V. Pieśń piąta
Argument
Lurkani rozumiejąc, że jego rodzony
Dla Ginepry sam sobie wziął żywot wzmierziony,
Mniemając, że książęciu więtszą albańskiemu
Łaskę pokazowała i chęć, niźli jemu,
Skarży przed ojcem na nię, w nierządzie ją wini,
Z którem potem brat jego pojedynek czyni,
Utajony przyszedszy; wtem niespodziewanie
Rynald dał albańskiemu książęciu karanie.
Allegorye
Wielka niewdzięczność Polineksowa przeciwko Dalindzie i szczera złość, w potwarzeniu Ginepry światu dziwnie objawiona i położona na czoło z wielką szczerością i szczęściem, które się łączy z męstwem Aryodantowem, ubezpiecza nas z każdej strony, że Bóg sprawiedliwy nigdy nie dopuści złem ludziom cieszyć się długo z ich złych uczynków, a dobrych zawsze ratuje w ich niewinności.
1. Skład pierwszy
Wszytkie źwierzęta, co się na ziemi chowają,
Albo z sobą spokojnie i w zgodzie mieszkają,
Albo jeśli jem z sobą przychodzi do boju,
Zawżdy samiec z samicą są z sobą w pokoju.
Z niedźwiedzicą swą niedźwiedź nie ma nigdy wojny,
Podle lwice swej leży zawżdy lew spokojny;
Bezpiecznie z wilkiem chodzi po lesie wilczyca
I nie boi się swego byka jałowica.
2
Co za jędza piekielna ludzi zaraziła,
Co za Megera309 jad swój w serca jem puściła,
Że małżeńskiemi węzły powiązane pary
Częste zwady i częste czynią z sobą swary?
Bywa i to, że sobie dla lekkiej obrazy
Twarzy drapią i wzajem ciężkie czynią razy;
Widziem łoża małżeńskie łzami omoczone,
A czasem i krwią z głupich gniewów splugawione.
3
Ja mniemam, że kto przydzie do tego nałogu,
Przeciwi się naturze i samemu Bogu,
Który twarz — bo to mniejsza, że się wadzą słowy —
Albo włos śmie urazić pięknej białejgłowy;
Ale kto ją żelazem lub trucizną strawi,
Albo kto ją udusi, lub węzłem udawi,
Wierzyć nie chcę, aby beł człowiek każdy taki,
Ale w ludzkiej postaci piekielny duch jaki.
4
Tacy dwaj rozbójnicy oni być musieli,
Którzy tę piękną pannę zamordować chcieli,
Aby się nikt dowiedzieć nie mógł, zawiedzioną
W lasy i w niemieszkaną puszczą wprowadzoną.
Przyszedłem beł do tego, jako Rynaldowi
Sprawę, swojemu w on czas wybawicielowi,
O swem onem nieszczęściu dać się gotowała;
Teraz, jadąc z niem w drogę, tak ją rozczynała:
5
»Usłyszysz okrucieństwo prawie niesłychane
»I ledwie uwierzone i wypowiedziane,
»O jakiem ani w Tebach nigdy nie słyszano,
»O jakiem i w Micenach nigdy nie wiedziano;
»I jeśli słońce kiedy światło na świat wiedzie
»Dalej od nas swem wozem, niż od inszych jedzie,
»Wierzę, że po niewoli wstępuje w te kraje,
»Nie chcąc patrzać na tak złych ludzi obyczaje.
6
»To nie dziw, że się ludzie między sobą wadzą
»I nieprzyjaźni z sobą i waśni prowadzą;
»To dziw, stać temu na śmierć, co cię tak miłuje,
»Że dobrze lżej swe zdrowie, niż twoje szacuje.
»Ale abyś mógł wiedzieć, z jakiej ci przyczyny
»Chcieli mi żywot odjąć i za jakie winy,
»Wszytkoć powiem i wszytko odkryję prawdziwie
»To, co się ze mną działo; ty słuchaj cierpliwie.
7
»Tak wiedz, że mię dziewczyną do dworu oddano
»I do fraucymeru310 mię do królewny dano,
»Z którą rostąc pospołu, wielkąm łaskę znała
»I pierwszem u niej miejsce imo311 insze miała.
»Ale miłość bezecna moc nade mną wzięła,
»Tak żem się nieszczęśliwa bawić ją312 poczęła,
»Udawszy mi na dworze za co nagładszego
»Książęcia nade wszytkie insze albańskiego313.
8
»Miłowałam go z dusze, on też pokazował,
»Że mię także wzajemnie i szczerze miłował.
»Prawda, że twarz widziemy i słowa słyszemy,
»Ale co jest na sercu, wiedzieć nie możemy.
»Atolim ja wszytkiemu w on czas uwierzyła
»I ucześnikiemem go siebie uczyniła,
»Wpuściwszy go — o wielkie niebaczenie moje! —
»Gdzie beły królewnine ostatnie pokoje,
9
»Gdzie był gmach, w którem rzeczy co droższe chowała
»I w którem często swoję łożnicę miewała,
»Z którego mógł na ganek wyniść, postawiony
»Na frambugach314, odkryty, z muru wywiedziony.
»Tędy więc po drabinie na to urobionej
»Na górę do mnie właził, z sznurów uplecionej,
»I częstom mu ją sama ręką swą spuszczała,
»Ilem go kolwiek razów mieć u siebie chciała.
10
»Nie raz tego bywało; zawżdym to czyniła,
»Kiedym się od królewny kolwiek ułacniła,
»Która więc pospolicie łoża odmieniała,
»Zeby gorąca w letnie nocy nie cierpiała.
»Od nikogo albańskie książę niewidziany
»Nie był, kiedy przychodził, ode mnie przyzwany;
»Bo tę stronę pałacu było postawiono
»Na ustroniu, którędy nigdy nie chodzono.
