IX. Pieśń dziewiąta

Argument

Orland słyszy Ebudy niezbożne zwyczaje,

Która na śmierć morskiemu dziwowi wydaje

Piękne panny; chce tam bydź, ale go tak boli

Krzywda cnej Olimpiej482, że iść pierwej woli

Przeciwko Cimoskowi, królowi Fryzyej,

Który trzyma w więzieniu męża Olimpiej.

Zabija go i inszych ludzi jego wiele;

Olimpia z Birenem jedzie na wesele.

Allegorye

W tej dziewiątej pieśni jest przykład pamiętnej, szczerej i stałej miłości, która się w statecznych i dzielnych białychgłowach pospolicie najduje.

1. Skład pierwszy

Czego sroga, zdradliwa miłość nie sprawuje,

Czego nie czyni z sercem, które opanuje,

Jeśli mogła wyrazić Orlandowi cnemu

Tę wierność, którą panu winien beł swojemu!

Zawżdy mądry i baczny — by tak beł do końca! —

I pilny beł Kościoła świętego obrońca,

A teraz dla miłości na stryja swojego,

Na cześć swoję i nie dba na Boga samego.

2

Ale go ja wymawiam, owszem się raduję,

Że w mem złem towarzysza takiego najduję;

Bom i ja na me dobre słaby i schorzały,

Na złe zdrowy i duży483, już to czas nie mały.

W czerni wszytek ubrany, z Paryża się puszcza

I tak wiele swych dobrych przyjaciół opuszcza,

Gdzie afrykańskie wojska i hiszpańskie miały

Stanowiska i w polu obozem leżały.

3

I owszem nie obozem, ale pod drzewami,

Rozproszeni po polu gwałtownemi dżdżami,

I pod dachami leżą, w różne zgromadzeni

Kupy, bliżej i dalej siebie położeni;

Wszyscy śpią i po ziemi wzdłuż się rozściągają,

Dżdżem strapieni, i głowy ręką podpierają.

Orland mógłby ich nabić, jako śpiącem bywa,

Ale swej Duryndany484 na nie nie dobywa.

4

Takiego serca Orland mężny jest, że śpiących

I choćby mógł, bić nie chce odpoczywających.

Po różnych stanowiskach swej dziewki patrzając,

Chodzi miedzy pogaństwem, tam i sam biegając;

Jeśli kogo zastanie, że nie śpi i czuje,

Urodę mu i jej twarz i strój opisuje,

Prosząc, jeśliby o niej co słyszał i wiedział,

Aby mu, kędyby ją mógł naleść, powiedział.

5

Skoro Febus na złotem wyjechawszy wozie,

Światło puścił po wszytkiem murzyńskiem obozie,

Zbiegał i wszytkie miejsca zwiedził, niepoznany,

Dlatego, że arabskiem strojem beł ubrany.

Pomogło mu niemało i to, że cudzemi

Umiał się dobrze zmówić języki różnemi,

Z których tak afrykański doskonale umiał,

Że go drugi z Trypola485 rodem być rozumiał.

6

Tak w obozie mieszkania i swojej zabawy

Miał trzy dni całe dla tej tylko samej sprawy.

Potem stamtąd wyjeżdża; szukając swej straty,

Nie tylko wsi i miasta i bliższe powiaty,

Ale i Uwernią486 obfitą nawiedził

I namniejsze miasteczka u Gaszkonów zwiedził.

Z Prowence do Brytonów487 i zaś z Pikardyej488

Zbiegał wszędzie do samych granic Hiszpaniej.

7

Gdy się październik kończy, listopad poczyna,

Gdy się już dobrze jesień i zimno zaczyna,

Kiedy liście wiatr i mróz z drzewa obijają,

Kiedy ptastwa drobniejsze stadami latają,

Wyjechał pan z Anglantu za paryską bronę

I puścił się dla zguby swojej w drogę onę,

Ani jej przestał szukać, póki zima trwała,

Ani kiedy się wiosna piękna poczynała.

8

Jednego dnia tak, jako miewał w obyczaju,

Jeżdżąc z miasta do miasta i z kraju do kraju,

Stanął nad rzeką, która dzieli z Normandami

Brytony489, bodąc blizkie swe morze rogami;

Ze dżdża, z rozpuszczonego od gorąca śniegu

Wezbrawszy, biegła w bystrem w one czasy biegu,

A w jednę zgromadzone kupę wielkie wody,

Zrzuciwszy mosty, wszytkie pobrały przechody.

9

Patrzy Orland po brzegach, ale ani domu

Pobliżu490, ani łodzi, ani widzi promu.

Jako na drugą stronę ma prześć, nie rozumie,

Kiedy latać, jako ptak, i pływać nie umie.

A w tem widzi, że prosto przez bystre powodzi

Przeciwko niemu panna jedzie w krzywej łodzi;

Która, że chce do niego, ręką znać dawała,

Ale łodzi do ziemie przystawić nie chciała.

10

Nie chciała zgoła na brzeg i z daleka stała,

Bo, żeby gwałtem nie wsiadł, podomno się bała.

Grabia prosi, aby się z łodzią przybliżyła

I żeby go na drugą stronę wysadziła.

Ona na to: »Przewozić żadnego nie mogę,

»Coby jechać nie przysiągł zemną w jednę drogę

»I któryby się boju nie podjął jednego,

»Boju barzo słusznego i sprawiedliwego.

11

»Przeto jeśli odemnie chcesz być przewieziony

»I na drugiem być brzegu rzeki wysadzony,

»Obiecaj mi, że niż ten miesiąc, który idzie

»Po teraźniejszem, spełna minie i wynidzie,

»Że się z irlandzkiem królem, który się gotuje

»I na morze armatę491 możną wyprawuje,

»Złączysz pospołu wyspę Ebudę wojować,

»Nad którą sroższej niemasz, i wscząt ją zepsować.

