury drugie mają przyrodzenie,

Że jako małe świece poruszają cienie,

Lub to klątwy czyniły i rymy uczone

I z gwiazd upilnowanych znaki wyciśnione —

Jakoż to podobniejsza u mnie — światłość ona,

Ze wszystkich stron po wielkiem sklepie rozdzielona,

Wszytko, czem się zdobiło miejsce, malowania

I farby odkrywała i sztuczne rzezania.

16

Ledwie co Bradamanta, od wiedmy mistrzynie

Prowadzona, do głębszej wstąpiła jaskinie,

Gdzie właśnie ona była trunna Merlinowa,

Ozwał się duch i takie do niej mówił słowa:

»O zacna krwi! o piękna dziewko, urodziwa!

»Niechaj ci zawsze będzie fortuna życzliwa,

»Z której wyniść czystego żywota ma plemię,

»Co wszytek świat ozdobi i cną włoską ziemię.

17

»Krew, która z Troje idzie, z dawna zawołana,

»W tobie przez dwie co lepsze zrzódła pomieszana199,

»Poda na świat ozdobę i kwiat wszytkich rodów,

»Poważony z swej sławy u różnych narodów;

»Nad który pod zachodem, wschodem i arktykiem200

»Zacniejszego nie będzie i pod antarktykiem201;

»Z tego wyniść cesarze mają zawołani,

»Książęta, margrabiowie i wielcy hetmani,

18

»Zacni bohatyrowie i mężni rycerze,

»Którzy tak czasu wojny, jako i w przymierze,

»Sławni będą na świecie i dzieły wielkiemi

»Pierwsze ozdoby wrócą swojej włoskiej ziemi,

»Gdzie będą trzymać sceptra pobożni panowie.

»Którzy, jako Numowie i Augustusowie,

»Pilnując powierzonej od Boga opieki,

»Sprawiedliwemi rządy złote wrócą wieki.

19

»Przeto, aby się wszytko skutkiem wypełniło,

»Co o tobie łaskawe niebo uradziło,

»Które cię przeznaczyło z wieka rycerzowi

»Wielkiemu za małżonkę, cnemu Rugierowi,

»Puść się śmiele za swoją rozpoczętą drogą,

»A puść z dobrą otuchą; bo żadne nie mogą

»Przekazy sprawić, abyś na pierwszem potkaniu

»Nie zbiła tego, co go trzyma w poimaniu«.

20

Rzekszy to, Merlin umilkł, aby swój czas miała

Czarownica, która się w on czas gotowała

Objawić Bradamancie skryte tajemnice

I ukazać jej wszytkie jej przyszłe dziedzice;

Nieprzeliczoną liczbę duchów obierała,

Których podobno z piekła była zawołała,

Albo też i skądinąd do kupy zebranych,

W różne stroje i w różną twarz poubieranych.

21

Potem ją do kaplice za sobą wwabiła,

W której beła tak wielkie koło zakreśliła,

Że się w niem zmieścić mogła, wszytka rozciągniona

I ze dwie piędzi nad to, wiedma nauczona;

A żeby jej duchowie źli nie obrazili,

Nakryła ją zasłoną z wierzchu w onej chwili

I mówi, aby milcząc pilnie w nią patrzyła,

Potem księgi dobyła i z karty mówiła;

22

Z karty mówiła, a wtem z głębokiej jaskinie

Wychodzili duchowie w niezliczonem gminie;

Ale do skreślonego jako przyszli koła,

Jako murem wstrąceni, odwracali czoła;

Do tego sklepu, w którem śmiertelna zewłoka

Leżała w drogiej trunnie wielkiego proroka,

Od dawnych wieków mało słychanemi cudy,

Obszedszy ją trzy razy, wchodziły obłudy202.

23

»Kiedybym ci postawy, imiona i sprawy —

Mówi do Bradamanty wiedma — i zabawy

»Miała wszystkich wyliczać, którem ci tu zwiodła

»Pierwej, niż na świat wyszli, i przed cię przywiodła,

»Co wiedzieć, dokądbym cię musiała zabawić,

»Bobym się jednej nocy nie mogła odprawić;

»Przeto niektóre tylko ukazać mi trzeba,

»Jako czas zniesie, jako ukaże potrzeba.

24

»Patrzaj naprzód na tego, co to sam osobny

»Stoi daleko inszych, a barzoć podobny

»Zostawa, a ktoby go nie poznał z wejźrzenia?

