XIII. Pieśń trzynasta
Argument
Dziewka, co królewica szkockiego miłuje,
Orlandowi się na swe nieszczęście żałuje,
Który zbójcę zabija, co ją poimali
I co ją między lasy w jaskiniej chowali.
Bradamanta się szukać Rugiera wybiera
Do pałacu, gdzie Atlant więźnie swe zawiera,
Ale samej tam zostać nakoniec przychodzi.
Agramant wojska swoje przed Paryż przywodzi.
Allegorye
Niewierność Odorykowa przeciwko Zerbinowi napomina nas, abyśmy i samem sobie nie ufali przeciwko pochlebstwu niewiernej miłości. Przez Bradamantę, która mając tak wiele przestróg od Melissy, dala się wciągnąć do pałacu Atlantowego, daje znać, że trudno się mają wykonać najlepsze rady, kiedy gwałtowna miłość opanuje serca nasze.
1. Skład pierwszy
O jako wielkie szczęście rycerze miewali
Za onych dawnych wieków, którzy najdowali
Częstokroć w głuchych lesiech, w bezludnych pustyniach,
W mieszkaniu dzikich źwierzów, w jamach i w jaskiniach
To, co ledwie dziś w wielkich pałacach najdują
Ci, którzy w tem rozsądek dobry pokazują:
Panny, któremby słusznie w ich świeżej młodości
Mógł doskonałej tytuł należeć gładkości.
2
Wyszszejem wam powiedział, jako w onej ciemnej
Nalazszy pannę Orland jaskiniej podziemnej,
Pytał jej, od kogo tam beła zawiedziona;
Teraz idąc do rzeczy, tak mówię, że ona
Po niejednem głębokiem westchnieniu ze łzami,
Częstem rozerwanemi łykaniem713 słowami,
Jako nakrócej mogła, wszytko powiadała
I Orlandowi swoje żale wykładała:
3
»Wiem, o zacny rycerzu, że mi się dostanie
»I za tę moję mowę odniosę karanie,
»Bo ta tak, jako zwykła, o naszej rozmowie
»Wszytko temu, co mię tu zamyka, wypowie;
»Ale niech będzie, co chce: choć znacznem kłopotem,
»Choć tego naostatek przypłacę żywotem,
»Wszytkoć powiem prawdziwie z początku, bo czego
»Mam się krom śmierci, nędzna, spodziewać od niego?
4
»Izabellą714 mię zową, któram nieszczęsnego
»Córką była możnego króla galickiego,
»Mówię, byłam: terazem nie jest więcej ona,
»W nędzy, w żalu, w nieszczęściach wszytkich pogrążona!
»Co jednak wszytko poszło z niezbednej715 miłości,
»Która więc pospolicie zda się, że z słodkości
»Swojej hojnie na pierwszem początku udawa,
»Ale się źle każdemu nakoniec nadawa.
5
»Szczęśliwiem i w dostatku wielkiem przedtem żyła,
»Młodąm, gładką, bogatą i uczciwą była;
»Terazem zubożała, terazem spodlała,
»Teraz nanieszczęśliwszą na świecie została!
»Ale abyś mógł wszytko dostatecznie wiedzieć,
»Chcę przyczynę mej nędze z korzenia powiedzieć;
»A choć mię w niej podomno potem nie ratujesz,
»Z tego się cieszyć będę, że mię pożałujesz.
6
»W Bajonie od mojego ojca zawołane
»Gonitwy, już rok minął, były wywołane,
»Na które wieść, która to wszędzie rozgłosiła,
»Z różnych krajów rycerze do nas sprowadziła;
»Z tych, lub to moja miłość ku niemu sprawuje,
»Lubo się dzielność sama przez się ukazuje„
»Nad wszytkie insze na nich pierwszy Zerbinowi,
»Szkockiemu przyznawali dank716 królewicowi.
7
»Który jako skoro wszedł w szranki do gonienia
»I ujźrzałam rycerskie jego doświadczenia,
»Sama nie wiem, jakom się go rozmiłowała
»I żem już więcej swoja nie była, poznała;
»A choć mię jego miłość w tę nędzę wprawiła,
»Tem się, nieszczęsna, cieszę i będę cieszyła,
»Żem serce swoje całe skłoniła do tego,
»Nad którego na świecie niemasz godniejszego.
8
»Nad wszytkie insze pany, nie tylko gładkością
»Zerbin beł nazacniejszy, ale i dzielnością;
»Ilem też mogła po niem poznać, pokazował,
»Że niemniej, jako go ja, szczerze mię miłował.
»Beł i ten, przez którego wzajemnej miłości
»Odkrywaliśmy sobie tajemne skrytości;
»Bo chocia rozdzieleni od siebie miejscami,
»Zawżdyśmy byli z sobą złączeni sercami.
9
»Skoro się one sławne gonitwy skończyły,
»Na zad do szkockich krajów odjechał mój miły.
»Jeśliś kiedy, rycerzu, skosztował miłości,
»Wiedzieć możesz, w jakiejem została żałości.
