VII. Pieśń siódma

Argument

Rugier gwoli nadobnem pannom w onę chwilę

Zwycięża dziewięsiłkę394, srogą Eryfilę.

Potem do labiryntu wstępuje ślepego,

W którem chytra Alcyna trzyma niejednego.

Melissa mu jego błąd wystawia na oczy

I ma z sobą nań tamże gotowe pomocy.

On się wstydzi swych błędów; potem, przestrzeżony,

Namawia się, jako ma uciec z tamtej strony.

Allegorye

Przez bój Rugierów z Eryfilą, niżli dojechał zamku Alcyninego, znać się daje, że miłość nie bywa nigdy bez kłopotu, a przez to, że ją Rugier zbił z konia, a nie zabił jej, pokazuje się, że w miłości spory i przeszkody zawsze być muszą. Rugier, który zdrów uchodzi, uciekszy, ukazuje, że jako przeciwko inszem wszytkiem grzechom trzeba iść potykać się i zwyciężyć je mężnie, tak miłości, której kto się imie, co raz to barziej wiecznie trzeba tył ukazować i zwyciężać ją samem uciekaniem.

1. Skład pierwszy

Ten, kto po świecie jeździ daleko od domu,

Widywa dziwne rzeczy, które kiedy komu

Powiada, przyjechawszy, ci, którzy słuchają,

I za łgarza go mają i nie dowierzają;

I lud prosty nie wierzy i uszy zatyka

Przed tem, czego nie widzi i palcem nie tyka.

I ja wiem, że ci, którzy nigdzie nie jeździli,

Mało albo nic pieśni mej będą wierzyli.

2

Nie przestanę ja śpiewać dla takiej przyczyny

I nie dbam nic o głupie i nikczemne gminy.

Niechaj u nich, jeśli tak chcą, będę fałszywy,

Bylem u was, co rozum macie, beł prawdziwy.

Wam ja śpiewam, wam się chcę samem przypodobać

I wiem, że się wam zwykły me prace podobać.

Na temem przedtem stanął, jako w onę chwilę

Strzegącą obaczyli mostu Eryfilę.

3

Zbroję na sobie z kruszcu wybornego miała,

Którą drogiem kamieniem osadzić kazała.

Beł w niej rubin, co płomień wydawał obfity,

Beł smarag, był hiacynt, były chryzolity395.

Na koniu dziewięsiłka396 brzydka, nie jeździła,

Ale sobie do jazdy wilka okróciła;

I na on czas bieżała na niem w wielkiem pędzie

Do mostu w drogiem siedle i w bogatem rzędzie.

4

W żadnej puszczy takiego niemasz, bo od dołu

Do wierzchu dobrze wyszszy beł wielkiego wołu.

Wędzidła mu — to dziwna! — w gębę nie włożyła:

Nie wiem, jako jej słuchał, jako go rządziła.

Zwierzchnia szata na zbroi najeźcy397 plugawej

Barwy, nie wiem, jako zwać, jakoby szarawej,

Takiem krojem, jakiego wiele używają

Prałaci co na dworze papieskiem mieszkają.

5

Miasto herbu zaś miała na tarczy brzuchatą

Wymalowaną żabę krótką a pękatą.

Panny, co w towarzystwie z Rugierem jechały,

Ujźrzawszy ją: »Onoż jest!« palcem ukazały.

Ona już była za most ku niem wyjechała;

Nie chcąc ich puścić, jako inszem czyniwała398,

Wołała na Rugiera, aby wzad powrócił;

On zaś wyzywając ją, do niej się obrócił.

6

Olbrzymka niemniej śmiała, niemniej popędliwa,

Przeciwko niemu bodła wilka, boju chciwa,

I tak, że ziemia drżała, biegła z wielkiem gniewem,

Mierząc do piersi mocnem Rugierowi drzewem399.

Ale on beł lepszy mistrz, bo lepiej wymierzył,

I właśnie ją pod szyszak trafił i uderzył,

Tak uderzył, że z siodła przez dzięki400 wypadła

I na ziemię na kilka łokci nazad padła.

7

Zbiwszy bohatyr z konia sprosną białągłowę,

Dobył miecza i chciał jej uciąć pyszną głowę;

I mógł to snadnie sprawić, bo jako zabita,

Leżała między trawą jędza jadowita.

Ale panny krzyknęły: »Nie bij, nie bij! Dosyć,

Żeś wygrał« i silnie poczęły go prosić,

Aby miecz schował i tę uprzątnąwszy trwogę,

Most przejechał i kończył rozpoczętą drogę.

8

Uczynił wszytko Rugier, co dziewice chciały,

Które się przykrą drogą przez las z niem udały.

Nie tylko, że kamieni była pełna, ale

Szła ciasno i wprost pod sznur ku wysokiej skale.

