X. Pieśń dziesiąta
Argument
Birena nowa miłość pali i użega536;
Swej Olimpiej w nocy na wyspie odbiega.
Rugier państwo Alcyny brzydkiej zostawuje,
A do Logistylle się kraju wyprawuje;
A ta mu okrócone daje źwierze lotne,
Na którem jadąc, z góry jezne i piechotne
Widzi wojska angielskie, a potem srogiemu
Angelikę wydziera dziwowi morskiemu.
Allegorye
Niewypowiedziane okrucieństwo i niewdzięczność Birenowa przeciwko Olimpiej, która go tak barzo miłowała i która mu się tak dobrze zasłużyła, upomina i przestrzega, aby każdy był ostrożny w miłości; ukazuje przytem odmienność i niestateczność ludzi młodych. Przez Logistyllę, która Rugierowi konia skrzydlatego daje, aby na niem po powietrzu jeżdżąc, wszytek świat widział, wyraża ludzi tych, którzy żyją pod posłuszeństwem rozumu i baczenia, wylatując w górę, szczęśliwi i sławni po wszytkiem świecie.
1. Skład pierwszy
Cokolwiek kiedy było na świecie miłości,
Cokolwiek uprzejmości, cokolwiek szczerości
I co serc stałych, które wiernie miłowały
I w szczęściu i w nieszczęściu stateczność chowały,
Napierwsze Olympia miejsce będzie miała
Mem zdaniem, choć się jej źle jej szczerość oddała,
I wiem, że więtsza miłość za dawnego wieku
I tego nigdy w żadnem nie była człowieku,
2
I że tak w niej Birena swego upewniła,
Tak mu jawnie uprzejmość swoję oświadczyła,
Jako żadna; trudnoby komu barziej miała
Oświadczyć, by mu dobrze serce ukazała.
I jeśli są tak wierne i tak dusze zgodne,
Zobopólnej miłości i wzajemnej godne,
Godna jest Olimpia, żeby ją szanował,
Żeby ją barziej Biren, niż siebie, miłował
3
I żeby jej też wiarę zachował statecznie
I dla inszej jej nigdy nie opuszczał wiecznie,
Choćby dobrze tak gładka i tak piękna była,
Jako ta, co Europę z Azyą spuściła537538,
I żeby raczej mowę i słuch i wzrok stracił,
Pierwej sławę i żywot nakoniec utracił,
I jeśli co na świecie jest jeszcze więtszego,
Aniżli przyjaciela tak doświadczonego.
4
Jeśli ją Biren szczerze i wiernie miłował
I tak, jako go ona, jeśli jej zachował
Stateczność, jako mu ją ona zachowała,
Jeśli mu serca insza nie opanowała,
Albo jeśli za wierność i szczerość w miłości
Tak wielkiej dał się wytknąć w jakiej niewdzięczności,
Powiem wam i uczynię, że się zadziwicie
I że wargi ściśniecie i brwi nakrzywicie.
5
A skoro usłyszycie, jaka ją potkała
Nagroda, jako się jej szczerość jej oddała,
Radzę wam, przestrzegam was, piękne białegłowy:
Nie dajcie się uwodzić miłośnikom słowy!
By tylko taki dostał tego, czego żąda,
Na Boga się, co wszytko widzi, nie ogląda,
Przysięga, obietnice utwierdza klątwami,
Które się po powietrzu roznoszą wiatrami.
6
Obietnice, przysięgi wszytkie uczynione
Od wiatrów po powietrzu lecą rozprószone,
Skoro swe miłośnicy pragnienie zgasili,
Którem byli zagrzane żądze zapalili.
Niechaj płaczą, niech proszą: wy nie dowierzajcie
I ostrożniejsze z tego przykładu bywajcie.
Szczęśliwy to, o piękna biała płci, co szkody
Może się własnej ustrzedz z inszego przygody!
7
Strzeżcie się — napominam — strzeżcie gładkiej młodzi,
Której wiek z pierwszych kwiatów dopiero wychodzi:
Prętko giną i rostą ich nieutrzymane
Coraz odmienne żądze, jak ognie słomiane.
Jako gonią myśliwcy wskok uciekające
Po górach i po lesiech w zimno, w znój zające;
Ale gdy je uszczują, mało o nie dbają,
A o te tylko stoją, które uciekają:
8
Tak i ci młodzikowie, którzy w swej miłości
Doznawaj ą więc po was częstokroć twardości,
Wszytkieby swe starania radzi obrócili,
Wszytkie siły, aby was sobie zniewolili;
Ale skoro nad wami zwycięstwa dostaną,
Miłować was, służyć wam zarazem przestaną,
Gdzie indziej swe odmienne żądze obracając,
Dawnych waszych miłości mało pamiętając.
9
Nie chcę ja wam, tak wiedzcie, tego zakazować,
Abyście się nie miały dopuścić miłować,
Bobyście były płonnej podobne macicy,
Która ginie na ziemi, nie wsparta na tyczy539;
Ale tylko pierwszych mchów, nieustawiczności
Podległych, strzedz się radzę i niestateczności,
A owoce nie twarde i nic nie dojrzałe
Zbierać, ale coby też nie były przejźrzałe.
10
Że wam jeszcze nie wyszło z pamięci, jam pewny,
Jako w on czas tryzyjskiej dostano królewny,
Którą tak, jako wszędzie wieści rozsiewano,
Birenowemu bratu w małżeństwie dać miano.
Ale to, co trzęsiono540 około tej dziewki,
Plotki beły; bo Biren sam chciał tej polewki,
Co nie chciał tak być głupi, aby ją inszemu
Miał dać wypić, chcąc sobie schować ją samemu.
11
Czternastu lat zupełnych jeszcze ta nie miała
I różej się nadobnej i świeżej równała,
Która dopiero na świat z węzła swego końcem
Wydziera się i równo z nowem roście słońcem.
Tak się jej zaraz Biren zapalony chwycił541,
Jako ogień, gdy czynu542 suchego zachwycił,
Albo jako kiedy go w kłosy urodziwe
Już dojźrzałe włożą gdzie ręce zazdrościwe.
12
Tak i on w ten czas swoje zapalił chciwości
I tak wspłonął, przejęty aż do samych kości,
Skoro jej po zabitem ojcu swem płaczącej
Trochę zajźrzał i po łzach twarz ocierającej.
Jako kiedy na wrzącą wodę zimną leją,
Piany na niej nadęte giną i niszczeją,
Tak miłość Olimpiej i w niem zwyciężona
Od nowej namiestniczki543, była zagaszona.
13
Nie tylko, że jej był syt, tak mu się sprzykrzyła,
Że ledwie patrzyć może w miejsce, gdzie chodziła;
A druga tak go pali, że albo się wściecze
Albo umrze, jeśli to długo się odwlecze.
