XIV. Pieśń czternasta
Argument
Agramant w swojem wojsku, które popisuje,
Dwu pułków, od Orlanda zbitych, nie najduje;
O czem wiedząc, zazdrością wielką przerażony,
Król tatarski jedzie go w różne szukać strony.
Ale skoro nadobnej dostał Doraliki,
Nie tak go pilnie szuka. Milczenie Angliki
I Rynalda po cichu do Paryża wpuszcza,
Agramant ludzie swoje do szturmu przypuszcza.
Allegorye
Ta czternasta pieśń kładzie nam przed oczy w osobie cesarza Karła żywy i doskonały obraz mądrego i dzielnego pana, starającego się o całość i bezpieczeństwo ludu swojego, i jako Bóg miłosierny nikogo nie opuszcza, kto się całem sercem do niego udaje.
1. Skład pierwszy
W bitwach i w bojach, które miedzy Hiszpanią
I Afryką bywały a miedzy Francyą,
Niezliczoną z obu stron liczbę powiadali
Tych, co na pokarm wilkom i krukom zostali.
A chocia Francuzowie barziej się trapili,
Którzy pole straciwszy, w miastach się bronili,
Więcej zasię poganie przedniej szych żołnierzów,
Książąt, panów i wielkich stracili rycerzów.
2
Zwycięstwa ich tak krwawe beły w onej chwili,
Że się z nich albo mało, albo nic cieszyli.
I jeśli stare rzeczy i dawne z nowemi,
Niezwyciężony, równać, Alfonsie754, możemy,
Mojem zdaniem zwycięstwo ono zawołane
Z tem pogańskiem teraz być może porównane,
Za twą sprawą zwycięstwo mało wielkiej ceny,
Od Francuzów dostane na polu Raweny755,
3
Gdy już beli poczęli pierzchać Pikardowie756,
Morynowie757, Normandzi758 i Akwitanowie759;
Aleś je wsparł, kiedyś się z swemi chorągwiami
Śmiele potkał z Hiszpany, już, już zwyciężcami,
I z tobą twa dzielna młódź, która przez swe męstwo
Utracone już niemal osięgła zwycięstwo
I zasłużyła sobie w on straszny bój srogi
U ciebie złote miecze i złote ostrogi.
4
Z temiś ty w one czasy piersiami mężnemi,
W niebezpieczeństwo ono wielkie wniesionemi,
Takeś otrząsł bogate i złote żołędzie760
I złamał kij czerwony i żółty761, iż wszędzie
Tobie samemu tryumf przyznają bogaty
Za to, że ma lilia całe swoje kwiaty,
I Rzym ci w on czas wieńcem głowę opasował,
Żeś jego Fabrycego762 zdrowego zachował.
5
Wielka rzymska kolumna, przez cię poimana763,
Od francuskich gniewliwych mieczów zachowana,
Więcej ci chwały daje i więtszejeś dzięki
Za to godzien, niż gdybyś z własnej swojej ręki
Wszytek lud z Kastyliej i lud z Aragony
I z Nawarry sam pobił, kiedy rozgromiony
Bez chorągwi z przegranej poszedł rozsypkami,
Odbiegając swych wozów, tknionych oszczepami764.
6
Małe nam to zwycięstwo, w której się tak wiele
Krwie rozlało, Alfonsie, przyniosło wesele.
Bo nas i dotąd boli niezgojona rana,
Żeśmy w niem tak wielkiego stracili hetmana765
I że ona gwałtowna powódź tak wezbrała,
Że z sobą zacnych panów tak wiele porwała,
Którzy przez Alpy zimne przeszli, aby byli
I sprzymierzonych przyjaciół i swych państw bronili.
7
Prawda, że przyznać temu zwycięstwu musiemy,
Żeśmy zdrowi, że żywi, że się nie bojemy
Gromów i niepogody, którą niebłagany766
Częstokroć nas Jupiter straszy rozgniewany;
Ale się nie możemy odkrycie767 radować
I tryumfów, służących zwycięstwom, sprawować,
Słysząc, jako francuzkie owdowiałe panie,
W płachty miąższe ubrane, czynią narzekanie.
8
Trzeba znowu królowi prętko Ludwikowi
Nowego dać hetmana swojemu wojskowi,
Któryby dla czci złotej liliej768 złośliwe
Łakomce i łupieżce skarał Bogu krzywe,
Co zgwałcili ołtarze i jego świątnice,
Zakony, matki, dziewki i oblubienice
Chrystusa w sakramencie na ziemi zdeptali,
Aby jego srebrnego przybytku dostali.
9
Nieszczęśliwa Ravenno769! lepiej, żebyś była
Okrutnemu zwyciężcy wstrętu nie czyniła
I żebyś ty źwierciadło raczej z Bressy770 miała,
Niż się Aryminowi771 z Faencą równała.
Poszli, poszli, Ludwiku, prętko Trywulcego772,
Niech powściągnie żołnierza twego swowolnego
I ukaże, jak wiele dla takiego ździerstwa
Poginęło we Włoszech twojego rycerstwa.
10
Jako teraz potrzeba, aby król swojemu
Wojsku wodze Ludowik dał nieposłusznemu,
Tak w on czas z Agramantem królem król Marsyli,
Aby w dobry porządek wojska swe wprawili,
Rozkazali, aby stąd, kędy zimowały,
Do głównego się wszytkie popisu ściągały,
Aby potem, jakoby potrzebę baczyli,
Nowe wodze i nowy rząd postanowili.
11
Gdzie Marsylego ludzie wprzód ku popisowi,
Pułk po pułku, a potem szli Agramantowi,
Przed wszytkiemi inszemi wprzód pisano ciebie
Z Katalany twojemi, mężny Doryfebie!
Po nich bez Folwiranta zaś króla swojego,
Od Rynalda nawarski lud szedł zabitego,
Którzy Izoliera od króla Hiszpana
Po śmierci Folwiranta mieli kapitana.
12
Baluganta słuchali wodza Leonowie773,
Pod Grandoniego sprawą byli Algarbowie774,
Od brata Marsylego, potem Falzyrona
Kastylia zaś mniejsza była prowadzona.
Madaras zawołany lud, na poły nagi,
Z Sywiliej775 i z żyznej prowadzi Malagi
I stąd, kędy zachodnie morze myje Gadę776
I gdzie Betys777 napawa Kordubę sąsiadę.
13
Po Madrasie Stordylan i Tessyra jedzie,
Po Tessyrze Barykond ludzie swoje wiedzie;
Lizybona Tessyra, a Stordyłanowa
Granata, Majoryka778 jest Barykondowa.
Ten Tessyra beł wielki rycerz, doświadczony,
A niedawno beł został królem Lizybony779
Po śmierci po winnego swojego, Larbina;
Galicya hetmanem miała Serpentyna.
14
Po Serpentynie ludzie z Toletu780 mijali
I z Kalatrawy781, którzy Syngona słuchali;
Ale skoro Synagon zszedł, ich wódz ojczysty,
Od śmiałego rządzeni beli Matalisty.
Za temi lud z Asturgi782 suchej następował,
Które wódz Bianzardyn rządził i sprawował;
Tenże wiódł w jednym pułku i ludzie z Piacence783,
Z Salamanki784, z Awile785, z Zamory786, z Palence787.
15
Za temi Saraguzy788 ludzie jednem torem
Przechodzili pospołu z Marsylego dworem,
Wszyscy dobrze ubrani, wszyscy doświadczeni,
Feratowi od króla mężnemu zleceni.
Między temi beł Morgant, Malgaryn, Marsali,
Którzy po cudzych krajach długo się tułali,
Nakoniec, kiedy swoje królestwa stracili,
Na dworze Marsylego króla się bawili.