Skoro byli na wierzchu samem góry onej,

Wjechali w piękne łąki równiny przestronej,

Gdzie obaczyli pałac budowny, wysoki,

Jakiego w sobie nie ma świat, jako szeroki.

9

Wyszła była Alcyna z zamku i czekała

Przed bramą, gdzie Rugiera mężnego witała

Z twarzą401 pańskiej powagi, pańskiego pozoru,

Prowadząc go w pośrzodek bogatego dworu.

Ale i inszy wszyscy z takiem go witaniem

Przyjmowali, z taką czcią i ofiarowaniem,

Że kiedyby się do nich sam Bóg chciał ukazać.

Nie mogliby go barziej i czcić i uważać.

10

Nie stąd się pałacowi dziwować potrzeba,

Że nadeń piękniejszego pod okrągiem nieba

Nie najdzie, ale że w niem ludzie tak cnotliwi

I tak ludzcy mieszkali i tak dobrotliwi.

Więc i mało co różnie rozkwitłemi laty

I gładkością mieszkańce ma pałac bogaty;

Sama tylko Alcyna wszystkich zaś pięknością

Przechodzi, jako słońce gwiazdy swą jasnością.

11

Stan402 tak piękny i tak ma dobrze pomierzony,

Jaki tylko zmaluje malarz nauczony;

U długiej i na węzły powiązanej kosy

Lśniały się, jako złoto, jej żółtawe włosy.

Róże się, wychowane w sabejskich ogrodach403,

Z fiołkami rozeszły po gładkich jagodach;

Z gładzonych alabastrów ma wyniosłe czoło,

Którem po wszystkich stronach obraca wesoło.

12

Pode dwiema cienkiemi, czarnemi łukami

Są dwie oczy, ale je lepiej zwać gwiazdami,

Oczy, pełne litości, samy w się ubrane,

W których skrzydlata Miłość gniazdo ma usłane,

I widać prawie404 dobrze, kiedy z nich wychodzi

I łuk ciągnie i w serca widomie ugodzi.

Twarz dzieli nos tak piękny — wolę was nie bawić —

Że sama zazdrość nie wie, gdzieby go poprawić.

13

Pod niem wdzięczne, w niemniejszej zostawając chwale,

Są usta, w przyrodzone ubrane korale.

W nie dwa rzędy wybranych pereł zawierają

Słodkie wargi i kiedy trzeba, otwierają.

Skąd idą słowa, z szczerej złożone ludzkości,

Które zmiękczają serca nawiętszej twardości.

Tamże się i śmiech wdzięczny rodzi, co wydziera

Serca i kiedy zechce, ziemski raj otwiera.

14

Szyja biała, okrągła, śniegowi podobna,

A mleku zasię jest pierś pełna i ozdobna,

Z której się z alabastru dwie jabłka wydają,

Niedojrzałe i twarde, które tak igrają,

Jako więc pospolicie igrają w pogody

Na pierwszem brzegu wolnem wiatrem bite wody.

Dalej Argus405 nie przejźrzy, lecz znać, że się zgadza,

Co na wierzchu, z tem, co się kryjąc, nie wychadza.

15

Łokcie z swej sprawiedliwej nie wychodzą miary,

Ręka biała, przydłuższem406 wązka, z swemi dary,

Które ma od natury, nie mniej się pyszniła;

Z niej się węzeł i żadna nie wydaje żyła.

Naostatek poważnem krokiem depcą drogi

Białe, krótkie i suche i okrągłe nogi.

Przy anielskich pięknościach umysł wyniesiony

Nie chce się kryć i z swej się wykłada zasłony.

16

We wszytkich swoich częściach sidła postawiła,

Lub się śmieje, lub śpiewa, lub szła, lub mówiła,

I że w nich teraz uwiązł Rugier ułowiony,

Niemasz dziwu, jej wielką chęcią zniewolony.

To, co mu o niej drzewo świeżo powiadało,

Że chytra, że zdradliwa, pomaga mu mało;

Że tak piękny śmiech z zdradą chodzić w jednej sforze

Żadną miarą nie może, stoi przy uporze.

17

I rozumie, że słusznie Astolf pomieniony

Na brzegu onem od niej w mirt beł obrócony

Za niewdzięczność i jakie nieuszanowania

I że godzien więtszego, niż tego, karania.

Wszytkie przestrogi, które potrzebnie udawał,

Wszytko, co o niej przed niem mówił i powiadał,

Rozumiał za szczery fałsz, i że mu z chciwości

Z samej to pochodziło albo też z zazdrości.

18

Bradamantę, którą tak szalenie miłował,

Z serca i z myśli wszytkich zaraz wyforował,

Bo mu dawne Alcyna rany przez swe czary

Zgoiła i ogień w niem ugasiła stary,

Swą go tylko miłością teraz obciążywszy

I sama mu się w sercu głęboko wyrywszy,

Tak, że godzien wymówki Rugier, że lekkością

I że tam w ten czas zgrzeszył nieustawicznością.

