VI. Pieśń szósta
Argument
Albańskie księstwo dają Aryodantowi
W posagu, cnej Ginepry wybawicielowi.
Rugier mając pod sobą koń dziwny, skrzydlaty,
Trafia, gdzie beł Alcyny chytrej dwór bogaty;
O której się nierządzie potem dowiaduje
Od mirtu i wyjechać od niej się gotuje;
Ale wstręty najduje potem i obrony,
Na nowy bój od pięknych dziewek prowadzony.
Allegorye
Pałac Alcyny w tej szóstej pieśni i sama Alcyna, która nacieszywszy się chwilę z swemi miłośnikami, potem je obracała w drzewa i w źwierzęta, znać nam daje, jako rozkoszy cielesne odejmują postać ludzką, nie tylko rozum, człowiekowi, który się na nie uda.
1. Skład pierwszy
Myli się, kto źle czyniąc, rozumie, że złości
I grzech i jego zdrady mają być w skrytości;
Bo powietrze, które ma wszędzie koło siebie,
I ziemia sama woła, w której je pogrzebie,
Choćby wszyscy milczeli, i Bóg to sprawuje
Częstokroć, że grzech, skoro czas mały folguje,
Tak grzesznika prowadzi i tak oszukiwa,
Że, niepytany, niechcąc sam siebie odkrywa.
2
I Polineks na on czas mniemał nieszczęśliwy,
Że miał być tajny jego uczynek złośliwy,
Kiedyby beł Dalindę, jako się usadził,
Która to sama mogła objawić, zagładził.
Przydawszy grzech do grzechu, tak się stąd ucieszył,
Że złe, które mógł odwlec, sam sobie przyśpieszył.
Mógł je zwlec lub mu zniknąć347 człowiek niepobożny,
A teraz sam wbiegł pędem na śmierć, nieostrożny.
3
I razem i majętność i żywot utracił
I co daleko więtsza, czcią tego przypłacił.
Powiedziałem wam przedtem, jako poznać chciano
Rycerza, który, kto był, jeszcze nie wiedziano;
Teraz tę historyą kończę. Kiedy pilnie
Król, aby mu się odkrył, prosił go usilnie,
Pokazał, że był, zdjąwszy z głowy hełm spiżany,
Aryodant, po wszytkiej Szkocyej płakany.
4
Którego rozumiejąc, że już beł zginiony,
Płakała i królewna i jego rodzony,
Płakał król i wszytek lud, dworzanie płakali,
Bo wielką jego dobroć wszyscy miłowali.
To były szczere plotki, które rozsiał o niem
On pielgrzym, że utonął i już było po niem.
Prawda jednak, że widział, kiedy z ostrej skały
Głową na dół z zapędem skoczył między wały.
5
Ale jako się często trafia stroskanemu,
Z ostatecznej nadzieje nagle zrzuconemu,
Że się śmierci napiera i chciwie jej czeka,
A kiedy blizko przydzie, to przed nią ucieka:
Tak Aryodant, w morze na on czas wskoczywszy,
Widząc, że źle, prędko się na śmierć rozmyśliwszy,
Tak się długo mocował z wodą, że nie zginął
I z morskich nawałności zdrów na brzeg wypłynął.
6
I chciwości swej zbytniej na śmierć przyganiając
I szaleństwem ją wielkiem w sobie nazywając,
Szedł w drogę, umaczany, od brzegu onego,
Aż domek pustelnika natrafił jednego;
I tam chwilę pomieszkać i z niem się zabawić,
Aż dotąd sobie myślił, ażby się mógł sprawić,
Jeśli348 piękna Ginepra miała się radować
Z tego jego przypadku, jeśli349 go żałować.
7
Tam to naprzód usłyszał, że gdy się otarła
Ona wieść o jej uszy, mało nie umarła
Od okrutnego żalu i wszędzie mówiono
Po Szkocyej, że o jej żywocie wątpiono;
Co beł przeciwny skutek we wszytkiem onemu
Omylnemu tak barzo widzeniu swojemu.
Potem wiedział zaś i to, co Lurkan uczynił,
I jako cną Gineprę przed królem obwinił.
8
Nie mniejszem gniewem pałał przeciw niemu pewnie,
Jaką pałał miłością przeciwko królewnie;
Zdał mu się być niesłuszny on jego uczynek,
Chocia o jego krzywdę miał wniść w pojedynek.
Słysząc potem, że dotąd nie beł nikt gotowy,
Coby chciał o królewnę wstąpić w bój Marsowy,
I że za tak mężnego Lurkaniego mieli,
Że się z niem bić i z niem się kosztować nie śmieli.
9
I że nadto ci, którzy Lurkaniego znali,
Tak o jego baczeniu i cnocie trzymali,
Że kiedyby to beł fałsz jaki nieprawdziwy,
Co powiadał, nie szedłby na raz tak wątpliwy,
I każdy się obawiał, który beł z jej strony,
Żeby się beł niesłusznie podjął tej obrony —
Nakoniec po rozwadze i długiem rozmyśle
Stanąć przeciwko bratu zawarł350 na umyśle.