16
Między temi beł bękart wielki Marsylego,
Follikon z Almeryi789, i serca wielkiego
Argalifa, Analard z mężnem Dorykantem
I Bawart z saguntyńskiem grabią, Archidantem;
Amirant i Malagur z chytrem Langironem,
Z fortelów i z zasadek790 wojennych wsławionem,
I inszych wiele sławnych z męstwa i śmiałości
I którą czasu swego przypomnię, dzielności.
17
Skoro przed Agramantem hiszpańskie minęły
Wojska, afrykańskie zaś pisać się poczęły.
Król z Oranu791 naprzód szedł, wzrostem wysokiemu
Z swem ludem olbrzymowi podobny wielkiemu;
Po niem pułk Garamantów792 chorągwie rozwinął,
Żałosny, że Martazyn ich wódz i król zginął
Od ręki Bradamanty i że się chlubiła
Białagłowa, że króla wielkiego zabiła.
18
W trzeciem hufcu z Marmundy793 ludzie przechodzili,
Co w Gaskoniej wodza Argusta stracili;
Temu pułkowi głowy, jako i drugiemu,
Któraby jem rządziła, trzeba i czwartemu.
I choć Agramantowi na wodzach schodziło,
Nie pokazował tego i gdzie trzeba było,
Naznaczył: tem Buralda, drugiem Arganiego,
A trzeciem dał Ormidę za przełożonego.
19
Arganiemu dał pod moc ludzie z Libikany794,
Po zmarłem Dudrynasie Brunel z Tyngintany795
Swe prowadził na popis z wzrokiem niewesołem
I smętnem i do ziemie pochylonem czołem;
Bo potem, jako w lesie, blizko stalonego,
Od Atlanta przez czary zamku sprawionego,
Odjęła mu on sławny pierścień Bradamanta,
Wpadł w niełaskę do króla wielką Agramanta.
20
I by beł Izolier, co był Feratowi
Brat blizki, nie dał o niem świadectwa królowi,
Że go zastał u dębu uwiązanem, pewnie
Jużby beł wisiał Brunel na troistem drewnie796;
I już mu beło powróz na szyję włożono,
Ale iż króla za niem gorąco proszono,
Odpuścił mu przysiągszy, że za pierwszą winą
Miał go kazać obiesić za lada przyczyną,
21
Tak, że Brunel nieborak słusznie się frasował
I w ziemię patrzał i twarz smętną ukazował.
Za Brunellem Farurant, a za niem ochotni.
Pośli ludzie z Mauryny797, jeźni i piechotni.
Król nowy następował po pułku Mauryny,
Libanius, z swojemi ludźmi z Konstantyny798,
Któremu za długi czas, służony na dworze,
To królestwo Agramant dał po Pinadorze.
22
Esperya799 mężnego wodzem Sorydana,
Setta800 zasię hetmanem miała Dorylana;
Za śmiałem Pulianem szli Nazamanowie801,
Za królem Agrykaltem Amonijczykowie802.
Lud z Fizanu803 poddany Malabufersowi,
Z Kanaryej804 posłuszny beł Finadurowi;
Tenże miał pod swą sprawą i ludzie z Maroka.
Balastr tych wiódł, co beli wprzód króla Tardoka.
23
Potem dwa wielkie pułki, jeden z Almansylle805
Następował na popis, a drugi z Ardzille806;
Ów miał wodza dawnego, ten Koryneowi
Król Agramant dawnemu dał przyjacielowi.
Po tych szli ludzie z Mulgi807 za królem Kaikiem,
Co wprzód Tanfiryona mieli pułkownikiem;
Getuliej808 kazano słuchać Rymedonta,
Ludzie z Koski809 hetmanem mieli Balinfronta.
24
Lud z Bolgi810 wprzód posłuszny beł Mirabaldowi,
A teraz jest królowi dany Klaryndowi.
Po Klaryndzie Baliwers idzie, nad którego
Niemasz we wszytkiem wojsku niecnoty więtszego.
Ale ludzie najlepszy zaś między wszytkiemi,
Ja rozumiem, wojskami są afrykańskiemi
Ci, którzy pod chorągwią szli króla Sobryna811,
Nad którego mędrszego niemasz poganina.
25
Ludzie z Bellamaryny812 w rząd Rodomontowi813
Ze Sarce814 aldzierskiemu815 oddano królowi,
Który trzeci dzień przedtem nowo beł z świeżemi
Ludźmi do wojska przybył, z jezdą i pieszemi;
Bo skoro jedno słońce wstąpiło do znaku
Zimnego Centaura w krzywem zodyaku816,
Król go beł do Afryki Agramant wyprawił,
Gdzie się, ludzie zbierając, całą zimę bawił.
26
Mężniejszego nie było w obozie pogańskiem
I śmielszego we wszytkiem wojsku afrykańskiem,
I barziej się go mury paryskie lękały,
Barziej się go samego jednego strachały,
Niż króla Agramanta i niż Marsylego
I niżli dworu obu tych królów wszytkiego;
Bo między Sarraceny nikt się nie jiajdował,
Któryby naszę wiarę barziej prześladował.
27
Za niem król z Alwaraki817 szedł, Pruzyon stary,
Za Pruzyonem zaś król Dardynel z Zumary818.
Nie wiem, jeśli jem wrony albo sowy wieszcze —
Jeśli takowe wróżki819 mają jakie miejsce,
Które więc z dachów i z drzew kraczą i wołają
I częstokroć przypadki złe przepowiadają —
Powiedziały to, czego nędzni nie wiedzieli,
Że nazajutrz obadwa w boju zginąć mieli.
28
Już było popisano wszytkie Sarraceny,
Krom króla noryckiego z królem Tremizeny,
Którzy sami na popis on nie przyjechali,
Ani swoich chorągwi i ludzi posłali.
I Barzo się ich lenistwu Agramant dziwował
I zaraz kogo do nich wysłać rozkazował.
W tem króla z Tremizeny jeden pokojowy
Przyszedł przedeń, który był z bitwy uszedł zdrowy.
29
Ten powiedział, że z ludźmi Manilard swojemi
I król Aldzird pobici leżeli na ziemi.
»Jeden — pry820 — mężny rycerz, który noryckiego
»Króla lud wszytek pobił i tremizeńskiego
»I wojsko tweby był zbił wszytko, by się było
»Jeszcze trochę na miejscu dłużej zabawiło,
»Jako wilk postępuje więc sobie z kozami,
»Tak on sobie poczynał w tej potrzebie z nami«.
30
Przed kilką dni do wojska beł afrykańskiego
Jeden król zawołany przybeł, nad którego
Mężniejszego i serca więtszego tak wschodnie
Wszytkie kraje nie miały, jako i zachodnie.
Barzo go król Agramant ważył i szanował
I wszytkiem mu wszelką cześć czynić rozkazował,
Jako króla możnego zacnemu synowi,
Agrykana, tatarskich państw namiestnikowi.
31
Dokładam tego, że go Mandrykardem821 zwano.
Siła o jego wielkich dziełach powiadano;
Ale między inszemi najwięcej u świata
To go było wsławiło, że przeszłego lata
Pod zamkiem był soryskiej wiedmy822 dostał zbroje,
Którą tysiąc lat przedtem Hektor nosił w boje,
Przewagą niesłychaną od dawnego wieka,
Że mówiąc tylko o tem, strach bierze człowieka.
32
Ten będąc przy tem w on czas, kiedy przyniesiono
Nowinę, że obudwu królów pogromiono,
Umyślił zaraz stamtąd jechać i onego
Wszędzie szukać tam i sam rycerza mężnego;
Ale to przed wszytkiemi taił w onej dobie,
Częścią stąd, że każdego lekce ważył sobie,
Częścią, że się obawiał, aby go kto drugi
Nie uprzedził beł zasię do onej posługi.
33
I kazał pytać, jako on się rycerz stroi,
Jaki herb ma na tarczy i szatę na zbroi.