Jednak aż przydzie ten dzień, w który obiecuje
Swoje żądze wypełnić, chciwości hamuje
I z Olimpiej w źwierzchniej, zmyślonej postawie
Wolami swoje wole łączy w każdej sprawie.
14
Jeśli drugą czci i z nią ludzko się obchodzi,
A czci więcej bez chyby, aniżli się godzi,
Nikt na złe nie wykłada, każdy pobożności
I dobroci przyczyta i jego ludzkości,
Bo ratować w nieszczęściu ludzi opuszczonych
I cieszyć przygodami złemi utrapionych
Chwały jest raczej godna, aniżli sromoty,
A tem więcej niewinnej, tem więcej sieroty.
15
O mocny Boże, jako często ludzie błądzą!
Jako źle i omylnie czasem rzeczy sądzą!
Birena niecnotliwe sprawy i przeklęte
Rozumieją pobożne i mają za święte!
Już żeglarze i wiosła i żagle do biegu
Podawszy, bezpiecznego odjeżdżali brzegu
I nieśli, radzi słońcu i pięknej pogodzie,
Książęcia zelandzkiego po głębokiej wodzie.
16
Już jem wszytkie, a wszytkie z oczu zuciekały544
Granice Olandyej i pozad zostały,
Bo aby mogli minąć królestwo Fryzyej,
W prawy bok obracali sztyry ku Szkocyej,
Kiedy wiatry okrutne i srogie powstały,
Które je trzy dni całe na głębi trzymały.
Prawie samem wieczorem późno dnia trzeciego
Przyjechali do wyspu545 jednego pustego.
17
Skoro armata546 łona547 małego dopadła,
Olimpia z okrętu na ziemię wysiadła
I próżna podejźrzenia i strachu, wesoła,
Wieczerzała z Birenem u małego stoła;
Potem w namiot rozbity odszedszy oboje,
Poszli brać na swe trudy pożądne548 pokoje.
Inszy wszyscy do swych się okrętów wracali
I w nich także słodkiemi sny odpoczywali.
18
I strach i niepogoda, która ich trzymała
Kilka dni, przez które nic, albo mało spała,
I że była w ustronnem miejscu, gdzie wołania
Ani żadnego słychać było kołatania,
Więc, że ją, kiedy z nią beł pospołu jej miły,
Żadne myśli i żadne troski nie trapiły,
Tak twardo Olimpią uśpiło ubogą,
Że szczurcy i niedźwiedzie twardziej spać się nie mogą.
19
Ale nieszczery Biren, któremu odjęła
Sen umyślona zdrada, czując, że usnęła,
Wstaje z łóżka i w węzeł swoje szaty zbiera
I tak się barzo kwapi, że się nie ubiera;
I namiot zostawiwszy, bieży prętkiem biegiem
Tam, gdzie jego armata czekała nad brzegiem,
I jako mógł naciszej, na głębią się puszcza
I brzeg i snem zmorzoną małżonkę opuszcza.
20
W zad brzeg i Olimpia nieszczęsna została,
Która nie ocucając549 całkiem, dotąd spała,
Aż jutrzenka rumiana, wsiadszy na złocony
Wóz, po ziemi swe srebrne rozpuściła śrzony;
I kiedy już na brzegu morskiem Alcyona550
Narzekała, nieszczęściem dawnem urażona,
Ani śpiąc, ani czując, rękę wyprawiła
Po to, aby Birena swego obłapiła.
21
Ale próżno: nikogo ręka nie najduje,
Wraca ją wzad i zasię znowu wyprawuje,
Wszytko darmo; obiema potem i rękoma
I z obu stron go maca bez skutku nogoma.
Naostatek otwiera oczy ociężałe,
Lecz nikogo nie widzi; zaczem owdowiałe
Pierze, skoczywszy z łoża lękliwa, opuszcza
I wypadszy z namiotu, do brzegu się puszcza.
22
Bieżąc do morza, drapie wybladłe jagody,
Będąc już pewną wieszczką swojej przyszłej szkody;
Włosy niewinne rwała, piersi pięścią biła,
Patrzy — bo pełnem ogniem Cyntya551 świeciła —
I to tam, to sam swego upatruje zbiega,
Ale okrom samego nic nie widzi brzega;
Woła głosem Birena, ale tylko skały
Na imię Birenowe jej się odzywały.
23
Na brzegu ostatecznem ostra wychodziła
Skała, którą tak woda wałami wybiła,
Że wewnątrz była próżna, ze spodku skrzywiona,
Na kształt łuku nad morzem przykro zawieszona
Na tej wierzch Olympia skwapliwa wbieżała —
Taką śmiałość i serce w sobie takie miała! —
I z daleka widziała Birenowe nagle
Uciekające płótna i niewierne żagle.
24
Widziała albo się jej podomno tak zdało,
Że widziała, bo było nie dobrze odniało552,
A zadrżawszy, na ziemię, jako martwa, padła
I na twarzy, zimniejsza nad śniegi, pobladła;
Ale po małej chwili, jako skoro wstała,
Na morze przeraźliwe wrzaski obracała,
Częstokroć, ile mogła, wołając swojego
I powtarzając imię małżonka srogiego.
25
A czego nie mógł mdły głos, nie mogło wołanie,
Dokładały gęste łzy i ręku łamanie:
»Dokąd się kwapisz? Dokąd, okrutny, uciekasz?
»Przecz słusznego brzemienia z okrętem nie czekasz?
»Niechaj mię weźmie, wszak mu to zacięży mało,
»Że kiedy serce niesie, poniesie i ciało!«
I żeby się w zad wrócił okręt, znaki dawa
I to ręką, to szatą machać nie przestawa.
26
Ale wiatry, co niosły po głębokiej wodzie
Niewiernego młodzieńca ukwapliwe łodzie,
Niosły zaraz i skargi, łzy i narzekanie
Nieszczęsnej Olimpiej i wrzask i wołanie.
Trzykroć się zapędzona z brzegu zanosiła
Skoczyć, aby się była w morzu utopiła;
Na ostatek poglądać na wody przestała
I wróciła się na zad, gdzie w nocy leżała,
27
I upadszy na łożu, łzami je moczyła
I schyliwszy twarz na dół, do niego mówiła:
»Wczora się nas na tobie położyło dwoje,
»A dziś dlaczego z ciebie nie wstajem oboje?
»O okrutny Birenie, o zły, o zdradliwy!
»O dniu, któregom na świat wyszła, nieszczęśliwy!
»Samam jedna! Kto mię tu ratuje niebogę?
»Widzieć żadnej nadzieje pomocy nie mogę!
28
»Próżno na tej pustyniej ludzi upatruję;
»Mieszkania tu ludzkiego znaku nie najduję,
»Okrętu darmo patrzę, niemasz żadnej łodzi,
»Na którejbym przebyła przez morskie powodzi.