10
»Nie mógłbym — prawi — słyszeć i znieść tej nowiny,
»Żeby nieszczęsna miała umrzeć z mej przyczyny,
»I śmierćby mi dopiero przykra być musiała,
»Kiedyby przed oczyma memi umrzeć miała.
»Próżno to: ona sercu mojemu panuje,
»Ona zdrowiem i mojem żywotem szafuje.
»Lub słusznie lub niesłusznie dają jej tę winę,
»Byle ona została żywą, ja niech zginę.
11
»Wiem, że się o niesłuszną biorę i ujmuję
»I że zginę, lecz o to namniej się frasuję;
»Barziej o to, że gdy mię zabiją, i ona
»Za mą śmiercią musi być na śmierć osądzona.
»Jedna mi tylko w śmierci pociecha zostawa,
»Że jeśli ją Polineks, jako to udawa,
»Miłuje, obaczy to i dobrze uważy,
»Że jej odbieży, że się dla niej nie odważy.
12
»Ujźrzy i mnie, którym tak od niej urażony,
»Że na śmierć pójdę dla jej zdrowia i obrony,
»I jednem razem pomstę odniosę nad bratem,
»Który ten ogień wzniecił tak wielki, a zatem
»Sprawię, że to obaczy, że nie inszy skutek
»Będzie jego postępku, jedno żal i smutek:
»Mniemając, że się brata pomści sam nad bratem,
»Zostanie mężobójcą i okrutnem katem«.
13
Skoro to w swoich myślach zawarł351 w onej dobie,
Nowego konia, nowej zbroje dostał sobie.
Wszytek się czarno ubrał, tarcz mu uczerniono,
Po brzegach zmalowano żółto i zielono352.
Z trafunku potkał w drodze pewnego lokaja,
Który beł niewiadomy tamecznego kraja;
Tego tylko wziął z sobą i tak, niepoznany,
Stanął przeciwko bratu, we zbroję ubrany.
14
To, co się zasię stało, słyszeliście o tem,
I jako się dał poznać Aryodant potem;
Z czego król tak się cieszył, jako z wybawienia
Swojej córki od śmierci i od obelżenia,
Uważając, że w dawny i w ten wiek dzisiejszy
Nie beł nigdy miłośnik szczerszy i wierniejszy,
Który po takiej krzywdzie i takiej urazie
Stanął przeciwko bratu w onem jej złem razie.
15
I z swej łaski ku niemu i na zdanie panów
Swoich radnych i wszytkich przedniejszych dworzanów
I gwoli proszącemu za niem Rynaldowi
Dał za żonę Gineprę Aryodantowi;
Księstwo albańskie, które po śmierci książęcej
Na króla przypadało, przydawszy mu więcej
Wsi do niego przyległych i bliższe powiaty,
Swojej kochanej córce dał w posag bogaty.
16
I to Rynald uprosił, że imo353 się puścił
Swą obrazę i wszytko Dalindzie odpuścił;
Która, że ślub tajemny beła uczyniła,
Syta świata, do Boga myśli obróciła
I zarazem się w drogę puściła z Szkocyej,
Chcąc mniszką zostać w pewnem klasztorze w Dacyej354.
Ale mi się już wrócić do Rugiera trzeba,
Który na lekkiem źwierzu wyleciał pod nieba.
17
Lubo Rugier beł śmiały i mąż niestrwożony
I nie zbladł i na twarzy nie beł odmieniony,
Ja temu wierzyć nie chcę, żeby mu nie drżało
I żeby mu się serce w on czas bać nie miało.
Tak daleko wyleciał w niezwykłej prętkości,
Że nietylko Europę w wielkiej odległości,
Ale już beł i znaki minął355 i zostawił,
Które za kres żeglarzom Herkules ustawił356,
18
Bo hipogryf, dziwny zwierz, tak prętko skrzydłami
Machał i tak prętko siekł powietrze piórami,
Żeby beł rączem lotem nie dał wprzód ptakowi,
Który prętkie pioruny nosi Jowiszowi.
Jeśli który ptak lotem i rączością słynie,
On każdego wyścignie i każdego minie.
Wierzę, że gromy tylko same prędzej lecą,
Które nieba ogniste na dół z góry miecą.
19
Skoro wielką część świata przebiegł, nie zstępując
W lewo i w prawo, ale nabarziej prostując,
Nakoniec syt powietrza, wielkiemi kołami
Na jednę pewną wyspę powracał skrzydłami,
Podobną tej, na której po długiem męczeniu
Swojego miłośnika i swem zatajeniu
Nadobna Aretusa357 próżno uchodziła
Ślepą drogą podziemną i morze brodziła.
20
Tak wiele świata przebiegł, a nie widział jeszcze
Tak rozkosznego kraju, jako ono miejsce;
Ale choćby beł wszytek i tam i sam różno
Przewidział, takie drugie naleść było próżno.