12

»Wiedz, że za Hibernią, obeszłą492 wodami,

»Między inszemi, których tam siła, wyspami

»Jedna, którą Ebudą zdawna zową, leży,

»Co ludzie swe wysyła na łup i kradzieży;

»I ile jedno pięknych białychgłów dostawa,

»Na pokarm je strasznemu dziwowi wydawa,

»Co na każdy dzień na brzeg z morza występuje

»I zawsze z nowej panny potrawę najduje.

13

»Barzo siła tych, które kupcy przedawają

»Co piękniejsze i których zbójcy dostawają,

»Jako ich wiele ginie, ktoby chciał spisować?

»Nie trudno, jednę na dzień kładąc, porachować.

»Przeto, jeśli masz w sobie cokolwiek litości,

»Jeśliś jest przyjacielem tej płci i miłości,

»I ty chciej między temi, proszę, być obranem,

»Co na tę wojnę jadą z hiberneńskiem panem«.

14

Ledwie Orland dosłuchał onej wszytkiej sprawy,

Jako przysiągł chcieć pierwszem być do tej wyprawy;

Bo postępku żadnego albo rzeczy krzywej

Nie mógł nigdy wycierpieć i niesprawiedliwej.

I począł się obawiać, aby nie dostali

Angeliki ci, którzy w Ebudzie mieszkali,

Ponieważ szukając jej po świecie, co wiedzieć,

Gdzie nie był, a nie mógł się nic o niej dowiedzieć.

15

Tak mu ono myślenie głowę pomieszało,

Że pierwsze przedsięwzięcie w niem się odmieniało,

I umyślił w tem kraju więcej się nie bawić,

Ale się do Ebudy co prędzej przeprawić.

I jeszcze drugi Febus w morze nie zachodził,

Jako mu u świętego Mola493 się nagodził

Jeden okręt, w który wsiadł, i kiedy mijała

Piąta noc, minął górę świętego Michała494.

16

Bryakę495 i Landrygler496 w lewo zostawuje

I wielkich brzegów żyznych Brytannów zajmuje;

Potem do białych piasków jedzie, która strona,

Część Angliej, z dawna się zowie Albiona497.

Ale wiatr południowy nakoniec ustaje,

A co między zachodem i północą wstaje,

Dmie na nich takiem gwałtem, że żagle zbierają

I radzi go, nieradzi w tył okrętu mają.

17

Co za cztery dni okręt, tam się obracając,

To za jeden dzień uszedł, nazad się wracając,

Wpośrzód morza trzymany, gdzie najgłębsze wały,

Aby się nie roztrącił o piaski, o skały.

Wiatry, które cztery dni tak gwałtowne trwały,

Piątego dnia łaskawsze już być poczynały

I bez wielkiego wstrętu dopuściły łodzi

Wniść, gdzie rzeka Anwersa498 w morze wielkie wchodzi.

18

Skoro po niebezpiecznem mądry szyper biegu

Okręt w port wprowadziwszy, uchwycił się brzegu,

Z miasta, które nad rzeką było z prawej strony,

Przyszedł do nich mąż jeden, laty obciążony,

Jako włos pokazował; który gdy po moście

Małem wszedł do okrętu i przywitał goście,

Do grabie się Orlanda obrócił z swą mową,

Rozumiejąc, że on beł między niemi głową.

19

Ten mu od jednej panny poselstwo przynosił

I żeby szedł na małą chwilę do niej, prosił,

Przydawszy, że ją naleść miał dziwnej gładkości

I ucieszną w rozmowie i wielkiej mądrości.

Gdzieby też chciał poczekać, ażby się wybrała,

Samaby do okrętu zaraz przyjechała,

Ażeby nie beł twardszy nad insze błądzące

Rycerze, często w tamten kraj przyjeżdżające.

20

I że do tych dób żaden nie trafił się jeszcze,

Który ziemią lub wodą przybył na to miejsce,

Któryby z oną panną nie miał się rozmówić

I o pewnem przypadku nie chciał z nią pomówić.

Orland, który się nigdy wytknąć w nieludzkości

Nie dał i zawżdy bywał wielkiej układności,

Wysiadł na dół z okrętu i szedł ukwapliwy

W tę drogę, gdzie go starzec prowadził szedziwy499.

21

Skoro poszedł do miasta grabia pomieniony,

Beł od starca on ego w pałac wprowadzony,

Gdzie go panna żałosna u wschodu czekała,

Jako jej smętna postać i twarz znać dawała

I ściany, bo pokoje z wielkiemi salami

Wszytkie były obite czarnemi suknami;

Która skoro z Anglantu pana przywitała,

Posadziwszy go w krześle, tak mu powiadała:

22

»Wiedz, że był Olandyi500 grabia ojcem mojem,

»Który się we mnie kochał barzo miedzy swojem

»Inszem potomstwem, wielkąm łaskę po niem znała.

»Siostry żadnej, dwu braciej rodzonychem miała;

»O com go jedno śmiała dnia którego prosić,

»Zwykłam beła swe skutki w prośbach swych odnosić.

»Gdym tak żyła w kochaniu u ojca mojego,

»Trafił się nam jeden gość do kraju naszego.

23

»Przyjechał do nas młody książę z Zelandyej501,

»Który walczyć z Murzyny szedł do Biskaliej502.

»Wiek rozkwitły i gładkość jego niezrównana

»I miłość, jeszcze nigdy ode mnie nieznana,

»Zaraz mu moje proste serce zniewoliła,

»Tem więcej, ilem mogła poznać, żem wierzyła

»I teraz jeszcze wierzę i wiem niewątpliwie,

»Że mię wzajem miłuje szczerze i prawdziwie.