11
»Tak one nasze sprawy i schadzki wzajemne
»Trwały kilka miesięcy i były tajemne,
»A miłość pomnożenie co raz więtsze brała,
»Która mię wewnątrz srogiem ogniem rozpalała;
»I takem wzrok i oczy beła utraciła,
»Tak mi się umiał udać, żem się nie baczyła,
»Że wszytko zmyślał, że mię nieszczerze miłował
»I niejednem to znakiem jawnie pokazował.
12
»Prętko potem swą miłość puścił w nową drogę:
»Zakochał się w królewnie. Ja wiedzieć nie mogę,
»Jeśli w ten czas dopiero miłować ją począł,
»Jeśli przedtem, niż ze mną miłość swą rozpoczął.
»Patrz-że, jako zły człowiek obchodził się ze mną
»I jeśli nie miał mocy zupełnej nade mną:
»Powierzył mi się tego, prosząc, iłem mogła,
»Abym mu u Ginepry do łaski pomogła,
13
»Powiadając na on czas i tak to udając,
»Że to nieszczerze czynił i wszytko zmyślając,
»A że tylko dla tego zmierzał w tamtę stronę,
»Aby ją mógł otrzymać od króla za żonę,
»Tusząc, żeby król na to spowinowacenie
»Przypadł, gdzieby swe dała na to pozwolenie,
»Ponieważ w Szkocyej nikt nad niego zacnością
»I majętnością nie miał i rodowitością,
14
»Przypominając i to, gdzieby315 tego dostał,
»I królowi za moją sprawą zięciem został,
»Żeby u niego zatem już był z każdej strony
»W łasce i nade wszytkie insze podwyszszony;
»Co wszytko chciał staraniu memu przypisować,
»Obiecując to moje dobrodziejstwo chować
»Ustawicznie w pamięci i żem wprzód przed żoną
»U niego w miłości być miała położoną.
15
»Ja zaś, któram nioczem nigdy nie myśliła,
»Jedno, abym go sobie była zniewoliła,
»I gdym po niem poznała jaki niesmak zgoła,
»Żadną miarą nie mogłam w on dzień być wesoła,
»Ilekroć mi się jedno pogoda podała,
»O niemem się w rozmowy z królewną wdawała,
»Chwaląc, jako beł grzeczny, i wszytkom czyniła,
»Żeby była swoję chęć do niego skłoniła.
16
»Bóg sam widzi, że mu nic na mnie nie schodziło,
»I co się jedno mogło, wszytko się czyniło.
»Lecz próżne me staranie, próżna była mowa:
»Nie dała sobie na to Ginepra rzec słowa,
»Upodobawszy sobie jednego grzecznego
»I gładkiego rycerza i urodziwego,
»Wspaniałego i barzo pięknych obyczajów,
»Który tu beł z dalekich przybeł włoskich krajów.
17
»Barzo młodo i jeszcze nie w słusznej swej porze
»Przyjechał tu beł z bratem i potem na dworze
»Urosszy, beł tak z niego rycerz doskonały,
»Że mężniejszego nadeń te kraje nie miały.
»Król, widząc to, wielką mu łaskę pokazowa!
»I opatrzył go dobrze i moc mu darował
»I zamków i miasteczek ze wsiami pięknemi
»I porównał go z pany inszemi swojemi.
18
»Chętny król, chętna była Aryodantowi316
»Córka — to było imię temu rycerzowi —
»Nie stąd, że był dzielnością i męstwem wsławiony,
»Ale, że beł miłością dla niej rozpalony;
»Bo wiedziała, że w Trojej zapalonej takie
»I w sykulskiej317 nie były górze ognie, jakie
»Były w Aryodancie, które w niem gorzały
»I serca mu samego płomieniem sięgały.
19
»Ta miłość tak serdeczna przeciwko królewnie,
»O której z wielu znaków już wiedziała pewnie,
»Była tego przyczyną, żem ja nic książęciu
»Nie mogła u niej sprawić w jego przedsięwzięciu,
»I owszem, imem go jej więcej zalecała
»I o łaskęm się u niej na niego starała,
»Tem barziej jem318, ganiąc go, przede mną gardziła
»I jeszcze barziej serce do niego traciła.
20
»Zaczemem mu mówiła, aby beł swojemu
»Dał pokój zamysłowi onemu próżnemu,
»Że wszytkie beły jego nadzieje stracone
»U tej, co ma gdzie indziej serce obrócone;
»Potemem mu odkryła i wypowiedziała,
»Jako Aryodanta barzo miłowała,
»Tak, żeby wszytkie morskie wody nie zgasiły
»Tych ogniów, co jej serce dla niego paliły.
21
»Taką ode mnie w on czas przestrzeżony mową
»Polineks — tak książęcia albańskiego zową —
»I doznawszy sam przez się, że starania one
»I chęci jego były od niej pogardzone,
»Nie tylko że nie przestał zawzięcia swojego,
»Ale widząc, że barziej ważono inszego,
»Nie mógł ścierpieć tej wzgardy i pełen hardości,
»W nienawiść i w gniew swoje obrócił miłości.
22
»Między Aryodantem przez swą chytrą radę
»I między Gineprą chcąc niezgodę i zwadę
»I nieprzyjaźń uczynić niewypowiedzianą,
»Nieodpuszczoną nigdy i niepojednaną,
»Myśląc nadto Gineprę o sławę przyprawić,
»Czegoby się nie mogła, póki żywa, sprawić,
»Nie powierzając się tej swej rady złośliwej
»Nikomu i mnie samej, sobie tak życzliwej,
23
»Namyśliwszy się na to, potka mię tą mową:
»»Tak wiedz, moja Dalindo319! — Dalindą mię zową —
»»Że jako drzewo, ze pnia kilkakroć wycięte,
»»Z korzenia znowu rózgi wypuszcza zajęte,
»»Tak i mój głupi upór, choć mu nie przychodzi
»»Do skutku jego zamysł, choć mu się źle wodzi
»»I choć go nieszczęście złem zdarzeniem ucina,
»»Chcąc wykonać swe żądze, znowu róść poczyna.