»Ten będzie twego płodu początkiem, z nasienia

»Poczęty w tobie twego małżonka Rugiera,

»Który mężnie zabije złego Pontyera203

»I nad temi się pomści słusznie, sprawiedliwie,

»Którzy mu ojca jego zabili zdradliwie.

25

»Możny Dezyderyus jego sprawą będzie

»Zbity, król longobardzki, a za to osiędzie

»Piękny powiat esteński i gród Kalaony204

»Od najwyszszej w nagrodę otrzyma korony.

»Ten za niem zaś wnuk jego, Ubertus imieniem,

»Ozdoba hesperyjskich krajów; z podziwieniem

»Wielkiej sławy dostanie i dzielnością wzięty,

»Nie jeden raz od pogan zbroni kościół święty.

26

»Tu Olbrychta, wielkiego widzisz kapitana;

»Ugon za niem, jego syn, co Medyolana

»Dobędzie i wyrzuci z niego ślizkie węże205,

»A sławą swą do nieba i do gwiazd dosięże.

»Ten drugi jest Akcyus, który po swem bracie

»Insubry206 trzymać będzie; ten zaś w długiej szacie

»Jest Olbrychcik, który swą radą potężnego

»Wyrzuci z jego synem z Włoch Berengarego;

27

»Któremu od wielkiego cesarza Ottona

»Cna Alda, jego dziewka, będzie poślubiona.

»To zaś jest drugi Ugon, co idąc, postawa,

»Syn jego, który ojca męstwem nie zostawa;

»Ten dla słusznej przyczyny siły swe obróci

»Na Rzymiany i w krótkiem czasie je okróci,

»I trzeciego Ottona z papieżem wybawi

»Z oblężenia i znowu na wolności stawi.

28

»Patrz na Fulka, co państwy darował swojemi

»Rodzonego, które miał w żyznej włoskiej ziemi,

»A sam się na bogate księstwo wyprawo wał

»Do Niemiec, na którem zaś długi czas panował

»I podawał swą rękę domowi wielkiemu,

»Który już z jednej strony upadał, Saskiemu,

»I po prostej liniej dziedziczki macierze

»Zatrzyma go z swem rodem w zwykłej jego mierze.

29

»Ten, co to idzie do nas, jest Akcyus wtóry,

»Do pokoju skłonniejszy, niż do boju, który

»Ma dwu synów — ano są za niem — Olbrychcika

»1 Bertolda; jeden z nich wtórego Henryka

»Swą dzielnością i męstwem, siłami małemi

»Pod parmeńskiemi mury porazi mocnemi,

»Niemieckie możne wojsko zetrze i zagubi;

»Drugi czystą Matyldę grabiankę poślubi.

30

»Przez męstwo tak zacnego małżeństwa dostanie,

»Co onych wieków pewnie — to jest moje zdanie —

»Wielka była, w posagu pół państwa włoskiego

»I mieć za sobą wnuczkę Henryka pierwszego.

»Ano i Bertoldów syn, twój Rynald kochany,

»Który sławę będzie miał i dank zawołany,

»Że apostolski stolec od śmiertelnej kosy

»I z ręku Fryderyka wyrwie Barbarosy207,

31

»Ano drugi Akcyus i ten, co Werony

»Z swem powiatem dostanie, margrabia z Ankony!

»Ten tytuł u cesarza Ottona czwartego

»I u Honoryusza208 wysłuży wtórego.

»Ale widzę, żebym cię długo tu trzymała,

»Kiedybym ci tych wszystkich ukazować miała

»Z twej krwie, co apostolskiej stolice podniosą

»Chorągiew i co za nię zwycięstwa odniosą.

32

»To Obidzi, to jest Fulk, to Akcyusowie,

»Ugowie, Henrykowie dwaj, to zaś Gwelfowie;

»Z których jeden podbić ma Umbry i książęcie

»Godne tytuły weźmie w bogatem Spolecie.

»Ano ten, co łzy zetrze, srogie zgoi rany

»Włoskiej ziemi, Akcyus piąty zawołany,

»Który — z czego się barzo ten zacny ród chlubi —

»Edzelina209 porazi, poima, zagubi;

33

»Edzelina tyrana, krwie przelewcę, złości

»Niesłychanej i mało wierzonej srogości,

»Co tracąc lud niewinny, tak wielkie da szkody

»I tak popsuje piękne Auzoniej210 grody,

»Że okrucieństwem swojem Nerona, Kajusza211

»I Syllę i srogiego przejdzie Maryusza212.