»Głodem nawet umorzyć muszę sama siebie,
»Nikt mi oczu nie zawrze, nikt mię nie pogrzebie,
»Jeśli mię w swoich brzuchach nie pogrzebią samy
»Źwierzęta, których pełne muszą być te jamy.
29
»Boję się i zda mi się, że już z nich wychodzą,
»Że już na mię lwi, wilcy i niedźwiedzie godzą
»I tygry srogie, które przyrodzenie w gęby
»I w paznogcie i w ostre uzbroiło zęby;
»Lecz którą mi sroższą śmierć dać źwierzowie mają,
»Nad cię, o źwierzu sroższy wszytkich, co się tają
»W tych jamach! Te przestaną na tem, gdy raz zginę,
»A ty mi tysiąc śmierci zadawasz w godzinę!
30
»Daj553 to, że jaki żeglarz trafi się z przygody,
»Co mię wziąwszy, powiezie przez głębokie wody
»I że szarpania ujdę od źwierzów gniewliwych
»I śmierci inszych różnych sposobów straszliwych:
»Gdzież mię, czy w Olandyej wysadzi, gdzie moje
»Wszytkie porty i zamki przyszły w ręce twoje?
»Czyli do miasta, gdziem się, nędzna, urodziła,
»Kiedym i to przez zdradę twoję utraciła?
31
»Tyś mi wziął moje państwo i sameś się panem
»Uczynił i mnie samej i mojem poddanem.
»Na toś w nie cudzoziemców zaraz naprowadził,
»Na toś jemi554 i zamki i miasta osadził?
»Czy mam iść do Flandryej, gdziem wszytko przedała,
»Com na swe wychowanie555 była zachowała,
»Gwoli tobie, abyś beł z śmierci wybawiony?
»Dokąd, w które, niestetyż, udać się mam strony?
32
»Podomno do Fryzyej, gdziem mogła królową
»Zostać, alem nie chciała dla ciebie, co głową
»Ociec z bracią zapłacił i co ostatniego
»Było wszytko przyczyną upadku mojego.
»Ale niechaj swych żalów więcej nie odnawiam,
»Com dla ciebie czyniła, niech ci nie wymawiam;
»Ty to lepiej masz wiedzieć. To takie nagrody
»Od ciebie mam za swoje utraty i szkody?
33
»By jedno zbójcy morscy tu nie przyjechali
»I za niewolnicę mię gdzie nie zaprzedali
»Pierwej, niż na mię wilki i lwy i niedźwiedzie
»I insze srogie źwierze mój zły los nawiedzie,
»Pierwej, niż mię powolej i z długą przewłoką
»Zajedzą556 i do swych jam sztukami powloką«.
To mówiąc, niewinnemu włosowi rękami
Krzywdę czyni i rwie go pełnemi garściami.
34
Potem się znowu porwie i do brzega puszcza,
Głowę kręci i włosy na wiatry rozpuszcza
I każdem swem postępkiem zda się skłopotana,
Że jest od złych piekielnych duchów opętana,
Albo, jako Hekuba, kiedy oszalała,
Gdy swego Polidora martwego ujźrzała;
Czasem stoi na skale, w morze patrząc, ale
I sama skamieniałej jest podobna skale.
35
Ale niechaj narzeka, aż się nazad wrócę,
A teraz do Rugiera znowu się obrócę,
Który po długiem brzegu pojeżdżając rączo,
Kwapił się w południowe najwiętsze gorąco;
W pagórek uderzone nazad się wracały
Promienie, od nich wierzchem drobne piaski wrzały.
Zbroja na niem od słońca tak się rozpaliła,
Że się ledwo nie w ogień wszytka obróciła.
36
Gdy go tak i strudzenie i pragnienie srodze
Trapiło po piaszczystej, pustej onej drodze,
Jadąc dalej, gorącem przykrem upalony
I brzemieniem ognistej zbroje obciążony,
Zastał przy jednej starej pustej wieży w cieniu.
Podle brzegu trzy panie, piękne na wejźrzeniu,
Które po obyczajach, z stroju i ubioru
Znał, że beły z Alcyny rozkosznego dworu.
37
Na perskich, złotem tkanych kobiercach siedziały
I w miłem chłodzie różnych uciech zażywały;
Stół miały zastawiony cukrami słodkiemi
I winy w kryształowem naczyniu różnemi;
Na brzegu uwiązana łódź mała czekała
I z morskiemi wodami przy ziemi igrała,
Ażby wiatry, co były wszystkie ucichnęły,
Znowu płócienne łona wolno wyciągnęły.
38
Te skoro obaczyły, że konia wodzami
Nie wściągał i mijał ich suchemi piaskami
Rugier, nie chcąc się bawić, wszytek uznojony
Na twarzy i na suchych wargach upragniony,
Mówiły mu, aby w zad wodzami powracał
I tak chciwie do drogi serca nie obracał,
Aby odpocznąć w cieniu i ciału swojemu
Słusznych posiłków nie miał dać utrudzonemu.
39
Zaczem jedna do konia blizko przystąpiła
I do strzemienia mu się, żeby zsiadł, rzuciła;
A druga mu w krysztale wino podawała
I pragnienia mu jeszcze więcej przydawała.
Ale Rugier tańcować nie chciał po tem graniu,
Bo widział, że w namniejszem jego omieszkaniu
Niebezpieczeństwo było, boby go dognała
Alcyna, co się za niem w pogonią udała.
40
Nie tak prętko saletry i siarki, dotknione
Małą skrą, wymiatają mury wywalone
I morze nie tak szumi, nie tak huczą wały,
Kiedy je wściekłe wichry ze dna pomięszały,
Jako widząc, że Rugier wściągnąć się nie dawa
I bezpieczny w swą drogę prosto się udawa
I gardzi jemi557 — a te za gładkie się miały —
Gniew trzecią z nich zapalił i przepych558 zuchwały.
41
Jako nabarziej mogła, na niego wołała:
»Nie szlachciceś, nie rycerz, dobrzem cię poznała;
»Co masz, toś wszytko ukradł, boć tak w pięknej zbroi
»I na tak dobrem koniu jeździć nie przystoi;
»A tak jest, nie inaczej, bo cię znam po sierci.
»Bodaj cię rozdzielono, niecnoto, na ćwierci!
»Bodaj cię obieszono, ultaju, szpetniku!
»Zdrajco, chłopie, złodzieju, łotrze, rozbójniku!«
42
Na takie obelżywe i sromotne słowa,
Któremi nań wołała harda białagłowa,
Rugier cierpliwy milczał i nie odpowiedział,
Bo, że mu beł sromotny swar z nią, dobrze wiedział.
Ona zatem ze dwiema drugiemi siostrami
Wsiadła w łódź, co gotowa stała, i wiosłami
Pośpieszała skwapliwa za niem prędkiem biegiem,
Goniąc go, kiedy jechał tuż nad samem brzegiem.