24
»»Wiedz, że nie pragnę tego dla smaku jakiego,
»»Ale żebych zwyciężył sam siebie samego;
»»A widząc, że to w rzeczy samej być nie może,
»»Zmyślone podobieństwo siła mi pomoże.
»»Przeto cię proszę, dogódź w tem mojej potrzebie,
»»Kiedy mię, jakoś zwykła, puścisz więc do siebie,
»»Gdy królewna pójdzie spać rozebrana, a ty
»»Ubierz się w one od niej zewleczone szaty.
25
»»Tak się ubierz i tak włos daj sobie utrafić
»I staraj się, abyś w to umiała potrafić,
»Żebyś się jak najbarziej podobną jej zstała,
»Kiedy z ganku sznur po mię spuszczać będziesz miała,
»A ja cię w stroju i w jej ujźrzawszy osobie,
»Tak to potężnie w głowie uprzędę swej sobie,
»Że to jest ona własna; tak od siebie będę
»Oszukany i żądzej upornej pozbędę«.
26
»Ja prostaczka i któram była utraciła
»Wszytek rozum, anim się tego domyśliła,
»Że ono ustawiczne jego naleganie
»Było na jawną zdradę i na oszukanie,
»Takem się, jako kazał zły człowiek, ubrała
»I stanąwszy na ganku, sznurem poń spuszczała,
»Anim zdrady postrzegła, aż wielkie urosły
»Szkody, które z onego oszukania poszły.
27
»Tem czasem Polineksus mówił w onej dobie
»Tak Aryodantowi, którzy przedtem sobie
»Wielkiemi przyjacioły byli, niż się jęli
»Królewny, niż ją oba miłować poczęli.
»»Jest to u mnie w niemałem — prawi — podziwieniu,
»»Że mając cię, jako wiesz, w wielkiem poważeniu
»»I będąc gotów w każdej służyć ci potrzebie,
»»Teraz mi się to tak źle oddawa od ciebie.
28
»»Mniemam, żeć to nie tajna i wiesz to już pewnie,
»»Jako od dawnych czasów rad służę królewnie
»»I jakom już uczynił zaciągi320 u pana,
»»Prosząc, aby mi była w małżeństwo oddana.
»»Przeto czemu się ze mną bez pożytku ścierasz321,
»»I jej się, wiedząc o nię mój zaciąg, napierasz?
»»Ja, kiedybym beł tobą, lub ty mną, wierz temu,
»»Nie przeszkadzałbym pewnie staraniu twojemu«.
29
»Odpowie Aryodant: »I ja się dziwuję
»»Jeszcze daleko więcej, który ją miłuję
»»Dawniej, niżliś ty poznał; zaczem ci być tajne
»»Nie mogą te miłości nasze jednostajne,
»»I wiesz dobrze, jaki jest zapał między nami
»»I jakośmy zgodnemi sprzężeni sercami
»»I że cię nie miłuje, a mnie tylko żoną
»»Życzy sobie od ojca zostać poślubioną.
30
»»Przeto, czemu się też ty na tę nie oglądasz
»»Przyjaźń, którą masz ze mną i przecz rzeczy żądasz
»»Tak niesłusznej ode mnie, widząc, że w miłości
»»Przodek u niej przed tobą mam krom wątpliwości
»»I że mi ją w małżeństwo da król, jako i ty,
»»Spodziewam się, chociam tu nie tak rodowity?
»»Wiem też to, że u króla łaskę mam nie mniejszą,
»»A co więtsza, królewnę mam sobie chętniejszą«.
31
»Odpowie książę na to: »Jako — prawi — wszędy,
»»Tak w miłości naczęstsze zwykły bywać błędy.
»»Ty wierzysz, żeć chętniejsza; ja też tak o sobie
»»Trzymam: ale to łatwie poznać w małej dobie.
»»Co z nią masz i coś więc z nią zwykł mówić tajemnie,
»»Powiedz mi, jać też wszytko odkryję wzajemnie,
»»A stąd, jako się najdzie, którego miłuje
»»Barziej, ten niech zwyciężcy placu ustępuje.
32
»»Jeżeli chcesz, jam przysiądz zarazem gotowy,
»»Że w milczeniu wszytkie chcę trzymać twoje mowy;
»»A ja też to o tobie niewątpliwie wierzę,
»»Że nikomu nie powiesz, czegoć się powierzę«.
»Zgodzili się natychmiast i na świętą księgę,
»Kładli palce i wzajem czynili przysięgę;
»A skoro ją obadwa tamże odprawili,
»Aryodant napierwszy począł w onej chwili,
33
»Pokazując prawdziwie to, co miał z królewną:
»Jako od niej miał słowną obietnicę pewną
»I na piśmie z przysięgą wielką uczynioną,
»Że nikomu nie chciała zostać poślubioną
»Okrom niego samego i gdzieby322 widziała
»Ojca sobie przecznego323, że się zaklinała,
»Jeśliby w tem jej wolej nie miano dogodzić,
»Żyć w panieństwie do śmierci i za mąż nie chodzić;
34
»I że jego nadzieje były takiej wagi
»Za uczynione w różnych potrzebach przewagi
»I które jeszcze czynić, nigdy niestrwożony,
»Beł gotowy dla króla i jego korony,
»Że go król miał z tych zasług jego uważenia
»Godnem rozumieć z sobą spowinowacenia;
»Po którem taką łaskę zawżdy znał i który
»Nie przeczyłby w tem woli swej kochanej córy.