»Tenże potem wielkiego prędko wojownika

»Porazi i zepsuje, wtórego Frydryka.

34

»Będzie panował w mieście bogatem213 szczęśliwie,

»Które nad rzeką leży, gdzie Febus płaczliwie

»Syna swojego wołał214, który nieuczonie

»Lotne wozy kierował i szalone konie,

»Kędy żałosne siostry bursztynem płakały,

»Gdy Cygnowi215 łabęcie pióra wyrastały;

»A apostolska mu je stolica za długi

»Czas służone w nagrodę daruje zasługi,

35

»Uczyniłabym krzywdę Aldobrandynowi216,

»Kiedybym go minęła, który papieżowi

»Przeciwko Ottonowi pomoc dać czwartemu

»I przeciwko wojskowi chce gibellińskiemu,

»Co pod Kapitolium będzie podbiegało

»I Piceny217 i Umbry218 wzięte panowało;

»A nie mogąc bez skarbu dać jej, jako życzył,

»Radby u Florencyej pieniędzy pożyczył.

36

»Lecz nie mając klejnotu i lepszej zastawy,

»Brata u nich zastawi dla tak pilnej sprawy,

»Chorągwie swe, przywykłe zwycięstwom, rozwinie,

»Wojsko niemieckie zbije pręcej, niż w godzinie,

»Państwa kościelne sprawi swobodne i wolne

»I grabie na Celanie pokarze swawolne

»I na służbie pasterza potem najwyższego

»Dokończy lat i wieku swojego młodego.

37

»Akcyus po niem weźmie, brat jego rodzony,

»W dziedzictwo piękny Pezar219 i powiat Ankony

»I miasta od Troentu220 aż do Izauryna221222

»Między morzem i między górą Apennina.

»Ale nie tylko w miastach, w zamkach i we złocie

»Będzie po niem dziedziczył, ale i we cnocie

»I w dzielności; bo wszytko tamto szczęście bierze:

»Nad cnotą mocy nie ma, ta zawżdy w swej mierze.

38

»Ano i Rynald, w którem promień nie ciemniejszy

»Dzielności się zaświeci pewnie ani mniejszy,

»Jeśli śmierć lub fortuna jego wielkich chęci

»Nie rozerwie do godnych spraw wiecznej pamięci;

»Boję się z Neapolim jakiej złej nowiny,

»Gdzie za ojca w zakładzie będzie. To jedyny

»Jest Obidzi, co jeszcze w niedoszłej młodości

»Weźmie po starem dziadu wielkie osiadłości.

39

»Ten rozszerzy swe księstwo i panem zostanie

»Na Redziu223 i Modeny zaś potem dostanie,

»A wszytka okolica z jednostajnej zgody

»Za pana go chcieć będzie i bliższe narody.

»Akcy, szósty jego syn, będzie miał hetmaństwo

»Apostolskiej stolice, a ma wielkie państwo

»Wziąć w posagu i księstwo obfitej Adryej224

»Z córką Karła wtórego225, króla Sycyliej.

40

»Przypatrz się teraz temu pięknemu gronowi

»I zebranemu z panów przesławnych węzłowi:

»Obidziemu z Olbrychtem i Mikołajowi,

»Chromemu i zacnemu Aldobrandynowi!

»Nie wspomnię, że do swych państw Faencę226 przyłączą

»I już z lepszą trwałością daleko słynącą

»Adryą227, co tak mogła wiele, że nazwala

»Słone wody od siebie i imię jem dała.

41

»I ten powiat obfity, któremu Grekowie

»Imię dali od wonnej różej228 w swojej mowie,

»I miasto, które w śrzodku rybnych jezior stoi229

»I obu się gąb Padu wezbranego boi,

»Kędy mieszkają ludzie radzi niepogodzie

»I wiatrom jak najwiętszym i wzburzonej wodzie.

»Nie wspominam Argenty230 i Lugu231 i cudnych

»Zameczków i miasteczek i tysiąc wsi ludnych.