Nad którem zakoli wszy koły przestronemi
Z Rugierem koń skrzydlaty, spuszczał się ku ziemi,
Gdzie pagórki uprawne, przejźrzoczyste wody,
Łąki i brzegi piękne i pyszne ogrody,
21
Łąki wesołe i w nich w rzędy usadzone
Różne drzewa, i w owoc i w kwiat opatrzone,
I palmy i cyprysy i pięknie kwitnące
Pomarańcze i mirty i cedry pachniące
Sprawą gęstego liścia358 i przyjemnych cieniów
Używały gorąca słonecznych promieniów,
A między gałęziami słowicy latali
I rozkosznemi garły wdzięcznie przebierali.
22
Między rumianą różą i białą lilią,
Które tam zawżdy świeże z ciepłych wiatrów żyją,
Przechodzą się zające prętkie z królikami
I wyniosłe jelenie z pysznemi czołami;
Nie boją się bezpieczni, bo ich tam nie straszą,
Lub się w trawie pokładą, lubo się w niej pasą.
Skaczą pierzchliwe sarny i chyże daniele,
Których tamte równiny mają barzo wiele.
23
Gdy niedaleko ziemi beł zwierz niestateczny,
Tak blizko, że skok z niego nie beł niebezpieczny,
Rugier wsparty na ręce i kęs wyniesiony
Na łęku, skoczył z niego na wzgórek zielony
I mocno w ręku trzyma u wódz długie pasy,
Bojąc się, aby wzgórę nie biegł w one czasy.
Potem go przywięzuje do mirtu jednego
Między sośnią359 i dębem u brzegu morskiego.
24
I przy zdroju, obeszłem360 płodnemi palmami
I wkoło opasanem pięknemi cedrami,
Rozebrał się ze zbroje, hełm i rękawice
I tarcz zrzucił i złożył tuż podle krynice;
I raz do gór, a drugi raz do morskiej wody
Obracał twarz na wiatry, przynoszące chłody,
Które z wolnem szemraniem wierzchy drzew ogromnych
Trzęsły, lip, sosien361, buków i dębów niezłomnych.
25
Czasem sobie spoconą twarz, czoło rękami
I suche wargi płócze zimnemi wodami,
Aby się mu zagrzane ochłodziły żyły,
Które się w niem z dźwigania zbroje rozpaliły.
Jakoż słusznie z nią tęsknił i nie dziwna była,
Że mu się tak na on czas barzo uprzykrzyła,
Bo w niej bez odpoczynku ubiegł w lot źwierzęcy,
Jeśli nie więcej, wielkich mil pod pięć tysięcy.
26
Tam między gałęziami ustrojone w pierze
Stojąc w cieniu i chłodzie ono dziwne źwierzę,
Porwie się, chcąc uciekać, bo mu się tak zdało,
Że nań coś straszliwego z gęstwy wypadało,
I mirtem, u którego było uwiązane,
Tak trząsł, że opadały rózgi przyłamane,
I porusza go prawie z samego korzenia,
Ale mocnego urwać nie może rzemienia.
27
Jako pień, który ma drzeń362 próżny i nadgniły,
Kiedy się podeń ognie mocne podłożyły,
Skoro w niem płomień strawi mokre wilgotności
I wiatr wielki, który miał w śrzodku swych wnętrzności,
Ożywa się i sapi i dźwięk czyni na dnie,
Aż drogę najdzie, którą do wierzchu wypadnie:
Tak piszczał i tak sapał, od konia ciągniony,
I nakoniec się ozwał on mirt urażony.
28
Ozwał się, jako trzeba, głosem dosyć głośnem
I wyraźnem, lecz smętnem i barzo żałosnem:
»Jeśli — prawi — pobożność i ludzkość miłujesz,
»Jeśli jakie litości miejsce zostawujesz,
»Jakoć widzę przystoi i jako postawą
»I twarzą ukazujesz skłonną i łaskawą,
»Odwiąż konia ode mnie: dosyć ciężkie razy
»I męki wewnątrz cierpię krom zwierzchniej urazy!«
29
Na pierwszy dźwięk onego głosu twarz obrócił
I wstał Rugier zaraz i do mirtu powrócił;
I gdy on głos wyraźniej słyszał i zrozumiał,
Że mirt mówi, jako żyw, barziej się nie zdumiał,
I skoczywszy, lotnego konia odwięzował,
A wstydem zaś rumiane jagody farbował.
»Ktośkolwiek, odpuść — prawi — proszę, mojej winie,
»Lub człowieczej, lub leśnej jesteś duch boginie.
30
»Nie widziałem — cudowne to są u mnie rzeczy! —
»Żeby pod skórą w drzewie mieszkał duch człowieczy.
»To sprawiło, żem miejsce to obrał koniowi,
»I uczyniłem krzywdę twojemu mirtowi.
»Ale proszę, niechaj wiem, ktoś, co się tu kryjesz
»I w tem drzewie pod skórą chropowatą żyjesz
»Z głosem i z duszą ludzką: tak cię niechaj jady
»Powietrzne i zarazy mijają i grady!