19

U stołu się muzyki różne ozywały,

Instrumenty i lutnie i skrzypice grały,

Dźwięki wdzięczne powietrze słodką harmonią

Czasem razem, a czasem na przemiany biją.

Byli tam i ci, którzy przez śpiewanie głośne

Przypadki tak wesołe, jako i żałosne,

Miłości powiedali i co w poezye

Przybrane wymyślali trefne fantazye.

20

Bankiety, które Nina407 wielkiego synowie

I perscy pośledniejszy408 czynili królowie409,

I on tak sławny, który Kleopatra dała,

Gdy rzymskiego zwyciężcę410 hojnie częstowała,

Bełby tylko podobny temu, który swemu

Dała miłośnikowi Alcyna nowemu;

Pyszniejszy być nie może tam, gdzie w złotej czaszy

Jowiszowi pić daje Ganimed podczaszy.

21

Skoro drogie potrawy i stół poprzątnęli,

Siedząc wesołem kołem, grać te grę poczęli,

W której się wzajem w ucho cicho wszeptywają

I w tajemnicy, co chcą, sobie powiadają.

Nie puścili oboje darmo tej pogody

I odkryli swą miłość sobie bez przeszkody;

Naostatek zawarli to, wstawszy od stołu,

Iże mieli tej nocy być z sobą pospołu.

22

Dosyć prętko nad zwyczaj onej gry przestali,

Którą się inszych czasów dłużej zabawiali;

Wtem z lanemi świecami do izby wchodzili

Pacholęta i mroki ogniami pędzili.

Za przyściem ich i wszytkich od stołu powstaniem

Wstał też Rugier, a przed niem szło siła i za niem;

Tak do pewnego gmachu poszedł do pościeli,

Który za napiękniejszy i chłodniejszy mieli.

23

Dano zatem konfektów i dobrego wina,

Które tam zanieść przedtem kazała Alcyna;

Gdzie wypiwszy po kilku, nizko się skłonili

I dobrą mu noc dawszy, wszyscy odchodzili.

Rugier sam zostawiony, wlazł w drogie forboty411

I w pościel nauczonej Arachny412 roboty,

Co raz ucha na wszytkie strony nastawiając

I jeśli już Alcyna idzie, wyglądając.

24

Wznosi głowę na lada, by namniejsze rucho413,

Mniemając, że już idzie i wyciąga ucho.

Zda mu się, że coś słyszy, chocia nic nie słyszy,

I obaczywszy swój błąd, wzdycha w onej ciszy;

Czasem wstawa i idzie i drzwi kęs uchyla

I zagląda i zasię zna, że się omyła,

A co raz klnie godzinę, że mu nieżyczliwa

I że nierychło mija i że tak leniwa.

25

Często, że już musiała wyniść, praktykował414

I wiele było kroków od gmachu, rachował,

Gdzie leżał, gniewając się na długie czekanie,

Do tego, gdzie Alcyna miała swe mieszkanie.

Dziwne rozmysły w głowie tworzy i najduje,

Co to, co ją tak długo trzyma i hamuje;

Boi się jakiej nagle przypadłej przeszkody,

By go nie omyliły spodziewane gody.

26

Skoro po dosyć długiem czasie koniec dała

Drogiem piżmom, któremi się perfumowała,

Kiedy beł czas i słuszna nadeszła godzina,

Że wszyscy spali, że nic nie słychać, Alcyna

Cicho z swego pokoju sama tylko wyszła

I ważąc się pomału na to miejsce przyszła,

Gdzie w Rugierze nadzieja i bojaźń niemały

Czas utroskane myśli i serce mieszały.

27

Skoro ujźrzał namieśnik415 Astolfów nad sobą

Śmiejące się dwie gwiaździe z niebieską ozdobą,

Jakby mu z żył zażęta siarka416 szła ku górze,

Nie może się rozpostrzeć i zmieścić w swej skórze;

I dając obrok żądzej i zgłodniałej duszy,

Pływa w morzu rozkoszy aż po same uszy

I porwawszy się z łoża, na rękę ją bierze,

Ani chce czekać, aż się przynajmniej rozbierze.

28

Acz beła nocnej szaty swej na się nie wzięła,

Tylko się w lekką jakąś taftę417 uwinęła

Na koszulę tak piękną, że żadna piękniejsza

I cieńsza być nie mogła, ani subtelniejsza.

Gdy ją obłapił, to ta cienka, którą miała,

Opadła ją, że tylko w samem gźle418 została,

Które tak wszytkich członków kryło tajemnice,

Jako lilie kryją przejźrzyste śklenice.

