XV. Pieśń piętnasta
Argument
Paryża ze wszytkich stron mocno dobywają
Poganie i drabiny na mur przystawiają.
Astolf od Logistylle darowany jedzie,
Kaligoranta wiąże i w powrozach wiedzie.
Sprawiwszy to, ucina głowę Orylowi,
Który się Gryfonowi i Akwilantowi
Nie dał pożyć; przyjeżdża wtem do Jeruzalem,
Gryfon niedobrych nowin słucha z wielkiem żalem.
Allegorye
W tej piętnastej pieśni przez Kaligoranta, który nakoniec ułowił się w swej własnej sieci, widziemy, jako pospolicie niecnoty i oszukania wychodzą na upadek tych, którzy ich zażywają. Przez Oryla, który w sztuki rozsiekany, lepił samego siebie, ukazuje się, że złość do jakiegokolwiek czasu zwykła trwać niepokarana; ale na ostatek ten, który ją umie poznać i odetnie jej fortele, jako Astolf uciął włos uczarowany, który Oryla przy zdrowiu zachowywał, pożyje ją, że na ostatek upaść musi.
1. Skład pierwszy
Zawsze każde zwycięstwo chwalebne bywało,
Lub się dowcipem lub się szczęściem dostawało.
Prawda to, że które się ze krwią swych dostanie,
Przyganę pospolicie najduje w hetmanie;
Ale to więc dopiero godne jest pochwały
I owoc czci niebieskich przynosi dostały,
Kiedy nieprzyjaciele porażeni padną,
A swoi znacznej szkody w bitwie nie popadną.
2
Taką chwałę zwycięstwu, Alfonsie, twojemu
Oddamy, któryś lwowi875 na morzu możnemu,
Który beł opanował Padu oba brzegi
Od Frankolinu876 aż tam, gdzie kończy swe biegi,
Takeś właśnie uczynił, że pókiś ty żywy,
Nie boję się, choć słyszę jego ryk straszliwy.
Tyś pokazał, jak trzeba zwyciężyć, boś ubił
Tak wiele nieprzyjaciół, a naseś nie zgubił.
3
Nie umiał tego nazbyt na swą szkodę śmiały
Rodomont, od którego pędzeni na wały
Ludzie jego gwałtem iść w przykopy musieli,
Gdzie od zakrytych ogniów wszyscy pogorzeli.
Na tak wiele pogaństwa on przykop beł ciasny,
Ale go rozprzestrzenił prętko ogień straszny,
Ogień straszny, co ciała obrócił w popioły,
Aby wczesny877 na wszystkie beł nieprzyjacioły.
4
Czterdzieści ich tysięcy spełna, abo mało
Nie więcej w rozpalonem przykopie zostało,
Co weń weszli, nie mogąc odeprzeć gwałtowi,
Ale się tak wściekłemu zdało ich wodzowi.
Wszyscy zgaśli, tak wielkiem ogniem ogarnieni,
Od nagłych i łakomych pożarci płomieni.
Sam Rodomont, który beł przyczyną ich złego,
Zdrowo uszedł z onego pożaru strasznego.
5
Który będąc i zbrojnem i tak ciężkiem chłopem,
Skoczył na drugą stronę i beł za przykopem;
I by był wszedł z inszemi w on dół niebezpieczny,
Jużby beł ten jego szturm pewnie ostateczny.
Obraca wściekłe oczy na otchłań piekielną
I widząc wielki ogień i klęskę śmiertelną
Swoich ludzi, ginących przez straszne pożogi,
Łaje, bluźni, sromoci i przeklina bogi.
6
Tem czasem król Agramant osobno się puścił
I straszliwy do jednej bramy szturm przypuścił,
Rozumiejąc, że kiedy w inszem miejscu wrzały
Srogie boje, gdzie wojska w przykopie gorzały,
Ta nie tak osadzona potężnie została
I jego wielkiej sile wydołać nie miała;
Król z bogatej Ardzille, Bambirak okrutny,
I Baliwierz był przy niem, niecnota wierutny.
7
I Koryneus z Mulgi społem z Pruzyonem,
Z królem wysep szczęśliwych, mężem doświadczonem,
I Malabuferz, który w Fizanie bogatem
I w krainach panuje, sławnych wiecznem latem,
I wiele inszych panów i ludzi przebranych,
Doświadczonych bojami i dobrze ubranych;
Wiele też ladajakich i którzyby byli
Tysiącem tarczy serca nie ubezpieczyli.
8
Omylił się Agramant, który w tamtej stronie
O jakiej barzo słabej rozumiał obronie;
Przeciwne rzeczy nalazł, bo tam sam z przedniemi
Cesarz beł swą osobą wodzami swojemi;
Król Salomon, bawarskie książę, dwaj Gwidowie
I z Ganelonem bracia dwa Angielinowie,
Awolion i Awin z Duńczykiem Ugierem878,
Tamże i Otton mężny stał i z Berlingierem
9
I inszych mniejszych wiele, swych i cudzoziemców,
To Francuzów, to Włochów, to Czechów, to Niemców,
Każdy przy swojem panie na śmierć odważony,
Między najmężniej szemi chcąc być policzony.
Ale się do tej sprawy inszem czasem wrócę;
Teraz pióro za wielkiem książęciem obrócę,
Który z daleka woła i kiwa rękami,
Prosząc, abym go swemi nie mijał rymami.
10
Już czas, iżbym się też co z Astolfem zabawił,
Któregom, jeśli dobrze pomnicie, zostawił,
Kiedy po tak wygnaniu długiem, utęskniony,
Pragnął się znowu wrócić do ojczystej strony,
Tak, jako mu otuchę była uczyniła
Ta, co sprosną Alcynę w boju zwyciężyła,
Obiecawszy mu drogą jako nałatwiejszą
Odesłać go w jego kraj i nabezpieczniejszą.
11
I tak jednę galerę879 wielką zgotowano,
Nad którą lepszej nigdy z portu nie wysłano;
Ale iż Logistylla poniekąd wątpiła,
Aby mu zła Alcyna gdzie nie zastąpiła,
Chce, aby Sofrozyna z Androniką mężną
Prowadziły książęcia z armatą potężną
Angielskiego tak długo, ażby Arabskiego
Morza zdrowo dojechał lub łona880 Perskiego.