31
»I jeślić za tę krzywdę będę mógł i szkodę
»Jakiem swem dobrodziejstwem uczynić nagrodę,
»Na moję piękną dziewkę ślub kładę u ciebie,
»Która mem sercem władnie i ma je u siebie,
»Że to chętnie pokażę i skutkiem i słowy,
»Żem na twoję posługę zawżdy jest gotowy«.
Skoro to Rugier wyrzekł, zadrżał oczywiście
Mirt od dołu do wierzchu, że spadało liście363.
32
Widać beło, gdy skóra pocić się poczęła,
Jako gałąź, która się dopiero ucięła,
Kiedy ją w ogień włożą, a ona mokrością
Darmo się odejmuje i swą wilgotnością.
Potem rzekł: »Twa mię dobroć do tego przywodzi,
»Którać, widzę, z ludzkości przeciw mnie pochodzi,
»Żeć wszytko, ktom jest i skąd, wypowiedzieć muszę,
»Kto mię obrócił i w mirt zawarł moję duszę.
33
»Jam beł między pierwszemi we Francyej pany
»Niepośledni, imieniem Astolf364 mianowany;
»Orland i Rynald, oba rycerze waleczni,
»Sławni po wszytkiem świecie beli mi stryjeczni.
»Na mię po ześciu ojca mojego, Ottona365,
»Przypaść miała dziedzictwem angielska korona.
»Byłem gładki, czemem moc pięknych pań przeraził,
»Alem nakoniec tylko sam siebie obraził.
34
»Wracając się od wyspów366 ostatniego końca,
»Które morze indyjskie myje na wschód słońca,
»Tam, gdzie beł ze mną Rynald, męstwem zawołany
»I z wielą inszych w ślepem więzieniu trzymany,
»Skąd nas potem — wszak światu jawne są te sprawy —
»Wszystkich razem wybawił wielki rycerz z Brawy.
»Potemeśmy na zachód morskiemi brzegami
»Poszli, tam, gdzie północny wiatr kręci piaskami.
35
»I jako nasza droga i złe losy chciały,
»Które nas do nieszczęścia gwałtem pociągały,
»Jednego dnia poranu weszliśmy w równiny,
»Gdzie był zamek nad morzem bogatej Alcyny367.
»Nie było jej w niem w ten czas, indziej się bawiła,
»Bośmy zastali, że się na brzegu cieszyła,
»I widzieliśmy, kiedy wyciągała wszędy,
»Gdzie stała, ryby na brzeg bez sieci, bez wędy.
36
»Biegli do niej zapędem prędcy delfinowie
»I z rozdziewioną gębą ogromni wyzowie;
»Głowaczowie368 i salpy razem przybiegały
»I wraz swoje leniwe sny zostawowały;
»Mułowie369 i łosiowie370 biegli jednąż drogą,
»Mijając się i płynąc, jak naprędzej mogą,
»Pistryki371, fizytery372 z orkami373 wielkiemi
»I okrutne baleny374 z grzbietami strasznemi.
37
»Widzieliśmy jednego tamże wieloryba —
»Próżno to: nie może być w morzu więtsza ryba —
»Na jedenaście kroków, mogę to rzec śmiele,
»Z wody słonej zbyt miąższe ukazował skrzele.
»Wszyscyśmy, co nas było, w tem błędzie zostali,
»Bo się z miejsca nie ruszał, wszyscyśmy mniemali,
»Że to na wodzie jaki beł wysepek375 mały:
»Tak się daleko oba końce rozciągały.
38
»Na gołe tylko słowa i na proste czary
»Biegł rybi rodzaj do niej, jako do ofiary.
»Ta Alcyna jest siostra Morgany376 rodzona,
»Nie wiem, czy młodsza laty, czy wprzód urodzona,
»Czy sobie są bliźnięta. Ta, gdy mię ujźrzała,
»Żem się jej jakoś udał, twarzą znać dawała,
»Myśląc chytrze, aby mnie od mego odwiodła
»Towarzystwa i łatwie myśli swej dowiodła.
39
»Potkawszy nas, z wesołą twarzą przywitała
»I wielką nam uczciwość i cześć wyrządzała:
»»Proszę, proszę, rycerze, abyście przyjęli
»»To, co dom ma, a zemną sobie dziś wytchnęli.
»»Jakoż kiedybyście się zabawić co chcieli,
»»Łowybyście moich ryb rozlicznych widzieli,
»»Gołych, kosmatych, z łuską, bez łuski: a trzeba
»»Wiedzieć, że ich mam więcej, niż gwiazd mają nieba«.
40
»Naszy się zatem widzieć syren napierają,
»Które gniewliwe morze śpiewaniem błagają.
»Takeśmy stamtąd poszli tam, gdzie się wracała
»Zawsze jednej godziny, której nie chybiała,
»I tam nam ukazała, jakom rzekł, wielkiego
»Wieloryba, wysepce małej podobnego.