29

Nigdy tak nie ściskają mocno pokręcone

Bluszcze drzewa, od siebie chciwie obłapione,

Ani macica swojej tyczy419, jako oni,

Zbierając na wargi z tchów owoc wdzięcznych woni,

Woni tak wdzięcznych, jakich ogrody sabejskie420

I hyblejskie421 i morze niema Erytrejskie422

Lepiejby sami o swych słodkościach umieli

Mówić, co często w gębie dwa języki mieli.

30

To rzeczy beły tajne i nic niewiedziane,

Albo jeśli wiedziane, przynajmniej milczane;

Bo zamilczywa cnoty, ale wyuzdany

Jest język ludzki, kiedy wie jakie przygany.

Wszyscy, którzy w bogatem pałacu mieszkali,

Rugierowi uczciwość wielką wyrządzali;

Wszyscy go czczą, szanują, wszyscy się kłaniają,

Wszyscy go, bo Alcyna tak chce, poważają.

31

Wszytkie w sobie uciechy ma pałac bogaty:

Tu się kilkakroć na dzień przebierają w szaty,

W szaty niejednem tylko urobione krojem,

Różnych barw i narodów różnych różnem strojem.

Tu bankiety są gęste, biesiady codzienne,

Łaźnie, sceny423, gonitwy i tańce odmienne;

Czasem sobie miłosne, dawne w chłodnym cieniu

Powieści powiadają, przy pięknem strumieniu.

32

Czasem w doliny, czasem w pagórki kwitnące,

Jadą z charty i szczują lękliwe zające;

Czasem wyżły ciekawe w chrósty zapuszczają

I w trawy, którzy płoche ptastwo wypędzają;

Jedni lepy i sidła i dwoiste poły424

Stawiają na drobniejsze ptastwa i kwiczoły;

Drudzy wędami ryby albo ciągną z wody

Mniejszą siecią, a czasem wielkiemi niewody.

33

Tak Rugier swych rozkoszy i wczasów używał,

Kiedy możny Agramant miast wielkich dobywał

Pod cesarzem, o którem czas mi co powiedzieć,

Także o Bradamancie nie wadzi wam wiedzieć,

Która żal niewymowny na sercu cierpiała

I swojego miłego czas długi płakała,

Kiedy widziała, pełna niewymownej trwogi,

Że go między obłoki niósł ptak czworonogi.

34

O tej wam pierwej powiem. Długo w one czasy

Jeździła, szukając go, przez puszcze, przez lasy,

Po rozmaitych miastach, po wsiach, po dolinach,

Po górach, po przestronych polach i równinach.

Nie mogła o niem nigdziej425 dostać wiadomości:

W tak wielkiej się oddalił od niej dalekości.

Do pogańskiego wojska częstokroć jeżdżała,

Ale się i tam o niem nic nie dowiedziała.

35

Na każdy się dzień pyta tego, to owego,

Żeby się mogła czego dowiedzieć pewnego;

Przez różne stanowiska to tu, to owo tu,

Z jednego do drugiego przechodzi namiotu;

Nadzieją się stroskana jakokolwiek cieszy,

Szuka go i gdzie jezni i gdzie beli pieszy;

Co wszytko pierścień czynił, tą mocą nadany,

Że kto go w gębie trzymał, nie mógł być widziany.

36

Aby miał zginąć, wiary dać nie może temu;

Zda się jej rozumowi przeciwna wszytkiemu,

Aby śmierć tak wielkiego człowieka być miała

Tajna i żeby tego wieść nie rozwołała426.

Nie może tego pojąć i naleść u siebie

W swej głowie, gdzie się bawi, czy tu, czy na niebie;

Toli427 przecię, tam i sam szukając go, jedzie,

A w towarzystwie z sobą żale i łzy wiedzie.

37

Nakoniec się namyśla w onej wątpliwości

Jechać tam, kędy leżą Merlinowe kości,

I wołać nań tak długo, ażby się zmiłował

Nad nią jego zimny grób i wypraktykował428

I dał jej pewną sprawę, jeśli Rugier żywy,

Jeśli go z tego świata los wziął nieżyczliwy;

Bo wiedząc pewne rzeczy, jużby się trzymała

Tej rady, któraby się najlepsza udała.

38

Tak chcąc uczynić dosyć temu zamysłowi,

Jechała między lasy ku Pontyerowi429,

Tam, gdzie na ostrej skale Merlina proroka

Odpoczywała w grobie śmiertelna zewłoka.

Ale uczona wiedma tak się w niej kochała,

Że jej od tego czasu z myśli nie spuszczała,

Którego jej przez dziwne sprawy czarownicze

Ukazała w jaskiniej jej przyszłe dziedzice.

39

A wiedząc, że z życzliwych przeznaczenia bogów

Wielkich być bohatyrów, a raczej półbogów

Matką miała, tych, którzy dziełami godnemi

Sławni i zawołani mieli być na ziemi,

Ma o niej pilną pieczą i wie prorokini,

Nie tylko to, co mówi, ale i co czyni.