43
Grozi, fuka559, sromoci, klnie go i szkaluje
I co raz nowy sposób łajania najduje;
On tem czasem na ciasną odnogę przyjedzie,
Która do zamku pięknej Logistylle wiedzie,
Gdzie widział przejeżdżając, kiedy się gotował
I zaraz się na drugą stronę przeprawował
W bacie starzec, co dobrze o Rugierze wiedział
I na łodzi umyślnie, pilnując go, siedział.
44
Skoro go jedno zajźrzał, poszedł w prętkim biegu
W swej łodzi, chcąc go przewieźć do lepszego brzegu;
Który baczny i w każdej beł rozumny sprawie,
Jeśli serce po wierzchniej znać może560 postawie.
Rugier wsiadł w łódź zarazem i Bogu dziękował,
Że w drodze niebezpiecznej zdrowo go zachował;
I gadając z żeglarzem bacznem i ćwiczonem,
Jechał po morzu cichem i uspokojonem.
45
Chwalił Rugiera, że się tak dobrze postawił,
Że się wczas od Alcyny i przedtem wybawił,
Niż go uczarowanem kubkiem upoiła,
Jako więc miłośnikom wszytkiem swem czyniła;
I że przejechał w piękne Logistylle kraje,
Gdzie miał uźrzeć pobożne, święte obyczaje
I piękność wieczną, która tak pociech użycza,
Że serce zawsze karmi, ale nie nasyca.
46
»Ta — prawi — tak zniewala, tak duszę ujmuje,
»Że na pierwsze wejźrzenie każdy się dziwuje,
»Każdy ją czci, a kto się lepiej jej powadze
»Przypatrzy, insze dobra trzyma w małej wadze;
»Onej miłość jest różna od inszych miłości,
»Gdzie serca gryzą strachy, nadzieje, chciwości:
»W tej żądza nie najduje, czego nie dostawa,
»I ujźrzawszy ją, na tem stoi i zostawa.
47
»Insze u niej są, zacny rycerzu, zabawy,
»Nie tańce, nie muzyki, perfumy, potrawy;
»Ale jakoby człowiek myślami czystemi
»Nieba dosiągł, nie zawsze bawiąc się przy ziemi,
»I jakoby skosztował w tem śmiertelnem ciele
»Pociech wiecznych, z których jest najtrwalsze wesele«.
Tak mówiąc nauczony przewodnik, po wodzie
Sztyr obracał do brzegu ukwapliwej łodzie,
48
Kiedy ujźrzał, że morza wielką część nakryły
Okręty, co się za niem w pogonią puściły,
Które wiedma Alcyna sama prowadziła,
Jako skoro561 je mocnem wojskiem osadziła,
Aby albo straconej zguby swej dostała,
Albo państwo i siebie w upadek podała;
Pierwszą tego przyczyną miłość, co ją grzeje,
Ale niemniej i krzywda, na którą boleje.
49
Jako żywo, jako się na świat urodziła,
Więtszem gniewem i żalem serca nie trapiła;
Dlatego tak pośpieszać kazała wiosłami,
Że okręty z obu stron toczyły pianami.
Morze i ziemia na huk wielki nie milczała
I echo swe odgłosy wszędzie rozsyłała.
»Odkryj, Rugierze, odkryj puklerz sczarowany,
»Jeśli nie chcesz być zabit, albo poimany!«
50
Tak mówił Logistyllin żeglarz do rycerza,
Który, gdy to usłyszał, do swego puklerza
Rzucił się odważony i nie myśląc wiele,
Odkrył go i obrócił na nieprzyjaciele.
Puklerz Atlantów, dziwnej i cudownej mocy,
Uraził prześladowców Rugierowych oczy,
Że skoro nań wejźrzeli, zarazem olśnęli
I spadać w morze z galer na szyję poczęli.
51
Jeden, który na zamku Wysokiem pilnował
I tego dnia straż swoję zwykłą odprawował,
Skoro postrzegł armaty, w dzwon bije na wieży:
Lud się na dźwięk gromadzi i do portu bieży.
Strzelba gęsta z mocnych baszt bez przestanku biła
Na armatę, co cnego Rugiera goniła;
Zewsząd mu wyprawione posiłki bieżały,
Że nakoniec ujechał bezpieczny i cały.
52
Cztery nadobne panie562 na brzeg przyjechały,
Co ludzie zgromadzone w pułki szykowały,
Które była wysłała zaraz Logistylla:
Poważna Andronika i czysta Dycylla,
Roztropna Fronezya i pełna ochoty
Sofrozyna, której część więtsza tej roboty
Niż inszem należała, wojsko niezliczone
Od zamku aż do morza wiodą rozciągnione.
53
W porcie z wielu okrętów i galer szerokiem
Stała mocna armata pod zamkiem wysokiem
Na uderzenie w dzwony i we dnie i w nocy
Przeciw nieprzyjacielskiej pogotowiu mocy.
Zaczem się sroga bitwa między przeciwnemi
Stronami poczynała na morzu, na ziemi.
Gdy Alcyna przegrała, jako szczęście chciało,
Królestwo, siestrze wzięte, z gruntu się mieszało.
54
O, jako różny koniec, niż ludzie wierzyli,
Zstał się teraz z tej bitwy i niżli tuszyli!
Bo Alcyna nie tylko swego nie dostała
Miłośnika, na co lud tak wielki zebrała,
Aleć z tak wielkiej liczby okrętów, któremi
Wszytko morze okryła z wojskami możnemi,
Ledwie co sama z ognia w jednej małej łodzi,
Którem wszytka armata zgorzała, uchodzi.
55
Ucieka, inszy na czem uciekać nie mieli,
Potonęli, lub zbici byli, lub zgorzeli;
Ale nie tak zbitego wojska żałowała,
Jako, że miłośnika swego postradała.
Dlatego zawżdy stęka i we dnie i w nocy,
Dlatego jej ustawnie łzami płyną oczy,
I że umrzeć, chocia chce, nie może przez dzięki563,
To jej żalu, to smętku, to przyczynia męki.
56
Bo takie wiedmy, żyjąc nieprzetrwane lata,
Umrzeć nigdy nie mogą, póki zstawa świata.
By nie to, takiem żalem była przerażona,
Żeby jej była Kloto564 dowiła przędziona,
Albo się, jako Dydo565, żelazem przebiła,
Albo, jako królowa Nilu566 uczyniła,
Śmiertelnem snemby była, mało zwykłą drogą,
Na śmierć poszła; lecz wiedmy umierać nie mogą.
57
Ale ja już Alcynę w jej żalu opuszczę,
A do cnego Rugiera znowu się zapuszczę,
Którego, jako skoro567 przewoźnik szedziwy568
Wysadził na bezpieczny brzeg, jemu życzliwy,
Dziękując Bogu, że z tak nieuchronnej siły
Zdrowie uwiódł, do morza obrócił swe tyły
I wesół dalej poniósł ukwapliwe kroki
Po suchem piasku tam, gdzie zamek beł wysoki.