42

»To zaś Mikołaj232 stoi we złotem ubierze,

»Co go sobie w dzieciństwie za pana obierze

»Jego ziemia, co w niwecz rady Tydeowe233

»Obróci, co rokosze spuszczą nań domowe.

»To będą jego pierwsze dziecinne zabawy:

»Zbroję dźwigać, przywykać do rycerskiej sprawy;

»Stądże potem, gdy wieku słusznego doroście,

»Nieporównany z niego bohatyr uroście.

43

»Tych, co mu wierzgać będą, zamysły kryjome

»Obróci na ichże złe i szkody widome.

»Będzie wszytkie sztuki znał, wszytkie ich fortele

»I sprawi, że nie trafią w oznaczone cele.

»Wszak się tego, acz późno, trzeci Otton dowie,

»Toż podobno i tyran z Parmy o niem powie,

»Którego razem z państwa i z żywota złupi:

»Godna płaca za pełne oszukania kupi!

44

»Przybędzie potem granic i siły zacnemu

»Pokoleniu i twemu domowi możnemu;

»Ale w niem tak panowie będą sprawiedliwi,

»Że się nie rzucą na tych, którzy jem niekrzywi.

»I dlatego Stworzyciel z wyroku wiecznego

»Nie zamierzył mu czasu i kresu żadnego,

»Ale chce, aby w nigdy nieprzerwane lata

»Szczęśliwie ziemie rządził, póki stanie świata.

45

»Nie widzisz Leonella234, młodego panięcia?

»Ano tam masz i Borsa235, pierwszego książęcia,

»Który więtszych tryumfów dostanie pokojem,

»Niżli drudzy wojnami i surowym bojem,

»Zamknie Marsa w głęboką ciemnicę, wypędzi

»Wściekłość dobytych mieczów, która państwa nędzi.

»To nawiętsze staranie jego, aby mieli

»Rząd i pokój poddani i żyli weseli.

46

»Ano Herkules236, który z nogą sąsiadowi

»Oparzoną wymawia i swoje stanowi

»Pod Butrem237 wojsko śmiałą twarzą i piersiami,

»Które już uciekało, ujęte strachami,

»Nie, aby miał od niego wziąć miasto nagrody

»Wojnę, nie, żeby z wojskiem pod same ogrody

»I przedmieścia podchodził; a nie wiem, czy w boju,

»Czy będzie zawołańszy w rządzie i pokoju.

47

»Będzie między Kalabry238 trwała i Lukany239

»Pamięć jego wielkich dzieł, gdzie król z Katalany240

»Da mu pierwszą pochwałę i dank z wygranego

»Pojedynku i placu w niem otrzymanego.

»Z niejednego będzie miał swojego zwycięstwa

»Miejsce między hetmany wielkiemi i z męstwa.

»Potem weźmie dzielnością państwo, co mu mało

»Nie trzydzieści lat przedtem słusznie należało.

48

»I jeśli które państwo i miasto swojemu

»Panu ma być powinno, tedy jego jemu;

»Nie stąd, że go przyczyni, że je rozprzestrzeni

»I murami obtoczy, nie stąd, że odmieni

»Błota na żyzne niwy, nie, że niezwyczajne

»Topieliska w zagony obróci rodzajne,

»Nie stąd, że je kościołmi, ratuszmi ozdobi,

»Teatr, rynków dla wczasu poddanych narobi,

49

»Nie stąd, że je obroni i uchowa straty,

»Kiedy na nie lew gębę rozdziewi skrzydlaty241;

»Nie stąd, że kiedy będą francuskie pochodnie

»Latać po włoskiej ziemi, samo się swobodnie

»Zachowa, niepodległe żadnym strachom ani

»Gwałtem od wojsk potężnych wyciśnionej dani;

»Nie za te dobrodziejstwa, nie za wielkie inne,

»Herkulesie, twe państwa zostanąć powinne:

50

»Ale za to, że jem dasz godne siebie syny,

»Alfonsa242 z Hipolitem243, kwiat zacnej rodziny,

»Którzy jako rodzeni będą Lakonowie,

»Tyndarskiego łabęcia244 przesławni synowie245,

»Co sobie swojej dusze wzajem pożyczali

»I na przemiany żyli, także umierali;

»I ci właśnie radziby żywota samego

»Pozbyli, gdzieby trzeba jeden dla drugiego.