24

»Przez te dni, które złemi wściągniony wiatrami,

»Inszem złemi, ale mnie dobremi, był z nami —

»Inszem czterdzieści, mnie się pół godziną zdały:

»Tak prętko przechodziły, tak prętko mijały! —

»Przychodziło nam często do spólnej rozmowy,

»Gdzieśmy sobie małżeństwo wyranemi słowy,

»Skoroby się do domu wrócił, obiecali

»I jam jemu, a on mnie wzajem ślubowali.

25

»Ledwie co Biren503 z państwa wyjechał naszego —

»Takiem imieniem zwano mojego miłego —

»Jako zaraz bogaty król blizkiej Fryzyej,

»Która tylko przez rzekę jest od Olandyej,

»Naznaczywszy mię dawno żoną Arbantowi,

»Którego miał jednego, swojemu synowi,

»Wyprawił posły do nas, którzy przyjechali

»I u ojca mię jego synowi żądali.

26

»Ja zaś, któram nie mogła gwałcić z żadnej miary

»Obietnice i raz mu poślubionej wiary,

»A choćbym też i mogła, miłość nie kazała,

»Abym tak być niewdzięczna Birenowi miała,

»Chcąc, żeby ony o mnie namowy ustały,

»Które się już z obojej strony zawierały,

»Wyraźniem ojcu rzekła, żem umrzeć wolała,

»Aniżlibym iść za mąż do Fryzyej miała.

27

»Mój ojciec, który mi beł zawżdy tak łaskawy,

»Nie chciał przeciw mej wolej zawierać tej sprawy,

»I aby mię utulił i smutku pozbawił,

»Zrzucił zaczęte zmowy i posły odprawił;

»Czem się tak barzo hardy król fryski uraził

»I tak mu z nienawiścią gniew serce przeraził,

»Że wszedł do Olandyej z wojski potężnemi

»W niwecz mój ród obrócić, szkodzić naszej ziemi.

28

»Krom tego, że jest mocny, jako powiedają,

»Tak duży, że duższego wieki te nie mają,

»Jest tak chytry, żeby też, by nawiętsza siła,

»Dowcip i śmiałość nicby mu nie uczyniła:

»Nosi broń, za dawnego i za tego wieka

»Od żadnego krom niego nieznaną człowieka,

»Żelazną prostą rurę, której długość mija

»Dwa łokcia, a prochem ją i kulą nabija.

29

»Nie dojźrzy okiem, jako prętko się dotyka

»Ogniem rury, która proch i kule zamyka,

»Że ledwie prędzej lekarz, który wszytkę siłę

»Na prętkie cięcie sadzi, tnie chorego w żyłę;

»Czem żelazo z tak srogiem hukiem kulę ciska,

»Jako kiedy niebo grzmi, jako gdy się błyska,

»I niemniej, jako piorun, którędy przechodzi,

»Pali, psuje, gruchoce, rozrywa i szkodzi.

30

»Obu mi braciej zabił takiemi żelazy,

»Tą zdradą wojsko nasze poraził dwa razy:

»W pierwszem starciu pierwszemu przez zbroję przepadła

»Kula i w pół serca go trafiwszy, wypadła;

»W drugiej także potrzebie i brata drugiego

»Zabił, z przegranej bitwy uciekającego;

»Którego z daleka w tył trafił pod krzyżami,

»A kula drugą stroną wypadła piersiami.

31

»Ale i ojca takąż śmiercią świata zbawił,

»Kiedy się w zamku, który sam mu ten zostawił,

»Zawarł, wszytkie mu insze, co ich miał, pobrawszy,

»Ledwie nie ze wszytkiego państwa go wygnawszy.

»Bo kiedy i tam i sam, będąc obleżony,

»Biegał po murze, różne gotując obrony,

»Przyłożywszy do twarzy żelazo, wymierzył

»I w czoło między oczy zdrajca go uderzył.

32

»Kiedym ojca i braciej miłej postradała

»I wszytkiej Olandyej dziedziczkąm została,

»Król fryski, aby nogę w moje państwo wstawił,

»Do mnie i mego ludu poselstwo wyprawił,

»Obiecując wojska zwieść i z niemi spokojnie

»Wyjechać z Olandyej, dawszy pokój wojnie,

»Jeślibych teraz, na com wprzód nie pozwalała,

»Arbanta, syna jego, za męża wziąć chciała.

33

»Z nienawiści, w ktćrej beł u mnie król zdradliwy

»I co tego pomagał, lud jego złośliwy,

»Co mi ojca zabiwszy i bracią, ojczyznę

»Spaliwszy, jeszcze drażnił niezarosłą bliznę,

»Nie chciałam krzywdy zgoła uczynić swojemu

»Birenowi, ode mnie wprzód upewnionemu,

»Nie wchodzić z nikiem w śluby ani w żadne zmowy,

»Dokądby się nie wrócił z Hiszpaniej zdrowy.

34

«Takąm odpowiedź w on czas jego posłom dała,

»Że za jedno złe tysiąc cierpiećbym wolała

»I że mię żywo spalą, naostatek wolę,

»I popiół na wiatr puszczą, niż na to pozwolę.

»Mój lud chce mi to rozwieść i nie tylko prosi,

»Ale się i oświadcza i jawnie to głosi,

»Że i miasto poddadzą i mnie z mojem dworem,

»Niżliby wszyscy mieli zginąć mem uporem.