35
»»Tak mi — pry324 — Polineksie, mój los jest życzliwy,
»»Iż w tej mierze rzadki jest tak, jak ja, szczęśliwy;
»»A więcej też nie pragnę i większej pewności
»»Nad tę nie potrzebuję o jej życzliwości,
»»Ani chcę więcej u niej, kiedy za mię woli
»»I kiedy mi małżeństwo umowne pozwoli,
»»A żądać też co więcej po niej niewątpliwa,
»»Żeby beł próżny zamysł, bo dobra, cnotliwa«.
36
»Skoro mu to powiedział Aryodant młody,
»Jakiej czekał za służby od króla nagrody,
»Polineksus, który już dawno o tem radził,
»Aby go beł z Gineprą spuścił325 i powadził,
»Tak zaś począł: »Jać także wypowiem wzajemnie
»»Wszytkę sprawę: o, jakoś daleki ode mnie!
»»Przyznasz mi to sam wnetże, jedno bądź cierpliwy,
»»Żem ja z tej miary tylko na świecie szczęśliwy.
37
»»Tak masz wiedzieć, że zmyśla i z ciebie się śmieje,
»»Dając ci próżne tylko słowa i nadzieje,
»»I kiedy mi się trafi, że mam z nią rozmowy,
»»Szydzi z ciebie i mówi, żeś oszalał z głowy.
»»Mam ja jej łaski pewnie dobrze więtsze znaki,
»»Nie gołe obietnice, albo papier jaki,
»»Nie same pisma próżne i acz mało potem
»»Chlubić się z takich rzeczy, jednak tak wiedz o tem:
38
»»Przez jeden miesiąc nie raz, nie dwa, nie trzy razy,
»»Nie cztery, nie pięć, nie sześć bez żadnej przekazy326,
»»Ale i kilkanaście nocy u niej bywam
»»I swojej z nią uciechy i wczasu zażywam;
»»A stąd sądź, jeśli mogą z memi uciechami
»»Porównać twe nadzieje i z temi plotkami.
»»Przeto udaj się indziej, a placu inszemu
»»Ustępuj, więtszą łaskę u niej mającemu«.
39
»»Odpowie Aryodant gniewem pobudzony:
»»Nie wierzę temu i wiem, że to fałsz zmyślony
»»Od ciebie, któryś na to dawno się usadził,
»»Abyś mię tak odstraszył i od niej odsądził;
»»Ale iż niewstydliwie i źleś ją — obwinił
»»I krzywdęś i cnocie jej i sławie uczynił,
»»Trzebać tego dowodzić, a ja cię tak ważę,
»»Jak fałszerza i zdrajcę, i wnet to pokażę«.
40
»On na to: »O wątpliwe rzeczy i uczynki,
»»Nie o jawne rycerze zwodzą pojedynki.
»»Dosyć teraz miej na tem, żeć to pewnej nocy
»»Wszytko, kiedy będziesz chciał, wystawię na oczy«.
»Wyląkł się Aryodant, zimnem tkniony mrozem,
»Tak, jakoby mu w serce kto uderzył nożem,
»I jedno, że zupełnej nie dał temu wiary,
»Włożonoby go było zarazem na mary.
41
»Serce srodze zranione u niego, twarz blada,
»Usta gorzkie, wszytek drży i tak odpowiada:
»»Już to próżno; jeśli to pokażesz prawdziwie,
»»Żeć się twoje stawiło szczęście tak życzliwie,
»»Upewniam cię, żeć więcej nie chcę zastępować,
»»Jeśli cię tak ma, jako powiadasz, miłować;
»»Ale wierzyć nie będę, dokąd tego swemi
»»Oczyma, co udawasz, nie uźrzę własnemi«.
42
»»Gdy będzie czas po temu, będziesz — prawi — wiedział«.
»Odchodził zatem książę, skoro to powiedział.
»Trzecia noc, jeśli dobrze pomnię, nadchadzała,
»Jako się ze mną zmówił, abym go czekała.
»Ażeby wraz miał obłów z napiętego wnika327,
»Poszedł bez zwłoki żadnej do spółmiłośnika,
»Mówiąc, aby się w pustkach tej nocy zataił
»Za pałacem, gdzie się lud chodzić nie zwyczaił.
43
»I ukazał to miejsce Aryodantowi
»Na ustroniu przeciwko onemu gankowi;
»Ale on to u siebie inaczej uważał
»I tak rozumiał, że mu dla tego ukazał
»One ustronne pustki i miejsce osobne
»Za pałacem, do skrytej zasadki328 podobne,
»Aby go był mógł łatwie zabić, chcąc mu w rzeczy
»Ukazać na królewnę niepodobne rzeczy.
44
»Jednak się iść namyślił i tam się zachował
»W onych pustkach, ale się dobrze nagotował,
»Żeby się śmierci nie bał i z sobą nie trwożył
»I gdzieby się nań porwał, żeby go nie pożył.
»Był na dworze brat jego, Lurkani nazwany,
»Wielką siłą i śmiałem sercem zawołany;
»O tem tak wiele trzymał, mając go przy sobie,
»Jakoby miał dziesiąci inszych w onej dobie.
45
»Tego tylko wziął z sobą w onę drogę swoję,
»Kazawszy mu dobrą broń i dobrą mieć zbroję.
»Lurkani, po co tam szedł, namniej nic nie wiedział,
»Boby beł brat nikomu o tem nie powiedział.
»Tak, jako kamień niesie, z ręki wyciśniony,
»Postawił go od siebie w pustkach z jednej strony,
»»Tu stój — powiada — ale proszę cię, mój bracie,
»»Nie ruszaj się, aż krzyknę i zawołam na cię«.