»Ale i on, jako wiem, niemniej beł wzajemnie
»Żałosny, kiedy już miał odjechać odemnie;
»I nie czynił swej żądze inakszej obrony
»Jeno, że mię chciał z sobą zawieźć w swoje strony.
10
»Iż wielką w tem przeszkodę uznawał z tej miary,
»Że on był chrześcijanin, ja pogańskiej wiary,
»Boby mię mu mój ociec nie dał był za żonę,
»Ukradkiem mię umyślił uwieźć w swoję stronę
»Z ojczyzny mej Bajony, co między polami
»Zielonemi nad morzem leży pod górami,
»Gdziem ja ogród na brzegu miała, skąd na dworze
»Stojąc mógł widzieć wszytko, jako trzeba, morze.
11
»Rozumiał to ustronne miejsce i osobne
»Do wykonania swych być zamysłów sposobne
»I dał mi znać przez śrzodek717 znajomej osoby,
»Jakiemi mię bezpiecznie mógł uwieźć sposoby,
»Jako u świętej Marty718 dobrze sporządzony
»Zostawił ludem zbrojnem okręt osadzony,
»Który Odorykowi Biskalijczykowi
»Zlecił, w rzeczach wojennych wielkiemu mężowi.
12
»A nie mogąc sam tego swą osobą sprawić
»Dlatego, że go ociec podeszły wyprawić
»Na odsiecz Paryżowi miał obleżonemu,
»Chciał go Odorykowi polecić swojemu,
»Którego być rozumiał nasposobniejszego
»Między swemi do tego i najwierniejszego;
»Jakoż miał być ten, jeśli dobrodziejstw tak wiele,
»Jako on wziął od niego, czynią przyjaciele.
13
»Ten miał w dzień naznaczony na zbrojnem okręcie
»Pojechać i wykonać jego przedsięwzięcie;
»Jam też zamierzonego kresu pilnowała
»I z zamkum do ogrodu umyślnie jechała.
»Odoryk wtem, mając już od spólnego szpiega
»Wiadomość, żem tam była, w ciemną noc do brzega
»Okręt przybił pod miasto i wysiadszy z wody,
»Poszedł cicho z kilkąset zbrojnych pod ogrody.
14
»Stamtąd mię do okrętu do morza porwano
»Pierwej, niżli się o tem w mieście dowiedziano.
»Ludzie moje bezzbrojne i nagie pobili,
»Drudzy pouciekali i pouchodzili;
»I tych beło niemało, których poimali,
»I tak z niemi i ze mną razem ujechali.
»Jam wesoła ojczyznę miłą zostawiała,
»Tusząc, żem się z mem miłem prętko cieszyć miała.
15
»Ledwie co beł nad Mondzią719 okręt nieścigniony,
»Kiedy na nas szalone przyszły z prawej strony
»Wiatry, które powietrze jasne zamieszały
»I morskie nawałności pod niebo ciskały.
»Gniewliwy Auster coraz z więtszą siłą wstaje
»I panem oceanu wielkiego zostaje;
»Żeglarze potrwożeni, mało pomagają,
»Choć mu raz tył, drugi raz sztabę720 obracają.
16
»Nie pomogły zebrane żagle, zdjęte maszty
»I na wierzchu wysokie rozrzucone baszty721,
»Bo nakoniec wpędził nas tam, gdzie ostre skały
»Niedaleko Rocelle722 wierzch ukazowały;
»I by się beł nad nami sam Bóg nie zmiłował
»Abo wichru nie wściągnął i nie uhamował,
»Nie było już żadnego prawie podobieństwa
»Z onego tak strasznego uść niebezpieczeństwa.
17
»Odoryk się do tego sposobu udawa,
»Który się w takiem razie nie zawsze nadawa:
»W bat mały, uwiązany z okrętu, mię puszcza
»I sam się weń z inszemi dwiema za mną puszcza;
»I drudzy się do batu cisnęli za niemi,
»Ale ci, którzy naprzód wskoczyli, ostremi
»Mieczami ich od siebie daleko trzymali
»I bojąc się obciążyć, linę ucinali.
18
»Jako Bóg chciał, my wszyscy, którzyśmy w bat wsiedli,
»Zdrowośmy z szturmu uszli i na brzeg wysiedli;
»Inszy wszyscy, na cośmy patrzyli, zginęli
»I z okrętem rozbitem w morzu utonęli.
»Jam wysiadszy na ziemię, wiecznej dziękowała
»Nieskończonej dobroci, żem żywa została
»I zdrowa zachowana od szturmu morskiego,
»Żem jeszeze mogła widzieć Zerbina mojego.
19
»Chociam złoto i perły i klejnotów siła
»I wszytkie swe w okręcie szaty zostawiła,
»Kiedy mi o Zerbinie nadzieja została,
»Nicem, że wszytko morze pożarło, nie dbała.
»Tam, kędyśmy wysiedli, żadnegośmy szlaku
»Ludzkich stóp nie widzieli i żadnego znaku
»Krom góry, której nogi morze, a wysoki
»Wierzch głowy i zielone wiatry tłukły boki.