»Ja, com był zawżdy, czego dziś mi żal, ciekawy,
»Orce onej wskoczyłem prętko na bok prawy.
41
»Rynald, bojąc się o mnie, mówił mi z Dudonem377,
»Abym nie chodził, abym nie był tak szalonem.
»Alcyna zatem obu onych zostawiła
»I śmiała się wesoło i za mną skoczyła.
»Potem wielorybowi rozkazała płynąć:
»Jam się uląkł, mniemając, żem miał zaraz zginąć.
»On poszedł wierzchem morza w niedościgłem biegu;
»Chciałem skoczyć, alem beł daleko od brzegu.
42
»Rynald, chcąc mię ratować, skoczył między wały
»I mało nie utonął, bo wiatry powstały;
»Wiatry srogie powstały, które niepogodę
»Sprawiły i wzburzyły ze dna morską wodę.
»Co się z niem potem stało, ja wiedzieć nie mogę.
»Alcyna wtem, ciesząc mię, poszła w mokrą drogę
»I na straszliwem dziwie spół ze mną jechała
»I wśród morza całą noc i dzień mię trzymała.
43
»Ażeśmy przyjechali do wyspy osobnej,
»Której część jest pod władzą Alcyny nadobnej,
»Która ją Logistylli378, siestrze swej, odjęła,
»Co po ojcu w dziedzictwo wszytko państwo wzięła;
»To dlatego, że ona sama jest zrodzona
»Uczciwie i w małżeństwie od ojca spłodzona,
»Te zaś obie tak, jako ludzie powiadają,
»Z cudzołostwa brzydkiego spłodzone być mają.
44
»A jako te obie są wielkie nierządnice,
»I niecnoty i, jako wiedzą, czarownice,
»A ta zasię w czystości okrom zmazy żywie
»I rządzi się w swem stanie dobrze i uczciwie,
»Otóż te się przeciw niej obiedwie sprzysięgły,
»Aby same rządziły i ten kraj osięgły,
»Kiedyby ją z tej wyspy, jako chcą, wyparły;
»Jakoż już mało nie sto zamków jej wydarły.
45
»I na łokiećby ziemie jej nie zostawiły,
»Bo na nię nieraz wojska potężne zwodziły;
»Ale jem z jednej strony góra zastępuje,
»Z drugiej strony brzeg morski przeście jem hamuje,
»Tak, jako góra i brzeg jest między Szkocyą,
»Co je od siebie dzieli, a między Anglią.
»Ale przecie Alcyna i Morgana rady
»Wzięłyby jej ostatek, by nie te zawady.
46
»Niema inszej przyczyny para sióstr złośliwa
»Żadnej do niej okrom tej, że dobra, cnotliwa.
»Ale tego dopowiem, jakom w mirt zielony
»Od Alcyny beł chytrej potem obrócony.
»Tak masz wiedzieć, że barzo we mnie się kochała
»I z dusze mię, mogę tak mówić, miłowała;
»I ja ją niemniej, znając, że mi tak życzliwa
»I że tak beła gładka i tak urodziwa.
47
»Takem chwilę zażywał cudownej gładkości,
»Widząc, że się w niej wszytkie zebrały piękności;
»Bo co swe przyrodzenie dary rozdzieliło,
»To tej, to owej, w niej się wszytko zgromadziło.
»Francya mi i wszytkie rzeczy z głowy wyszły,
»W niej serce, w niej mam wszytkie utopione zmysły;
»W niej się kończyły zawżdy, w niej się poczynały
»Moje myśli i nigdy odwieść się nie dały.
48
»I ona mię, jakom rzekł, także miłowała,
»Serdecznie i o inszych, okrom mnie, nie dbała;
»Mnie gwoli miłośniki wszytkie opuściła,
»Bo nimem się ja trafił, miała inszych »siła.
»Jam zawsze przy jej boku we dnie beł i w nocy,
»Mnie władzej, mnie nad sobą dopuściła mocy,
»Ze mną wszytkie zabawy; przyszło-li do mowy,
»Ni o czem, jeno o mnie, były jej rozmowy.
49
»Ale na co się tykać rozjątrzonej rany,
»Nie mogąc od nikogo w niej być ratowany?
»Na co przeszłe wspominać dobro? Barziej szkodzi,
»Głowę tem psować, co się na nic nie przygodzi.
»Bo kiedym tak rozumiał, żem beł u Alcyny
»W nawiętszej łasce, nie wiem, dla jakiej przyczyny
»Odmienna białagłowa nagle mną wzgardziła
»I serce, mnie raz dane, indziej obróciła.
50
»Dopierom, acz po czasie, postrzegł w jej miłości
»I niestatku i wielkiej nieustawiczności,
»Bo nie byłem w jej łasce dwu miesięcy więcej,
»Jako inszego wzięła, a mnie co napręcej
»Precz kazała i tak mię od siebie wygnała
»I więcej do mnie chęci swych skłonić nie chciała.
»Dowiedziałem się potem, że inszych niemało,
»Nie tylko mnie samego, to od niej potkało.