35

»Ale kiedy widzieli, żem twarda na prośby

»I na ich oświadczania i surowe groźby,

»Królowi tak, jako się z tem opowiedali,

»Fryskiemu i mnie w ręce i miasto podali.

»Nie potkała mię żadna od niego sromota

»I obiecał mi nie brać państwa i żywota,

»Bylem tylko co z pierwszej twardości spuściła,

»A na małżeństwo z jego synem pozwoliła.

36

»Widząc, że mi gwałt czynią, chcę umrzeć przez dzięki504,

»Bym się tylko wybawić mogła z jego ręki;

»Alem na to, strapiona, nabarziej bolała,

»Gdziebym505 nie zemściwszy się nad niem, umrzeć miała.

»I za długiem tej rzeczy widzę rozbieraniem,

»Że się tylko ratować mogę tem zmyślaniem,

»Że o to proszę, nie rzkąc, abym chcieć nie miała,

»Żebym królowi prętko niewiastą506 została.

37

»I obieram dwu braciej z tych, którzy zmarłemu

»Przez długi czas służyli ojcowi mojemu,

»Obu mądrych, dowcipnych i wielkiej śmiałości,

»I wielkiej, co jest więtsza, przeciw mnie wierności,

»Co się z nami na dworze pospołu schowali

»Od tego czasu, kiedy jeszcze beli mali,

»I wiem, żeby obadwa swojego własnego

»Zdrowia nie żałowali dla zdrowia mojego.

38

»Temem swe oznajmiła wszytkie tajemnice

»I otrzymałam od nich pewne obietnice,

»Że mię chcieli ratować; jeden do Flandryej507

»Jedzie, drugi zostawa przy mnie w Olandyej.

»Tem czasem kiedy z swoich i z cudzych ziem wiele

»Różnych gości sproszono na moje wesele,

»Przyszła nowina, że się Biren już gotował

»Iść z potężną armatą, aby nas ratował.

39

»Bo kiedy pierwsze wojsko ojca mego zbito,

»W którem mi rodzonego jednego zabito,

»Do Biskaliej sługęm swego wskok wysłała

»I przezeń Birenowi wszytkom wypisała.

»Tem czasem, gdy się on nam na pomoc gotował,

»Ostatek król Fryzyej wziął i opanował,

»O czem Biren nie wiedząc, uprzątnąwszy wstręty,

»Już był do Olandyej ruszył swe okręty.

40

»Kiedy już takich nowin przychodziło wiele,

»Rozkazał król synowi odprawić wesele,

»A sam na morze wyszedł przeciw Birenowi,

»Gdzie, jako przeciwnemu zdało się losowi,

»Poraził go i książę samo poimano;

»Ale tu u nas jeszcze tego nie wiedziano.

»Wtem Arbant ze mną wziął ślub, małżeństwo do końca

»Chcąc wypełnić w łożnicy po zachodzie słońca.

41

»Jam była za obiciem swojego schowała

»Wiernego, który zaraz, jakom rozkazała,

»Nie chciał czekać, ażby się pan młody położył,

»Ale ze wszytkiej siły tak dobrze przyłożył,

»Tak dobrze wyniesionem przyłożył toporem,

»Że z niego dusza z mową wyszła jednem torem.

»Jam się też kęs do tego przyczyniła dzieła

»I przyskoczywszy nagle, garłom mu przerżnęła.

42

»Tak, jako wół do jatek pada przywiedziony,

»Padł pan młody, siekierą ostrą uderzony,

»Na złość, na wzgardę jego ojcu Cimoskowi508

»To własne fryzyjskiemu imię jest królowi —

»Który mi ojca, który bracią zamordował,

»I żeby mi ojczyznę wziął i opanował,

»Chciał mię wydać za syna, a potem niecnota

»Chciałby mię był podomno pozbawić żywota.

43

»Nim się to ogłosiło, nim się to odkryło,

»Wziąwszy z sobą, co więcej stało509, mniej ważyło,

»Spuścił się mój towarzysz po powrozie z góry

»Z okna na fustę510, która czekała pod mury,

»W której beł ze Flandriej brat jego przyjechał

»I nas oczekiwając, pod pałac podjechał;

»Wtemeśmy wiosła wodzie, a żagle wiatrowi

»Dali i jako Bóg chciał, ujechali zdrowi.

44

»Nie wiem, czy beł król barziej żalem przerażony

»Po swem synu, czy barziej gniewem zapalony

»Przeciwko mnie, kiedy tam drugiego dnia potem

»Przyjechawszy po bitwie, dowiedział się o tem;

»Wracał się tryumfując z zwycięstwa swojego

»I z książęcia, w potrzebie tej poimanego,

»Tusząc, że na wesele, na radość przybędzie,

»Ale najdzie, że pełno smutku i łez wszędzie.

45

»Nienawiść przeciwko mnie i żałość po synie

»W żadnej mu nie dawają pokoju godzinie;

»Ale iż płacz umarłych i żałość nie wzmaga,

»A pomsta na nienawiść siła zaś pomaga,

»Kazał części swych myśli, które na płakanie

»I na żal miał obrócić i na narzekanie,

»Złączyć się z nienawiścią, szukać mię i w ręce

»Srogie podać, żebym tak umarła na męce.

46

»O kiem wiedział, lub słyszał, że mój albo onych

»Przyjaciel był moich sług, dwu braciej rodzonych,

»Którzy mi pomagali, wszytkich tych spożywały

»Pościnał, wsi ich spalił, czci poodsądzywał511.

»Chciał i Birena zabić z tejże okrutności,

»Wiedząc, że nad tę więtszej nie mógł mi żałości,

»Uczynić; ale się zaś rozmyślił, mniemając,

»Że mię miał łatwiej dostać, żywego go mając.