46
»»Uczynię to, co każesz« — powiedział rodzony.
»I tak tam Aryodant przyszedł utrapiony
»I zataił się w. pustkach, jako albańskiemu
»Książęciu rzekł, przeciwko gankowi onemu,
»Gdzie i on także przyszedł na swą złą robotę,
»Chcąc królewnę osławić329 i wydrzeć jej cnotę.
»I dał mi znak, jako zwykł. Ja, com nie wiedziała
»I któram się nigdy tych zdrad nie domyślała,
47
»W białej, srebrogłowowej szacie haftowanej,
»W złote rózgi u dołu wkoło bramowanej,
»W czepku także ze złota, przetknionem miejscami
»Dartemi, cielistemi wszędzie jedwabiami,
»Jako się krom królewny żadna nie stroiła,
»Usłyszawszy zwykły znak, śpieszniem wychodziła
»Na ganek, który tak beł z muru wywiedziony,
»Że mię na niem możono widzieć z każdej strony.
48
»Lurkani w tem o bracie swem przywątpięwając
»I że w niebezpieczeństwie jakiem beł, mniemając,
»Lubo, jako to bywa, że więc cudze sprawy
»Radzi wiemy, beł w ten czas tak barzo ciekawy,
»Że się skradł na to miejsce, nakryty cieniami.
»I po cichu poszedł tam ciemnemi ścieszkami,
»I przy onychże pustkach stanął utajony,
»Na dwanaście od brata kroków podemkniony.
49
»Ja nie wiedząc nioczem, jakom powiedziała,
»W królewninem ubierze na gankum czekała,
»Jakom to przedtem nie raz i nie dwa czyniła,
»Ilekrociem się na to we dnie z niem zmówiła.
»Znać było po poświecie330 królewnine szaty;
»Więceśmy sobie były i wzrostem i laty
»I wejźrzeniem podobne tak, że rozumieli,
»Że nie mnie, ale własną królewnę widzieli.
50
»Tem więcej, że był między pałacową ścianą
»Plac niemały i oną stroną niemieszkaną,
»Że nie mógł dobrze rzeczy rozeznać oczyma:
»Tak fałsz za prawdę udał Polineks obiema.
»Co rozumiesz, jakie miał w on czas utrapienie
»Aryodant, jaki żal na ono widzenie?
»Książę wtem po spuszczonej odemnie drabinie
»Właził do mnie na ganek w onej złej godzinie.
51
»Skoro dolazł, u szyjem mu się uwiesiła,
»Tusząc, żem od nikogo widziana nie była.
»Potemem go to w oczy, to w twarz całowała,
»Tak, jakom mu to zawżdy przedtem więc czyniała331.
»On mi więcej i nad swój zwyczaj pochlebuje
»I swojej niecnotliwej, złej zdrady ratuje.
»Drugi na tak żałosne widzenie zwiedziony,
»Stojąc zdaleka, wszytko widzi utrapiony.
52
»Takiem beł przerażony żalem, nieszczęśliwy,
»Że żyć więcej na świecie nie chciał i skwapliwy,
»Miecz dobyty głowicą na ziemię położył,
»A koniec sobie ostry do piersi przyłożył.
»Lurkani wtem, który tam stał, nakryty cieniem,
»Patrząc na onę sprawę z wielkiem podziwieniem,
»Gdy książę, acz nie wiedział, kto beł po spuszczonem
»Sznurze do mnie wlazł, przypadł krokiem zapędzonem
53
»I zahamował brata, że z swej własnej ręki
»Śmierci sobie nie zadał, jako chciał przez dzięki332,
»Bo, by beł stał kęs dalej aby na dwa kroki,
»Zabiłby mu się brat beł bez dalszej odwłoki.
»I krzyknie nań: »O głupi! o bracie szalony!
»»Czemuś rozumu pozbył, żeś tak omamiony,
»»Że chcesz dla niecnotliwej umrzeć białejgłowy,
»»Od którejeś zwiedziony nieszczeremi słowy?
54
»»Niechaj raczej ta umrze, co śmierć zasłużyła,
»»Ale twoja niechajby z lepszą sławą była!
»»Miłowałeś, póki jej zdrady były skryte:
»»Bądź jej nieprzyjacielem, kiedy są odkryte.
»»Wszakeś widział, wszak to już nie jest tajemnica:
»»Doznałeś rzeczą samą, że z niej nierządnica.
»»Raczej tem mieczem, którem chciałeś się żywota
»»Zbawić, dowiedź królowi tego, że niecnota«.
55
»Tak w on czas Aryodant, gdy mu brat przeszkodził,
»Hamował się i z miejsca onego odchodził;
»Ale nie przeto myśli spuścić co z pierwszego
»Przedsięwzięcia, ale je do czasu inszego
»Odkłada, na samego siebie zajątrzone
»Serce niosąc, okrutnem żalem przebodzione.
»Jednak zmyśla przed bratem, że już nie ma w głowie
»Tej myśli, żeby sobie sam miał stać o zdrowie.
56
»Jako skoro mrok dniowi ustąpił jasnemu,
»Nie mówiąc nic nikomu ani rodzonemu,
»Jechał w drogę sam jeden, ale gdzie? — nie wiedzieć,
»Że o niem nikt kilka dni nie umiał powiedzieć.
»Żaden przyczyny pewnej odjazdu nagłego
»Nie wiedział, krom książęcia, a krom rodzonego.
»Różnie to na pałacu sobie rozbierali,
»Różnie to po Szkocyej wszytkiej wykładali.