20
»Tu dopiero na nasze złe zawżdy gotowa
»Miłość, która nikomu nie dotrzyma słowa
»I zawsze o tem myśli, jakoby jej wyszły
»Jej chytrości, i nasze zmieszała zamysły,
»Moje wszytkie nadzieje w niwecz obróciła
»I dobre w złe, pociechy w żale odmieniła;
»Bo od tego beł Zerbin zdradzony, którego
»Rozumiał między swemi być najwierniejszego,
21
»Lubo mię jeszcze przedtem pożądał w okręcie,
»Jeno że taił ono swoje przedsięwzięcie,
»Lub go w ten czas dopiero zagrzały chciwości,
»Kiedy miejsce upatrzył w takiej osobności,
»Umyślił tamże zaraz swoje wyuzdane
»Wole do skutku przywieść nieuhamowane;
»Ale pierwej jednego wysłać w onej chwili
»Chciał od siebie z tych, którzy w bacie z nami byli.
22
»Jeden beł Szot, Almoni, który Zerbinowi
»Zawżdy się zdał być wiernem i Odorykowi;
»Od niego beł na on czas pilnie zalecony,
»Kiedy go wyprawował do mnie do Bajony.
»Tego przyzwał do siebie i począł z niem radzić,
»Mówiąc, że nie przystało pieszo mię prowadzić
»I żeby szedł i dostał konia albo wozu
»Dla mnie lubo do jazdy, lubo do powozu.
23
»Almoni, co się tego nic nie bał, poważał
»Odorykowę radę i jako rozkazał,
»Do miasta szedł blizkiego zaraz onem czasem,
»W mili wielkiej za gęstem leżącego lasem.
»Skoro odszedł Almoni, Odoryk onemu
»Umyślił swe zamysły objawić drugiemu,
»Częścią, że go nie mógł zbyć, gdy go wyprawował,
»Częścią, że sobie o niem siła obiecował.
24
»Ten drugi, który został z nami, beł nazwany
»Koreb z Bilby723, który beł z tem to wychowany
»Odorykiem pospołu z dziecięcia małego
»W jednem domu; jemu się zamysłu swojego
»I zawzięcia724 onego zły człowiek powierzył,
»Tusząc, że mu w tem przeczyć nie miał, i tak wierzył,
»Że więtszem przyjacielem miał być tak dawnemu
»Znajomemu swojemu, aniż uczciwemu.
25
»Ale Koreba, który człowiek beł cnotliwy,
»Inakszego w tem nalazł zmiennik niewstydliwy,
»Aniżli się spodziewał; zdrajcą go nazywał,
»I jako nagorszych słów na niego używał.
»Zaczem oba zagrzani wielkiemi gniewami
»Skoczyli przeciw sobie z gołemi broniami.
»Ja na miecze dobyte srodzem się strwożyła
»I od nich uciekając, w lasem się puściła.
26
»Odoryk, który beł mąż wielki i bojowi
»Przywykły, tak beł ciężki zaraz Korebowi,
»Że go za umarłego zostawił na ziemi,
»A sam się za mną puścił tropami mojemi.
»Ja wierzę, że mu miłość sama pomagała
»I żeby mię dogonił, skrzydła mu przydała
»I słów go i łagodnej mowy nauczała,
»Żebych była na jego prośbę pozwalała.
27
»Ale wszytko daremnie, bom się tak uparła,
»Żebym radniej725 na miejscu zarazem umarła,
»Niż na to pozwoliła. On widząc, że prośby
»I pochlebstwa i wszytkie próżne beły groźby,
»Obrócił się do gwałtu i odkrytej mocy.
»Jam mu, prosząc go z wielką pokorą, na oczy
»Wyrzucała, iż mu tak dufał i wierzył
»Mój Zerbin, że mu się mnie kochanej powierzył.
28
»Potem widząc, że prośby skutku me nie miały
»Żadnego i wszytkie mię nadzieje mijały
»I że coraz szedł na mię barziej zapalony,
»Właśnie tak, jako niedźwiedź, głodem przemorzony,
»Broniłam się rękami, broniłam nogami,
»Używałam paznogciów, kąsałam zębami;
»Twarzem mu podrapała, brodem mu wyrwała,
»A jakom jedno mogła, nabarziej wrzeszczała.
29
»Lub to szczęście lub moje wołanie sprawiło,
»Które w on czas daleko usłyszane było,
»Lubo, że gdy się okręt rozbije i tonie,
»Zewsząd więc dla korzyści bieżą ku tej stronie:
»Wielkąm gromadę ludzi na górze ujźrzała,
»Która prosto do morza i do nas bieżała.
»Odoryk też, jak skoro z daleka ich zoczył,
»Uciekając do lasa, odemnie poskoczył.
30
»Ci mię, rycerzu, onej obronili doby
»Od złego zdrajcę, ale takiemi sposoby,
»Jako kiedy kto według przypowieści rzecze,
»Że przede dżdżem gwałtownem pod rynnę uciecze.