O Rugierze wiedziała naprzód wyzwolonem,

I gdy się do Indyej obrócił, straconem.

40

Widziała, gdy niezwykłą, niebezpieczną drogą

I tak wysoko, że go ledwie dojźrzeć mogą,

Na twardoustem koniu i ubranem w skrzydła

Jechał, którego wściągnąć nie mogły wędzidła;

Wiedziała i to, jako gnuśniał w próżnowaniu,

W tańcach, we grach, w biesiadach, w długiem wysypianiu.

Więcej na swego króla już nie pamiętając,

Na swą dziewkę i na cześć się nie oglądając.

41

I takby był co lepszy kwitnącej młodości

Wiek rycerz wielki strawił w nikczemnej marności,

Aby beł potem razem i duszę i ciało

Stracił, jakoż już barzo do tego się miało;

I cześć jego i sława, która wiecznie słynie,

Chocia człowiek umiera, chocia ciało ginie,

I która grobu nie zna, jako inszych wielu,

Zginęłaby lub w pierwszem urwała się zielu.

42

Ale szlachetna wieszczka, która w onej dobie

Więcej o niem myśliła, niżli sam o sobie,

Do sławy i do cnoty chce go jakiem kształtem

Nawieść, a jeśli nie chce z dobrej woli, gwałtem:

Jako uczony lekarz, który wielkie razy

Leczy jady i ogniem, a czasem żelazy,

A chocia się z początku chorego namęczy,

Na ostatek uzdrowi i ranę uleczy.

43

Lecz Alcynę tak barzo beła zaślepiła

Zła miłość, że ni o czem nigdy nie myśliła,

Tylko o tem, żeby z niem nadłużej mieszkała,

W czem się z czarnoksiężnikiem Atlantem zgadzała;

Który wolał, żeby beł beze czci u świata

I bez sławy żadnej żył jak najdłuższe lata,

Niżby z nawiętszą sławą za jego opieku430

Miał mu być ujęty rok jeden z jego wieku

44

I dlatego go posłał na wysep431 spokojny,

Aby zapomniał bojów i surowej wojny;

A jako czarnoksiężnik rozsądny i stary,

Co wszytkie gusła wiedział, wszytkie umiał czary

Tak w miłości utopił myśli Rugierowe,

Tak w Alcynie smakował432 delicye nowe,

Żeby go nigdy z swego nie puściła dwora,

Choćby beł lat starego doczekał Nestora.

45

Teraz wracam się do tej, która, co się stało,

Mogła wiedzieć przez czary, i co się dziać miało.

Udała się i w drogę obróciła nową,

Chcąc się umyślnie potkać z córką Amonową.

Skoro ją Bradamanta błędna obaczyła,

Pierwszą troskę w nadzieję zaraz odmieniła;

A ta ją przywitawszy, wszytko jej odkrywa,

Jako Rugier z Alcyną wczasów swych zażywa.

46

Kiedy to utroskana dziewka usłyszała,

Ledwie żywa od żalu wielkiego została,

Widząc, że ją Alcyna do niego ubieży

I weźmie go jej, jeśli temu nie zabieży,

A nie zabieży prędko. Ale ją cieszyła

I plastr, gdzie ją bolało, wiedma przyłożyła,

Obiecując z przysięgą, że od niej wybawi

Rugiera i że go jej za kilka dni stawi.

47

»Jeśli — prawi — przy sobie masz on pierścień dziwny,

»Który jest wszytkiem gusłom i czarom przeciwny,

»Nic nie wątpię, że gdzie go z sobą będę miała

»Tam, kędy twój Alcyna skarb opanowała,

»Pewnieć z sobą twojego miłego przywiodę,

»I wiem, że nie omylę, że cię nie zawiodę:

»Dziś wieczorem, wszak drogi nie trzeba mi pytać,

»Wynidę, a tam stanę, skoro pocznie świtać«.

48

Potem jej powiadała wszytko onej doby,

Jakiemi go śrzodkami, jakiemi sposoby

Miała z onych rozkoszy i wczasów z Indyej

Uwieść i wrócić się z niem znowu do Francyej.

Wszytko, co chciała, była uczynić gotowa

I pierścień zdjąwszy z palca córa Amonowa,

Dała go jej i serce by jej rada dała,

By miłego swojego tylko ratowała,

49

Prosząc, aby jej z swojej z Rugierem opieki

Nie puszczała, któremu tysiąc w długie wieki

Zdrowia i tysiąc szczęścia przez nię posyłała;

Potem się do Prowence433 w drogę obracała.

Wiedma także w swą drogę, różną od niej poszła,

Ażeby co naprędzej poselstwo odniosła;

Zdobyła się, nie wiem gdzie, na konia wszytkiego

Okrom nóg, które były cisawe, czarnego.

50

Podomno beł jaki duch zły z piekła wyzwany,

Lub latawiec do onej posługi obrany.