47

»Ale mu twardy sposób król nieuproszony

»Podawa: rok mu kładzie, właśnie zamierzony512,

»Który, kiedy się skończy, żywić go nie będzie,

»Jeśli się na powinne takie nie zdobędzie

»I takie przyjacioły, coby mię dostali

»Lub mocą lub fortelem i jemu oddali,

»Tak, że nie ma inszego sposobu i drogi,

»Tylko przez mą śmierć, Biren wolen być ubogi.

48

»Tylko, żem jeszcze sama siebie nie zgubiła,

»Wszystkom dla jego zdrowia do tych dob czyniła:

»Sześć zamków swoich, którem we Flandryej miała,

»Przedaciem ladajako dla niego musiała;

»Pieniądzem potraciła, część straż przenajmując,

»Część na króla, aby go puścił, naprawując,

»Część, chcąc na jego szkody blizkie cudzoziemce

»Pobudzić i ruszyć nań, Angliki i Niemce.

49

»Lub nic sprawić nie mogli lub nie uczynili

»Umyślnie tego, w czem mię beli upewnili,

»Słowa mi tylko gołe, nie pomoc dawali

»I gardzą mną, kiedy mię z pieniędzy obrali.

»Teraz już się rok kończy, który gdy wynidzie,

»Każda pomoc już późno i po czasie przydzie.

»Skarby nic nie pomogą, tak że nieszczęsnemu

»Przydzie nakoniec umrzeć mężowi mojemu.

50

»Dla niegom ojca, bracią dla niegom straciła,

»Dla niegom, nieszczęśliwa, ojczyzny pozbyła,

»Dla niego i tę trochę, co było zostało,

»Co na me wychowanie513 obrócić się miało,

»Przedawszy za co za to, wszystkom rozprószyła,

»Abym go z rąk tyranna złego wyzwoliła.

»Teraz nic nie zostawa, tylko z dobrej wolej

»Iść w srogie ręce, aby on wyszedł z niewolej.

51

»Jeśli tedy nic mi już więcej nie zostawa,

»Jeśli sposobów inszych zbawić go nie zstawa,

»Jeno żywot położyć, tem się nic nie trwożę:

»Zawżdy go barzo rada dla niego położę.

»O to się tylko boję, o to się frasuję,

»Że nie widzę i w głowie swojej nie najduję,

»Jako mam być bezpieczna i na to się spuścić,

»Że go, mając mię w ręku, będzie chciał wypuścić.

52

»Obawiam się, niestetyż, aby mię dostawszy

»I naokrutniejszych mi mąk nazadawawszy,

»Birena nie wypuścił, który mu mniej winien,

»Aby mi za swój żywot zostawał powinien,

»I jako ten, którego gniew ujął tak tęgi

»Przeciwko mnie i nie dba na żadne przysięgi,

»Nie przestanie na mojej śmierci i odkryje

»Swą zdradę: zabiwszy mnie, i jego zabije.

53

»Dla tego się umawiam zawżdy o tem z wami,

»Co się w ten kraj trafiacie cnemi rycerzami,

»Abym, radząc się wielu, jednego trafiła,

»Od któregobym się wżdy tego nauczyła,

»Jako mam być bezpieczna, gdy się w ręce stawię

»Tyrannowi, że swego Birena wybawię,

»I żeby go zaś nie chciał z więzienia wypuścić,

»Albo go na srogi miecz, jako i mnie, puścić.

54

»Nie jednemum mówiła o to rycerzowi,

»Aby, kiedy się dam w moc nieprzyjacielowi,

»Był przy mnie i ślubował za fryskiego pana,

»Że tak ten frymark i ta stanąć ma odmiana,

»Żeby w jednemże czasie i on wypuszczony

»I jam mu beła dana; bo tak z każdej strony

»Szczęśliwa umrę, jeśli swą śmiercią mojemu

»Żywot i wolność zaraz przywrócę miłemu.

55

»Ale do tego czasu nikogo w tę drogę

»Z sobą do złego króla namówić nie mogę,

»Któryby mi ślubował, że gdy przed niem stanę,

»A naprze się mnie gwałtem i za mię w odmianę

»Nie wyzwoli Birena i wolno nie puści,

»Że mu mię wziąć przeciw mej wolej nie dopuści;

»Każdy się onej strasznej jego broni boi,

»Której nikt nie odeprze w namocniejszej zbroi.

56

»Przeto, jeśli twe męstwo zgadza się z surową

»I postawą i twarzą tą Herkulesową

»I tak mniemasz, że mię mu możesz niewątpliwie

»Wziąć, kiedyby co czynić chciał niesprawiedliwie,

»Proszę cię, oddaj mię mu z twojej własnej ręki,

»Żeby za mię Birena dać musiał przez dzięki514;

»Bo mając cię przy sobie, nie dbam, że swawolny

»Tyran mię każe stracić, a on będzie wolny«.

57

Taki koniec powieści swojej panna dała,

Którą łzami z wzdychaniem często przerywała.

Orland, skoro umilkła, który utrapionem

I zawsze rad pomagał krzywdą uciśnionem,

Nie chciał się z nią rozciągać szerokiemi słowy,

Bo z przyrodzenia długiej nie używał mowy,

Ale jej rękę daje i więcej ślubuje

Uczynić, niżli prosi i niż potrzebuje.

58

Nie myśli o tem, aby gwoli Birenowi

Miała się okrutnemu dać w ręce królowi;

Dufa tak swemu męstwu i swej dobrej broni,

Że oboje i jego i onej obroni.

Tegoż dnia w onę drogę wsiadają na wodę,

Mając sobie życzliwy i wiatr i pogodę.