Powiedział Tremizeńczyk, że dołoman823 na niem
Wszytek czarny i tarcza czarnem malowaniem,
Ale bez żadnych herbów; a dobrze go sprawił,
Bo Orland szachownicę swoję beł zostawił
I jako serce zawsze żałosne czuł w sobie,
Tak i sam ustawicznie chciał chodzić w żałobie.
34
Między inszemi dary Marsyli bogaty
Dał beł Mandrykardowi koń kasztanowaty,
Z Fryzę matki zrodzony a z Hiszpana ojca;
Na tego wsiada zbrojny Mandrykard i bojca
Przyłożywszy, mocno go w oba boki kole
I bieżąc wielkiem cwałem sam jeden przez pole,
Przysięga nie wrócić się do afrykańskiego
Wojska, jeśli nie najdzie rycerza czarnego.
35
Jadąc tak, w drodze potkał siła tych i owych,
Którzy ledwie zdrowo rąk uszli Orlandowych:
Ci synów, ci przyjaciół, znajomych płakali,
Ci od niego zabitej braciej żałowali.
Jeszcze myśli lękliwe i serca strwożone
Na twarzach jem wybladłych beły wydrożone824;
Jeszcze po wielkiem strachu, który na się mieli,
K sobie byli nie przyszli i nie otrzeźwieli.
36
Potem pobojowisko nadjachał straszliwe
I w niem Orlandowego świadectwo prawdziwe
Męstwa widział, o którem on Agramantowi
Tremizeńczyk niedawno powiadał królowi:
Onej jego powieści teraz musi wierzyć.
Rusza trupów i sam chce rany ręką mierzyć,
Pokazując swą zazdrość przeciwko onemu
Rycerzowi, tak sobie poczynającemu.
37
Jako pies, co ostatni przydzie, gdzie zmorzony
Zdechły i od oracza wół beł zostawiony,
Nie widząc, jeno kości, kopyta i rogi,
Rozwleczone tam i sam niedaleko drogi,
Darmo ścierwu samego wszędzie upatruje:
Tak właśnie i poganin czyni i żałuje,
Łając i bluźniąc wszytkie bogi w swojej wierze,
Że onej tak bogatej omieszkał wieczerze.
38
Półtora dnia rycerza czarnego szukając,
Jeździł wszędzie się o niem z pilnością pytając.
W tem ujźrzał wielką łąkę, która sobie była
Tak z pewnej rzeki wielkiej wieniec uczyniła,
Że ledwie barzo małe miejsce zostawiała,
Gdzie się woda na drugą stronę obracała;
Taką drugą, ktokolwiek jedzie tamtą stroną,
Pod Otrykułem825 widzi, Tybrem otoczoną.
39
Tam, gdzie do niej wchodzono, w hufcu wielkiem strojnych
Widać było niemało konnych ludzi zbrojnych.
Pyta hardy poganin, od kogo zwiedzeni
I na co w onem miejscu byli postawieni?
Ich starszy mu o wszytkiem pewną dawał sprawę;
Bo widząc w niem powagę i pańską postawę
I że w onę tak piękną zbroję beł ubrany,
Tuszył, że to beł jakiś rycerz zawołany.
40
»Od króla — pry826 — z Granaty naszego jedziemy
»I jego mu nadobną córkę prowadziemy,
»Którą Rodomontowi za żonę dać mają,
»Królowi aldzierskiemu, acz to jeszcze tają.
»Teraz się kęs przesypia, ale o godzinie
»Półwieczornej, skoro to gorąco ominie,
»Do hiszpańskiego ją wieźć stanowiska mamy,
»Do jej ojca i tylko chłodu z tem czekamy«.
41
Mandrykard, co wszytek świat lekce sobie waży,
Niewiele się rozmyśla i zaraz tej straży
Chce sprobować, jeśli mu dobrze bronić onej
Królewny będzie mogła sobie powierzonej.
»Musi być — prawi — gładka, jako słyszę o niej,
»Dla tego ją chcę poznać; przeto wiedź mię do niej —
»Albo się jej zarazem rozkaż przed mię stawić,
»Jeno rychło, bo długo nie chcę się tu bawić«.
42
»Oszalałeś — powiada — i kazić się głowa!«.
Więcej nad to Granatczyk nie mówił i słowa,
Ale hardy Tatarzyn zaraz z wielkiem gniewem
Skoczył i na wylot mu przebódł piersi drzewem827;
Bo zbroja tak ciężkiego razu nie strzymała
I dusza wielką raną wypadać musiała.
On znowu drzewo bierze skrwawione na poły,
Bo nie ma inszej broni na nieprzyjacioły.
43
Miecza z samego tylko nie nosi upora;
Bo zbroje trojańskiego dostawszy Hektora,
Iż przy niej szable także własnej Hektorowej
Nie nalazł, przysiągł inszej okrom Orlandowej
Duryndany nie nosić, którą Almontowi
Orland mężny sławnemu wydarł rycerzowi
I która na ostatku przy niem się została,
A przedtem trojańskiego Hektora bywała.
44
Wielką śmiałość poganin srogi pokazuje,
Że bez miecza w bój z niemi surowy wstępuje,
Woła na nich: »Kto mi chce — prawi — między wami
Bronić drogi?« i konia zwiera ostrogami.
Oni go ze wszytkich stron wkoło okrążają;
Ci mieczów dobywają, ci drzewa składają,
Ale już ich Tatarzyn828 zabił beł niemało,
Niż mu się w ręku drzewo ogromne złamało.
45
A widząc je złamane, sroższy w onej dobie,
Wielki, miąższy ułomek bierze w ręce obie,
Od którego tak straszny, tak raz spadał ciężki,
Że nikt nigdy nie widział w ludziach więtszej klęski.
Jako Samson czeluścią829, w polu nalezioną,
Gromadę Filistynów pobił niezliczoną,
Tłucze tarcze i hełmy król nieubłagany
I jednem razem konie zabija z ich pany.
46
Wszyscy na śmierć widomą bez ochrony bieżą
Ani dbają, że drudzy już pobici leżą.
On sposób umierania niezwykły gorszejszy830
I zda się jem, niż sama śmierć, dobrze straszniejszy;
Nie mogą tego znosić w onej złej godzinie,
Że od kawalca drzewa ich tak wiele ginie.
Hańba się jem to widzi i wielka sromota,
Że ich kij, nie żelazo pozbawia żywota.
47
Ale skoro ich potem siła doświadczyła,
Że śmierć jakowakolwiek każdemu niemiła,
I kiedy co mężniejszy i śmielszy zginęli,
Ci, co żywi zostali, uciekać poczęli,
Wszyscy na zad pierzchliwych popuszczając koni;
Jakoby mu co wzięli, Mandrykard ich goni
I nie może wycierpieć, aby kto przez dzięki831
Miał zdrowie całe unieść z jego śmiałej ręki.
48
Jako więc pospolicie w polu suche tycze832,
Z któremi młode żenią oracze macice,
Bronią się i wstręt czynią lub wiatrom szalonem
Lub od niechętnej ręki ogniom podłożonem,
Kiedy błędne płomienie gwałtem następują
I brózdy i zagony wszytkie opanują:
Tak i oni na on czas przeciwko wściekłemu
Bronili się gniewowi Mandrykardowemu.
49
Potem, kiedy obaczył Tatarzyn zuchwały,
Że wrota odbieżane bez straży zostały,
Ścieszkami, w gęstej trawie świeżo ubitemi,
Gdzie słyszał płacz żałosny z wrzaski niewieściemi,
Jedzie widzieć z Granaty dziewkę, jeśli była
Tak gładka, za jaką się była rozsławiła;
I przez trupy pobite koniem przeskakuje
Tam, gdzie woda, kręcąc się, przystęp zostawuje.
50
I widzi Doralikę833 na łące zielonej —
Takie imię królewnie było pomienionej —
Która wsparta na starem jesionie płakała
I na onę przygodę swoję narzekała.