58
Piękniejszego, jako świat ciągnie się szeroko,
Przedtem i potem ludzkie nie widziało oko;
Mury w sobie kamienie takiej ceny mają,
Że z niemi dyamenty nigdy nie zrównają.
U nas takich nie słychać i ktoby chciał o nich
Mieć wiadomość zupełną, trzeba jechać do nich;
Takich, byście szukali i po wszystkiem świecie,
Chyba tam albo w niebie, pewnie nie najdziecie.
59
Wszytkie się jem kłaniają nadroższe kamienie,
Co więtsza, że człowiek w nich na pierwsze wejźrzenie
Widzi się aż do serca i swoje roboty
Wszytkie, i dobre i złe, i grzechy i cnoty,
Tak, że wiary nie dawa tem, co pochlebują,
I tem, co w niem przygany niesłuszne najdują,
I znając się samego, nikomu inszemu,
Ale wierzy, patrząc w nie, sam sobie samemu.
60
Ich jasność jest podobna słonecznej jasności,
Które koło siebie ma tak wiele światłości,
Że wszędzie i kiedy chce, Febie, na złość tobie
Dzień jasny sobie czyni, kto je ma przy sobie.
Ale nie tylko dziwne same są kamienie,
Ale i ich misterne i sztuczne zrobienie,
Tak, że trudno rozsądzić, trudno porachować,
Co drożej: czy robotę, czy same szacować.
61
Na wysokich frambugach569, które tak się zdały,
Że ich miasto podpory nieba używały,
Były ogrody pyszne, o jakie w nizinie
I więtsze i piękniejsze trudno na równinie.
Zieleniały się między śpicami570 jasnemi
Różne drzewa pachniące z szczepami pięknemi,
Które tak czasu zimy, jako czasu lata
Dawały moc owocu i wonnego kwiata.
62
Takich drzew indziej niemasz, jakie się tam rodzą
I jakie tam owoce i kwiecia wychodzą,
Lilie, gelseminy571, fiołki wonniejsze,
Amaranty572 i róże, tam dobrze piękniejsze.
Gdzie indziej równo z słońcem rodzi się i ginie,
W jednej z niem martwą głowę pochyla godzinie
I pręt osierociały opuszcza, pogrzebu
Szukając, kwiat podległy odmiennemu niebu;
63
Ale tu zawżdy wiosna, zawżdy się zieleni
I czas żaden wiecznego kwiecia nic nie mieni;
Nie, żeby przyrodzenie na tamte ogrody
Wcześniejsze i życzliwsze dawało pogody,
Ale swą Logistylla pracą i uprawą,
Nie potrzebując nieba ani na łaskawą
Spuszczając się pogodę, chocia się to zdała
Nie podobna, ustawną wiosnę tam trzymała.
64
Logistylla dawała to znać Rugierowi,
Że tak zacnemu w swojem królestwie gościowi
Była rada, kazawszy, aby go ważyli,
Aby mu wszyscy wielką uczciwość czynili.
Przyszedł do niej beł przed tem Astolf zawołany,
Od Rugiera, który mu beł rad, tam zastany;
I inszy potem wszyscy przyszli, którem była
Melissa ich postaci pierwsze przywróciła.
65
Skoro sobie kilka dni u niej odpocznęli,
Rugier i książę Astolf zmawiać się poczęli
Czołem bić573 Logistylli, oba żądze zgodne
Mając, znowu zaś kraje nawiedzić zachodne.
Melissa od obudwu przemowę czyniła,
Od obu cnej królowej pokornie prosiła,
Aby ich nauczyła, aby jem pomogła,
Żeby się zacna para nazad wrócić mogła.
66
Ona na to: »Ja myślę sama o tej sprawie,
»Tuszę, żeć je za dwa dni nadalej wyprawię«.
Zaczem chwilę w swej głowie sobie rozbierała,
Żeby Rugiera, potem książę ratowała;
I zawarła574, żeby się pierwszy wrócił zatem
Do akwitańskich brzegów575 na koniu skrzydlatem,
Aż drugiego wyprawi; ale mu wędzidła
Chce dać pierwej urobić na swawolne skrzydła.
67
Uczy go, co ma czynić, kiedy się ma puścić
W górę na lotnem koniu, co kiedy się spuścić,
Co kiedy prętko lecieć, albo chce kołami,
Co kiedy ma stać w miejscu, ważąc się skrzydłami;
I to, co dobry jeździec zwykł czynić na ziemi,
Wprawując konia biegać sposoby różnemi,
To wszytko Rugier czynił po powietrzu, który
Już się wyćwiczył rządzić zawodnika576 z pióry.
68
A skoro się ze wszytkiem Rugier nagotował,
Logistyllę pożegnał i za cześć577 dziękował,
Z którą potem beł zawsze uprzejmem złączony
Sercem, i tak pojechał od niej w dalsze strony.
Ale wprzód o Rugierze, który poszedł lotem,
O książęciu angielskiem przypomnię wam potem,
Jako późno i z więtszą pracą do sławnego
Dworu się stamtąd wrócił cesarza wielkiego.
69
Tak stamtąd Rugier jechał, ale nie w tęż kolej,
Którą wprzód musiał jechać przeciw swojej wolej,
Gdy go wszytko nad morzem, nie chcąc inszej drogi,
Że rzadko ziemię widział, niósł koń czworonogi.
Ale teraz, kiedy mu okrócił swąwolą,
Kiedy słuchać i musi iść za jego wolą,
Chce inszą drogą nazad, jako uczynili
Trzej królowie, kiedy się Heroda chronili.
70
Jadąc tam, zostawuje państwo Hiszpaniej,
Puszcza się do Indyej po prostej liniej
Tam, kędy ją podlewa wielkie wschodnie morze,
Kędy dwie wiedmie były z sobą w wielkiem sporze;
A potem się namyślił udać w insze pola,
Nie w te, gdzie wiatry króla słuchają Eola,
Chce skończyć krąg zupełny i poczęte koło
Tak, jako słońce wszytek świat okrąża wkoło.
71
Kiedy beł w onej drodze nad wielkiem Kwinsajem578
Poszedł między Mandzianą579, a między Katajem.
Stamtąd szedł nad Imawem580, w prawo zostawując
Serykanę, i coraz spuszczał się, kierując
Wzdłuż od Hiperborejskiej581 nieludzkiej Scytyej
Do Hirkany582, i zajął części Sarmacyej.
Kiedy beł tam, gdzie dzieli od Azyi morze
Europę, widział Rusów, Prusy i Pomorze.
72
Choć Rugier Bradamantę tak barzo miłował
I choć się do niej kwapił, ale jak skosztował
Smaku, który miał zawsze zwiedzieć583 świat, popuścił
Wodze w tem swojej żądzej i dalej się puścił;
Chocia nie prosto jechał i choć z drogi zstąpił,
I do Polski, do Węgier i do Niemiec wstąpił
I tak długo krajami północnemi jechał,
Aż potem do ostatnich Anglików przyjechał.