Kwapi się pan z Anglantu, nie chce długo mieszkać,

Bojąc się do Ebudy na wojnę omieszkać.

59

Jadą mądrzy żeglarze wielkiemi stawami515,

Obracając w tę stronę i w owę żaglami;

Widzą obiedwie wyspie w zelandyjskiej ziemi,

Tę przed sobą, a ta się w zad kryje za niemi.

Grabia do Olandyej wysiadł dnia trzeciego;

Ale ta, co się skarży na króla fryskiego,

Nie wysiadła, bo Orland tuszy, niż wysiędzie,

Że usłyszy, że szyje zły tyran pozbędzie.

60

Jedzie wszystek we zbroi wielki rycerz z Brawy516,

Koń pod niem barziej ciężki, niż lekki, cisawy,

Koń cisawy, który się urodził w Daniej,

Ale z małego źrzebca urósł we Flandryej.

Bo iż się na tę drogę na fuście wyprawił,

U Bretonów517 swojego, wsiadając, zostawił,

Swojego Bryladora, konia tak dzielnego,

Że sobie nie miał okrom Bajarda równego.

61

Przyjeżdża do Dordreku518 Orland i u brony

Zastawa lud żołnierski wielki, zgromadzony,

Częścią, że każde państwo zawżdy, zwłaszcza nowe,

Bojaźń i podejźrzenie ma z sobą gotowe,

Częścią, że wszędzie głośna nowina latała,

Że się już z Zelandyej armata ruszała,

Którą władnął i którą w rządzie tęgo trzymał

Brat książęcia, którego król fryski poimał.

62

Orland tam przyjechawszy, mówi z nich jednemu,

Aby od niego odniósł królowi swojemu,

Że go jeden na szablę i drzewo519 pozywa

Rycerz błędny z umową pewną, jako bywa:

Jeśli go król zwycięży, da w ręce królowi

Pannę, która odjęła żywot Arbantowi,

Którą w tak blizkiem miejscu niedaleko chowa,

Że, kiedy jej każe przyść, zawżdy jest gotowa;

63

Ale zaś potrzebuje tego z drugiej strony,

Że jeśli król od niego będzie zwyciężony,

Książęcia z Zelandyej z więzienia wypuści

I w swą drogę, gdzie zechce, zarazem go puści.

Drab królowi poselstwo odniósł ukwapliwy;

Ale on, który zawsze beł zły, niecnotliwy

I którego postępek każdy beł szkarady520,

Uciekł się do chytrości, do złych sztuk, do zdrady.

64

Myśli, jeśli dostanie rycerza samego,

Który do niego draba wyprawił onego,

Że będzie miał i pannę, jeśli odnieść umiał

Drab poselstwo i jeśli, że ją miał, zrozumiał.

Wnet trzydzieści człowieka ścieszkami wyprawił,

Nie tą bramą, w której drab grabię był zostawił,

Ale inszą, ustronną, którzy ku zamkowi

Wielkiem kołem w tył zaszli cnemu Orlandowi.

65

A tem czasem go zdrajca zabawiać rozkazał,

Aż przyszli na to miejsce, które jem ukazał,

Od niego w tył posłani i jeźni i pieszy;

Sam się także z trzydziestą drugich z bramy śpieszy.

Jako więc wielką knieję i zwierz z każdej strony

Okrąża pospolicie myśliwiec uczony,

Albo jako rybitwi i ryby i wody

Okrążają na Gople długiem i niewody:

66

Tak wszytkie król fryzyjski drogi zastępuje

I żeby nieprzyjaciel nie uciekł, pilnuje.

Nie chce inaczej, jedno, że mu żywo przydzie

Wręce, i tak rozumie, że mu to wynidzie.

Śmiertelnej broni, której na nieprzyjaciele

Używał, którą ich tak pozabijał wiele,

Nie wziął z sobą, mniemając, że jej tam nie trzeba.

Kędy tylko poimać, nie zabić potrzeba.

67

Jako uczony ptasznik częstokroć czyniwa521,

Który więc pierwsze ptaki żywo zachowywa

I na spary522 albo je obraca na waby,

Aby drudzy spadali na znane powaby:

Taki beł król Cimoskus na on czas z swojemi.

Ale zasię nie chciał być Orland między temi,

Co się wprzód wziąć dawają, i niósł śmiałe czoło

Na zdrajcę i rozerwał uczynione koło.

68

Dawszy bojcem koniowi w bok, na zgromadzone,

Gdzie ich było nawięcej, niósł drzewo523 złożone

I napierwej jednego, potem i drugiego

I więcej inszych na nie wdział aż do szóstego.

Tak wszytkich sześciu drzewo na sobie dźwigało,

Bo się ich na niem zmieścić trudno więcej miało;

Siódmego puścił, który trochę dosiężony

Z tej rany potem umarł, grotem obrażony.

69

Nie inaczej, kiedy kto ciągłemi polami

Albo ptaków nałowi lgniącemi lepami,

Potem na drewnie z pierza oskubione długiem

Po jednemu powdziewa, jednego po drugiem,

I tak długo ich wtykać na nie nie przestawa,

Aż je wszytko wypełni i szpilki nie stawa,

Potem drzewo od siebie grabia precz zacisnął,

A dobytą od boku Duryndaną błysnął.

70

Złamał drzewo, jakom rzekł, i szable dobywał,

Szable, której raz nigdy daremny nie bywał:

Za każdym razem, lub beł sztychowy lub cięty,

Albo śmiertelnie ranny albo chłop beł ścięty.

Zbroja jej najmocniejsza żadna nie strzymała,

Gdzie dosięgła, krew płynąć strumieniem musiała.

Dopiero Cimoskowi żal, że w onej dobie

Nie ma ognia i rury żelaznej przy sobie.