57
»W dziewięć albo w dziesięć dni przyszedł jeden pewny
»Podróżny na dwór i szedł prosto do królewny
»I przyniósł jej żałosne i smętne nowiny
»O tem, że Aryodant nędzny nie z przyczyny
»Wiatrów wielkich, nie w szturmie, ani w niepogodzie,
»Ale z swej dobrej wolej zginął w morskiej wodzie,
»Skoczywszy zapędzony z końca ostrej skały
»Barzo przykro i głową na dół między wały.
58
»»Ale pierwej, niżli — pry — skoczył między wody,
»»Mnie, którym się tam w drodze potkał z niem z przygody,
»»Rzekł: Pódź za mną, abyś mógł to, co niewątpliwie
»»Ujźrzysz okiem swem, odnieść Gineprze prawdziwie;
»»A powiedz jej ode mnie, że mi to wzrok sprawił
»»Nazbyt bystry, wzrok bystry o to mię przyprawił,
»»I żebym to beł drogo zapłacił i kupił,
»»Kiedyby mi był przedtem oczy kto wyłupił.
59
»»Byliśmy w pewnem miejscu — Nizką Głową333 zową —
»»Co w morze trochę wchodzi ku Irlandzie głową.
»»To skoro rzekł, widziałem, kiedy zapędzony
»»Głową na dół uczynił w morze skok szalony.
»»Takem go tam zostawił i śpieszniem szedł potem
»»Tu, abym ci dał sprawę dostateczną o tem«.
»Ginepra na żałosną nowinę pobladła
»I zmartwiała i siły pozbywszy, upadła.
60
»Boże mój! czego potem nędzna nie czyniła,
»Kiedy się na swem wiernem łożu położyła?
»Niebieską twarz gniewliwem paznogciem drapała,
»Piersi tłukła pięściami, złote włosy rwała,
»Częstokroć sobie onę ostateczną mowę
»Co raz przypominając Aryodantowę,
»Że przyczyna onego szalonego skoku
»Z ostrej skały z bystrego wszytka poszła wzroku.
61
»Wszędzie się rozgłosiła ta wieść w onej dobie,
»Że od wielkiej żałości sam śmierć zadał sobie.
»Płakał go król, płakała rada i dworzanie,
»Płakał go i fraucymer334 i dworowe panie,
»Ale najbarziej płakał brat jego rodzony,
»W tak nieuhamowanem żalu utopiony,
»Że ledwie na się swoich rąk jego przykładem
»Nie obrócił i nie szedł za niem świeżem śladem.
62
»I kiedy to rozbierał i sobie rachował,
»Królewnę winną śmierci jego być najdował,
»Tak tusząc, że z onego nocnego widzenia
»Wszytka przyczyna jego urosła zginienia;
»I od wielkiej chciwości pomsty zaślepiony,
»Od gniewu i srogiego żalu zwyciężony,
»Odważył sobie wszytko i królewską łaskę
»I nienawiść wszytkiego państwa mieć za fraszkę.
63
»I przyszedszy przed króla, na przestronej sali,
»Gdy w nawiętszej gromadzie ludzie przed niem stali,
»Tak począł swą rzecz: »Tak wiedz, królu miłościwy,
»»Że dla twej córki zginął mój brat nieszczęśliwy;
»»Ona mu sama dała do tego przyczynę
»»I dlatego jej samej tylko daję winę.
»»Z żalu sobie śmierć zadał, kiedy ją w nierządzie
»»Zastał, tak jako się to pokaże na sądzie.
64
»»Miłował ją i wszyscy wiedzieć o tem mogą,
»»A miłował uczciwie i zwyczajną drogą,
»»Tusząc za swe przewagi, którycheś się dosyć
»»Napatrzył, w małżeństwo ją u ciebie uprosić.
»»Ale gdy on z daleka poglądał na liście335
»»I liścia tylko wąchał, drugi oczywiście
»»Na zachowane drzewo wlazł niespodziewany
»»I ukradkiem oberwał owoc pożądany«.
65
»I powiadał, że widział własnem swojem okiem
»Gineprę samę jednę na ganku wysokiem
»I że z niego drabinę plecioną spuszczała
»I po niej przystęp komuś do siebie dawała;
»Którego nie mógł poznać, bo żeby beł tajny,
»Włosy zakrył i ubiór nosił niezwyczajny.
»Przydał i to, że kto mu fałsz w tej sprawie zada,
»Bronią tego dowiedzie, że prawdę powiada.
66
»Co mniemasz, jako beł z tej żałosny nowiny
»I jako się król wstydził, część336 dla tej przyczyny,
»Że tego o swej córce nigdy nie rozumiał,
»Co teraz o niej słyszy, i zbytnie się zdumiał;
»Część, że widzi, że jeśli jaki niestrwożony
»Rycerz się nie podejmie Ginepry obrony,
»Coby chciał Lurkaniemu fałsz ręką pokazać,
»Musi ją na srogą śmierć według prawa skazać.
67
»Nie wiem, jeśliś wiadomy jest prawa naszego
»I ostrych dziwnie ustaw państwa tutecznego,
»Które na okrutną śmierć te wszystkie skazują,
»Które z kiem inszem, okrom męża, występują337;
»Umrze każda koniecznie, jeśliby jakiego
»Za miesiąc nie nalazła rycerza mężnego,
»Coby złemu potwarcy ręką w pojedynku
»Nie ukazał, że tego nie winna uczynku.
68
»Król, któremu się tak zda, że ją potwarzono,
»Kazał, aby po wszytkiem państwie wytrąbiono,
»Że ją z wielkiem posagiem da temu za żonę,
»Który z niej zdejmie zmazę i osławę338 onę.
»Ktoby się tego podjął, nie słychać żadnego;
»Owszem tylko patrzają jeden na drugiego,
»Bo ten Lurkani tak jest męstwem zawołany,
»Że się nikt nie chce kusić oń między dworzany.