»Prawda, że nie we wszytkiem jestem nieszczęśliwa
»I ich wola nie jest zła i do końca krzywa,
»Bo jeszcze mej osoby dotąd nie zgwałcili;
»Nie, żeby to z dobroci i cnoty czynili,
31
»Lecz, że jeśli mię panną, jakom jest, oddadzą,
»Za więtsze mię pieniądze i drożej przedadzą.
»Już to dziewiąty miesiąc, jakom utrapiona,
»W ziemi i w tej jaskiniej żywo pogrzebiona,
»Wszytkiem nadzieje o swem Zerbinie straciła,
»Bo jakom się niedawno z ich słów domyśliła,
»Chcą mię przedać albo już przedali kupcowi,
»Który mię na wschód słońca ma wieźć sułtanowi«.
32
Tak Izabella w on czas grabi powiadała,
A mowę swą wzdychaniem częstem rozrywała,
Żeby była pobudzić mogła do litości
Tygry i dzikie źwierze najwiętszej srogości.
A wtem, kiedy tak swoje żale odmawiała
I sobie ich rozmową oną ulżywała,
Pod dwadzieścia człowieka, jedni z berdyszami726
W jaskinię nagle weszli, drudzy z oszczepami.
33
Starszy ich miał srogą twarz, jedno tylko oko,
Wzrok straszliwy, ponury, a patrzał rozoko727;
Na drugie nic nie widział, bo mu je wyjęto,
Kiedy mu nos pospołu z policzkiem odcięto.
Ten zajźrzawszy w jaskiniej Orlanda mężnego,
Z Izabellą przed ogniem rozmawiającego,
Obróci się do swoich: »Tom temu ptakowi
»Nie kładł sidła, a widzę, że się wnet ułowi!«
34
Potem rzekł do Orlanda: »Nigdy — prawi — jeszcze
»Potrzebniejszy nie przyszedł nad cię na to miejsce.
»Jeśliś się sam domyślił, jeślić kto powiedział,
»Wiedzieć nie mogę; ale znać, żeś się dowiedział,
»Że mi beło potrzeba takiej właśnie zbroje,
»I te szaty żałobne trafią mi się twoje.
»Prawieś w czas przyszedł mojej dogodzić potrzebie,
»Widzę, że się na wszytko zdobędę u ciebie«.
35
Rozśmiał się gorzko Orland i krótko onemu,
Wstawszy na nogi, zbójcy powiedział starszemu:
»Ja się z tobą o zbroję do słowa starguję
»I pieniędzyć poczekam, bo ja rad borguję«.
To mówiąc, na ognisku porwał rozpaloną
Wielką głownią i tak ją posłał wyciśnioną
Z dymem społem i z ogniem i zbójcę ugodził
Tam, gdzie się nos z obiema powiekami schodził.
36
W obie ognista głownia powiece trafiła,
Ale mu w lewej więtszą szkodę uczyniła;
Bo mu nieborakowi ta część wygorzała,
Która mu tylko światła sama udzielała.
Nie miał dosyć, srogi raz że mu wybił oko,
Ale mu koniec główniej wbił tak w łeb głęboko,
Że go włożył w regestra, które Charon pisze,
Gdy wiezie dawnem duchom nowe towarzysze.
37
We śrzodku beł jaskiniej wielki, kwadratowy
Na dwie piędzi i więcej miąższy stół dębowy
Na prosto uciosanej nodze, u którego
Wszytka się czeladź zbójcę zmieściła onego.
Z taką chyżością, z jaką pospolicie trzcina
Od lekkiego ciśniona leci Arabina,
Stół leciał z Orlandowej ręki wyciśniony
Tam, gdzie beł rozbójników poczet zgromadzony.
38
Temu piersi, temu łeb, temu tłucze nogi,
Temu ręce, wszyscy w zad kwapią się za progi.
Próżno; bo jedni chramią, drudzy umierają,
Inszy, mniej obrażeni, uciec zamyślają.
Tak pospolicie kamień, z wysoka spuszczony
Z mocnej ręki, tłucze łby, boki i ogony
Wężom, na gołej skale w gromadzie leżącem,
Po zimie nowe skóry na słońcu grzejącem;
39
Nie jeden się przypadek, a każdy przydawa
Różny: ten zdycha, ten bez ogona zostawa;
Ten przodkiem tylko władnie i na kamień gładki
Ledwie wciąga za sobą spłaszczone ostatki;
Ten, co miał lepsze szczęście, po ziemi się wije
I świszcząc, naruszone członki w trawie kryje.
Straszliwy to beł pocisk, lecz dziwu żadnego
Niemasz, bo wyszedł z ręki Orlanda mężnego.
40
Inszy, których nie dosiągł stołem, towarzysze,
A było ich właśnie siedm, jako Turpin728 pisze,
W nogach już tylko kładli wszytkie swe obrony;
Ale jem drzwi zastąpił Orland pomieniony,
A skoro ich połapał, jednego po drugiem
Za ręce je powiązał opak jednem cugiem729
Mocnem długiem powrozem, we troje skręconem,
Z trafunku w onej ciemnej jamie nalezionem.