71

Woła głosem na swoich i grozi i fuka524,

Aby mu ją przynieśli; ale choć się spuka,

Nikt nie słyszy, bo który ujdzie w miasto zdrowy,

Nie myśli znowu natrzeć na miecz Orlandowy.

A widząc król fryzyjski, że każdy ucieka,

I on o sobie radzi i więcej nie czeka;

Bieży do bramy, woła na swych: »Wzwód525 podnoście!«

Ale bez skutku, bo już grabia beł na moście.

72

Widząc, że źle, zaraz tył lękliwy podawa,

A grabia pan obu bram i mostu zostawa;

On ucieka i jeszcze pręcej, niżli słudzy,

Uprzedza wszystkich, bo koń rętszy miał, niż drudzy.

Nie chce się Orland bawić na nikczemnem gminie,

Króla chce i ma dosyć, że król tylko zginie;

Ale koń ma pod sobą ciężki i leniwy,

A Cimosków, jak strzała, gdy ją pchnie z cięciwy.

73

Z jednej drogi do drugiej bieżąc, Orlandowi

Z oczu ginie; ale się potem zastanowi

I wraca w zad, jako mu skoro526 jego ono

Żelazo z zapalonem knotem przyniesiono,

I za węgłem się, cicho stojąc, utaiwa527

I na grabię, kiedy nań wpadnie, oczekiwa

W miejscu, tak jako łowiec ze psy zwykł ukryty

I z oszczepem, gdy nań wieprz bieży jadowity.

74

Który gałęzie łamie i gdzie kły swe krzywe,

Upienione i czoło obraca straszliwe,

Zda się, że drzewa z gruntu wywrócone wali

I że las, jako wielki, po chwili obali.

Król się za słupem czai i grabie pilnuje

I że mu cło zapłaci528, sobie obiecuje.

Skoro na celu stanął, on ogień do dziury

Przyłożył, gdzie beł oddech w końcu długiej rury.

75

Ona się wzad rozwlecze, jako chmura, błyska,

A wprzód huczy i tak dźwięk na powietrze ciska,

Że mury drżą, ziemia się trzęsie pod nogami,

Niebo grzmi, uderzone strasznemi dźwiękami,

Jako śmiertelny piorun, który niewidomy

Spada na dół z strasznemi niebieskiemi gromy.

Ale król ukwapliwy niedobrze wymierzył,

Nie dotrzymał i nie tam, kędy chciał, uderzył.

76

Ja mniemam, że podomno z chęci i z wielkiego

Kwapienia chybił w on czas Orlanda mężnego;

Albo że kiedy serce drży z lękliwą duszą,

I oko nie dotrzyma i ręce drżeć muszą.

Albo Bóg z dobroci swej kazał kuli minąć,

Nie chcąc, aby tak prętko miał tak zacny zginąć

Jego rycerz; atoli konia w brzuch ugodził,

Że padł zaraz i więcej po świecie nie chodził.

77

Padł na ziemię i z jeźcem i tamże zostawa

Na miejscu i bez dusze; ale jeździec wstawa

I tak prętko na nogi i tak chyżo skoczy,

Że się zda, że z spadnenia przybyło mu mocy.

Jako wstawał libijski Anteus529 silniejszy,

O ziemię uderzony, i dobrze mocniejszy,

Tak się zdało, że grabia wstawał i że siła

W dwójnasób w niem mocniejsza po padnieniu była.

78

Kto widział, kiedy chmura nagłem ogniem błyśnie,

Który straszliwem gromem sam Jupiter ciśnie

I przepędzi w zawarte miejsce, gdzie schowane

Leżą węgle, z saletrą i z siarką zmieszane;

Ledwie padnie, ledwie tknie, jako się nagłemi

Ziemia i niebo świeci ogniami strasznemi,

Które mury z samego gruntu wyrywają

I wielkiemi kamieńmi do nieba ciskają:

79

Taki beł właśnie Orland i tak się zdał srogi,

Kiedy stanął po onem padnieniu na nogi,

Tak straszną postać i twarz i wzrok niósł gniewliwy,

Żeby się go sam Mars bał, nie tylko lękliwy

Król fryzyjski: śpiesznie wzad powracał, wodzami

Uciekając przed jego srogiemi gniewami;

Ale tak prętko za niem biegł Orland skwapliwy,

Jako leci bełt530, z prętkiej wypchany cięciwy.

80

I czego nie mógł sprawić i uczynić koniem,

To teraz sprawi, pieszo puściwszy się po niem.

Tak rączo za niem bieży i tak prętkiem krokiem,

Że ktoby na to własnem swem nie patrzył okiem,

Nie dałby temu wiary. Potem go w pół drogi

Dościga i spuszcza nań z góry raz tak srogi,

Tak mocno wyniesionem mieczem w szyszak bije,

Że mu głowę rozdzielił aż do samej szyje.

81

Tem czasem się po mieście nowe poczynały

Zamieszania i nowe rozruchy wstawały.

Bo brat Birenów, który z okrętów wysadził

Ludzie swe, które z kraju swojego prowadził,

Przyszedszy i zastawszy otworzone brony,

Wszedł w miasto, w którem tak lud został potrwożony,

Tak został potrwożony od grabie mężnego,

Że je przebiegł wzdłuż i wszerz bez wstrętu żadnego.

82

Wszędzie po mieście różną uciekają drogą,

Co za ludzie są, czego chcą, wiedzieć nie mogą;

Ale skoro nakoniec po stroju, po mowie,

Po chorągwiach poznali, że są Zelandowie,

Zgodnie kartę białą ich hetmanowi niosą

I poddają się wszyscy i pokoju proszą,

Chcąc jem pomódz na Fryzy, którzy poimali

I dotąd ich książęcia w więzieniu trzymali.