51
»Ale żeby po świecie jeżdżąc, nie mówili
»O niej i wszeteczeństwa jej nie osławili,
»Bierze jem twarz379 tę, którą mają z przyrodzenia,
»A w dęby je tam i sam i w sośnie odmienia,
»W cedry, w palmy i w buki i w wielkie topole
»I w różne drzewa, których widzisz pełne pole,
»Czasem, jako się wiedmie podoba, w bydlęta,
»W ptaki, zdroje, kamienie i w dzikie źwierzęta.
52
»A ty, któryś tu torem niezwyczajnej drogi
»Wszedł na śmiertelną wyspę, na upadek srogi
»Dawnego miłośnika i zgubę, którego
»Odmieni pewnie w drzewo, albo w co takiego,
»To prawda, że ty w wielkiej łasce u niej będziesz
»I wszytkie rządy weźmiesz i kraj ten osiędziesz;
»Ale wiedz, że nakoniec zostać ci bydlęciem
»Lub drzewem lubo ptakiem lub jakiem źwierzęciem.
53
»Jam cię ato o wszytkiem dostatecznie sprawił,
»Nie żebych wierzył, żebyś tem się stąd wybawił,
»Ale kiedyś już dobrze tę sprawę zrozumiał,
»Abyś sobie postąpić i poczynać umiał.
»Bo jako różne twarzy380 Bóg ludziom rozdaje,
»Tak jem dowcip i różne dawa obyczaje.
»Podobno będziesz umiał zabieżeć swej szkodzie
»I lepiej, niżli drudzy, rządzić się w przygodzie«.
54
Rugier, który miał o tem sprawę dostateczną,
Że Bradamanta siostrą była mu stryjeczną,
Żałował, że przez sprosnej czarownice sprawę
Odmienił w nieme drzewo człowieczą postawę,
I dla kochanej dziewki, którą tak miłował,
Radby go w onem jego nieszczęściu ratował,
A iż nie ma sposobu, iż mu nie pomoże,
Słowy go tylko cieszy i czyni, co może.
55
Cieszył Rugier Astolfa, jako mógł, i potem
Z pilnością się u niego dowiadował o tem,
Jeśli mógł prześć przez góry, lubo przez równiny
Do Logistylle, państwa mijając Alcyny.
Że była insza droga, ale kamienista,
Przykra i niebezpieczna i bardzo skalista,
Jeśli uszedszy trochę, puści drogę w lewo,
A prawą weźmie w góry, powiedziało drzewo.
56
Ale jeśli w tę stronę pójdzie lub pojedzie,
Niechaj wie, że niewiele tą drogą ujedzie;
Bo się potka z jej strażą, która zastępować
Zwykła tamten gościeniec i ludzi hamować,
Bo tam głębsze Alcyna, niż na cztery chłopy,
Miasto murów rzuciła rowy i przekopy
I nikogo, ktoby ją chciał minąć, nie puszcza.
Rugier drzewu dziękuje i w drogę się puszcza,
57
Tusząc sobie, że go straż ona nie zawściągnie.
Hipogryfa prowadzi i za sobą ciągnie;
Nie chciał nań wsieść, bojąc się, aby w czem nie zbłądził,
By mu tego, co pierwej, teraz nie wyrządził
I nad wolą go jego nie niósł dalej, niżli
Potrzeba chce; a teraz tylko o tem myśli,
Aby do Logistylle zdrów przybył krainy
I beł bezpieczny od zdrad bezecnej Alcyny.
58
Wsieść na konia swojego namyślał się potem
I tak przebyć do pięknej Logistylle lotem;
Ale mu nie dowierza, naprzód, że miał skrzydła,
A potem, że nie słuchał wodze381 i wędzidła.
Czasem sobie sam mówi: »Przejdę jakiem kształtem,
A będą-li mi bronić, więc mocą i gwałtem«.
A wtem nad morzem miasto Alcynine mało
Więcej, niż w dobrej mili, widzieć mu się zdało.
59
Z daleka mu się długie mury ukazały,
Które wielki kraj w sobie kołem zawierały.
Wysokość ich jest dziwna, a wszytko ze złota
Szczerego, od twardego ukowane młota.
Siła jest tych, którzy tak trzymają, tak sądzą,
Że to tam alchimia382, ale pewnie błądzą;
Może też być, że zgadli: ja, co jej nie umiem,
Iż się świeci, za złoto właściwe rozumiem.
60
Jako skoro się pod mur przybliżył wysoki,
Nad który mocniejszego świat, jako szeroki,
Nie ma, puścił gościniec z ubitego toru,
Który szedł przez równiny do wielkiego dworu;
I myśląc minąć drogę i bogate mury,
Udał się bezpieczniejszem w prawo między góry.
Ale kiedy niósł dalej ukwapliwe nogi,
Potkał hufiec, który go chciał zbić z onej drogi.