41
Potem je na dwór wywlókł, gdzie beł dąb niemały,
Tuż przed samą jaskinią, stary, wypróchniały;
Orland suche gałęzie mieczem okrzosuje
I na nich je na pokarm krukom zostawuje.
Nie beło po łańcuchu do onej potrzeby
I na szyje po inszych powrozach; bo żeby
Mógł świat z siebie wyrzucić one brzydkie wrzody,
Wetknął ich na gałęzie obcięte pod brody.
42
Stara baba, co jednoż z zbójcami trzymała,
Jako skoro tych wszytkich bez dusze ujźrzała,
Płacząc i roztargane włosy wyrywając,
Pierzchnęła w gęste chrósty, w długą uciekając730,
I po wątpliwych ścieszkach, po lesie głębokiem
Bieżąc wielkiem i z strachem zawieszonem krokiem,
I tam i sam tak długo lękliwa błądziła,
Aż rycerza jednego nad rzeką trafiła.
43
Kto to beł? — W inszej pieśni będę śpiewał o tem,
A teraz się do drugiej wracam, która potem
Grabie barzo prosiła, aby nie musiała
Zostać tam sama jedna, ale z niem jechała.
Orland nie beł od tego i skoro ubrana
W wieniec, z różej pleciony, jutrzenka rumiana
Po jasnem niebie złote światło roztoczyła,
Izabella się w drogę z Orlandem puściła.
44
I tak z sobą pospołu kilka dni jechali,
Aż jednego rycerza na drodze potkali,
Który beł, jako więzień związany, wiedziony
I od wielkiego ludu na śmierć prowadzony.
Powiem potem, kto to beł; a teraz do nowej
Historyej o córce pójdę Amonowej,
Którąm zostawił, jeśli pomnicie, strapioną
I po swojem Rugierze srodze utęsknioną.
45
Piękna dziewica długo próżno wyglądając,
Próżno swego miłego Rugiera czekając,
W Marsyliej na on czas obfitej mieszkała,
Gdzie się niemal z pogany co dzień uganiała,
Którzy po Lingwadoce731 tam i sam wpadali
I po Prowencie szkody niemałe działali.
Ona wszytko czyniła to, co hetmanowi
I dobremu należy czynić rycerzowi.
46
Mieszkając tam, kiedy czas minął opisany,
Którego się miał stawić jej Rugier kochany,
W ustawicznem kłopocie żywot prowadziła
I że go jaki potkał przypadek, myśliła.
Jednego dnia, gdy z sobą sama narzekała
I w pokoju na swoje nieszczęściepłakała,
Przyszła do niej ta, która serce zpodziwieniem,
Ranione od Alcyny, zgoiła pierścieniem.
47
Skoro ją upłakana dziewka obaczyła,
Że przez Rugiera do niej sama się wróciła,
Wylękła się, zmartwiała, na twarzy pobladła,
Zemdlawszy tak, że ledwie na ziemię nie padła.
Postrzegłszy jej bojaźni mądra prorokinią
Jako ten, co nowiny dobre niesie, czyni,
Śmiejąc się, wesołą twarz na nię obróciła
I lepszą jej nadzieję, mówiąc tak, czyniła:
48
»Nie bój się o Rugiera, który niewątpliwie
»I żywię i zdrów dobrze i ciebie prawdziwie
»I szczerze tak, jako zwykł, wiedz pewnie, miłuje;
»Lecz mu twój nieprzyjaciel wolność odejmuje.
»A chceszli, żebyś mu ją znowu przywróciła,
»Trzeba, żebyś się ze mną równo wyprawiła,
»A ja tobie poradzę i ukażę drogę
»I że go wyswobodzisz, chętliwieć pomogę«.
49
I o czarnoksięskiem jej powiadała błędzie,
Który Atlant uczynił w swem pałacu wszędzie,
Jako go, ukazując postać jej zmyśloną,
Od olbrzyma wielkiego wrzkomo uniesioną,
Wciągnął w tamten swój pałac, gdzie mu zaś zginęła
Nagle z oczu i w mgnieniu oka mu zniknęła;
I że tam tak rycerze i białą płeć bawi,
Kto się tam lub z trafunku lub umyślnie stawi;
50
Że tem, co na onego Atlanta patrzają,
Wszytkiem się zda, że widzą to, w czem się kochają:
Konia lub przyjaciela, pannę, insze rzeczy,
Jaka jest własna żądza i umysł człowieczy,
A wszyscy po pałacu tam i sam biegają
I bez skutku żadnego swej zguby szukają,
Nie mogąc stamtąd wyniść, ci, którzy tam zajdą,
Mając pewną nadzieję, że swe rzeczy najdą.
51
»Skoro jedno przyjedziesz — prawi — w tamtę stronę,
»Gdzie jest on błędny pałac i wjedziesz za bronę,
»Zarazem przydzie przed cię — takie to tam czary! —
»W Rugierowej osobie czarnoksiężnik stary
»I tak ci się zdać będzie, że tam od jakiego
»Rycerza zwyciężony będzie mocniejszego,
»Abyś mu na ratunek i pomoc bieżała,
»A potem tam i sama z inszemi została.