69
»Nadto tak zła fortuna chciała królewnina,
»Że w państwie teraz niemasz brata jej, Zerbina339,
»Który z domu wyjechał, minęły dwie lecie,
»Szukać sławy swem męstwem tam i sam po świecie.
»Bo kiedyby się tu gdzie niedaleko bawił,
»Albo kiedyby go kto wcześnie o tem sprawił,
»Niepochybnieby przybiegł i wstąpił w bój ostry
»Z Lurkaniem i ratował nieszczęśliwej siostry.
70
»Król też, coby nie tylko chciał się z pojedynku,
»Ale i z inszych sprawić340 miar o tem uczynku,
»Prawdali to, czy fałsz, albo jeśli słusznie
»Lurkani chce, aby ją na śmierć skazać dusznie,
»Kazał wziąć panny, które w pokoju bywały,
»Bo jeśliby to prawda, o temby wiedziały.
»Ja, widząc, gdzieby też z tem przyszło także do mnie,
»O książęciuby było barzo źle i o mnie.
71
»I dlategom pocichu z dworu ujechała
»I do książęciam tejże nocy przyjechała,
»Ukazując upadek jego i mój blizki,
»Gdzieby mię wzięto, jako insze towarzyszki.
»On mię chwalił, żem sobie dobrze postąpiła,
»Potem kazał, abym się w drogę wyprawiła
»Blizko do jego zamku, nic tam nie zmieszkawszy,
»Dla przeprowadzenia mi dwu swoich przydawszy.
72
»Jużem ci powiedziała, jakie miał pewności
»O mojej przeciw sobie Polineks szczerości.
»Ty osądź, jeśli mię był miłować wzajemnie
»Winien za zakład chęci, który miał ode mnie.
»Teraz słuchaj nagrody, jaka mię potkała,
»I jako mi się moja uprzejmość oddała,
»A patrz, jeśli się która przyjaźni statecznej
»Ma spodziewać w nagrodę miłości serdecznej.
73
»Naostatek niewdzięczny, okrutny, złośliwy,
»Prętko o mojej wierze począł być wątpliwy,
»Obawiając się, abym onej złej roboty
»Za czasem nie odkryła i jego niecnoty.
»I zmyślił, że mię chciał mieć gdzie blizko na stronie
»Dotąd, aż król powoli w gniewie swem opłonie,
»Posyłając mię wrzkomo na miejsce bezpieczne,
»A on myślał zły człowiek, na zginienie wieczne.
74
»Bo onem dwiema, którem prowadzić mię kazał
»Do pewnego swojego zamku, to rozkazał
»Potajemnie, aby mię zarazem zabili,
»Skoroby mię w te lasy gęste wprowadzili;
»I już mieli wykonać jego rozkazanie,
»Byś beł na wrzask nie przypadł i moje wołanie«.
Tak Rynaldowi w on czas Dalinda mężnemu
Powiadała, drogę swą spiesznie kończącemu,
75
Co był rad niepodobnie temu przypadkowi
I niespodziewanemu swemu trafunkowi,
Że tę nalazł, od której dostał wiadomości
O wyraźnej królewskiej córki niewinności;
I jeśli się jej gwoli chciał bić, choćby ono
Było wiadomą prawdą, co na nię mówiono,
Teraz wiedząc, że to fałsz i potwarzy jasne,
Ochotniejszy chce dla niej wstąpić w szranki ciasne.
76
Do świętego Andrzeja miasta341 bitem torem,
Kędy król sam ze wszytkiem mieszkał swojem dworem
I gdzie on pojedynek sławny miał być, który
Miał na on czas rozstrzygnąć sprawę jego córy,
Kwapił się syn Amonów, pojeżdżając śpiesznie,
Chcąc, aby nie omieszkał i przyjechał wcześnie.
A wtem, kiedy już miasto obaczył zdaleka,
Potkał z nowiną świeżą jednego człowieka:
77
Że do dworu przyjechał rycerz jakiś pewny,
Który się podjął bojem obronić królewny;
Nie znał go nikt, bo hełmu nigdy nie odkrywał
I niezwykłego herbu na tarczy używał,
I jako się tam stawił i wjechał na miejsce,
Gdzie miał być bój, że go w twarz nikt nie widział jeszcze;
Nakoniec jego lokaj, kiedy oń pytano,
Klął się, że nie wie, kto beł i jako go zwano.
78
Usłyszawszy onę rzecz, śpiesznie pojeżdżali
Tak długo, aż pod mury same przyjechali.
Dalinda dalej jechać, bojąc się, nie chciała,
Nakoniec z Rynaldowej namowy jechała.
Zawarte było miasto; pytają wrotnego342,
Dlaczego bramę czasu zamyka onego?
Odpowiedział, że wszyscy niemal ludzie wyszli
Z domów, aby wczas na plac naznaczony przyszli,
79
Gdzie w drugiem końcu miasta rycerz nieznajomy
Miał czynić pojedynek jawny i widomy
Na placu wymierzonem z Lurkaniem, i jeśli
Nie biją się już dotąd, w szranki pewnie weszli.
Nie wściągano Rynalda i bramę otwarto
I skoro wjechał, zaraz za niem ją zawarto.
Rynald przez puste miasto bieżąc, konia bodzie
I zostawuje w pierwszej Dalindę gospodzie,
80
Czyniąc jej serce, aby sobą nie trwożyła
I do jego zwrócenia sobie nie tęskniła;
A sam się ku placowi onemu udawa,
Gdzie już bijących się dwu rycerzów zastawa.
Bił się mężnie Lurkani, gniewem oślepiony,
Naprzeciwko królewnie; ten zaś, co z jej strony,
Niemniej, mając po sobie ludzkie życzliwości,
Mężnie odpierał siłę i jego śmiałości.