12
I zda się Logistylli bezpieczniej i woli,
Choć tak daleko z drogi, że raczej zakoli
Podle Indów, Tatarów, królestw Nabatejskich881,
I wróci się do Persów i państw Erytrejskich882,
Niżli by się miał puścić przez północne morze,
Które wiatry mieszają w ustawicznem sporze,
Kędy niektóre czasy takie więc bywają,
Że słońca nic przez kilka miesięcy nie mają.
13
Tak skoro się armata w drogę zgotowała,
Logistylla książęciu jechać pozwalała;
Ale niżli odjechał, wprzód go rzeczy siła,
O czemby było mówić wiele, nauczyła.
Ażeby żaś przez czary nie beł w jakie strony,
Skądby się nie mógł potem wrócić, zawiedziony,
Potrzebną barzo księgę i piękną mu dała
I żeby ją zawsze miał przy sobie, kazała.
14
Jako czarom odpierać trzeba człowiekowi,
Wszytko było w tej książce danej Astolfowi.
W której rejestr na pierwszych kartach położono,
Że z niego wszytko naleść bez pracy możono.
Ale i inszem darem uczciła go drogiem,
Jaki nie mógł być droższy, pewnem pięknem rogiem,
Rogiem takiego dźwięku, że komu do uszu
Przydzie, każdy się lęka i ucieka z musu.
15
Mówię, że tego rogu dźwięk tak beł straszliwy,
Że się przed niem nie został żaden człowiek żywy,
Żadne serce tak dobre, tak śmiałe nie było,
Żeby usłyszawszy go, sobą nie strwożyło;
Dźwięki wiatrów nasroższych i ziemie trzęsienia
Z tem dźwiękiem nie zrównały i straszliwe grzmienia.
Wielkie dzięki Angielczyk Logistylli czyni,
Że była przewodniczka i jego mistrzyni.
16
Skoro jej przystojnemi słowy podziękował,
Pożegnał ją i z portem wiatry zostawował
Spokojniejsze i poszedł, krążąc nad ludnemi
I pachniącej Indyej wsiami bogatemi,
W prawą i w lewą wysep tysiąc odkrywając,
Tak długo, aż obaczył, z biegu nie spuszczając,
Kraj świętego Tomasza883, skąd się więc puszczają
Żeglarze na północy i sztyr obracają.
17
Jakoby wielki złoty chersonez884 strychując,
Szła armata i brzegów bogatych zajmując,
Widzi, jako się wody Gangowe bieleją
I w morze wody pędem niewstrąconem leją;
Widzi i Taprobanę885 z swemi mieszkańcami
I morze, między dwiema ściśnione brzegami.
Po długiej drodze potem do Kochinu886 przyszli
I dopiero z indyjskich granic stamtąd wyszli.
18
Przebiegając tak wielkie morze z tak wiernemi
Wodzami książę Astolf i tak wiadomemi,
Pyta cnej Androniki i chce się dowiedzieć,
Prosząc, aby mu chciała wszytko rozpowiedzieć,
Jeśli okręty z morza, które nazywają
Zachodniem, na tem wschodniem kiedy widywają
I jeśli nie tykając ziemie, kto z Indyej
Może prześć do Francyej albo do Angliej.
19
Andronika mu na to, pojźrzawszy wesoło,
»Wiedz — pry887 — że morze ziemię obłapia nakoło
»I że w się jedna w drugą wchodzą wszytkie wody,
»Bądź tam, gdzie wre, bądź kędy morze krzepnie w lody;
»Ale iż się zaś wielka stąd Etyopia888
»Rozciąga i pośrzodek sam daleko mija,
»Ktoś rozsiał i tak udał waszemu światowi,
»Że tam iść zakazano dalej Neptunowi.
20
»Dlatego od naszego indyjskiego brzegu
»Żaden się nie podyjmie do Europy biegu;
»Z Europy także do nas żaden się nie kusi
»I na mało podobny pław wezdrgnąć się musi.
»Bo iż przed sobą tę tak wielką ziemię mają,
»I ci i tamci nazad zawżdy się wracają,
»I widząc ją tak wielką i tak nazbyt długą,
»Mniemają, że się łączy z hemisferą drugą.
21
»Ale za laty widzę, że Argonautowie889
»I sławniejszy, niż dawni, nowi Tyfizowie
»Od ostatnich zachodnich granic wyjeżdżają
»I niewiadome dotąd drogi odkrywają;
»Drudzy krążą Afrykę890 i bez żadnych tropów
»Tak długo naśladują ziemię Etyopów,
»Aż miną kres891, skąd słońce do nas wóz kieruje,
»Kiedy koziorożcowe znaki zostawuje.
22
»I najdują już koniec cugu892 tak długiego,
»Przez który się dwie morza różne z omylnego
»Mniemania zdadzą, wszytkie wyspy przebiegają
»I blizkich wysep perskich, arabskich sięgają.
»Drudzy brzeg zostawują i lewy i prawy,
»Które się dwiema stały z Alcydowej893 sprawy,
»I okrągłego biegu słońca naśladują894
»I nowy świat i nowe królestwa najdują895.
23
»Widzę świetny krzyż święty896, widzę na zielone
»Brzegi wielkie cesarskie herby wystawione,
»Widzę jednych na straży okrętów stłuczonych,
»Drugich na zdobycz nowych krajów naznaczonych;
»Widzę, że przed dziesiącią tysiąc ustępuje,
»Widzę, że za indyjskim państwem rozkazuje
»Aragona i Karła piątego hetmany,
»Ze wszytkich stron niosące tryumf pożądany.
24
»Bóg tak chce, że ta droga zakryta u świata
»Z dawna była i jeszcze będzie długie lata,
»Ani jej wiedzieć będą, acz czas prędko ginie,
»Aż szósty albo siódmy wiek nadalej minie;
»Ale ją w ten czas ludziom dopiero objawi,
»Gdy nową monarchią na świecie postawi
»Pod cesarzem najmędrszem i najświętobliwszem,
»Co będą po Auguście, i najsprawiedliwszem.