52
»Strzeżże się, proszę, pilnie, abyś w tamte błędy
»Nie wpadła, jako drudzy; wszytkie gmachów rzędy
»Pełne czarów i kiedy ujrzysz, że w potrzebie
»Rugier o prętką pomoc zawoła na ciebie,
»Ty się temu nie przeciw, a na moję mowę
»Wspomni sobie zarazem i utni mu głowę;
»A wiedz, że jej nie utniesz pewnie Rugierowi,
»Ale przeciwnikowi twemu, Atlantowi.
53
»Ciężkoć będzie, wiem, zabić tego, co twojemu
»We wszytkiem prawie będzie podobny miłemu,
»Ale w tem oku twemu nie chciej dawać wiary,
»Bo je Atlant omami, jako zwykł, przez czary;
»I niżli tam dojedziesz, jabym ci radziła,
»Abyś się teraz na to dobrze namyśliła;
»Bo jeśli Atlantowi na garle nie siędziesz,
»Wiedz pewnie, że Rugiera wiecznie mieć nie będziesz«.
54
Przeważna bohatyrka prętko się namyśla
I zabić swego szkojcę732 koniecznie zamyśla.
Ubiera się w swą zbroję zwyczajną i jedzie
Tam, kędy ją życzliwa prorokini wiedzie,
Która ją, wielkie cudy czyniąc, to polami,
To gęstemi, kwapiąc się, prowadzi lasami,
Coraz ją czem wesołem w drodze zabawiając
I gadaniem prącej jej przykrej ulżywając.
55
Jednak, kiedy tak z sobą pospołu jechały,
Nawięcej w one czasy o tem rozmawiały,
Jako z niej i z Rugiera cni bohaterowie
Wyniść mieli, a raczej wielcy półbogowie;
Bo Melissa niebieskie wszytkie tajemnice,
Których dosiądź nie mogą śmiertelne źrzenice,
Tak, jako we źwierciedle, na oko widziała
I co miało w późny wiek przyść, przepowiadała.
56
»O moja przewodniczko droga! — tak do onej
Bradamanta mówiła wiedmy nauczonej —
»Jakoś mi pierwsze męskie potomki odkryła,
»Kiedym cię w Merlinowej jaskiniej trafiła,
»Takbym rada wiedziała, jeśli między białą
»Płcią z mego rodu która znaczną jaką chwałą
»Będzie kiedy na świecie«. — Na to jej życzliwa
Wiedma odpowiedziała: »To rzecz niewątpliwa,
57
»Że w twojem rodzie zacnych pań będzie dostatek,
»I królów i cesarzów zawołanych matek,
»Które upadłych królestw będą podporami
»I naprzedniejszych domów odnowicielkami;
»I jako potomkowie męskiej płci zostaną
»Sławnemi, niemniejszej czci i chwały dostaną
»Białegłowy w twem rodzie, z wielkiej pobożności,
»Z roztropności, z dobrocią cnoty i czystości.
58
»I kiedybym o każdej rozpowiadać miała,
»Która będzie godna czci, długobym zmieszkała;
»Bo każda, co się jeno z twojej krwie urodzi,
»Taka będzie, że mi się minąć jej nie godzi.
»A między tysiącem jednę tylko sforę
»Albo dwie, a nawięcej kilka ich wybiorę.
»Ale czemuś w jaskiniej tego nie wspomniała,
»Żebych ci też ich twarzy była ukazała?
59
»Z twojego pokolenia wynidzie szczęśliwa,
»Wszytkiem cnotom i pięknem naukom życzliwa,
»Którą, nie wiem, skąd pierwej chwalić: czy z czystości
»I gładkości cudownej, czy z wielkiej mądrości,
»Izabella733, która swem światłem uweseli
»Ziemię, którą ocean przeźrzoczysty dzieli,
»I miasto ono zacne, miasto zawołane,
»Od imienia Oknowej macierze734 nazwane.
60
»Gdzie na świetnem, ozdobnem i pobożnem dworze
»Będzie z swojem małżonkiem735 godnem w wielkiej sporze,
»Kto z nich więcej miłuje i poważa cnoty
»I kto ludzkość przyjmuje przestrzeńszemi wroty.
»Powieli on, że zguby włoski kraj uchował,
»Gdy pod Tarem736 Francuzy zuchwałe zwojował,
»Ta rzecze: Penelope, że w czystości żyła,
»Nie mniej sławna na świecie, niż Ulisses była.
61
»Wielkie rzeczy zawieram w krótkiej barzo mowie
»I opuszczam o tej cnej siła białej głowie,
»Czegom się od Merlina o niej nasłuchała
»W ten czas, gdym w tej nauce doktorką została,
»I gdzie na wielkiem morzu tem żagle rozwinie,
»Tyfisa737 w żeglowaniu daleko wyminie;
»Tem zawieram, że wszytkie gwiazd łaskawych dary
»I cnoty będzie miała bez końca, bez miary.