51

»Miłość i chęci tych dwu braciej, jak stateczne

»Uczyni, tak i barziej poddane bezpieczne,

»Jak kiedyby za mury byli troistemi,

»Zrobionemi rękami Mulcyberowemi.

»Ten Alfons do rozumu swego wysokiego

»Przyda tak wielką dobroć za wieku przyszłego,

»Że świat będzie rozumiał, że się mu wróciła

»Astrea, co go była dawno opuściła.

52

»A też będzie po prawdzie ojcowskiej dzielności

»I rozumu i wielkiej trzeba ostrożności,

»Bo będzie miał co czynić z jednej z potężnemi

»I nagle przypadłemi wojski weneckiemi,

»Z drugiej strony będąc sam z wojska swego trochą,

»Nie wiem, jako ją nazwać: z matką, czy z macochą246?

»Jeśli z matką, mało co będzie pobożniejsza

»I mało, niż Medea247, synom swem chętniejsza.

53

»A ilekroć wypadnie ziemią albo wodą,

»Lubo we dnie, lub kiedy mroki cienie wiodą,

»Tylekroć za zdarzeniem szczęśliwej wycieczki

»Da pamiętne pogromy lub wielkie ucieczki;

»Doświadczą tego wojska romańskie248, nierady

»Zwiedzione na życzliwe sobie w bój sąsiady,

»Kiedy z nich krew pociecze strumieniem niezmiernem

»W polach między Zaniolem249, Padem i Santernem250.

54

»Doświadczy w tychże miejscach niemniej lud służebny

»Hiszpański, który zwiedzie pasterz przewielebny,

»Który pod niem Bastyą251 obronną otrzyma

»I starostę mu na niej weźmie i poima

»I zabije. On na miecz ostry z tej przyczyny

»Wszystkich da, że nie będzie kto miał nieść nowiny

»Do Rzymu, że Bastyą szturmem odzyskano

»I że na niej obrońcę wszystkie wy ścinano.

55

»Jego siłą i radą i przewagą męską

»Król francuski papieża zbije wielką klęską

»I Hiszpana, jako chce los Marsa odmienny,

»Na nieprzejźrzanem polu obfitej Rawenny.

»Konie będą po brzuchy brodzić po równinie

»We krwi, która potokiem szerokiem popłynie,

»Widząc tak wielu różnych narodów pod nieby

»Niemców, Włochów, Hiszpanów, Francuzów pogrzeby.

56

»Ten w kapłańskiem ubierze, u dołu rozpiętem,

»Co włos piękny szarłatnem okrywa biretem,

»Z powagą, z dostojeństwem ludzkiem i wspaniałem,

»Jest rzymskiego kościoła zacnem kardynałem.

»Hipolit imię jego; mądremi rymami

»Będzie o niem co pisać, jako i prozami,

»Godzien, aby, jako miał Augustus swojego,

»I on też na Marona252 natrafił jakiego.

57

»Jako słońce oświeca wszytko promieniami

»Stokroć jaśniej, niż miesiąc z wszytkiemi gwiazdami:

»Tak on równem sposobem najaśniej oświeci

»Swój ród dziełami, wiecznej godnemi pamięci.

»Widzę, że smętno z trochą jezdy i piechoty

»Wyjeżdża, ale pełen wraca się ochoty,

»Wiodąc piętnaście galer ze wszystkiemi sprzęty,

»Bez liczby skrzydlatemu lwowi253 łup odjęty.

58

»Ato stoją przed tobą oba Zygmuntowie

»I młodzi, których wszystkich pięć w liczbie, synowie

»Z ojcem swojem, Alfonsem zawołanem, który

»Zajdzie sławą za morza, za wysokie góry.

»Z tych Herkules254, wtóry zięć królowi wielkiemu —

I palcem go ukaże — będzie francuskiemu.

»Ten zasię jest Hipolit255 drugi w tymże rzędzie;

»Nie mniej sławny nad stryja w swojem domu będzie.

59

»To zaś trzeci Franciszek256, to dwaj Alfonsowie257!

»Ale, jakoś słyszała w pierwszej mojej mowie,

»Kiedybych urodziwej rózgi latorośli

»Wszystkie wyliczać miała i tych, co z niej poszli,

»Trzebaby, żeby nieba kilkakroć okryły

»Mrokami i kilkakroć dniem się oświeciły,

»I już też czas podobno więcej cię nie bawić

»I jeśliś się stęskniła, obłudy258 odprawić«.