Na niem jechała bosa z włosami długiemi,

Na wiatr rozpuszczonemi i rostarganemi;

Ale wprzód pierścień z palca zdjęła i schowała,

Aby przezeń w swych czarach przekazy434 nie miała.

I tak prętko bieżała, że ranej godziny

Przyjechała do wyspy bogatej Alcyny.

51

Tam się foremnie435 w postać inszą odmieniła,

Wzrostu sobie na piędź i więcej przyczyniła,

Członki miąższe sprawiła, właśnie takiej miary,

Jakiej mniemała, że beł czarnoksiężnik stary,

On czarnoksiężnik, który Rugiera miłował

I który go z dziecięcia małego uchował.

Długą brodą sobie twarz przyodziała, którą

Okryła razem z czołem pomarszczoną skórą.

52

Tak go twarzą, tak wzrostem, tak mową trafiła,

Tak go dobrze postawą wszytką wyraziła,

Że z niej beł własny436 Atlant stary, jako chciała.

Potem utaiwszy się cicho, pilnowała,

Aż się jednego czasu zdarzyła godzina,

Której swego kochanka odeszła Alcyna;

Jakoż za wielkiem szczęściem tej sprawie pomogła,

Bo pół godziny wytrwać bez niego nie mogła.

53

Jako jej było trzeba, zastała samego,

Z poranku miłych chłodów zażywającego

Przy pięknej strudze, która z pagórku płynęła

I w małem, czystem blizko jeziorku ginęła.

Ubiór na niem bogaty i dosyć beł strojny,

Próżnowaniu i miękkiem zabawom przystojny,

Który beł Alcyninych własnych rąk robota,

Utkany to z jedwabiów, to z ciągłego złota.

54

U szyje mu na piersiach wisiało noszenie437,

W którem były bogate i drogie kamienie,

Na ręku, przedtem męskich, a teraz kądziele

Godnych, nieprzepłacone lśniały się manele438.

Obudwu uszu koniec miał od niej przekłuty

I złotemi, cienkiemi przepędzony dróty,

U których przeźrzoczyste dwie perle wisiały,

Jakich indyjskie kraje bogate nie miały.

55

Włosy nosił w pierścienie ukędzierzawione,

Mokre z drogich zapachów, piżmami skropione,

Obyczaje i postać, jako miłośnicy

I gachowie i miękcy mają zalotnicy.

Wszytek beł popsowany, a zgoła zdrowego

Nic w niem nie było, okrom imienia samego.

Tak beł Rugier od wieszczki w on czas naleziony

I tak barzo od siebie wszytek odmieniony!

56

W postaci mu się własnej chytra Atlantowej

Ta wiedma ukazała i w twarzy surowej,

Którą więc zawżdy Rugier w pierwszej swej młodości

W poważeniu i wielkiej miewał uczciwości,

Z wzrokiem groźnem, gniewliwem i z fukiem439 wspaniałem,

Jakiego się bał, kiedy beł dziecięciem małem.

»Takąm — prawi — pociechę obiecował sobie

»Za prace i staranie, którem miał o tobie!

57

»A dla tegożem ja to śpikami cię lwiemi

»A miasto mleka mózgi karmił niedźwiedziemi?

»Dla tegom cię, gdyś począł wyrastać z dziecięcia,

»Wprawował najsroższego nie bać się źwierzęcia,

»Węże dusić po jamach, po lesiech i z gęby

»Wydzierać dzikiem wieprzom kły i ostre zęby,

»Abyś tak wychowanem i tak wyćwiczonem

»Będąc, nakoniec został Alcyny Adonem440?

58

»Toli to jest, w czem mię tak nieba upewniały

»I co mi przyrzekały i obiecowały

»Odpowiedzi, proroctwa i upilnowane

»Gwiazdy i różne wróżki441 i sny wykładane

»I badania tajemne zwierzęcych wnętrzności,

»Na którychem wiek strawił aż do tej starości,

»Że skorobyś jedno beł w słusznem swojem lecie,

»Nie miałeś mieć w dzielności równego na świecie?

59

»Zaprawdę tego dobre zakładasz początki,

»Gdy tu mężnych dzieł pierwsze ukazujesz wątki!

»Przejdziesz, widzę, niedługo dawne wojowniki:

»Aleksandra, Julego, zwyciężcę Afryki!

»Ktoby się beł spodziewał słyszeć tej nowiny,

»Żebyś się niewolnikiem uczynił Alcyny,

»Ażeby to widziano, żeś u niej w niewolej,

»Na szyi i na ręku masz łańcuch z jej wolej!

60

»Jeśli cię cześć nie rusza własna i cne sprawy,

»Na które cię niebieski obrał los łaskawy,

»Czemu zajźrzysz i czemu umykasz własnemu

»Dobra naznaczonego potomstwu swojemu?