62
»Ono za nią Beata738, jej rodzona, idzie,
»Której się właśnie takie piękne imię zydzje;
»Która nie tylko sama, póki żywa będzie,
»Dojdzie wielkiego szczęścia, ale w pierwszem
»Możnych książąt swojego małżonka postawi
»Swojem wielkiem rozumem i ubłogosławi,
»Który, kiedy ona świat zostawi, upadnie
»Prawie w ostatnią zgubę i zostanie na dnie.
63
»Straszny za jej żywota Murzyn739 i Sforcowie
»I zawołani będą Wiszkontów740 wężowie741
»Od Hiperborskich742 śniegów po brzegi czerwone
»I od Inda po morze górami ściśnione;
»Skoro umrze, w niewolą pójdą z wielką szkodą
»Obfitej włoskiej ziemie, w której za niezgodą
»Jej dziedziców żałosna nastąpi odmiana
»I obcego dostaną Insubrowie pana.
64
»Ale krom tej z zacnego twego pokolenia
»I insze będą tegoż, co i ta, imienia;
»Z których jedna ozdobi swoje gładkie skronie
»I złoty włos poniesie w węgierskiej koronie,
»Druga, skoro śmiertelnej zewłoki pozbędzie743,
»W liczbie między włoskiemi boginiami będzie
»I będą jej oddawać, obrazy, ofiary
»I ołtarze i śluby i bogate dary.
65
»O inszych będę milczeć, bobym cię musiała
»Długo bawić, kiedybym wszytkie liczyć miała;
»Acz każda przez się godna, aby ją głoszono
»I jej sprawy gładkiemi rymami sławiono.
»Mam w pamięci Bijanki, mam i Lukrecye,
»Mam pobożne i święte panie Konstancye
»I insze, które będą matkajni płodnemi
»Pierwszych książąt i panów w pięknej włoskiej ziemi.
66
»Jeśli który, tedy twój dom będzie szczęśliwy
»W białej płci, bo nie tylko wieczny los życzliwy
»Zdarzy mu piękne córki, czyste i uczciwe,
»Ale i żony zacne, mądre i cnotliwe;
»A żebyś też i o tych cokolwiek wiedziała,
»Czegom się od Merlina świeżo dowiedziała,
»Przypomnięć z nich niektóre, jednak nie zabawię
»I jako mój obyczaj, krótko się wyprawię.
67
»Niech wprzód idzie Rykarda744, godny uczciwości
»I męstwa i statecznej przykład cierpliwości,
»Która w kwitnącem wieku swojem owdowieje,
»Opuszczona od szczęścia, i osierocieje;
»Ujźrzy tułające się w cudzych krajach syny,
»Wygnane z swego państwa drobniejsze dzieciny
»U nieprzyjaciół w ręku; ale Bóg za szkodę
»Stanie i da nakoniec cnocie swą nagrodę.
68
»Nie mogę żadną miarą pominąć Reiny745
»Z domu aragońskiego przesławnej rodziny,
»Co cnotą i mądrością minie wszytkie panie,
»Które chwalą Grekowie dawni i Rzymianie,
»I nad którą się żadnej nieba nie stawiły
»Łaskawiej i życzliwiej, bo ją naznaczyły
»Matką zawołanego pokolenia i ta
»Z Alfonsem, z Izabellą zrodzi Hipolita.
69
»Nie minę Leonory746 także zapomnionej,
»W rózgę pięknego drzewa twojego wszczepionej;
»A o jej namiestniczce nabliższej co wiedzieć,
»Coć mam pierwej strony jej przymiotów powiedzieć,
»Lukrecyej Borgiej747, której dobrotliwa
»Układność, gładkość, cnota i sława uczciwa
»I fortuna tak roście, jako roście młody
»Szczep, między uprawnemi wsadzony ogrody?
70
»Jako cyna ku srebru, jako miedź ku złotu,
»Jako mak polny, podle różanego płotu,
»Jako wybladła wierzba przeciw cyprysowi,
»Jako śkło malowane ku dyamentowi,
»Tak wszytkie insze panie, co są zawołane,
»Zostaną, gdy z Borgią będą porównane
»W rozumie, w obyczajach, w wielkiej roztropności
»W dobroci, w pobożności i świątobliwości.
71
»Ale nad insze chwały, które mieć o to. ta
»Pobożna pani będzie za swego żywota
»I po śmierci, ta długo pamiętna zostanie,
»Że królewskie da synom swojem wychowanie
»I początek ozdobom, któremi się w boju
»Wsławią, potem za czasem i w łubem pokoju;
»Bo wonia748 nie tak prętko pospolicie ginie,
»Gdy ją kto zaraz nowe napełni naczynie.
72
»Ale ani w milczeniu niewiasty749 Borgiej
»Zostawić mi się godzi, Renaty z Francyej750,
»Między chrześcijańskiemi królmi przedniejszego,
»Ludowika wielkiego córki dwunastego.
»Wszytkie, co kiedy beły w paniach wielkich cnoty
»I wszytkie należące białej płci przymioty,
»Z różnych miejsc zgromadzone, w jedno się zebrały
»I przy Renacie sobie mieszkanie obrały.