25
»Z rakuskiej, aragońskiej krwie, widzę, wychodzi,
»Co się na lewem brzegu nad Renem urodzi897,
»Pan co wszytkich, o których mówią albo piszą,
»Przejdzie dzielnością, jakiej na świecie nie słyszą.
»Astrea898 przezeń światu będzie przywrócona
»I owszem martwa znowu będzie ożywiona
»I wszytkie święte cnoty, społem z nią wygnane,
»Od niego będą na świat znowu przywołane.
26
»Za te jego zasługi chcą mocni bogowie,
»Że nie tylko koronę poniesie na głowie
»Przesławnego cesarstwa, którą póki żyli,
»Augustus, Trajan, Markus899, Sewerus nosili,
»Ale i obu krajów świata ostatecznych,
»Które nigdy nie znają promieni słonecznych,
»I już pod tem cesarzem, skoro świat osiędzie,
»Jedna tylko owczarnia, jeden pasterz będzie.
27
»Ażeby łatwiej były skutkiem wypełnione
»Porządki koło tego w niebie przeznaczone,
»Opatruje go Dobroć przedwieczna wielkiemi
»Hetmany tak na morzu, jako i na ziemi.
»Widzę, że cny Kortezy900 podbił miasta nowe
»Pod cesarskie wyroki i państwa wschodowe
»Tak dalekie, że my, co w Indyej mieszkamy,
»Dla wielkiej odległości zgoła ich nie znamy.
28
»Widzę, że cny Kolumna Prosper901, hetman stary,
»I za niem zawołany margrabia z Peskary902903
»I Wasty młody904 czynią, że włoski kraj potem
»Będzie się zawżdy drogi zdał liliom złotem905;
»I widzę, że ten trzeci, jakby zapędzony,
»Chce inszych do laurowej uprzedzić korony,
»Jako rączy zawodnik, co z miejsca wybiega
»Ostateczny, a kresu napierwej dobiega.
29
»Widzę cnego Alfonsa, który tej wierności,
»Tego męstwa i tej jest rycerskiej dzielności,
»Że mu cesarz tak młodo, choć jeszcze swojego
»Wieku spełna nie mija dwudziestoszóstego,
»Wojska swego powierzy, które w jego pieczy
»Mając, nie tylko wszytko, co ma, ubezpieczy,
»Ale wszytkiego świata uczynić się panem
»Będzie mógł z tak przeważnem i dzielnem hetmanem.
30
»A jako z temi swemi hetmany wielkiemi
»Swe panowanie wszędzie rozszerzy na ziemi,
»Tak na morzu tem, które w śrzodku z tamtej strony
»Europa, z tej zawiera Afer upalony,
»W każdem boju zwycięzcą szczęśliwem zostanie,
»Skoro Jędrzej Dorya906 do niego przystanie,
»Ten to Dorya, który wszytkie wam tameczne
»Wasze morza od zbójców uczyni bezpieczne.
31
»Choć wszytkie zbójcę w on czas spędził zawołany
»Pompejus, nie może z niem być porównany;
»Bo oni być nie mogli równi tak możnemu
»Królestwu i na świecie najpotężniejszemu,
»A Dorya przez własne tylko siły swoje
»I przez dowcip wszytkie z mórz uprzątnie rozboje,
»Tak, że od ciasnej Kalpy907 do Nilu drżeć wszędzie
»Na samo imię jego każdy okręt będzie.
32
»Widzę, że Karzeł piąty już, pełen ochoty,
»Do włoskiej ziemie przezeń otwartemi wroty
»I jego całą wiarą i ubezpieczony
»Tak dobrem przewodnikiem, idzie brać korony908,
»A za to sam nagrody żadnej nie odnasza,
»Ale ją swej ojczyźnie daje i uprasza
»U cesarza, żeby ją wolnością darował,
»Gdzieby ją był podomno inszy opanował.
33
»Ta pobożność i miłość, którą pokazuje
»Ojczyźnie swojej wszytkie zwycięstwa celuje,
»Które jedno Juliusz odniósł we Francyej,
»W Hiszpaniej, w Afryce albo w Tessaliej.
»Nie może mieć tej sławy wielki Oktawiusz,
»Ani co się z nim spiera o świat, Antoniusz;
»Bo oni swoje wielkie dzieła oszpecili
»Tem, że gwałtu na swoję ojczyznę użyli.
34
»I ci i inszy wszyscy niechaj się sromają,
»Co zniewolić ojczyzny wolne zamyślają,
»I gdzie jeno Jędrzeja Doryę mianują,
»Niech tknione skrytem bojcem sumnienia poczują.
»Widzę cesarza, że mu nagrody przydawa,
»Bo krom tej, którą równą z inszemi mu dawa,
»Dał mu miasto909, co będzie początkiem wielkości
»Normandów w Apuliej i ich potężności.
35
»Nie tylko wielką łaskę tak zasłużonemu
»Cesarz pokaże temu wodzowi swojemu,
»Ale widzę, że więcej cny pan się raduje,
»Kiedy miasta bogate, a czasem daruje
»Całe krainy swojem, co z niem przestawali
»I gwoli jemu swojej krwie nie żałowali,
»Niżby zamków obronnych i miast nadobywał
»I niżby inszych nowych królestw nazdobywał«.
36
Tak o zwycięstwach, które po długiem obrocie
Wielu lat na Febowem złotem kołowrocie
Mieli dać jego zacni hetmani Karłowi,
Andronika dawała sprawę Astolfowi.
A wtem jej towarzyszka wiatrom, w lotne skrzydła
Ubranem, to popuszcza, to wściąga wędzidła
I czyni, że jej gwoli to ten, to ów dmucha
Mocniej i lżej, jako chce, a każdy jej słucha.
37
Widzą w tem morze Perskie, które się z swojemi
Tak daleko rozciąga wodami słonemi,
Od którego za kilka zaś dni przyjechali
Do łona910, które starzy mędrcowie nazwali911.