60

Tak nauczona wiedma kończyła swe czary

I zawiązała księgi i puściła mary,

Które we mgnieniu oka w tem sklepie znikały,

Gdzie Merlina proroka zewłoki leżały.

A wtem się Bradamanta nadobna ozwała

I swojej przewodniczki na on czas pytała:

»A to kto, ci dwaj smętni259 — zda się, że się bali —

»Co między Hipolitem a Alfonsem stali?

61

»Wzdychali postępując, głowy pochylone

»I wzroki pokazując w ziemi utopione.

»Zdało mi się, że bracia przed niemi stronili

»I towarzystwa jakoś z niemi się chronili«.

Na to pytanie wiedma postawę zmieniła

I zdało się, że z oczu łez coś upuściła;

»O nieszczęśni! — zawoła — do czego was mowy

»I długie złych, bezecnych przywiodły namowy!

62

»O, godni Herkulesa wielkiego synowie!

»O, dobrzy i łaskawi, o święci panowie!

»Wżdyć wasza krew — próżno to — nieszczęśni oto ci:

»Okryjcie ich występek z wrodzonej dobroci«.

I cicho jej poszepce: »Coć — powiada — po tem?

»I mnie się już nie godzi więcej mówić o tem;

»Trzymaj raczej miód w uściech i zażyj słodkości,

»A nie tęsknij z tem, żeć w nie nie chcę kłaść gorzkości.

63

»Skoro lepiej oświtnie — jakoż, ile mogę

»Zrozumieć, zorze wschodzą — pójdę z tobą w drogę

»Do zamku z twardej stali, w którem twój kochany

»Rugier jest za ostrożną strażą poimany,

»I przewodniczkąć będę aż do tego czasu,

»Aż obaczę, że cię już wyprowadzę z lasu.

»Skoro morza dojedziem, drogi cię nauczę,

»Że nie zbłądzisz, byś chciała; potem cię porzucę«.

64

Tak tam na on czas śmiała dziewica została

I niemałą z Merlinem chwilę rozmawiała,

Który radził, aby się łaskawie stawiła

Rugierowi i swoich chęci mu nie kryła.

A skoro się poczęło rozdniewać i trochy

Światła zajrzało, ciemne zostawiała lochy,

Idąc chwilę przez cienie głębokiej jaskiniej

W towarzystwie uczonej swojej prorokiniej.

65

Z jaskiniej onej weszły na dolinę, trudną

Do nalezienia w górach, ciasną i nieludną.

Stamtąd cały dzień sobie nie odpoczywając,

Popędliwe260 potoki gęste przebywając,

Przez góry zbyt wysokie powolej jechały,

A to to, to owo to sobie powiadały

Zwyczajem pospolitem u podróżnych ludzi,

Bo i czas prędzej zejdzie i nie tak się strudzi.

66

Takich nawięcej rozmów było między niemi

O sztukach i o różnych sposobach, któremi

Mogłaby Bradamanta Rugiera wybawić

I na utraconej go wolności postawić;

A ona jej życzliwej użyczała rady:

»Choćbyś — pry261 — męstwem doszła Marsa i Pallady,

»Choćbyś nawiętsze wojsko z sobą prowadziła,

»Przeciębyś czarownika jemi262 nie pożyła.

67

»Bo okrom, że ma zamek tak obronny i że

»Mur jest około niego, urobiony z spiże263,

»Okrom tego, że ma koń z przyprawnćmi pióry,

»Na którem po powietrzu wylata do góry,

»Zawieszony zwykł nosić puklerz na rzemieniu,

»Kiedy się już ma z kiem bić, na lewem ramieniu,

»Który takiego skutku i takiej jest mocy,

»Że, widziany, odbiera zmysły i ćmi oczy.

68

»A jeśli też tak myślisz, żebyś tem wygrała,

»Kiedybyś bijąc się z niem, oczy zawierała,

»Jako będziesz wiedziała, kiedy mu się bronić?

»Jako, kiedy nań przyciąć, kiedy się zasłonić?

»Ale, abyś bezpieczna była z każdej miary

»Od śmiertelnego blasku i żebyś te czary

»Znieść mogła, nauczę cię sposobu jednego,

»A niemasz okrom tego na świecie inszego.