73
Ale wy — bobyście się omylili srodze —
Nie wierzcie, aby zawsze w tak dalekiej drodze
Rugier miał stać na skrzydłach i zawżdy o głodzie:
Wiedzcie, że zawsze stawa wieczorem w gospodzie.
Tak go chęć widzieć morza i ziemię ujęła,
Że mu kilka miesięcy ona droga wzięła,
A teraz przy Londynie rano dnia jednego
Nad Tamizem zawściągnął źwierzęcia lotnego.
74
Kędy widział pod miastem na łąkach ochotne
Przemijające roty, jezne i piechotne,
Które się, w piękne hufce sprawione, pisały
I na dźwięk trąby, bębnów ogromnych mijały
Wszytkie przed zawołanem Jasnej Góry panem,
Który, jakom wam wyszszej powiedział, posłanem
Beł w te kraje o pomoc od oblężonego
W Paryżu od pogaństwa cesarza wielkiego.
75
Właśnie się tam trafiło jechać Rugierowi,
Kiedy ludzie pisali pisarze wojskowi.
I spuścił się na ziemię, aby się dowiedział
O wszytkiem, co to beło; zaczem mu powiedział
Jeden, którego pytał, że to z Hiberniej
I szkockiego królestwa i możnej Angliej
I z okolicznych ludzie się schodzili
I chorągwie, mając iść w drogę, podnosili
76
I skoroby się jedno wojska popisały,
Że się do morza wszytkie ściągać zaraz miały,
Gdzie armata czekała, żeby je i posła
Cesarskiego przez wielki ocean przeniosła;
Że Paryż oblężony i francuskie rzeczy
W tej tylko same miały nadzieję odsieczy.
»Ale lepiej, żeć będę ludzie i hetmany
»Mianował z przedniejszemi wodzami i pany:
77
»Ta najwiętsza chorągiew, którą lampartowie
»Z fiordylizą584 prowadzą angielscy panowie,
»Jest samego hetmana, za którą iść mają
»Wszytkie insze, co na tę wojnę się zbierają;
»A żebyś wiedział, kto jest wojsku starszą głową,
»Jest mąż wielki, którego Leonettem zowią,
»Zacne książę z Linkastru585, synowiec naszego
»Króla, sławny z dzielności, z rozumu wielkiego.
78
»Za hetmańską chorągwią wielką, co przodkuje,
»Pierwszy grabia z Warwece586 zaraz następuje,
»Rykard własnem imieniem, z swem ludem ćwiczonem,
»Który trzy białe skrzydła ma w polu zielonem.
»Ta zasię książęcia się z Glocestru587 czerwieni,
»Która ma z połowicą głowy róg jeleni;
»Pochodnia zapalona herbem klarenckiego588,
»A to drzewo książęcia jest eborackiego589.
79
»Drzewo na swej chorągwi, na troje złamane,
»Rozwija z Norfocyej590 książę zawołane;
»Piorun, co z nieba spada, jest grabie z Kancyej591,
»Gryfa ma na proporcu grabia z Pembrocyej592.
»Książę sufolckie593 szale, w równi postawione,
»Grabia z Esny594 ma węże, w jarzmo zaprzężone,
»W modrem polu zaś wieniec, ze złota uwity,
»Ma grabia z Norbelandy595, rycerz znamienity.
80
»Ta zaś, która po lewej następuje stronie,
»A ma na sobie łódkę, co na morzu tonie,
»Jest grabie z Aryndelu, ta margrabię z Barkle596,
»Ta zaś grabie z Ritmundu, a ta grabie z Markle597;
»Pierwszy ma skałę, która w polu się wyniosła,
»Drugi sosnę wysoką, co z wody wyrosła,
»Trzeci palmę. Ta zaś jest grabi na Antonie598,
»Ta z Dorsetu599; ten ma wóz, a ów dwie koronie.
81
»Sokoła, który gniazdo skrzydłami nakrywa,
»Rajmund przeważny, grabia z Dewony600, używa,
»Czarną i żółtą taśmę ma frajher601 z Wigony602,
»Psa z Erbiej, niedźwiedzia ma grabia z Osony,
»Krzyż biały, który widzisz, prałat z Battoniej603;
»Aryman, zacne książę na Sormosedyej604,
»Idzie z wielkiem proporcem swojem z prawej strony,
»Na którem w modrem polu ma stołek stłuczony.
82
»Jeśli chcesz liczbę wiedzieć tych, co konno jadą,
»Czterdzieści dwa tysiąca nieomylnie kładą;
»Tych zasię, którzy pieszo do boju wstępują,
»Tyle dwoje i pod sto tysięcy rachują.
»Patrz na cztery chorągwie: żółtą i zieloną,
»Czerwoną i z czarnych stref a z modrych złożoną;
»Goffred, Enryk, Odoard i Ermant pod niemi
»Następują za jazdą z pułkami pieszemi.
83
»Pierwszy na Bokingamie605 jest książę, a drugi
»Powiat sarysberyski606 ma pod sobą długi,
»Krosberskie607 trzyma grabstwo Odoard bogaty,
»Kraj burgeński608 ma Ermant już podeszły w laty.
»To są wszytko Anglicy, którzy ku wschodowi
»Mieszkają; patrzże na tych, co ku zachodowi,
»Gdzie jest Szotow trzydzieści tysięcy, wysłani
»Od króla, którem Zerbin, syn jego, hetmani.
84
»Między dwiema wielkiemi lew jednorożcami,
»Który miecz srebrny trzyma przedniemi łapami,
»Widzisz, którego za herb król szkocki używa
»I pod którem sam teraz Zerbin odpoczywa;
»Zerbin, co ma roscyjskie księstwo609, nad którego
»Miedzy tak wielą w on czas nie było gładszego
»I któregoby ludzie barziej miłowali
»Z cnoty, z męstwa, które mu zawsze przyznawali.
85
»Ma grabia ottonlejski610 w polu lazurowem
»Złotą bramę na swojej chorągwi; z obłowem
»W gębie nosi herb grabia z Galafrony611 charta,
»W polu czarnem zaś książę z Marry612 ma lamparta.
»Ale patrz na chorągiew tę Alkabrunową
»Z rozmaitych farb różnych ptaków fozą613 nową;
»Ten tytułu żadnego nie ma z obyczaju
»Swej ziemie, ale pierwszy jest w swem dzikiem kraju.
86
»Książę na Kransfordyej614 idzie tamtem końcem,
»Co ma ptaka, co oczu nie uraża słońcem;
»Lurkan, grabia z Angoście615, na chorągwi byka
»Niesie, co ma u boku wielkiego złajnika616.