Tu wzięła port armata i okręty tyły
Uwiązane do, brzegów swoje obróciły,
Gdzie już będąc bezpieczny Astolf od Alcyny,
Ziemią się dalej puścił do swojej krainy.
38
Jechał przez wielkie pola i przez gęste lasy,
Przez równiny, doliny, góry w one czasy,
W jasny dzień i ciemną noc, często potykając
Zbójcę, to je za sobą, to przed sobą mając.
Widział i lwy i smoki i inszy zwierz srogi,
Który mu zastępował często podle drogi;
Ale skoro swą trąbę do gęby przyłożył,
I zbójcę uciekali i z wierz się potrwożył.
39
Jechał przez Arabią, szczęśliwą nazwaną,
Mirrą i pachniącemi kadzidły nadaną,
Którą sobie mieszkaniem ze wszystkiego świata
Feniks obrał, co żyje nieprzetrwane lata,
Aż przyjechał do wody, która zatopiła
Faraona i z jego ręki wyzwoliła
Uchodzące z niewolej izraelskie plemię;
Potem wjechał na piękną bohatyrów ziemię912.
40
Nad rzeką Trajanową913 jedzie na swem koniu,
Co sobie równia914 nie ma na świecie, po błoniu,
Który tak lekki i tak żartki jest, że znaku
W piasku jego kopyta nie znać ani szlaku.
Traw i śniegów ledwie się dotyka na ziemi
I po wodzieby bieżał nogami suchemi,
A gdy się w zawód puści, pozad zostawąją
Wiatry i mniejszem pędem pioruny spadają;
41
Ten to koń, któremu beł wprzód Argali panem,
Co się nigdy nie karmił owsem, ani sianem,
Ale szczerem powietrzem, Rabikan rzeczony,
Z wiatru niedościgłego i z ognia zrodzony.
Kończąc swą drogę Astolf, dalej postępuje,
Gdzie Nilus Trojanowę rzekę w się przymuje;
Ale niżli przyjechał, gdzie weń właśnie wchodzi,
Ujźrzał przeciwko sobie kogoś w krzywej łodzi.
42
Bliżej będąc, obaczył, że na niej szedł wodą
Pustelnik do pół piersi z długą siwą brodą,
Który go wzywał na łódź, ręką nań kiwając
I »Postój, postój, synu!« z daleka wołając.
»Jeśli — powiada — zdrowie nie lekce szacujesz,
»Jeśli dziś umrzeć nie chcesz i żywot miłujesz,
»Przewieź się na drugi brzeg, a nie jedź tą stroną,
»Co cię wiedzie na pewną śmierć, nieuchronioną.
43
»Bo jeszcze nie ujedziesz spełna mil półtora,
»Jako dojedziesz do krwią spluskanego dwora,
»Do mieszkania jednego olbrzyma srogiego,
»Który dziewięcią stóp wzrost przechodzi każdego.
»I pieszy pielgrzymowie i ci, co jeżdżają,
»Niech się żywo z jego rąk ujść nie Spodziewają;
»Jednych rąbie na ćwierci, drugich z skór odziera,
»Bywa to, że i żywo niektórych pożera.
44
»W tem swojem okrucieństwie myśliwstwem się bawi
»I to jego najwiętsza uciecha: sieć stawi
»Foremnie915 urobioną przy domu na ziemi
»I potem ją nakrywa piaskami drobnemi.
»Kto nie wie, nie ujźrzy jej, aż kiedy pochwyci:
»Tak jest z cienkich, drótowych urobiona nici.
»Potem między nakryte sidła rozstawione
»Strasznem głosem pielgrzymy pędzi potrwożone.
45
»I z wielkiem śmiechem ludzie nieszczęsne, wegnane,
»Do swojego mieszkania wlecze uwikłane;
»Lubo rycerz, lubo jest biała płeć, nikomu
»Nie przepuszcza podłego lub zacnego domu.
»Skoro ciało zje, wyssie mózg i krew wypije,
»Kości po wielkiem lesie tam i sam pokryje,
»A skórami tych, co je żywo poodziera,
»Ściany sobie obija i gmachy916 ubiera.
46
»Lepiej, że inszą drogą, o synu, pojedziesz,
»Którą zdrów i bezpieczny do morza dojedziesz«.
Astolf na to odpowie: »Dziękujęć za radę,
»Ale przecię, odpuść mi, w swą drogę pojadę;
»Więcej sobie cześć, ojcze, niżli żywot ważę
»I skutkiem to i samą rzeczą wnet pokażę;
»Nie w mię, ale w inszego wmawiaj to pielgrzyma:
»I owszem prosto jadę do tego olbrzyma.
47
»Uciekszy, ojcze, mogę zdrów zostać i żywy,
»Ale wolę śmierć ze czcią, niż żywot zelżywy.
»Widzieć nie mogę, co mię ma potkać inszego,
»Okrom że zginę równo z drugiemi, gorszego;
»Ale jeśli mi zasię Bóg pobłogosławi,
»Tak, że on zginie, a mnie zdrowego zostawi,
»Wszytkiem ten kraj bezpieczny przez mię będzie wszędzie
»Tak, że więtszy pożytek, niżli szkoda, będzie.
48
»Jednego śmierć na żywot ludzi niezliczonych
»Kładę, od okrutnego dziwu wybawionych«.
»Jedź — pry917 — synu, w pokoju w umyśloną stronę,
»Niech Bóg ześle na twego żywota obronę
»Archanioła Michała!« Tak mówił pobożny
I przeżegnał go potem pustelnik nabożny;
A on nad Nilem jechał, śpiesznie pojeżdżając,
Barziej trąbie, aniżli mieczowi ufając.
49
Między rzeką, a między bagnistem jeziorem
Leży mała ścieszka tuż podle domu, w którem
Jest mieszkanie olbrzyma niezwykłej srogości,
I towarzystwa próżne i wszelkiej ludzkości.
W niem są przybite głowy i członki ucięte
Tych, którzy się trafiają w te kraje przeklęte;
Niemasz w niem ganku, niemasz w niem okna żadnego,
W któremby nie powiesił przynamniej jednego.