73
»Bych miała Aldę751, księcia saskiego jedyną
»Córkę albo nadobną celańską grabiną
»I Bijankę Maryą chwalić, Katalankę,
»I Lippę z Boloniej752 i Sycyliankę,
»Króla zacnego córkę, z inszemi chwalnemi,
»Co będą twych potomków żonami godnemi,
»Na oceanbym wielki zajachać musiała
»I co wiedzieć, kiedybym żagle zaś zebrała«.
74
Skoro jej tak więtszą część potomków odkryła
I wnętrzną jej radością serce napełniła,
Powtarzała jej często, jadąc z nią powolej,
Jako miała Rugiera wyzwolić z niewolej.
Melissa wtem została, kiedy od onego
Pałacu była blizko czarownikowego:
Nie zdało się jej dalej podjeżdżać pod mury,
Aby jej czarnoksiężnik nie obaczył z góry.
75
Na samem rozjechaniu mówi Bradamancie,
Aby pomniała, co jej o chytrem Atlancie
Powiadała, i jej się trzymała nauki,
Żeby czarownikowi nie szły jego sztuki.
Ledwie małe pół mile od niej odjechała,
Jako postać Rugiera swojego ujźrzała
I dwu wielkich olbrzymów, którzy go ściskali
I srodze nań z obu rącz oba przycinali.
76
Bradamanta wyzwolić chce z niebezpieczeństwa
Tego, co ma Rugiera wszytkie podobieństwa.
Przestrogi od Melissy wcale zapomina
I już źle jakoś o niej rozumieć poczyna.
Tak mniema, że się o coś na niego zgniewała
I że ją jaka wzgarda od niego potkała,
O której ona nie wie, i stąd go radziła
Zabić, aby się nad niem krzywdy swej pomściła.
77
Mówi sama do siebie: »Cóż to wżdy takiego?
»Dla czegóż ja nie mam znać Rugiera mojego,
»Którego zawżdy sercem, teraz widzę okiem
»I co mię nie omyła nigdy, zdrowem wzrokiem?
»Dlaczego o niem wierzyć mam komu inszemu
»Więcej, aniżli oku mojemu własnemu?
»Choćbym olśnęła, serce, co mu się raduje,
»Jeśli blizko, jeśli jest daleko, poczuje«.
78
Tak sobie rozmyślając, usłyszy głos nowy,
O pomoc wołający, własny Rugierowy.
W temże czasie widzi go, że wodze koniowi
Wypuszcza i ucieka prosto ku dworowi,
A srodzy olbrzymowie oba go ścigają
W pełnem biegu i już go prawie dopadają.
Bradamanta za niemi rączo poganiała,
Aż do sczarowanego pałacu wjechała.
79
Skoro była za bramą, jako inszy, wpadła
W zwyczajny błąd i z konia ukwapliwa zsiadła.
Potem gmachy i górne i dólne zbiegała
1wewnątrz go i wkoło po dworze szukała,
Nie przestawając nigdy i we dnie i w nocy.
A tak potężnej czary one były mocy,
Że Rugiera widziała i z niem rozmawiała,
A jako jej on, tak go i ona nie znała.
80
Ale dajmy jej pokój; niechaj wam nie będzie
Przykro słyszeć, że teraz zostanie w tem błędzie.
Kiedy czas i sposobną upatrzę pogodę,
Pomyślę, że ją z niego z Rugierem wywiodę.
Bo jako pobudzają smak rożne potrawy,
Tak mi się zda, że trzeba dla waszej zabawy
Różnych rzeczy, żebyście mniej sobie tęsknili
I co raz się czem nowem, słuchając, cieszyli.
81
Siła nici i kłębków różnych potrzebuję
Do roboty, na którą osnowę gotuję;
Dlatego, jeśli się wam nie będzie przykrzyło,
Powiem wam, jako wojsko wszytko wychodziło
Przed króla Agramanta na okazowanie
I jako grożąc złotem liliom753 poganie,
Aby, wiele ich było do boju wiedzieli,
Zjechawszy się spół wszyscy, główny popis mieli.
82
Bo nie tylko piechoty i jezdy niemało
Długą wojną jem zeszło i nie dostawało,
Ale rotmistrzów siła tych, którzy z Libiej
I z Hiszpaniej wyszli i z Etyopiej.
Dlatego różne roty, różne się tułały
Narody i bez wodzów pewnych się mieszały;
Teraz, aby to wszytko w porządek wprawiono,
Wojska wszytkie z różnych leż na popis zwodzono.
83
Na miejsce tych, co w bojach zginęli surowych,
I tych, którzy polegli w szturmach, inszych nowych
Do Afryki Agramant zbierać, a Marsyli
Do Hiszpaniej swoje ludzie wyprawili;
Które potem na pułki różne rozdzielono
I wodze jem i starsze głowy naznaczono. —
Ale iż, jako słyszę, mam w sobie tę wadę,
Żem długi, w drugiej pieśni na popis wyjadę.
Koniec pieśni trzynastej.