»Książe albańskie swoją strefami białemi,
»Ano patrz, poprzeplatał i lazurowemi;
»Sęp wielki, który smoku zielonego kłuje,
»Jest grabie, który żyznej Bokanie617 panuje.
87
»Czarną wszytkę, a białą mocny Arman niesie,
»Który na nierodzajnem panem jest Forbesie618;
»U grabie erelskiego619 wszytka jest czerwona,
»Na niej w zielonem polu świeca zapalona.
»Ono i Irlandczycy są uszykowani
»We dwa pułki; ci, co są w równinie zebrani,
»Cnego grabię z Kildery620 za starszego mają,
»Grabię z Desmundy621, którzy przy górach mieszkają«.
88
Pierwszy miał na chorągwi sośnią622 zapaloną,
A drugi w białem polu bindę623 niósł czerwoną.
Ale nie tylko ludzie zbierano z Angliej
Na cesarza, w Szkocyi albo w Hiberniej;
Ale mu szli na pomoc i Norwejczykowie624
I Norwejczyków blizcy sąsiedzi, Szwedowie,
I zdalekiej Islandy przywykli bojowi
Ludzie, nieprzyjaciele zawżdy pokojowi.
89
Piętnaście zaś tysięcy i więcej liczyli
Tych, co z lasów i z ziemnych jam poprzychodzili.
Twarz, piersi ręce, nogi zbyt kosmate mają,
Ludzie dzicy, co z źwierzem pospołu mieszkają.
Pole, na którem stali i które okryli,
Z gęstych śpisów625 straszliwem lasem uczynili;
Murat, ich wódz, chorągiew wszytkę białą sprawił,
Aby ją potem we krwi murzyńskiej ukrwawił.
90
Gdy się tak przypatrował wojskom Rugier śmiały,
Które się do Francyej przeprawować miały,
I chorągwiom i wodzom, herbom, stanowiskom
I przyuczał się panów angielskich przezwiskom,
Jeden, drugi i potem inszy dziwne źwierze
Widzieć ubrane w lotne przybiegali pierze
I w wielkiej się gromadzie do niego kupili
I okrąg koło niego prętko uczynili.
91
On widząc, że się zewsząd do niego zbiegali,
Aby się byli jeszcze barziej dziwowali,
Skrzydlatemu koniowi popuścił wodzami
I zajął go po bokach trochę ostrogami.
Lotny koń poszedł w górę, skrzydłami machając,
Zdumiały lud na on dziw w miejscu zostawiając.
Skoro tak wszytkie strony obejźrzał Angliej,
Obrócił hypogryfa wciąż ku Irlandyej.
92
I widział Hibernią i onę wsławioną
Jaskinią, od świętego starca urobioną626,
W której, jeśli to prawda, jako powiadają,
Ludzie grzechów śmiertelnych swoich pozbywają.
Skąd hipogryfa w drogę obrócił prościejszą
Tam, gdzie morze podlewa Brytanią mniejszą627;
Gdzie mijając, obaczył z góry rozebraną
Angelikę, u ostrej skały uwiązaną.
93
Uwiązaną u skały królewnę ubogą,
Na wyspie Płaczu628 — bo tak wyspę owę srogą
Dla jej skutków płaczliwych z dawna nazywali —
Gdzie ludzie tak źli i tak okrutni mieszkali,
Którzy, jakom powiedział, umyślnie chowali
Armatę, którą w różne brzegi wysyłali,
Co napiękniejszych panien rozbojem dostając,
Na pokarm je brzydkiemu dziwowi dawając.
94
Onegoż dnia po ranu była uwiązana
U skały podle brzegu, kędy niesłychana
Straszna orka poźrzeć ją żywo przychodziła,
Która się pięknych panien członkami karmiła.
Mieliście w pierwszej pieśni, jako ją zawieźli
Do swego kraju zbójcy, kiedy ją naleźli
Podle starego mnicha, twardem snem zmorzoną,
Na koniu, opętanem przezeń, tam wniesioną.
95
Niecnotliwe, nieludzkie nad wszytko stworzenie,
Niezbożne, złe okrutne, srogie pokolenie
Tak ją strasznej bestyej na brzeg wystawiło,
Jako ją przyrodzenie z początku stworzyło:
Koszule nici niema, którąby wżdy była
Swoje białe lilie i róże okryła,
Róże, jakich na świecie nie najdziecie wiele,
Co się wszędzie rozeszły po jej gładkiem ciele.
96
Że to była figura jaka marmurowa,
Przy skale postawiona, lub alabastrowa,
Misterstwem uczonego zrobiona snycerza,
Łatwiejby się to było wmówiło w Rugiera,
Kiedyby beł nie widział łez, które spadały
Po liliach i jabłka twarde pokrapiały,
I pięknych, złotych włosów, które rozplecione
Trzęsły się, od wolnego wiatru uderzone.
97
Skoro oczy w jej oczy wlepił w onej dobie,
Na piękną Bradamantę swoję wspomniał sobie
I ledwie się od płaczu wstrzymał i litością
I przerażony razem w jeden czas miłością;
I zawodnika629, wodzą630 wściągnąwszy lotnego:
»O piękna panno, godna łańcucha inszego,
»I tego tylko, którem swoje niewolniki
»Miłość pożądna631 wiąże — rzekł do Angeliki —
98
»Kto tak okrutny i kto tak jest zazdrościwy,
»Żeć śmiał krzywdę uczynić? Kto tak jest złośliwy,
»Że niegodne tej ani żadnej inszej męki
Powiązał alabastry twojej pięknej ręki?«
Na te słowa na twarzy tak się zawstydziła,
Jako gdyby się krwią kość słoniowa skropiła,
Widząc nieszczęsna nagle części swego ciała,
Co, choć są piękne, skryte sromota mieć chciała.
99
I twarzby była sobie zakryła rękami,
Jedno że przywiązane beły łańcuchami.
To, co mogła, łzami ią gęstemi skropiła
I z oczami do ziemie nizko ją schyliła
I trzęsąc się od płaczu, mdłe słowa poczęła,
Słowa mdłe, słabe; ale ledwie je rozczęła,
Jako się w nię wróciły, od strachu przerwane
I od szumu, co z morza szedł, nazad wegnane.
100
W tem straszliwy, niezmierny dziw, mało widziany,
W pół pod wodą, a w poły z wody ukazany,
Jako okręt od wiatrów pogodnych popchniony,
Z daleka wielkiem pędem bieżał w port przestrony.
Skoro zajźrzał zwyczajnej z daleka potrawy,
Wyciągając ku brzegom sprosny pysk plugawy:
Panna na poły martwa od strachu została,
Kiedy blizko swoję śmierć przed sobą widziała.
101
Miał drzewo632 Rugier, ale nie trzymał go w toku,
Tylko w poły, i z góry bił morskiego smoku.