50
Tak, jako pospolicie gdzie między puszczami
Po zameczkach i dworach albo pod Tatrami
Od myśliwców straszliwe łapy więc widamy
I łby wielkich niedźwiedzi, przybite do bramy,
Tak olbrzym pokazował rycerze przedniejsze,
Którzy się tam trafiali i tylko mężniejsze;
Inszych zaś niezliczonych krwie mniejszej dzielności
Pełne beły przykopy i zbielałych kości.
51
Sam Kaligorant918 stoi w bramie — tak onemu
Imię było wielkiemu dziwowi strasznemu,
Co pałac swój obijał ludzkiemi skórami,
Jako go obijają drudzy kobiercami —
Skoro ujźrzał, że Astolf prosto następuje
Ku niemu, z radości w niem serce wyskakuje;
Bo dwa były minęły i trzeci wychodził
Miesiąc, jako mu się tam nikt beł nie nagodził.
52
Ku jezioru, co było zarosło trzcinami,
Bieżał skwapliwy olbrzym wielkiemi krokami,
Chcąc nakoło obbieżeć i nieostrożnemu
Obbieżawszy książęciu przyść w tył angielskiemu,
Mając pewną nadzieję, że tak snadniej w krętą
Miał go wpędzić w nakrytą piaskiem sieć napiętą,
Jako każdemu czynił, który w tamte strony
Od swojego złego beł losu przyciągniony.
53
Skoro go Astolf ujźrzał prosto przeciw sobie
Bieżącego, zawściąga konia w onej dobie,
Bojąc się w okrutnego wpaść sieć rozbójnika,
Tak, jako przestrzeżony beł od pustelnika,
I zwykłą pomoc przeciw nieprzyjacielowi
Bierze i dodawa tchu mocnego rogowi,
Którego strasznem dźwiękiem w serce uderzony
Słysząc go, na zad olbrzym ucieka strwożony.
54
Astolf trąbi, ale się często zastanawia
I sieci się nakrytej piaskami obawia.
Olbrzym nie wie gdzie, bieży, co jedno ma mocy;
Bo jako serce, tak beł utracił i oczy
I tak go zjął, tak go strach opanował srogi,
Że aby swoich sideł chybił, nie wie drogi.
Nakoniec w nie uderzył: sieć nagle skoczyła
I tak umotanego na dół obaliła.
55
Widząc Astolf, że olbrzym nic sobą nie włada,
Już bezpieczny sam o się, do niego przypada
I zsiadszy z Rabikana, mieczem wyniesiony,
Chce mu za tak wiele dusz wziąć żywot mierziony.
Potem mu się zda, że się więźnia bić nie godzi
I że to raczej z strachu, nie z męstwa przychodzi,
Chcieć tego zabić, który sobie nie pomoże
I szyją, ręką, nogą ruszyć się nie może.
56
Tę sieć Wulkan sam zrobił z drótu subtelnego,
Z co lepszego żelaza i tak wypławnego919,
Że najmocniejszą ręką i siłą stargana,
Nie mogła być w nasłabszej części rozerwana,
Ta to była, którą był żenie i Marsowi
Ręce i nogi związał, cudzołożnikowi,
I dlatego ją zrobił, aby był poimać
Mógł oboje na łóżku i w niej ich dotrzymać.
57
Potem ją Merkuryusz chytry kowalowi,
Chcąc ją Klorę920 ułowić, ukradł Wulkanowi;
Która na wschodzie słońca lata za rumianą
Jutrzenką po powietrzu i rosą, zebraną
W złote łono, pokrapia pochylone czoła
Fiołkom i liliom i odżywia zioła,
Tak długo jej pilnując, że rosy trzęsącą,
W jeden dzień przez powietrze ułowił lecącą.
58
Tam, gdzie Nil wielki wpada do morskiego łona921,
Nieostrożna bogini była ułowiona;
Potem w dawnem Kanopie922 sieć przez wieków wiele
Długo w Anubiszowem923 wisiała kościele,
Skąd na trzy tysiące lat, jako piszą o tem,
Niezbożny Kaligorant wziął ją gwałtem potem,
Który ją z sobą zaniósł i kościół splądrował,
Miasto spalił i z gruntu tamten kraj zepsował.
59
I tu jej potem zdrajca długi czas używał,
A tak ją mądrze stawiał i dobrze nakrywał,
Że ledwie jej kto trącił, jako porywała
I ręce, nogi, szyję węzłami motała.
Wyjął z niej łańcuch Astolf i rozbójnikowi
Związał jem ręce opak Kaligorantowi
I żeby się nie wydarł, dobrze obwarował;
Potem mu wstać dopuścił, skoro go skrępował.
60
Rozwiązawszy mu pierwej insze mocne węzły,
W których mu beły członki wszytkie tak uwięzły,
Że sobą ruszyć nie mógł, chce, żeby związany
Szedł przy koniu, po miastach i po wsiach widziany,
I sieć onę tak pięknej, tak sztucznej roboty,
Że nic misterniejszego nigdy twarde młoty
Nie zrobiły, na grzbiet mu przywiązawszy, jedzie
I w łańcuchu z tryumfem za sobą go wiedzie,
61
Szyszakiem go i tarczą nadto obciążając,
Wszędzie, gdzie się obrócił, ludzie napełniając
Radością niesłychaną z tego, że widzieli,
Że tam bezpieczne przeście już podróżni mieli.
Tak długo, kończąc drogę swą, Astolf pojeżdżał,
Aż obaczył, że grobów egipskich dojeżdżał
I wysokich piramid; potem zawołany
Przeciwko ujźrzał Kair, pyszno zbudowany.
62
Z miasta ludzie kupami wielkiemi bieżeli,
Aby niezmierzonego olbrzyma widzieli,
»Jako podobna — mówiąc jeden do drugiego —
»Aby ten tak mały miał związać tak wielkiego?«
Astolf ledwie mógł jechać dalej, otoczony
Nakoło i od ludu gęstego ściśniony.
Wszyscy go poważają, wszyscy się dziwują,
Wszyscy, jako rycerza wielkiego, szanują.