Łzy jej tak, jako strumień, który z żywej żyły
Wychodzi, nie przestając, zanadrze moczyły
I znać było na twarzy, jako żałowała
Cudzego, a swojego złego się bojała834.
51
Przybyło więcej strachu, skoro go skrwawionem
I ze wzrokiem ujźrzała z gniewu zapalonem;
Dopiero się i o się i o swych strwożyła,
I wrzaskiem aż do nieba powietrze dzieliła;
Bo krom żołnierstwa moc ją inszych prowadziło,
Siła z nią i ochmistrzów i starych pań było
I panny co zacniejsze z nią beły jachały,
Te, które się w Granacie gładsze najdowaiy.
52
Skoro ujźrzał onę twarz Tatarzyn zuchwały,
Nad którą gładszej kraje hiszpańskie nie miały,
Która go nagle w płaczu — cóż, gdyby się była
Rozśmiała! — w zbytnie w on czas miłości wprawiła,
Nie wie, czy żyw, czy umarł, i zysku inszego
Nie ma i nie odnosi zwycięstwa swojego,
Krom, że się pod moc swojej niewolnicy daje
I więźniem jej, a nie wie sam jako, zostaje.
53
Ale chocia go miłość zaraz osidliła,
Mało u niego płaczem królewna sprawiła;
One łzy, ona żałość nic jej nie pomogła,
Chocia nad nię smętniej sza żadna być nie mogła.
Bo acz się jej z żałością przyszło z swemi dzielić,
Tusząc pewnie, że wrychle miała się weselić,
Umyślił ją z sobą wziąć i na koń ją wsadził
I w przedsięwziętą drogę z sobą ją prowadził.
54
Wszytkich, co z nią z Granaty beli wyjechali,
Co się z nią i z niem dalej jechać napierali,
Odprawuje ochmistrze, żegna stare panie,
Mówiąc, że jej za wszystko towarzystwo stanie.
»Ja jej ochmistrz, ja panna, ja jej panią starą
»Zawżdy będę: was nie chcę z sobą żadną miarą«.
Oni widząc, że próżno, królewnę żegnali
I w inszą drogę smętni, jako chciał, jachali,
55
Mówiąc sobie: »O, jako ociec nieszczęśliwy,
»Skoro się tego dowie, będzie żałościwy!
»Ale co rozumiecie, kiedy to królowi
»Aldzierskiemu powiedzą, jej oblubieńcowi?
»Jako się będzie chciał mścić, jako go przerazi
»Żal i gniew, jako się tą lekkością urazi!
»Gdzieżby tu teraz przybeł w tak potrzebnym czesie
»Pierwej, niżli ją dalej rozbójca uniesie!«
56
Z korzyści, którą mu wprzód szczęście ukazało,
A potem mu ją męstwo jego własne dało,
Wesół jedzie Tatarzyn, ale już onego
Z mniejszą pilnością szuka rycerza czarnego.
Wprzód bieżał, teraz mając co inszego w myśli,
Wlecze się i o miejscu jakiem tylko myśli
I o wczesnej835 gospodzie, gdzieby w niem wytlały
Powolej one ognie, które w niem gorzały.
57
Tak lekko jadąc, cieszy królewnę stroskaną,
Która twarz po staremu miała ugłakaną;
Siła w głowie wymyśla, siła wynajduje,
Mówi, że z samej sławy dawno ją miłuje,
Że nie dla tego swoje królestwo zostawił,
Aby widział Francyą i w niej się zabawił,
I Hiszpanią, ale, aby czego żądał
Od dawnych czasów, jej twarz nadobną oglądał.
58
»Jeśli ten, co miłuje, godzien jest miłości,
»Masz mię — prawi — miłować. Jeśli też z zacności,
»Kto może być zacniejszy nad mię, com jest pana
»I króla tak wielkiego synem Agrykana?
»Jeśli z bogactw, jam taki, że Bogu samemu
»Możnością ustępuję, nikomu inszemu;
»Jeśli z męstwa, iżeś je dopiero widziała,
»Słuszna, o piękna panno, byś mię miłowała«.
59
Takie słowa i inszych łagodniejszych siła,
Których w on Mandrykarda czas miłość uczyła,
Z lekka strwożonej dziewce strach odejmowały
I z lękliwego serca bojaźń wyganiały.
Skoro ją strach opuścił, żałość ustąpiła,
Która jej była potem serce przeraziła,
Że cierpliwiej, skoro tak wolniejszą została,
Nowego miłośnika słuchać poczynała.
60
A potem jeszcze więtsze bezpieczeństwo836 wzięła,
Że mu już odpowiadać łagodnie poczęła;
Nakoniec mu i tego potem pozwalała,
Że w twarzy jego oczy życzliwe trzymała.
On, co w tem nieraz bywał, o łasce królewny
Nie tylko miał nadzieję, ale jej beł pewny,
I że co przedtem płocha i tak była dziwna,
Nie miała jego żądzom z czasem być przeciwna.
61
Tak sobie wolno jachał, wesoły z onego
Towarzystwa miłego i tak uciesznego;
Ale skoro godzina późna nastąpiła,
Która wszytkie zwierzęta do wczasu wabiła,
Widząc w poły zapadłe słońce i noc blizką,
Począł śpiesznie pojeżdżać z swoją towarzyszką
Tak długo, aż usłyszał gęśle z piszczałkami
I ujźrzał wieś, gęstemi kurzącą dymami.
62
W której było ubogich pasterzów mieszkanie,
Nie piękne, ale dosyć wczesne837 nad mniemanie;
Gdzie jeden z nich, iż już mrok ciemny następował,
Prosił go, aby z panną u niego nocował.
Przestał na tem, bo w miastach nie tylko budownych,
Nie tylko w dworach albo w pałacach kosztownych,
Ale we wsiach i w chatach często się trafiają,
Częstokroć ludzie grzeczni i ludzcy mieszkają.
63
Co się zasię między nią, a niem działo potem
W ciemnej nocy, każdemu wolno sądzić o tem;
Ja, iżem się nie mógł nic pewnego dowiedzieć,
Wolę milczeć, niż wam rzecz omylną powiedzieć.
Podobieństwo, że zgoda była między niemi,
Bo rano wstawszy, byli nazbyt wesołemi
I królewna z Granaty potem dziękowała
Pasterzowi, że dobry wczas u niego miała.
64
Z miejsca na miejsce potem tam i sam jeździli
Tak długo, aż do rzeki wesołej trafili,
Która tak cichem biegiem w morze wody lała,
Że nie znać było, czy szła, czy w swej mierze stała,
I tak jasną, tak w sobie przeźrzoczystą była,
Że dna i pięknych piasków wzrokowi nie kryła;
W chłodzie między pięknemi nad brzegiem drzewami
Tamże pannę naleźli z dwiema rycerzami.
65
Ale mię fantazya, która mi nie radzi
Zawżdy iść jedną drogą, gdzie indziej prowadzi,
Tam, gdzie przeciw Francyej pogańskie obozy
Strachy srogie puszczają i surowe grozy,
Gdzie syn króla Trojana w namiot swój zwoływa
Radę i chrześcijaństwo do boju wyzywa,
A Rodomont się śmiały hardzie przed niem chlubi,
Że Paryż spali, a Rzym zniszczy i zagubi.
66
Dali Agramantowi znać byli śpiegowie,
Że już beli przez morze przeszli Anglikowie;
Dla tego przyść do rady kazał Marsylemu
I Sobrynowi z Garbu838, królowi staremu,
I inszem pierwszem wodzom, aby naradzili,
Jakoby co najprędzej Paryża dobyli,
Ukazując, że go wziąć niepodobne rzeczy
Były, skoroby przyszły angielskie odsieczy.