61
Nikt na świecie postaci nie widział dziwniejszych
Ani szpetniejszych twarzy ani foremniejszych;
Jedni małpie, a drudzy kocie głowy mają,
Dopiero być od szyje ludźmi poczynają;
Ci kozie nogi mają, ci kopyta krowie,
Są z niemi i mieszańcy, srodzy Centaurowie,
Są ludzie niewstydliwi z głupiemi starcami,
Ci nadzy, ci różnemi nakryci skórami.
62
Ten bez uzdy na koniu, ten zaś w uździenicy,
Ten na wole, a tamten jedzie na oślicy;
Ten zasiadł na Centaura, ten, jako pokusa383,
Orła wielkiego, a ten ma pod sobą strusa.
Ten dzban u gęby trzyma, ten róg — jakie stroje! —
Ten samiec, ten samica, a ten jest oboje.
Ci osęki, ci rożny, ci niosą motyki,
Jedni mają kosztury, drudzy basałyki384.
63
Tych wszytkich beł rotmistrzem jeden z świniem uchem,
Z tłustą twarzą szeroką, z barzo wielkiem brzuchem,
Pijany, że o świecie nic a nic nie wiedział,
A na żółwiu, leniwo barzo jadąc, siedział.
Prowadzili go pod niem z tej i z owej strony;
Poplwał się wszytek, wźrok miał na dół pochylony.
Jedni mu czoło, drudzy wąsy ocierali,
A drudzy czyniąc mu wiatr, chustkami machali.
64
Jeden, co ludzką postać i brzuch miał i nogi,
A psią szyję i uszy i pysk brzydki, srogi,
Szczekał nań, aby drodze, którą się obrócił,
Dał pokój, a nie mijał miasta i powrócił.
On na to: »Nie powrócę i pójdę swą drogą,
»Póki tem, który widzisz, ręce władać mogą«.
I miecz mu ukazował, który mu do gęby
Obrócił, kiedy warczał i wyszczerzał zęby.
65
Oszczepem się plugawy, sprosny dziw zamierzył;
Ale Rugier uprzedził i pierwej uderzył
I sztychem nieuchronnem brzuch przepędził pełny,
Że na dwie piędzi przepadł tyłem miecz śmiertelny.
Wtem wziąwszy tarcz na ramię, jako rycerz mężny,
Siekł; ale nieprzyjaciel barzo beł potężny
I tak wielki, że okrył koło niego pole:
Ten w zad siecze, ten w oczy, ten go z boku kole.
66
On ze wszytkiemi zaraz srogi bój rozczyna,
Temu łeb, temu piersi na poły rozcina.
Małe wstręty najduje miecz cnego rycerza:
Nie miał z nich żaden zbroje, szyszaka, pancerza.
Ale go naostatek tak barzo ściskają,
Tak nań to stąd, to zowąd, zewsząd nacierają,
Żeby mu było trzeba tam tak gęstej ręki,
Jako miał Bryareus385, on olbrzym stóręki.
67
Kiedyby beł pokrowiec z puklerza onego
Od Atlanta u łęku zdjął zostawionego,
Który, jeśli pomnicie, blaskiem oczy psował
I pamięć ćmił i zmysły wszytkie odejmował,
Łatwieby je beł pobił rycerz niezwalczony,
Boby beł padł na ziemi każdy, oślepiony;
Ale się strzegł sposobów takich, bo w te cele
Mierzył: męstwem wygrawać, a nie przez fortele.
68
Co bądź, to bądź, woli tam śmierć zaraz otrzymać,
Aniżeli się tak marnem ludziom dać poimać;
A wtem od złotych murów z bramy ukwapliwe
Wyjeżdżały dwie piękne dziewki urodziwe.
Znać było z obyczajów, z postawy i z chodu,
Że były wysokiego i zacnego rodu
I że nie u pasterzów, ale się na dworze
Wychowały, a były prawie w samej porze.
69
Siedziały, ta z jednego, ta z drugiego kraja,
Na jednorożcu386, co beł bielszy gronostaja.
Obie były tak piękne, tak bogatem strojem
Ubrane w drogie szaty cudzoziemskiem krojem,
Że ktoby się wszytkiemu u nich przypatrował,
Niebieskiegoby oka na to potrzebował,
Aby mógł o nich sądzić, i kiedyby miała
Ciało piękność, takby się malować musiała
70
Jechały obie tam, gdzie Rugier był ściśniony
I od brzydkiego hufcu wkoło otoczony.
Zaraz się sprosne dziwy porozstępowały,
A one wtem Rugiera mężnego witały;
Który barwą różaną jagody farbował,
Kiedy pannom za ludzki postępek dziękował,
Gotowy będąc z niemi, o co go prosiły,
Iść do złotego miasta, gdzie go prowadziły.
71
Ozdoby, które piękną bramę ubierały,
Trochę się wydawały i występowały;
Wszytkie jej części zwierzchnie, wysokie i spodnie
Nakryły drogie perły i kamienie wschodnie.