63
Nie beł Kair tak wielki za czasu onego,
Jako o niem słychamy za wieku naszego,
Że w niem ludzie tak gęsto i ciasno mieszkają,
Że ośmnaście tysięcy ulic mało mają
I że ich wiele sypia po drogach kupami,
Choć wszytkie domy mają ze trzema piętrami,
I że tam sułtan zamek postawił budowny,
Z wielkości i piękności dziwny i cudowny,
64
Że piętnaście tysięcy zawżdy położonych
Żołnierzów, a z chrześcijan wszytkich poturczonych,
Na niem zwykł chować z końmi, z dziećmi i z żonami,
Wszytkich jednostajnemi nakrytych dachami.
Astolf chce widzieć, jako Nil pod Damiatą924
Daleko w słone morze niesie dań bogatą,
Słysząc, że kto się jeno tamtędy udawa,
Lubo ginie, zabity, lub więźniem zostawa
65
Dlatego, że tam zbójca mieszkał w mocnej wieży,
Która na brzegu, gdzie Nil wpada w morze, leży;
Który i swe i obce przychodnie odziera
I ledwie się o mury kairskie opiera,
Wszytek kraj napełniając często wielką trwogą,
A ma sławę, że mu wziąć żywota nie mogą;
Miał już sto tysięcy ran, a ten pospolity
Jest głos o niem, że nie mógł nigdy być zabity.
66
Jeśli to prawda była szczera, co mówiono,
Chce doświadczyć i żeby mógł urwać wrzeciono
Parce jego żywota, żeby nie żył więcej,
Do żyznej Damiaty wybrał się tem pręcej;
Stamtąd się dalej udał najdować Oryla925 —
Tak go zwano — i ujźrzał na brzegu u Nila,
Gdzie w morze wpada, wieżę, w której niezwątlony
Mieszkał zbójca, z latawca i z wiedmy zrodzony.
67
Przyjachawszy tam, miedzy dwiema rycerzami
I Orylem bój zastał srogi nad brzegami.
Oryl sam jeden, ci nań oba przycinają,
Ale jednemu oba ledwie odpierają,
Chocia o ich dzielności tak ludzie mówili,
Że na świecie mężniejszy rycerze nie byli;
A z Oliwiera926 ojca byli to spłodzeni,
Gryfon biały927 i czarny Akwilant928, rodzeni.
68
Prawda, że Oryl siła miał nad rodzonemi
W ten czas, kiedy w straszliwy bój wstępował z niemi;
Bo przywiódł z sobą na plac źwierzę niewidane,
Ubrane w twardą skórę i łuski kościane,
Które się w samem tylko tam kraju najduje,
W brzegach przy Nilu mieszka, ludzie srodze psuje;
Jego zwykłe pokarmy ciała nieostrożnych
Są nieszczęsnych żeglarzów i ludzi podrożnych.
69
Już krokodyl na piasku leżał jadowity
Podle portu, od braciej rodzonej zabity,
I nie miał krzywdy Oryl żadnej w onej chwili,
Że jednemu samemu dwaj razem szkodzili;
Częstokroć go zdrapali929 na sztuki, na ćwierci,
Ale go przedsię zabić nie mogli do śmierci:
Lub mu rękę odetną lub nogę, on zdrową
Przylepia ją do ciała tak, jako woskową.
70
Nieraz mu po pierś Gryfon, nieraz mu po zęby
Akwilant głowę dzieli, że mu lecą z gęby:
On się z ich cięcia śmieje; oni się gniewają
O to, że skutku w mieczach zwykłego nie mają.
Kto widział żywe srebro, kiedy na dół spadnie,
Jako swe wszytkie członki rozprószone snadnie
Zbiera zasię do kupy, tak się właśnie działo
Na sztuki Orylowe porąbane ciało930.
71
Jeśli mu głowę utną, schylony przed niemi,
Tak długo, aż ją najdzie, maca jej po ziemi
1za włosy ją bierze ani się z nią kryje,
Ale ją, nie wiem jako, przylepia do szyje.
Czasem ją Gryfon porwie i wyciągnie rękę
I wrzuci ją daleko i głęboko w rzekę;
On, jako ryba, na dno nurza się i z wody
Na wierzch z głową przyprawną wypływa bez szkody.
72
Piękne, stateczne panie dwie na brzegu stały,
Jedna w czarny ubrana, druga w ubiór biały,
Co przyczyną onego pojedynku były
I na bój między niemi straszliwy patrzyły.
Chcecie wiedzieć, kto to jest? — Są to nimfy owe,
Co wychowały syny dwa Oliwierowe,
Dwiema je wielkiem ptakom chłopięty małemi
Odjąwszy, paznogciami ściśnione ostremi,
73
Co je były z wysoka Gismundzie931 porwały
I daleko od krajów swych pounaszaly;
A mnie o tem tu mówić nie potrzeba siła,
Bo się ta historya wszędzie rozgłosiła,
Acz ten, który ją pisze, na ojcu się myli,
Twierdząc tak, jakoby się z inszego zrodzili.
Teraz się oba biją z Orylem zwiedzieni,
Oto od onych pięknych białych głów proszeni.
74
Słońce, jeszcze wysokie, dosyć już się było
W tamtej klimie za wyspy szczęśliwe932 zakryło
I cienie, biorąc wszytkie widoki, wchodziły
I wszytko pod niepewnem miesiącem okryły,
Kiedy sie Oryl wrócił do swego mieszkania.
Bo według dwu sióstr, czarnej i białej, uznania
Bracia z niem bój rozwiedli, ale umówili,
Aby się z nowem słońcem do niego wrócili.
75
Astolf, który je przedtem najwięcej z dzielności
I z wielkiej siły poznał i z wielkiej śmiałości,
Ale niemniej i z herbów, na tarcze włożonych,
Zsiadszy z konia, przywitał obudwu rodzonych.
Oni widząc, że to był rycerz zawołany,
Z lamparta933, za którem szedł olbrzym poimany —
Tak u dworu książęcia angielskiego zwali —
Z niemniejszą się ochotą z niem także witali.