67
Już było ze wszytkich stron wkoło różne czyny839
I niezliczone na to zwieziono drabiny,
Łodzi, promy i mosty w części rozłożone
I drzewa i tarcice i kosze plecione;
Ale najwięcej o tem na on czas radzili,
Aby dwa wielkie rzędy potężne sprawili,
Któreby szły do szturmu z przywojcami swemi,
A i sam król Agramant chciał być między niemi.
68
Dzień przed tem, którego szturm miał być przypuszczony,
Cesarz wszytkie kościoły i wszytkie zakony
Obesłał, aby gniewy niebieskie błagali,
Nabożeństwa i święte msze odprawowali;
O czem kościelne skoro zaszły zapowiedzi,
Zbywszy grzechów plugawych przez święte spowiedzi,
Wszyscy chlebem niebieskiem dusze posilali
I jako na śmierć, tak się właśnie gotowali.
69
A sam na przykład inszem z swojemi radami
Z książęty, z przedniejszemi pany i posłami,
W naprzedniejszem paryskiem kościele u fary
Z serdeczną skruchą słuchał niekrwawej ofiary,
Z rękami złożonemi, z duchem uniżonem
I wzrokiem się tak modląc w niebo obróconem:
»Wiem, żem grzeszny, wiem, żem zły, ale dla mojego
»Występku nie karz ludu, o Panie, twojego!
70
»Ale jeśli tak raczysz, abyśmy cierpieli
»I karanie za grzechy popełnione mieli,
»Skłoń twoje miłosierdzie na lud chrześcijański,
»A nie karz go, mój Boże, przez naród pogański!
»Bo jeśli poginiemy od twych nieprzyjaciół,
»My, którzy przecię mamy imię twych przyjaciół,
»Będą mówić poganie, że ty nic nie możesz,
»Kiedy swem chwalcom w tak złem razie nie pomożesz,
71
»I na miejsce jednego, co twe przykazanie
»Zgwałcił, tysiąc się twoich przeciwników zstanie
»I zły zakon, niezbożny twoję wykorzeni
»Świętą wiarę i chwałę w bluźnierstwo odmieni.
»Wspomni, że to jest ten lud, od którego święty
»Twój grób, Panie, beł tem psom plugawem odjęty840
»I który i kościoła i twych namiestników,
»Nieraz bronił, od pogan i twych przeciwników.
72
»Wiemy, że nie są takie mdłe nasze zasługi,
»Abyśmy jemi841 mieli wypłacić swe długi,
»I łaski się od ciebie próżno spodziewamy,
»Jeśli na żywot, Panie, sprosny842 nasz patrzamy;
»Ale jeśli się, Panie, nad nami zmiłujesz
»I namniejszą nam cząstkę łaski swej darujesz,
»Pewniśmy, że nam nasze występki odpuścisz
»I tych, którzyć dufają, teraz nie opuścisz«.
73
Tak wielkem nabożeństwem cesarz napełniony
Modlił się, uniżony i upokorzony;
Przydał do tego insze modlitwy gorące
I śluby swej wielkości uczynił służące.
Nie beły jego prośby próżne, bo życzliwy
Stróż jego anioł wszytkie zebrał i kwapliwy
Rozciągnionemi pióry w niebo się wyprawił
I do jednej przed Twórcą niebieskiem postawił.
74
I inszych także modły beły niezliczone
W ten czas od takich posłów w niebo zaniesione;
Które słysząc pobożne i dusze wybrane,
Litością na swych jasnych twarzach malowane,
Wszytkie zgodnie na Miłość przedwieczną wejźrzały
I swe jej pospolite żądze ukazały,
Aby lud chrześcijański w prośbie wysłuchany
I beł w niebezpieczeństwie onem ratowany.
75
Zaczem wieczny Stworzyciel, ociec miłosierny,
Którego nigdy darmo nie wzywał lud wierny,
Podniósł oczy życzliwe i znak Michałowi
Przedniejszemu swojemu dał archaniołowi:
»Idź — pry843 — do wójsk angielskich, które w Pikardyej
»Żagle zbierają i iść mają do Francyej,
»I prowadź je pod Paryż cicho, żeby na nie
»Nie trafili ani ich postrzegli poganie.
76
»Najdzi pierwej Milczenie i powiedz mu, żeby
»Do tejże z tobą poszło pospołu potrzeby:
»Już ono w to potrafi, że się dosyć stanie
»Wszytkiemu, gdy mu powiesz moje rozkazanie.
»Skoro się tam odprawisz i wojsko bez szkody
»Przyprowadzisz pod Paryż, pójdziesz do Niezgody;
»Tej powiedz, żeby swego ogniwa dobyła
»I wskrzesawszy, pogański obóz zapaliła,
77
»I między namężniejsze na uprawnem polu
»Niech różnic i tak wiele nasieje kąkolu,
»Żeby się między sobą bili i mieszali,
»Jedni ranni, a drudzy zabici zostali;
»Inszy niech rozgniewani z wojska odjeżdżają
»I królowi swojemu niech nie pomagają«.
Archanioł nic nie mówi na to, ale pióry
Rozciągnionemi leci i spuszcza się z góry.
78
Gdziekolwiek Michał święty obraca skrzydłami,
Obłoki uciekają z czarnemi chmurami,
Niebo się wypogadza i świeci wesoło,
Sam ma około siebie wielkie złote koło;
Siekąc rzadkie powietrze, myśli, gdzie się spuścić
I gdzieby się napierwej miał udać i puścić,
Żeby nieprzyjaciela słów nalazł, Milczenie,
Któremu pierwsze odnieść zamyśla zlecenie.
79
Gdzie mieszka, gdzie się bawi, sam w sobie rozbiera,
Na ostatek tem one swe myśli zawiera,
Że pewnie nigdziej indziej, jedno między mnichy
W kościołach i klasztorach mieszka on bóg cichy,
Gdzie są mowy i słowa wszytkie tak wygnane,
Że po wszytkich komorach mają napisane
»Milczenie« i tam, kędy psałterze śpiewają,
I tam, kędy jadają i kędy sypiają.
80
Tusząc, że tam być miało, leciał sporszem lotem
I częściej po powietrzu machał skrzydłem złotem,
Spodziewając się pewnie, że pokój z cichością
Miał tam naleść i miłość z świętą pobożnością;
Ale skoro wszedł w klasztór archanioł wybrany,
Zarazem się obaczył, że beł oszukany.
Powiedziano mu, że tu już więcej Milczenie
Nie bywa samo, tylko pisane na ścienie,
81
I że o pobożności, pokoju, pokorze
I o miłości próżno pyta się w klasztorze.
Prawda, że tam za wieku dawnego mieszkały,
Ale je gniew, łakomstwo, obżarstwo wygnały,
Pycha, zazdrość, nienawiść, gnuśność, próżnowanie.
Anioł się onej wielkiej dziwuje odmianie
I przechadza się miedzy dziwami onemi
I obaczy Niezgodę nagle między niemi,
82
Niezgodę, którą Twórca, gdy go wyprawował,
Po Milczeniu zarazem naleść rozkazował.
Dopiero się archanioł niepodobnie zdumiał,
Bo że ją miał w Awernie844 naleść, tak rozumiał,
A teraz ją w tem nowem piekle między mszami,
I między — ktoby beł rzekł? — nalazł psałterzami.
Wydziwić się nie może temu, że tam była,
Mniemając, że naleść ją miał wziąć czasu siła.
83
Poznał ją po odmiennem, we sto barw ubierze;
Bramy845 miała nierówne i nie w jednej mierze;
Czasem ją odkrywała, czasem zakrywała
Szata, którą to wiatry, to noga trącała.
Włosy złote i srebrne, czarne, ruse846 były,
A zdało się, że samy z sobą się wadziły;
Jedne w warkocz splecione, drugie w róg zebrane,
Po plecach te, po piersiach owe rozmiotane.