81
Było z niemi pospołu w szrankach pieszo strojnych
Sześć rycerzów, od głowy aż do stopy zbrojnych,
Siódmy książę albańskie beł świetno ubrany,
Mając pod sobą dzielny koń, w bród farbowany343.
On sam rząd czynił, on beł do straży obranem,
Jako ten, który szockiem w ten czas beł hetmanem;
A z niebezpieczeństwa się królewny radował
Na sercu i wesołą postać ukazował.
82
Rynald wtem między gęstem ludem w onej dobie
Jedzie, Bajard przestroną czyni drogę sobie;
Bo kto bystrość i rzeźwość jego chodu czuje,
Ustępując, znać dawa, że nie nachramuje.
Tak się tam Rynald stawia, wszytek okazały,
Wszytkiem się zda być rycerz wielki i wspaniały;
Wtem przed królem stanie, a lud biegł, chcący wiedzieć,
Z czem przyjechał i co chciał królowi powiedzieć.
83
»Wielki królu! każ — prawi — rozwieść tych co pręcej
»I niechajby się z sobą już nie bili więcej!
»Bo tak wiedz: którykolwiek zginie, niewątpliwie
»Niewinnie zginąć musi i niesprawiedliwie!
»Jeden, że ma po sobie słuszność, tak rozumie,
»Lecz się myli i kłama, choć kłamać nie umie,
»I tenże błąd, co brata jego zdrowia zbawił,
»I jego przeciw twojej córce tak zakrwawił.
84
»Drugi nie wie, jeśli się wziął za sprawiedliwą,
»Ale z szczerej dobroci, żądzą sławy chciwą
»Odważył się, jako cny rycerz, na zginienie,
»Chcąc ratować od śmierci tak piękne stworzenie.
»Ja obronę i pomoc niosę niewinności,
»Ale zgubę fałszowi, zdradzie i chytrości!
»Ale każ wprzód tych rozwieść i rozerwać, proszę,
»A posłuchaj cierpliwie, co przed cię przyniosę«.
85
Na powagę rycerza, w on czas tak godnego,
Jakiem się zdał być Rynald z pojźrzenia samego,
Kazał król, aby zaraz między nie wstąpili
I aby się jem więcej bić nie dopuścili;
Któremu wespół z radą, panom i dworowi,
Także pospolitemu wszytkiemu ludowi
Rynald odkrył książęcia albańskiego radę
I przeciwko królewnie fałsz i jego zdradę.
86
Potem się bronią w ręku dowieść ofiarował,
Że to prawda, co mówił i co pokazował.
Kazano Polineksa wołać; on przyzwany
Stanął, ale na twarzy wszytek pomieszany,
Jednak tego wszytkiego zapierał się śmiele.
Rynald na to powiedział: »Nie trzeba tu wiele,
»Da się tu wnetże widzieć«. Ten i ów beł zbrojny,
Plac gotowy: tak zaraz szli z sobą do wojny.
87
O jako się król cieszył i lud pospolity,
Że miał bronić królewny rycerz znamienity,
Tusząc, że Bóg pokaże w sprawiedliwem sądzie,
Że to fałsz beł, że była zastana w nierządzie.
Wielką wszyscy nadętość w książęciu widzieli,
Że beł chytry, okrutny, zły, wszyscy wiedzieli,
Tak, że nie beł dziw żaden, że i to uczynił
I tak zdradliwie córkę królewską obwinił.
88
Serce mu drżało z strachu, wszytek zbladł na twarzy,
Tkniony wewnątrz sumieniem zmyślonej potwarzy.
Zatem za wytrąbieniem trzeciem drzewo344 w toku345
Złożył; ale i Rynald ze wszytkiego skoku
Także przeciwko niemu bieżał i tak mierzył,
Żeby go prosto w piersi trafił i uderzył.
Jakoż się skutek potem z jego żądzą zgodził:
Właśnie go w piersi ostrą kopią ugodził.
89
Od konia kilka łokci z siodła wysadzony,
Padł, mając koniec drzewa w piersiach przyłomiony.
Leżącego na ziemi Rynald następuje,
Zsiadszy z konia, i hełm mu kryty rozwięzuje.
On się bronić nie może, ręce tylko wznosi
I u niego pokornie miłosierdzia prosi,
I tak, że król mógł słyszeć i bliższy dworzanie,
Wyznał jawnie, że słuszne za fałsz wziął karanie.
90
Coś jeszcze więcej nad to chciał mówić, gdy leżał
Na ziemi, ale go głos i żywot odbieżał.
Król widząc swą fałszywie dziewkę oskarżoną,
Od osławy346 i śmierci razem wybawioną,
Beł weselszy i barziej został pocieszony,
Niżli kiedyby zbywszy państwa i korony,
Teraz mu ją zaś na skroń kładziono; samego
Poważa i czci tylko Rynalda mężnego.
91
I poznawszy go z twarzy, gdy szyszak zdjął z głowy —
Bo go przedtem widywał — nabożnemi słowy
Dziękował Bogu, że mu tak godny ratunek,
Jaki to beł, w czas posłał na jego frasunek.
Tam też zaś nieznajomy drugi rycerz, który
Przyjechał beł na on czas dla królewskiej córy
Wszytek zbrój no, aby jej w tem razie ratował,
Wszytkiemu się, na stronie stojąc, przypatrował.
92
Ten beł proszon od króla, aby mu powiedział
Imię swoje, albo zdjął szyszak, żeby wiedział,
Jako mu to nagrodzić, i aby pokazał,
Że jego dobrą wolą wysoko poważał.
On też na te królewskie prośby i namowy
Nie chciał się dłużej bawić i szyszak zdjął z głowy.
Kto to beł i jak się zwał? — Jeśli chcecie wiedzieć,
O wszytkiem w drugiej pieśni wolę wam powiedzieć.
Koniec pieśni piątej.