69

»Pierścień drogi Agramant, wielki król Libiej264,

»Ma, ukradziony pewnej królowej w Indyej,

»Który jednemu swemu dał dworzaninowi,

»Co w kilku mil przed nami jedzie, Brunellowi265,

»Takiej mocy, że komu na palec go dadzą,

»Żadne gusła i żadne czary mu nie wadzą;

»I jeśli jest czarownik w swych czarach uczony,

»Brunel chytry w swych sztukach niemniej jest ćwiczony.

70

»Taki przebieglec na to w ten czas beł obrany

»I od króla dlatego w te kraje posłany,

»Aby swojem dowcipem i pierścieniem onem

»W takich rzeczach już nie raz, nie dwa doświadczonem,

»Rugiera wyswobodził i uchował zguby,

»Jako o tem przed królem wielkie czynił chluby

»I z upewnieniem mu to w on czas obiecował,

»Bo Agramant Rugiera nad insze miłował.

71

»Ale żeby twój Rugier nie Agramantowi

»Ani wyprawionemu na to Brunellowi,

»Ale tobie samej swą swobodę przyznawał

»I tobie tylko za nię powinny zostawał,

»Nauczę cię sposobu pewnego: brzegami

»Pojedziesz trzy dni całe w tę stronę, piaskami

»Przy morzu, którego wnet dojedziem; przy wodzie

»Trzeciego dnia z Brunellem zjedziesz się w gospodzie.

72

»Ale abyś go znała z wzrostu i z postawy,

»Na sześć piędzi jest tylko, włos ma kędzierzawy,

»Kędzierzawy, czarny włos, na skórze jest śniady,

»Oczy ma zbyt wypukłe, sam na twarzy blady,

»Płaskonosy, policzki oba zbyt brodate,

»Rozoko266 patrzy, a brwi ma barzo kosmate;

»Żupan krótki i ciasny i opięty na niem,

»Z pętlicami, a przodków zagiął ukasaniem.

73

»Przydzieć z niem do poznania, jako bywa, słowy

»I do spólnej o czarach tak wielkich rozmowy.

»Dawaj mu znać, jakoż w tem prawdębyś mówiła,

»Żebyś z czarnoksiężnikiem rada się spatrzyła267;

»Ale waruj się wymknąć przed niem z tem pierścieniem,

»Który gusła obraca w niwecz z podziwieniem.

»On ci swe ofiarować będzie zatem chęci

»I tam cię poprowadzi, gdzie się zamek świeci.

74

»Puść go z blizka przed sobą i pilnuj go wszędzie,

»A kiedy już pod inszem zamkiem z tobą będzie,

»Zabij go bez odwłoki żadnej z mojej rady,

»Bobyś zasię wielkie w tem nalazła zawady

»I miałby czas wytknąć cię w wtórem pomyśleniu

»I zakryć się tą mocą, którą ma w pierścieniu

»I zginął ciby zaraz z oczu w onej dobie,

»Skoroby jedno pierścień w gębę włożył sobie«.

75

W tych rozmowach nad słone przyjechały wody,

Gdzie swe wiedzie Garona przeźrzoczyste brody,

Niedaleko Bordejej268; tam się pożegnały

I z żalem się i z płaczem z sobą rozjechały.

Bradamanta pojeżdżą i pilnie się śpieszy,

A dobrą się otuchą i nadzieją cieszy;

I jednego dnia w samy wieczór przyjechała

Do gospody, w której już Brunella zastała.

76

Poznała go zarazem, tylko nań wejźrzawszy,

Tak dobrze go swą myślą przedtem opisawszy;

Przystąpi się do niego i ludzko go wita

I potem go, to o to, to o owo pyta.

Odpowiada jej Brunei, ale wszystko zmyśla,

Ale i Bradamanta niemniej też wymyśla

O imieniu, ojczyźnie, o płci, o rodzinie,

A na ręce mu patrzy tysiąc kroć w godzinie.

77

Wiedziała, że beł frantem i dlatego stała

Ostrożnie, bo się, aby jej nie okradł, bała.

Pobliżu269 się do niego nigdy nie przymyka,

A jeśli się on przymknie, ona się odmyka;

A w tem usłyszą jakiś grzmot i zamieszanie

I nagłe jakieś ludzi po domu bieganie.

Co to było takiego, w drugiej pieśni pocznę,

A teraz, odpuście mi, że sobie odpocznę.

Koniec pieśni trzeciej.