»Czemu przez cię ma czysty żywot być zamkniony,

»Który z wyroków wiecznych, twojem napełniony

»Nasieniem, ma ród z siebie wydać zawołany,

»Który wiecznie w swej sławie ma trwać bez odmiany?

61

»Nie broń szlachetnem duchom swemi uporami,

»Które między wiecznemi zrosły ideami,

»Aby na się nie miały zwierzchniego brzemienia

»Wziąć z drzewa, które z twego wyróść ma korzenia.

»Niech nie giną tryumfy, któremi synowie

»I wnukowie i zacni twoi potomkowie

»Mają przez nalezione od cnoty sposoby

»Przywrócić włoską ziemię do pierwszej ozdoby.

62

»Do czego nie tylko cię mają zacne duchy

»Pobudzać, które z wiecznych wyroków otuchy

»Z twego rodnego drzewa wyszedszy, wielkiemi

»Dziełami sławni, będą panować na ziemi,

»Ale dwie tylko dusze, dwu braciej rodzonych,

»Alfonsa z Hipolitem, którzy czasów onych

»Wszytkich miną, od pięknej wzbudzeni ochoty,

»Przez wszytkie stopnie, które prowadzą do cnoty.

63

»O tychem ci obu zwykł beł powiadać więcej,

»Niżli o wszytkich innych z twojej krwie książęcej,

»Że ci miedzy wszytkiemi twemi potomkami

»Nazacniejszy mają być sławą i cnotami,

»I żem w tobie doznawał nawiętszej pilności

»W słuchaniu, kiedym ci ich powiadał dzielności,

»I wiem, jakoś się cieszył, że bohatyrowie

»Tak wielcy mieli być krwie twojej potomkowie.

64

»Co ta twoja kochanka ma, czego nie mają

»Insze wszytkie, które się w zamtuzie442 chowają?

«Mniemasz, żeś ty sam jeden? Siłaż twa bogini

»Ma inszych, z któremi toż, co i z tobą, czyni?

»Ale żebyś ją poznał i dał temu wiarę

»Wszytkiemu, kto ona jest, zdym443 z niej wprzód maszkarę444:

»Weź ten pierścień na palec i tak z niem pódź do niej,

»A potem się, jako jest piękna, dowiesz o niej«.

65

Rugier na ony słowa stoi, zawstydzony,

Nie wie, co rzec, wzrok w ziemi trzyma utopiony;

Wtem mu wiedma na palec pierścień włoży mały,

Zaczem wszytkie go czary zaraz odbieżały.

Skoro przyszedł do siebie, tak beł zasromany,

Tak na się i sromotę swoję rozgniewany,

Żeby rad beł, żeby go w ziemię zakopano

Na sto łokci, by go w twarz tylko nie widziano.

66

Skoro tego uczona wiedma domówiła,

We mgnieniu oka na się swą postać włożyła;

Bo Atlantowej więcej było nie potrzeba,

Sprawiwszy, po co przyszła i co było trzeba.

Jeszczem wam nie powiedział o tej białejgłowie,

Jako jej imię własne; wiedźciesz, że się zowie

Melissa, co się teraz cnemu objawiła

Rycerzowi i po co przyszła, oznajmiła,

67

Wyprawiona do niego od pięknej dziewice,

Pełnej ustawicznego żalu i tesknice,

Po to, aby go z pęta tego wyzwoliła,

Które nań przez swe czary Alcyna włożyła.

I żeby w więtszej wadze, więtszej beła ceny

U niego, wzięła postać Atlanta z Kareny445;

A teraz przywiódszy go do zdrowia, życzliwa,

Wszytko mu chce powiedzieć, wszytko mu odkrywa.

68

»Dziewka — powiada — która za swe życzliwości

»Godniejszaby daleko twej była miłości,

»I którejeś, jeśli to masz jeszcze w pamięci,

»Wolność swoję powinien, przy swej zwykłej chęci

»Ten ci pierścień od siebie oddać mi kazała,

»A i sercećby była swe rada posłała,

»Kiedyby się do twego zdrowia przydać mogło,

»I kiedybyć, jako ten pierścień, co pomogło«.

69

To rzekszy, Rugierowi potem ukazuje,

Jako go miłowała i teraz miłuje,

I jej przeciwko niemu szczerość, więc zabawy

I sławę i dzielności i jej zacne sprawy;

I takich z niem sposobów na on czas używa,

Tak ostrożnego posła kresy446 zachowywa,

Że sobie tak omierził i zbrzydził Alcynę,

Jako węża jakiego lub jaką gadzinę.

70

Brzydzi się, co ją przedtem tak barzo miłował.

Ale niechby się temu żaden nie dziwował,

Bo tę miłość przeciw niej czary sprawowały,

Które, kiedy miał pierścień, już mocy nie miały.