Nie wiem, k czemu go równać: tylko wielkiej sztuce
Jakiej góry, która się przewala i tłucze;
Krom głowy kształtu nie ma źwierzęcia, a z gęby
Z obu stron jej wychodzą, by u świnie, zęby.
Ciężki jej raz dał z góry w czoło, między oczy,
Ale darmo, chocia ją bił ze wszytkiej mocy.
102
Gdy pierwszem uderzeniem Rugier nic nie sprawił,
Wracał się, aby znowu lepiej się poprawił,
Pod hipogryfowemi skrzydłami widzący
Tam i sam cień po wierzchu wody biegający.
Orka na brzegu pewny pokarm zostawiała,
A za próżnem i co się umykał, bieżała.
Rugier się na dół z góry spuszcza i częstemi
Straszliwą orkę bije razami ciężkiemi.
103
Jako orzeł, gdy w górę wysoko wyleci,
Upatrując obłowu dla zgłodniałych dzieci,
Gdy na gołem kamieniu węża ujźrzy, który
Gładzi przeciwko słońcu odnowione skóry,
Nie bierze go od głowy, mijając tę stronę,
Gdzie żądłem jadowitem świszczy, w mocną śponę633,
Ale w tył od ogona i macha skrzydłami,
Aby go nie okręcił długiemi kołami:
104
Tak on szablą i drzewem nie godzi do gęby,
Nie do pysku, który beł uzbrojony w zęby,
Ale trafia, bo ją tak snadniej pożyć tuszy,
Albo w grzbiet albo w ogon albo między uszy.
Jeśli się dziw obróci i on się odskoczy
I wcześnie w górę idzie i wcześnie przyskoczy;
Ale gdziekolwiek tłucze, lubo w grzbiet lub w pluski634
Lub w czoło, nie może stłuc z kości twardej łuski.
105
Tak ze psem mucha śmiała walczy na gorącu,
W pełnem wielkiej kurzawy wrześniowem miesiącu,
Lub w tem, co go uprzedza, lub co naśladuje,
Z których ten w miód obfity, ów w kłos następuje;
Kole go w nos i w oczy żądłem uprzykrzonem,
On się darmo ogania i macha ogonem
I kłapa zębem próżno; ale jednem razem,
Gdy jej dopadnie, wszytko płaci mu zarazem.
106
Tak mocno wody bije srogi dziw, że wały,
Uderzone ogonem, pod niebo pryskały
I że Rugier nie wiedział, jeśli polatywał,
Jeśli po morzu z swojem hipogryfem pływał.
Barzo mu się do ziemie i do brzegu chciało,
Bo gdyby długo ono pryskanie trwać miało,
Takby hipogryfowi pióra zwilgotniały,
Żeby nakoniec zostać musiał między wały.
107
Wziął przed się lepszą radę, inszej broni użyć
Myśli, kiedy mu pierwsza nie chciała posłużyć,
I chce nań blask z puklerza wypuścić obfity,
Ten, który miał przy sobie, pokrowcem nakryty.
Leciał na brzeg, ze zmysłów od strachu obranej
Angelice, do ostrej skały przywiązanej,
Pierścień drogi na rękę kładł, na palec mały,
Który służył na czary, że mocy nie miały;
108
Ten, który Bradamanta była Brunellowi
Wzięła, chcąc wrócić przezeń wolność Rugierow
Potem, aby go była z ręku wyzwoliła
Alcyny, Melissie go wiedmie pożyczyła
Do Indyej; która go chwilę używała
I wiele ludzi przezeń nieraz ratowała;
Od której Rugierowi potem beł wrócony,
I od niego zaś zawżdy na palcu noszony.
109
Ten się dać Angelice zdało Rugierowi,
Aby blasku nie odjął swemu puklerzowi
I żeby się jem635 oczy jej nie uraziły,
Co go już siecią beły miłości nakryły.
I na brzegu, dokąd już orka przypływała
I ledwie nie pół morza brzuchem okrywała,
Zasadza się i skoro pokrowiec zdejmuje,
Zda się, że drugie słońce na niebo wstępuje.
110
Uderzyła — straszny dziw! — jasna światłość w oczy
I swe skutki i zwykłe pokazała mocy.
Jako się wywracają ryby, gdy ciekącą
Rzekę niezgaszonemi wapnami pomącą,
Tak orka nie czując się, w pianach się okryła
I na wznak się plugawem brzuchem obróciła.
Rugier ją wszędzie bije, ale nie pomoże:
Przed twardemi kościami ranić jej nie może.
111
Angelika nań woła i prosi płaczliwie,
Aby łusk nie tłukł darmo na straszliwem dziwie.
»Wróć się do mnie, rozwiąż mię pierwej, niż się rzuci
»Na mię okrutna ryba i niż się ocuci636.
»Weź mię z sobą, utop mię, bo będę wolała,
»Niżby mię sroga orka żywo poźrzeć miała«.
Rugiera tak jej prośby i wrzaski ruszały,
Że ją wziął, odwiązawszy łańcuchy od skały.
112
W bok ostrą uderzony zawodnik637 ostrogą,
Na powietrze ku niebu idzie zwykłą drogą
I rycerza na sobie w siedle w onem czesie,
A za siodłem na krzyżu Angelikę niesie
I obrok, brzydkiej foce zgotowany, bierze,
Zbawiając jej rozkosznej i smacznej wieczerze.
Rugier na hypogryfie lecąc, nie próżnuje,
Angelikę to w piersi, to w oczy całuje.
113
Chciał beł wprzód Hiszpanią nakoło objechać;
Teraz się już namyślił drogi tej zaniechać
I tam, gdzie Brytania mniejsza w morze wchodzi,
Do blizkich brzegów konia wodzami nawodzi,
Gdzie beł las napiękniejszy w tamtej okolicy;
W którem we dnie i w nocy śpiewali słowicy,
W śrzodku beł zdrój i przy niem piękny smug zielony,
Okryty pustą górą z tej i z owej strony.
114
Tu dopiero zatrzymał Rugier źwierzę rącze
I zsiadł z niego i stanął na wesołej łące
I koniowi dopuścił, aby pióra wściągał,
Lecz nie temu, co pod niem teraz je rościągał.
Ledwie zsiadł, jako znowu chciał koniecznie wsiadać —
Ale ja o tem nie chcę nic więcej powiadać,
Tylko to, że pancerze, które mu wisiały
Od zbroje, chciwe jego żądze hamowały.
115
Kwapiąc się bez porządku stąd i zowąd swoje
Z inszemi rynsztunkami składał z siebie zbroje;
Zda mu się, że nigdy w tem dłużej nie pracował,
Jeden węzeł rozwiązał, drugi zawięzował. —
Ale podomno się wam słuchać uprzykrzyło
I mnie też już odpocząć sobie będzie miło,
Bo widzę sam, że ta pieśń była barzo długa;
O tejże historyej będzie krótsza druga.
Koniec pieśni dziesiątej.