83

Nieprzyjacielem wielkiem było narodowi

Fryskiemu wszytko miasto, jako i królowi,

Że jem pana własnego zabił i że krzywy531

I zawżdy beł okrutny i niesprawiedliwy.

Orland, który przyjaciel beł obojej strony,

Pogodził ich, a skoro pokój był zamkniony,

I ci i tamci siły swoje zjednoczyli

I wszytkie Fryzy, które naleźli, wybili.

84

Do wieże i do więźniów kluczy nie szukali,

Ale kłódki potłukli, drzwi powybijali.

Biren grabi z Anglantu wielkie czyni dzięki,

Że go z tyrańskiej męstwem wyswobodził ręki.

Potem poszli z inszemi tam, gdzie niepojęcie

Stroskana Olympia czekała w okręcie —

Tak się własnem imieniem panna nazywała,

Której dziedzictwem ona wyspa należała —

85

Która na on czas o tem nigdy nie myśliła,

Aby miał Orland dla niej uczynić tak siła,

Dosyć mając, żeby ją w smutku był zostawił,

A Birena samego z więzienia wybawił.

Wszyscy ją czczą, wszyscy jej szanują poddani,

Radzi, że się wróciła ich dziedziczna pani.

Siłaby o tem mówić, jako się witali

Biren z nią, jako grabi spoinie dziękowali.

86

Na ojcowskiej ją zatem stolicy sadzają

I wszyscy jej powinną wierność przysięgają;

Ona zaś Birenowi, którego obrała

Za małżonka, któremu serce darowała,

Samę siebie i państwo swoje w moc oddaje;

Ale on, iż ma jachać prętko w obce kraje,

Zamki wszytkie i wszytkie miasta rodzonemu

I rząd na wszytkiej wyspie porucza swojemu,

87

Gotując się nawiedzić znowu Zelandyą

I wziąć z sobą małżonkę swoję, Olimpią,

Skąd zasię do Fryzyej namyślał żeglować

I tam szczęścia swojego skusić i sprobować,

Mając już w swoich ręku zakład sporządzony,

Przez który mógł łatwie dość tamtecznej korony:

Córkę króla fryskiego, tam między inszemi

Od niego nalezioną więźniami zacnemi.

88

I udawa do ludzi, że ją rodzonemu

Za żonę bratu oddać zamyśla młodszemu.

Pan z Anglantu tegoż dnia, którego wybawił

Birena, stamtąd w drogę swoję się wyprawił;

I między zdobyczami nie chciał wziąć wszytkiemi

Od siebie dostanemi i pozyskanemi

Okrom broni, odjętej fryskiemu królowi,

Która skutki czyniła równe piorunowi.

89

Nie dla tego ją bierze grabia pomieniony,

Aby jej miał do swojej używać obrony,

Bo mniemał, że się iść w bój z fortelem nie godzi

I że to zawsze z serca małego pochodzi,

Ale żeby ją schował tak, żeby koniecznie

Więcej szkodzić nie mogła człowiekowi wiecznie;

Wziął grabia z sobą zaraz532 kule, co ich było,

I proch i to, co jedno do tego służyło.

90

Z tem wszytkiem jadąc grabia, słone wody porze;

Ale gdy z odnóg wjechał na głębokie morze,

Tak, że już beło ziemie i brzegu żadnego

Nie widzieć, tak prawego jako i lewego,

Wziął ją i rzekł: »Abyś już więcej nie szkodziła

»I żeby między mężnem, a nikczemnem była

»Różnica i nikt nie miał żadnej więcej w tobie

»Nadzieje i dufności, zostańże tu sobie.

91

»O przeklęta, o broni, w piekle urobiona

»I z abissów533 na ludzkie szkody przyniesiona,

»Którą sam swoją ręką Belzebub ukował,

»Aby świat przez cię szkodził i w niwecz zepsował,

»Do piekła, skądeś wyszła, teraz idź, a szkody

»Więcej nie czyń!« — To mówiąc, wrzucił ją do wody.

Tem czasem wielkie płótna wiatry napełniały

I do wyspy okrutnej okręt obracały.

92

Takie żądze i takie Orlanda chciwości

Zagrzewają dostąpić jakiej wiadomości,

Jeśli534 się tam kochana jego nie najduje,

Którą barziej, niż żywot swój własny, miłuje.

Nie śmie do Hiberniej wstąpić, aby zasię

Tam się czem nie zabawił i potem sam na się

Nie narzekał, kiedyby dłużej tam co zmieszkać

I szukać Angeliki swojej miał omieszkać.

93

Nie chce, chocia tam blizko, wstąpić do Angliej,

Nie chce także obrócić i do Hiberniej

Ani na brzeg przeciwny. — Ale niechaj jedzie

Tam, gdzie go ślepy bożek, co weń strzelił, wiedzie;

Ja się tem czasem, grabię puściwszy, przeniosę

Do Olandyej i was tamże z sobą proszę:

Wiem, że wam, jako i mnie, nie byłoby miło,

Kiedyby się wesele bez was odprawiło.

94

Ma to tam być kosztowne i wielkie wesele,

Na które zewsząd gości zaproszono wiele;

Kosztowniejszeby znać mieć w Zelandyej chcieli,

Ale nie chcę, abyście na nie jachać mieli.

Ja wątpię, aby doszło, bo je pomieszają

Nowe przypadki, które już się poczynają;

Czego, jeśli statecznie dowiedzieć się chcecie,

Powiem wam w drugiej535 pieśni, jeśli się zejdziecie.

Koniec pieśni dziewiątej.