Ale się za pierścieniem i to pokazało,

Że cokolwiek pięknego w niej się najdowało,

Cudze było i nie jej, a teraz piękności

Poszły i same tylko zostały sprosności.

71

Jako więc pospolicie często dziecię małe,

Kiedy schowawszy jabłko piękne i dojźrzałe,

Zapomni go — jakoż to bywa rzecz nie nowa —

I zaś z trafunku przydzie tam, gdzie je zachowa,

A zastawszy je zgniłe, barzo się dziwuje,

Że je inaksze, niż go odeszło, najduje,

I co się w niem kochało, co mu było miłe,

Uderza je o ziemię, kiedy widzi zgniłe:

72

Tak Rugier, wróciwszy się na on czas z kwapieniem

Do Alcyny, posłuszny swej wieszczce, z pierścieniem,

Który, kto ma na palcu, czary mu nie szkodzą,

I na nic się, choć je kto czyni, nie przygodzą,

Miasto tej, jakiej odszedł, teraz, gdy za radą

Melissiną się do niej wrócił, tak szkaradą447,

Tak ją sprosną zastawa, że nie wierzy, aby

Na świecie były starsze i szpetniejsze baby.

73

Twarz bladą, wyschłą miała, okrytą zmarskami,

A głowę zaś rzadkiemi, siwemi włosami;

Wzrost sześci piędzi spełna nie przechodził, z gęby

Wszytkie jej beły zgoła już wypadły zęby.

Hekubę i Sybillę laty przechodziła

I żadna dłużej nad nię niewiasta nie żyła;

Ale skryte tem wiekom nauki umiała,

Któremi się zdała być gładka i młodniała.

74

Przez te się zdała piękna i młoda nauki,

Czem Rugiera i insze zwodziła nieuki;

Ale pierścień otworzył i wyłożył karty,

W których się utaiwał długo fałsz zawarty.

Przeto nie przypisujcie żadnemu dziwowi,

Że tak prętko wypadła z serca Rugierowi,

Bo widzi, że tak szpetna i już z żadnej miary

Nic mu szkodzić nie mogą jej gusła i czary.

75

Ale jako radziła wieszczka, w tej postawie

Że ją sobie omierził, nie dał znać na jawie,

Aż wszytkie członki okrył, co było zarazem,

Zbroją i zaniedbanem już dawno żelazem;

I aby u Alcyny nie wszedł w podejźrzenie,

Uczynił wynalazek i nowe zmyślenie,

Że chciał spróbować, jeśli utył w onej dobie

Od tego czasu, jako nie miał go na sobie.

76

Ubrawszy się we zbroję, opasał bok twardą

— Tak jego szablę zwano — swoją Balizardą448

I wziął puklerz, jeśli go znacie, dziwnej mocy,

Który wzrok odejmował i blaskiem ćmił oczy,

Nie tylko oczy, ale i pamięć i zmysły,

Że się zdało, że wszytkie z głowy zaraz wyszły;

Wziął go, w zwykły pokrowiec jego uwiniony,

I tak go niósł na sobie, przez się zawieszony.

77

Potem szedszy do stajnie, wziął konia jednego

I osiodłał go sobie, wszytkiego wronego.

Tego mu sama w on czas Melissa obrała,

Bo jako beł zbyt rączy i dzielny, wiedziała

I znała go: imieniem Rabikan449 rzeczony,

Który tam beł pospołu z grofem zaniesiony

Na wielkiem wielorybie, co teraz ujęty

I obrócony w drzewo, wiatrom czyni wstręty.

78

Mógł wziąć i hipogryfa i uwieść go z dwora,

Co go od Rabikana dzieliła przywora450;

Lecz wiedma rzekła, żeby na niem się nie puszczał,

Kiedy z chłopem uciekał, kiedy stwardouściał.

Do tego Rugierowi to obiecowała,

Że go nazajutrz z kraju tego uwieść miała

I dostawszy go, munsztuk przybrać mu powolej,

Żeby go słuchał i tej nie miał z niem niewolej.

79

Więc jeśli go nie weźmie, nic się nie domyśli

Alcyna, że chce uciec, jako sobie myśli.

Uczynił wszytko Rugier, co Melissa chciała,

Która mu, niewidoma, do ucha szeptała.

Tak za radą życzliwej onej czarownice

Zostawuje pałace starej nierządnice

I cicho się przybliża i do bramy jedzie,

Która do Logistylle prostą drogą wiedzie.

80

Z dobytą szablą na straż wpadł, niespodziewany,

Jednych pobił, a drugiem pozadawał rany;

I uprzątnąwszy ten wstręt, gdzie gościniec prosty

Prowadził w jego drogę, przejechał przez mosty,

I niż się dowiedziała wszytkiego Alcyna,

Daleko się oddalił — ale już godzina

Minęła: dalej powiem, jako onej chwile

I którędy przejechał do cnej Logistylle.

Koniec pieśni siódmej.