84
W obojej ręce węzły wielkie pozwów miała,
W zanadrze sobie długich procesów natkała,
W torbie u pasa miała plenipotencye,
Skrutynia847 i rady i informacye,
Przez które sprawiedliwość opak wywracają
I przez które ubogie łupią i zdzierają.
Za nią, przed nią i z obu boków szli praktycy
I z prokuratorami848 pisarze, prawnicy.
85
Przyzwał jej i rozkazał anioł, aby poszła
I do pogańskiego się obozu przeniosła,
Żeby go swojem ogniem zaraz zapaliła
I przedniejsze z pamiętnem upadkiem zwadziła.
Potem się o Milczeniu chce od niej dowiedzieć
I pyta jej, bo ona mogła o niem wiedzieć,
Jako ta, co tam i sam po świecie chodziła
I ognie swe po różnych miejscach roznosiła.
86
Odpowiada mu na to Niezgoda przeklęta,
Że, aby go gdzie widzieć miała, nie pamięta.
»Słyszałam — pry849 — częstokroć, że go wspominano
»I o jego chytrości siła powiadano;
»Ale podobno Zdrady, jednej z niej czeladzi,
»Pytać się, co z niem często przebywa, nie wadzi:
»Ta o niem pewnie będzie powiedzieć umiała«
I palcem mu ją, mówiąc: »Ta jest!« ukazała.
87
Chód poważny, twarz ludzka, wzrok namniej bezpieczny850,
Ale raczej pokorny, strój miała stateczny,
Mowę zaś tak łaskawą, tak cichą, że zgoła,
Kto jej nie znał, każdyby ją miał za anioła;
Ostatki wszytkie sprosne851 i plugawe miała,
Ale to wszytko długiem płaszczem nakrywała;
I ubiór zbyt szeroki miała i przestrony,
Pod którem nóż nosiła, jadem napuszczony.
88
Dowiaduje się u niej archanioł, którędy
Iść ma szukać Milczenia, żeby nie wpadł w błędy.
Zdrada na to odpowie: »Przed czasy dawnemi
»Mieszkało — prawi — zawsze z cnotami świętem i
»Tam, gdzie Eliaszowe852 i Benedyktowe853
»Ustawy kwitły, póki jeszcze były nowe;
»Acz jeszcze dawniej w sławnych szkołach pospolicie
»Żyło przy Pitagorze854 albo przy Archicie855.
89
»Póki filozofowie i ci święci żyli,
»W dobrych je obyczajach i cnotach ćwiczyli;
»Po ich śmierci prętko się jakoś popsowało
»I do jako nawiętszych niecnót się udało:
»Poczęło naprzód chodzić po nocy z gachami,
»Wszystko złe pełniąc, potem i ze złodziejami;
»Z oszukaniem, pamiętam, żem je raz zastała,
»Ale i z mężobójstwem częstom je widała.
90
»Ci, którzy złe monety i pieniądze biją,
»Często się z niem po sklepach i piwnicach kryją.
»Barzo je trudno naleść, bo ma z przyrodzenia,
»Że rado towarzysza i miejsce odmienia;
»Jednak, że go będziesz mógł naleść, jedno jeszcze
»Powiem, jeśli tam przydziesz o północy, miejsce:
»Pewnie go najdziesz w domu, kędy Sen przebywa,
»Bo bez niego źle sypia, kiedy odpoczywa«.
91
Acz Zdrada pospolicie zawżdy jest kłamliwa,
Zda się jej ona powieść teraz tak prawdziwa,
Że jej Michał uwierzył święty i z klasztoru
Poleciał zaraz do Snu spokojnego dworu.
Nie kwapi się umyślnie i owszem się waży
Na skrzydłach na powietrzu, aby uszedł straży;
I na czas właśnie przyszedł, gdzie Sen miał złożenie856,
Które wiedział, gdzie było, i nalazł Milczenie.
92
Jest dolina wesoła w Arabiej suchej,
Daleko od miast i wsi w pewnej puszczej głuchej,
Między dwiema wielkiemi pięknemi górami,
Grabami i staremi nakryta bukami;
Próżno tam słońce jasny dzień wiedzie, bo cienie
Gwałtem wielkiem hamują tam jego promienie,
Że wniść przed gałęziami nie mogą gęstemi,
Gdzie jest wielka jaskinia i głęboka w ziemi.
93
Wielka jaskinia w ziemi pod lasem wysokiem,
Lasem gęstem i ludzkiem nieprzejźrzanem okiem;
Pierwsze weście i czoło niedostępnej skały
Kręte bluszcze wijąc się, wszędzie ubierały;
Tu Sen leży i tu ma zwykłe swe mieszkanie,
Przy niem z jednej otyłe strony Próżnowanie,
Z drugiej Lenistwo siedzi, co chodzić nie może
I na nogi nie wstanie, aż mu kto pomoże.
94
Niepamięć w bramie stoi, która nie puszczała
Nikogo i nikogo znać zgoła nie chciała;
Nie słucha i nie nosi poselstwa żadnego
I ode drzwi jednako odgania każdego.
Milczenie wkoło chodzi, w czarny płaszcz ubrane,
I straż trzyma, obute w trzewiki pilśniane.
Widzili, że kto idzie, bronić nie przestawa
I żeby został, ręką z daleka znać dawa.
95
Archanioł się do niego blizko przystępuje
I cicho mu poszepce: »Bóg ci rozkazuje,
»Abyś Rynalda z wojskiem, które już jest blizkie,
»Przeprowadziło zaraz pod mury paryskie;
»Ale tak spraw, tak uczyń ciche ich wołanie,
»Żeby go nie słyszeli nic a nic poganie,
»I owszem w to potrafiaj, żeby się w tył mieli
»Pierwej, niżby się o niem z wieści dowiedzieli«.
96
Milczenie mu inaczej nie odpowiedziało,
Tylko, że tak uczyni, głową znak dawało;
I nie mieszkając, za niem puściło się potem
I byli w Pikardyej społem pierszem lotem,
Archanioł sprawił, że się ochotnie ruszały
Hufce i on wielki cug857 uczynił tak mały,
Że jednego dnia stanął pod Paryżem z ludem,
A nikt nie znał, że się to wszytko działo cudem.
97
Milczenie i tam i sam, to w przód, to na czoło,
Przed wojskami biegało, to w zad, to nakoło,
Uczyniwszy mgłę wielką, co je nakrywała
Z blizka, ale dzień jasny dalej zostawiała;
Ta prześcia dźwiękom i trąb i bębnów broniła
I do nieprzyjaciela ich nie przepuściła.
Potem między pogański obóz coś puściło,
Co każdego i głuchem i ślepem czyniło.
98
Kiedy z takiem kwapieniem Rynald szedł, że zgoła
Właśnie się prowadzony zdał być od anioła,
I tak cichem milczeniem, że go nie słyszeli
I nic a nic poganie o niem nie wiedzieli,
Król Agramant piechoty położył przebrane
Po przedmieściach paryskich i uszykowane;
Rozkazał, aby pod mur w grzykopy wchodziły,
Chcąc onego dnia skusić ostatniej swej siły.
99
Kto może zliczyć wojsko, które w onej chwili,
Przeciwko cesarzowi poganie puścili,
Ten zliczy wszytkie drzewa, któremi i boki
I głowę swoję Krępak okrywa wysoki,
I wszytkie wały, które nogi Maurowi
Myją, kiedy się wzburzy morze Atlantowi,
Porachuje, jak wiele jók niebo używa,
Gdy kradzież miłośników w północy odkrywa.
100
Słychać, że dzwony, bite ciężkiemi młotami,
Powietrze rozdzielają strasznemi dźwiękami,
Widać w różnych kościołach nabożne szemrania,
Rąk w niebo podnoszenia, krzyżami padania;
I gdyby się tak Bogu skarby podobały,
Jako się w nich mniemania nasze zakochały,
W on dzieńby beł niebieski zastęp za onemi
Strachy wszytkie obrazy złote miał na ziemi.