76
Panie na odpoczynek rycerze wzywały
Do pysznego pałacu swego, gdzie mieszkały.
Panny i z pacholęty strojno ubranemi
W pół drogi je potkali z świecami lanemi934;
Za niemi szli ci, którzy konie od nich brali
I którzy je z ich świetnych zbrój porozbierali.
Tam naleźli gotową wieczerzą w ogrodzie,
Przy zdrojowej ciekącej, przeźroczystej wodzie.
77
Wtem przynieść drugi miąższy łańcuch rozkazali,
Którem Kaligoranta mocno przywiązali
U dębu, któregoby nie mógł ladajako
Ruszyć, choćby się też beł miotał, nie wiem jako;
Ale mu nadto dziesięć pychoty przydali,
Aby go przez całą noc onę pilnowali,
Żeby się nie rozwiązał i potem na śpiących
Nie uderzył, bezpiecznie bez straży leżących.
78
U stołu bogatego w kosztowne przyprawy,
Kędy były uciechą namniejszą potrawy,
Więtszą część zabaw trawią i swojej rozmowy
O tem, jako był wielki on cud Orylowy
I że nie beł na świecie jeszcze drugi taki,
Co kiedy mu łeb utną albo członek jaki,
Przylepi go do ciała, skoro go namaca
I znowu się do boju ochotniejszy wraca.
79
Już był w swej książce Astolf nalazł, co psowała
Wszytkie czary i gusłom moc odejmowała,
Że póki włos śmiertelny poniesie na głowie,
Będzie miał Oryl całe i bezpieczne zdrowie;
Ale skoro mu będzie wzięty i urwany,
Tak zostanie od dusze zaraz odbieżany.
To Astolfowa księga wyraźnie mówiła,
Ale, jakoby on włos poznać, nie uczyła.
80
Nie inaczej się Astolf cieszył i radował,
Jeno jakoby już beł Oryla zwojował,
Tusząc sobie za pewne on włos wygrać na niem
I wziąć mu brzydką duszę za pierwszem potkaniem;
I obiecował tamże wszytko na się włożyć
Brzemię onego boju i Oryla pożyć
I zabić go niechybnie na śmierć, jednak z wolą
Dwu rodzonych, jeśli mu bić się z niem pozwolą.
81
Oni zaś radzi ten bój na niego puszczają,
Bo że się darmo tylko będzie bił, mniemają.
Już się ukazowała jutrzenka na niebie,
Gdy Oryl na plac wjechał, gotów ku potrzebie.
Zaczem z niem rozpoczynał Astolf onę sprawę,
Ten miecz w ręku, tamten ma ogromną buławę;
Miedzy tysiącem inszych radby mu co pręcej
Dał Angielczyk taki raz, żeby nie żył więcej.
82
Czasem lewą, czasem mu utnie rękę prawą,
Czasem pięść, że na ziemię upadnie z buławą;
Czasem go sztychem maca, gdzie nit blachy spina,
A czasem go po sztukach z obu stron ucina.
Ale je Oryl zbiera i lepi i jeszcze
Mocniejszy jest, przytknąwszy każdą na swe miejsce.
By go beł na tysiąc sztuk zdrapał935 Astolf śmiały,
Widział, że się uzdrawiał i zostawał cały.
83
Nakoniec jeden spuścił na niego raz tęgi,
Ugodziwszy go w szyję właśnie między kręgi,
I głowę mu od ciała z hełmem oddzieliwszy,
Skoczył z konia, Oryla pewnie nie leniwszy,
I za krwawe ją włosy na ziemi porwawszy
I chyżo potem konia swojego osiadszy,
Bieżał z nią w pełnem biegu przeciwko Nilowi,
Odejmując ją sposób naleść Orylowi.
84
Nie postrzegł tego głupiec i z wyciągnionemi
Rękami koło siebie macał jej po ziemi;
Ale poczuwszy potem, że mu z nią ubieżał
Na zawodniku936 Astolf, do swego też bieżał
I wskoczył nań i wodze wszytkie mu wypuścił
I za niem się, żeby go zgonił, w zawód puścił;
Chciał wołać: »Postój! postój!« ale mu ucięta
Gęba z głową już była od Astolfa wzięta.
85
Jednak się nic nie trwoży, mając całe nogi,
Bieży rączo, kładąc w bok koniowi ostrogi.
Ale i Astolf nie mniej Rabikana kole
I na zad go za sobą ma przez wielkie pole.
Potem wściągnąwszy konia, na łbie upatruje
I wszędzie kędzierzawe włosy przegarnuje,
Aza ten jako pozna, którem nie umiera
I którem Oryl śmierci tak długo odpiera.
86
Między niezliczonemi nie widzi żadnego,
Dłuższego i nad insze barziej skręconego;
Myśli, który ma obrać, żeby niepożyty
Oryl mógł, zwyciężony, być na śmierć zabity.
»Lepiej — pry937 — wszytkie wyrwać«. Ale w onej dobie,
Nie mając brzytwy ani nożyczek przy sobie,
Ucieka się do szable, co tak ostra była,
Że mógł dobrze powiedzieć o niej, że goliła.
87
I za nos w jednej ręce szpetny łeb trzymając
I z przodku go i z tyłu często obracając,
Ogolił wszytkie włosy i między inszemi
Trafunkiem nalazł i on włos pogolonemi.
Twarz brzydkiej głowy zbladła i wszytka sczerniała
I widomy znak śmierci zaraz ukazała;
I tułów, co łeb goni i szuka swej szyje,
Spada z siodła i martwy ziemię sobą bije.
88
Astolf, gdzie beł rycerze i panie zostawił,
Z martwą się głową w ręku Orylową stawił,
Co wszytkie znaki miała zdechłego człowieka,
I pień jego leżący ukazał z daleka.
Ja nie wiem, jeśli okiem wesołem patrzali
Na Astolfa, choć mu twarz chętną ukazali,
Zazdrością przeciw niemu bracia przerażeni,
Że do zwycięstwa byli przezeń uprzedzeni.