Trzymały ją, na cztery rzędy rozdzielone,
Z jednego dyamentu filary zrobione;
Który jeśli prawdziwy, jeśli beł fałszywy387,
Nie wiem, toli388 się świecił i miał ogień żywy.
72
Po gankach się nad bramą często przebiegały
Piękne panny i nazbyt bezpiecznie389 igrały;
Które gdyby postępki miały poważniejsze,
Tyle dwojeby były podomno piękniejsze.
Wszytkie na sobie miały ubiory zielone
I wieńcami z różnych ziół głowy ozdobione.
Te go z ofiarowaniem i podług zwyczaju
Do rozkosznego w on czas prowadziły raju.
73
Zwać rajem miejsce może390, gdzie się urodziła
Słodka miłość i gdzie swe gniazdo założyła.
Wszystek tam wiek, wszystek czas po pysznych obiadach
Na tańcach, na grach albo trawią na biesiadach;
Myślenie czarnych włosów siwizną nie dwoi,
W sercu tam, jako żywo, troska nie postoi.
Niewczas tam nie ma miejsca, nie ma niedostatek,
Tam pełnem rogiem leje swe dary dostatek.
74
Tu, gdzie się zda, że zawżdy śmieje się wesoło,
Zawżdy pogodne kwiecień ukazuje czoło.
Ozdobieni na głowach rozkwitłemi wieńcy,
Różne zabawy mają panny i młodzieńcy:
Ten skacze, ten tańcuje, ten wytycha w cieniu,
Ten śpiewa przy ciekącem albo gra strumieniu;
Ci się wzajem całując w zapalone wargi,
Odkrywają sobie spół swe miłosne skargi.
75
Po wierzchu wielkich sosien391 i szerokolistych
Dębów i buków i lip gęstych, nieprzejźrzystych
Młode i niedorosłe Miłości igrają
I z zwycięstwa swojego pociech zażywają:
Ta sidło, ta sieć stawia, ta ciągnie łuk krzywy
I niepochybne strzały wypuszcza z cięciwy;
Ta na oślep bełt ostrzy, ta hartu żelescu
Przydawa, żeby mocniej uderzyć po miejscu.
76
Tu konia Rugierowi podano inszego,
Pięknego i dzielnego, siercią cisawego,
Na którem siodło drogie i rząd był bogaty,
Kamieniami sadzony; a pierwszy, skrzydlaty,
Co posłuszny staremu bywał Atlantowi,
Rozkazano pewnemu wieść masztalerzowi,
Aby go za Rugierem prowadził powolej
I nie czynił mu gwałtu i żadnej niewolej.
77
Wtem one piękne dziewki, które straszliwemu
Rugiera obroniły hufcowi brzydkiemu,
Który mu w jego drodze wstręt czynił przez dzięki392,
Kiedy się udał w góry w stronę z prawej ręki,
Tak mówiły: »Twe męstwo, rycerzu wspaniały,
»O któremeśmy siła z różnych miejsc słyszały,
»Czyni nam takie serce, że cię myślem użyć,
»Abyś nam w jednej sprawie naszej chciał posłużyć.
78
»Dojedziemy nadalej za małą godzinę
»Wielkiego bagna, które dzieli tę równinę,
»Do którego może być jeszcze równa mila,
»Gdzie mostu okrutnica strzeże Eryfila;
»Tych, którzy prześć na drugą stronę mają wolą,
»Łupi, kradnie i czasem zabiera w niewolą.
»Olbrzymka jest, a gębę i zęby ma szkapie,
»Łapy, by u niedźwiedzia, paznokciami drapie.
79
»Mało na tem, że droga i wszytka ta strona,
»Któraby beła wolna, kiedyby nie ona,
»Nie jest nigdy bezpieczna: częstokroć przez swoje
»Najazdy na ten ogród czyni niepokoje.
»I wiedz, że w brzydkiem hufcu, który wypadł z miasta
»Na cię, ma siła synów okrutna niewiasta.
»Nie wydawają w niwczem macierze synowie,
»Zbójcy, jako i ona, złodzieje, łotrowie«.
80
On na to: »O nadobne, o cne białe głowy!
»Nie jedenem bój tylko odprawić gotowy,
»Ale i sto gwoli wam, kiedykolwiek chcecie,
»I to wszytko uczynię, co mi rozkażecie.
»Nie przeto miecz i zbroję noszę, abym włości
»Posiadał albo złota dostawał z chciwości,
»Ale, abym mógł ludziom, którzy mię chcą użyć,
»Tem więcej pięknem pannom, jakoście wy, służyć«.
81
Rugierowi udatne dziewki dziękowały,
I z niem o onej sprawie wszytko rozmawiały,
Jadąc pospołu, gdzie ich był gościniec prosty,
Aż przyjechali na brzeg i na długie mosty
I ujźrzeli olbrzymkę we zbroi złoconej,
Szmaragi393 i pięknemi szafiry sadzonej. —
Alem was dłużej bawił, niżlim się spodziewał:
Jako się Rugier z nią bił, potem będę śpiewał.
Koniec pieśni szóstej.