101
Słyszeć było, że starzy smętni narzekali,
Że się nędze i onych złych dni doczekali,
Nazywając szczęśliwych i błogosławionych
Przed wielą lat w ojczystych grobach położonych;
Ale młodzi i którzy zdrową siłę mają,
Którzy blizkich swoich szkód nie tak uważają,
Narzekania i skargi ich za nic nie mieli
I ochotnie tam i sam na mury bieżeli.
102
Tam byli cni rycerze i wojewodowie,
Grabiowie i książęta i wielcy królowie,
I swoi i z cudzych ziem żołnierze zwiedzeni,
Dla Chrystusa i swej czci na śmierć odważeni,
Którzy się na pogaństwo wypaść napierali
I cesarza, aby wzwód858 spuścił, nalegali859;
On się cieszy i onę ochotę pochwala,
Ale wypaść, jako go proszą, nie pozwala.
103
Tylko ich na potrzebnych miejscach zostawuje
I pogańskiem następom860 drogi zastawuje;
Tu widzi, że ich dosyć, tu sądzi, że mało,
I chce, aby ich więcej, gdzie trzeba, zostało;
Jednem ognie i siarki przyprawne porucza,
Drugich wojennych czynów861 zażywać naucza;
Sam na miejscu nie stoi, ale w różne strony
Biega i wszędzie nowe przynosi obrony.
104
W pięknej, wielkiej równinie miasto Paryż leży,
Prawie w śrzodku Francyej; przez nie rzeka bieży
Wewnątrz między murami, która z jednej wchodzi,
A z drugiej strony za nie pod mury wychodzi;
Ale wprzód wyspę czyni, co jednę znaczniejszą
I nalepszą część miasta czyni bezpieczniejszą;
Drugie dwie — bo na trzy jest części rozdzielone —
Z pól przykopem, a zewnątrz rzeką są zamknione.
105
Z wielu stron mógł szturm puścić do miasta wielkiego,
Które ma na kilka mil okręgu swojego;
Ale iż go Agramant z jednej tylko strony
Umyślił dać, nie chcąc być z wojskiem rozdzielony,
Na zachód się za rzekę Sekwanę przeprawił,
Aby stamtąd drabiny bezpieczniej przystawił;
Bo i pola i miasta, co mu w tył leżały,
Aż do granic hiszpańskich wszytkie go słuchały.
106
Gdzie jedno mur zastąpił, cesarz z każdej strony
Nakoło wszędzie mocne porobił obrony,
Brzegi u wielkich grobel dobrze umocniwszy
I w nich gęste dla strzelby okna poczyniwszy;
Gdzie w miasto wpada i gdzie wypada wodami,
Poprzeciągał miąższemi rzekę łańcuchami,
Ale nawięcej twierdził tam, kędy snadniejsze
Przystępy być rozumiał i niebezpieczniejsze.
107
Dobrze przedtem cesarz się opatrzny domyślił,
Z której strony dać szturm król Agramant umyślił;
I ledwie co brać przed się poczęli poganie,
Czemuby nie zabiegli przedtem chrześcijanie.
W polu został Marsyli król uszykowany
Z wojskami hiszpańskiemi; przy niem zawołany
Ferat i Izolier z mężnem Serpentynem,
Balugant i Grandoni byli z Szefelinem.
108
Sobryna podle siebie na brzegu przy rzece
Z Dardynelem z Almontu miał po prawej ręce,
Z królem orańskiem, który miał wzrost olbrzymowy,
Wysoki na sześć łokci od stopy do głowy.
Ale czemum leniwszy z mojemi rymami,
Niż poganie do szturmu z swojemi mieczami?
Bo już wściekły król z Sarce nie da się hamować,
Woła, bluźni i pod mur każe następować.
109
Jako więc pospolicie lecie gromadami
Muchy z szmerem i skrzydeł skupionych dźwiękami
Na pasterskie naczynia, gdzie mleka spuszczają,
Lub na słodkie ostatki bankietu wpadają,
Albo jako więc szpacy stadami w ogrody
Na dojźrzałe dopiero na poły jagody:
Tak poganie z okrzykiem srogiem w onej chwili,
Który nieba dosiągał, do szturmu skoczyli.
110
Wojsko zaś chrześcijańskie na murzech z spisami862,
Z mieczami, siekierami, kamieńmi, ogniami,
Próżne strachów i trwogi, przystępu broniło
I lekce sobie groźby pogańskie ważyło;
Jeśli który zabity lub spadnie raniony,
Następuje zarazem drugi niestrwożony.
Wracają się w przykopy na dół Sarraceni,
Od ran i od pocisków gęstych przymuszeni.
111
Nie tylko ręcznych broni naszy używają,
Ale i wielkie z góry kamienie zwalają
I sztuki wielkie murów, umyślnie na bramy
Włożone, i dachy z wież i dębowe tramy,
I na tych, którzy pod mur podchodzą, w przykopy
Leją wody gorące i wrzące ukropy;
A natrudniej odeprzeć takiemu deszczowi,
Co przez hełmy przechodzi i szkodzi wzrokowi.
112
Barziej pewnie te łaźnie, niż miecze, szkodziły;
I wapna, wysypane z góry, toż czyniły
I ognie wyciśnione na nieprzyjacioły
I w naczyniach z siarkami przyprawione smoły,
Nuż obręczy puszczone i koła ogniste,
Które na wszytkie strony swoje płomieniste,
I tam i sam szerząc się, włosy rozpuszczały
I przykre Sarracenom wieńce posyłały.
113
Wtem król z Sarce gnał pod mur długi pułk sprawiony,
Od Buralda z Ormidą mężnem prowadzony;
Za Buraldem, swem wodzem, Garamanci idą,
Następują z Marmundy hufce za Ormidą;
Klarynda podle siebie ma z lewego boku,
Sorydana z prawego, za niem król z Maroku;
Więc król z Koski i z Setty wraz następowali,
Wszyscy, aby się z męstwem swojem popisali.
114
Król z Sarce swą chorągiew wszytkę ma czerwoną,
Na której beł srogi lew z gębą rozdziewioną,
W którą mu jego panna wędzidło wtykała
I nie broniącego się powoli kiełznała,
Siebie do straszliwego lwa przyrównywając,
A przez pannę, która go uzda, wyrażając
Nadobną Doralikę, cną córę możnego
Stordylana jedyną, króla granackiego;
115
Tę, co beł król tatarski, Mandrykard, wziął gwałtem,
Jużem wyszszej powiedział, komu, jakiem kształtem;
Dla której niesłychaną dzielność pokazował
I którą dobrze więcej Rodomont miłował,
Niżli swoje królestwo, niżli własne oczy,
Nic nie wiedząc, że była w on czas w cudzej mocy;
Boby beł zaraz, zaraz, by beł wiedział o tem,
To uczynił, co tego dnia uczynił potem.
116
Więcej, niż tysiąc drabin razem przystawiali,
Na których się na każdem szczeblu dwa zmieszczali;
Wtóry pcha wielką mocą przed sobą trzeciego,
Będąc i sam popchniony gwałtem od pierwszego.
Każdy się dobrze z męstwa albo z strachu stawi
I rad nie rad iść musi, bo kto się zabawi,
Kto namniej osłabieje, zaraz rozgniewany
Rodomont go zabija lub zadawa rany.
117
Wszyscy miedzy ogniami i rozwalinami863
Pną się gwałtem na mury wszytkiemi siłami;
Ale inszy patrzają, jeśli jaką drogą,
Gdzie nie tak chrześcijanie pilnują, wieść mogą:
Sam Rodomont iść nie chce, jeno gdzie zwątpione
I gdzie przystępy widzi nabarziej bronione,
I co drudzy w złym razie Bogu czynią śluby,
On go bluźni i żadnej nie boi się zguby.
118
W mocny i twardy kaftan ubrał się beł, który
Był zrobiony z łuszczastej, wielkiej, smoczej skóry,
Którą więc sobie piersi i tyły warował864
Dziad jego, który wieżę babelską zbudował;
Myśląc Boga wypędzić i rządów pozbawić,
A sam sobie na gwiazdach stolicę postawić
I chcąc się śmiałą ręką gwałtem nieba dobić,
Na to sobie miecz i hełm i tarcz dał urobić.
119
Rodomont nad Nemrota865 niemniej popędliwy,
Nieokrócony, hardy, wściekły i gniewliwy,
Przed którego bluźnierstwem Bóg się nie wysiedziały
I coby beł szedł w niebo, by tam drogę wiedział,
Nie patrzy, jeśli mury nizkie, czy wysokie
I jeśli są przykopy miałkie, czy głębokie,
Ale z wielkiem zapędem skoczyć się zawodzi
I przekop, mając wodę po szyję, przechodzi.
120
Tak poszedł ubłocony między kamieniami
I gęstemi ogniami, łukami, kuszami,
Jako więc przez obławy, nie dbając na krzyki
Zgromadzonych myśliwców, przechodzi wieprz dziki.
Czyniąc okna przestrone pyskiem i piersiami
Miedzy ciasnemi chrósty i miedzy trzcinami,
Kryty tarczą poganin i skupione straży
I nie tylko mur, ale Boga lekce waży.
121
Jako skoro na suszy stanął król zuchwały
I wpadł na rusztowania, co wielkie trzymały
Mosty wewnątrz za murem mocne i przestrone,
Na których stały hufce francuskie sprawione,
Dopiero beło widać w ciałach srogie rany,
Które śmiertelnem mieczem dawał niebłagany866,
I ręce na powietrzu i głowy lecące
I strumienie krwie, z muru w przekopy ciekące.
122
Porzucił tarcz poganin i miecz w ręce obie
Wziąwszy, wpadł na Arnolfa książę w onej dobie,
Który beł przyszedł stamtąd, gdzie wody spadają
Rena rzeki i z morzem słonem się mieszają.
Ale się właśnie bronił tak Sarracenowi,
Jako się zwykły bronić siarki płomieniowi:
Uderzony z obu rącz ostrem mieczem w ciemię,
Legł z rozwaloną głową i upadł na ziemię.
123
Od lew za jednem cięciem zabił Oldoranda,
Spinaloka, Oldrada, Andzelma i Pranda,
Bo w miejscu barzo ciasnem i w ludzie ściśnionem
Nazbyt daleko mieczem zasięgał stalonem.
Mało nie połowicę zbił Niderlandczyków,
Ledwie jeszcze nie więcej pobił Normandczyków867;
Rozdzielił Orgietowi głowę podle ucha
Po piersi i od piersi do samego brzucha.
124
Zrzucił na dół Moskina w przykop z Andropanem
Z wierzchu wysokiej wieże. Tamten beł kapłanem,
Ten miał wino za Boga, które rad tak pijał,
Że dwugarcowe flasze jednem tchem wypijał;
Ale się zasię tak strzegł i tak chronił wody,
Jako jakiej trucizny, a teraz z przygody
Swej żałosny umiera i w onej godzinie
Ostatecznej go trapi to, że w wodzie ginie.
125
Przeciął na poły rodem z Prowence Arnalda,
Przebił mieczem na wylot z Tolozy868 Ambalda;
Obert, Klaudy, Gwaltyer, w Torzie869 porodzeni,
Dusze ze krwią wylali, sztychem przepędzeni;
Różnemi zaś ranami zabił Dyoniza,
Satallona i Oda, wszytkich trzech z Paryża,
I inszych barzo wiele wyprawił w tęż drogę,
Których rodu i imion pamiętać nie mogę.
126
Wielka za Rodomontem kupa następuje
I drabiny nie w jednem miejscu przystawuje,
Tak, że stąd Paryżanie ustąpić musieli
Skoro pierwsze obrony zwątpione ujźrzeli;
Widzieli też, że jeszcze poganom niemało
Do czynienia, choć przeszli za mury, zostało;
Bo między drugiem wałem i murem głęboki
Przykop jeszcze zostawał i dosyć szeroki.
127
Imo870 to, że pogaństwu naszy u tej strony
Z góry do dołu czynią snadniejsze obrony,
Zewnątrz na pochodziste871 wały w mniejszem trudzie
Coraz świeży z wodzami następują ludzie,
Którzy spisami872 czynią wstręty i zawady
I z łuków nieprzyjaciół strzelają gromady;
Którzyby byli nie tak zgromadno873 bieżeli,
By byli Rodomonta przy sobie nie mieli.
128
Który jednych pochwala, a drugich groźnemi
Słowy gromi i sam wprzód wypada przed niemi:
Jednemu głowę, piersi drugiemu rozcina,
Jeśli widzi, że który uciekać poczyna;
Inszych strąca i spycha, nikt mu się nie skryje,
Inszych bierze za włosy, za ręce, za szyje,
I jednego po drugiem jednąż ciska drogą,
Że się już i w przykopie ledwie zmieścić mogą.
129
Kiedy się tak poganie kupami spuszczali
W on przykop niebezpieczny i owszem spadali
I potem drabinami, które z sobą mieli,
Na wtóry wał z przewagą do góry leść chcieli,
Król z Sarce, jakoby miał skrzydła przyprawione
Do wszytkich swoich członków, ciało obciążone
I zbroją i orężem podniósł i szalony
Skok uczynił za przykop do przeciwnej strony.
130
Na dwadzieścia go łokci kładziono szerokiem,
Który jako lekki chart chyżem przeniósł skokiem;
A taki grzmot uczynił, kiedy padł na ziemi
Na nogi, jakoby miał miękką pilśń pod niemi,
I temu i owemu, na którego siecze,
Przecina w poły zbroje i utrąca miecze,
Jakoby nie z żelaza, ale z wosku były:
Taka szabla i takie jego beły siły.
131
Tem czasem już opatrzni beli chrześcijanie
W przykop, który się przebić kusili poganie,
Suche chrósty i w wiązki drobne powiązane
I drzewka i łuczywa pokładli smolane874;
A chocia go ode dna jemi napełnili
Niemal po wierzch, tak dobrze ziemią je nakryli,
Że ich prawie nic a nic widzieć nie możono;
Pod nie wielką naczynia liczbę podłożono,
132
Napełnionego smołą, saletrą, siarkami,
Olejem i inszemi takiemi czynami;
Zaczem, aby śmiałości swojej przypłacili,
Na pogany, którzy się w przykopy spuścili
I drabinami z dołu na wał wstępowali
I ostatnich się wierzchów doleść spodziewali,
Naszy z różnych miejsc znaki dali umówione,
A wtem ognie tam i sam były przyłożone.
133
Płomienie rozprószone w jedno się zebrały
I przykop, jako wielki, tak opanowały
I tak wysoko w niebo ogień roznosiły,
Że Latonownie łono wilgotne suszyły.
Wzgórę się czarne, srogie chmury przewalają,
Które jasne Febowi czoło zasłaniają;
Słychać huk ustawiczny, podobny wielkiemu
Grzmieniu, po czarnej burzy przebiegającemu,
134
I straszną harmonią, zmieszaną z wołania,
Z skarg, z płaczu i z lamentów, z wrzasku i stękania
Nieszczęsnego żołnierstwa, co nie dla swej winy,
Ale z wodza swojego ginęło przyczyny;
Mieszały swoje huki ognie mężobójcze
Z wrzaskiem ginących ludzi dla swego przywójce —
Ale niech już nie śpiewam więcej: ochrapiałem,
I mamli się wam przyznać, poniekąd zemdlałem.
Koniec pieśni czternastej.