89
Ale i obie panie zwycięstwu onemu,
Ja wierzę, że nie rady były książęcemu;
Bo żeby były miały dłuższe swe przewłoki
Dwiema braciej przeciwne niebieskie wyroki,
Które jem we Francyej prędką śmierć wróżyły,
Dlatego je z Orylem w bój były spuściły938,
Chcąc ich tam bawić, ażby ze złemi skutkami
Gwiazdy minęły, co jem groziły śmierciami.
90
Starosta damiacki, skoro dostał nowej
Wiadomości o pewnej śmierci Orylowej,
Gołębicę wypuścił z listem, pod skrzydłami
Prędkiemi uwiązanem cienkiemi niciami;
Ta poszła do Kairu, z Kairu puszczono
Inszą zasię gdzie indziej, jako tam czyniono,
Tak, że wszytek za sześć, pięć lub cztery godziny
O śmierci Orylowej miał Egipt nowiny.
91
Skoro Astolf do końca on bój przyprowadził,
Namawiał cne młodzieńce i na to jem radził,
Acz oni sami przez się tego pożądali
1ostróg żadnych na to nie potrzebowali,
Aby na obronienie kościoła świętego
I na poratowanie cesarstwa rzymskiego
Wschodowemi się bawić wojnami przestali,
A sławy w swoich krajach ojczystych szukali.
92
I Gryfon i Akwilant na to pozwolili
I każdy swoję panią żegnał w onej chwili;
Które acz ich odjazdu barzo żałowały,
Odporu dać ich żądzej jednak nie umiały.
Wtem się w prawą z Astolfem pospołu puścili,
Zmówiwszy się, aby cześć świętem uczynili
Miejscom, gdzie Bóg żył w ciele, i pokłon oddali
Pierwej, niżby do pięknej Francyej jachali.
93
Mogli się byli w lewą drogę sposobniejszą
Obrócić i równiejszą i dobrze wcześniejszą939,
Gdzieby byli nad morzem wszytkę drogę mieli;
Ale się w prawą udać, choć gorszą, woleli,
Bo ta do Palestyny miasta prosto wiedzie,
Że go ją, wolno jadąc, za sześć dni dojedzie.
Prawda to, że w niej więtsze niewczasy i głody,
Ale o trawę łatwiej i o zdrowe wody.
94
Skoro sobie potrzeby wszytkie sposobili,
Na Kaligoranta je olbrzyma włożyli,
Który tej beł wielkości i tej siły, żeby
I wieżęby beł uniósł, nie rzkąc ich potrzeby.
Kiedy już blizki koniec przykrej drogi mieli,
Z góry jednej wysokiej z daleka ujźrzeli
Świętą ziemię, gdzie Miłość najwyszsza zstąpiła
I nasze nieprawości krwią swoją omyła.
95
Tam Sansoneta940 z Meki941 swojego poznali
Znajomego właśnie, gdy do miasta wjeżdżali,
Sansoneta, który krom że pierwszej młodości
W pierwszem kwiecie wieku był, sławny z swej mądrości,
Z rycerskich dzieł, z dobroci wielkiej zawołany,
Od wszystkich poważany i beł miłowany,
Od Orlanda na naszę wiarę nawrócony
I jego własną ręką zaś potem okrzczony.
96
Zastali go, że zamek mocny miał na czoło942
Kalifowi postawić z Egiptu i wkoło
Chce Kalwaryjską górę murami mocnemi
I na równe pół mile okrążyć długiemi,
Kiedy byli przyjęci od niego z wesołem,
Ukazującem wnętrzny znak miłości czołem
I od niego z radością wielką prowadzeni
I w królewskiem pałacu jego postawieni.
97
Miasto Karła cesarza rządził i sprawował
Jerozolimskie państwo. Tamże mu darował,
Będąc wdzięczen ludzkości tak wielkiej, onego
Książę Astolf swojego olbrzyma wielkiego,
Który za dziesięć koni i wielkich noszenie
Stał ciężarów i mógł znieść nawiętsze kamienie;
Ale mu i sieć przytem darował, własnemi
Rękami urobioną Mulcyberowemi.
98
A Sansonet zasię dał Astolfowi za ty
Upominki do miecza pas piękny, bogaty,
Pas bogaty i piękny i na obie nogi
Z przęczkami i z bojcami złotemi ostrogi,
Co wierzyli, że były rycerza dzielnego,
Który pannę wyzwolił od smoka srogiego943;
W Cefaloniej944 mu się, gdzie w skarbie leżały,
Gdy ją wziął, z inszą były zdobyczą dostały.
99
Gdy tak w sercach skruszeni, w pokucie, w pokorze
Przez spowiedź w pewnem grzechy złożyli klasztorze,
Rozmyślali zbawiennej męki tajemnice,
Jerozolimskie wszytkie obchodząc świątnice,
Które dziś z wielką hańbą wszego chrześcijaństwa
U niezbożnego w ręku widziemy pogaństwa,
Europa zbrojna wszędzie i gdzie ich nie trzeba,
Wojny wiedzie, a tam nie, gdzieby jej potrzeba.
100
Kiedy tak nabożeństwo swe odprawowali,
Aby sobie odpusty święte pozyskali,
Jeden pielgrzym znajomy wtem z greckiej krainy
Gryfonowi żałosne powiedział nowiny,
Od jego pierwszej żądzej, od jego pierwszego
Zbyt dalekie i różne zamysłu dawnego;
Które mu takiem ogniem serce zapaliły,
Że z niego nabożeństwo wszytko wypędziły.
101
Jako jego nieszczęście chciało, rycerz młody
Miłował jednę panią, którą i z urody
Niepodobnie i z twarzy nadobnej chwalono —
Orygillą945 ją własnem imieniem zowiono —
Ale zaś tak obłudną i takiej chytrości,
Takiej złości i takiej nieustawiczności,
Że by beł całe kraje zwiedził z swemi miasty,
Wierzę, żeby beł gorszej nie nalazł niewiasty.
102
W Konstantynopolu mu była zachorzała
Na bolączkę okrutną i tamże została;
A teraz się jej zdrowszej zastać spodziewając
I piękniejszej i z nią się cieszyć zamyślając,
Słyszy nędznik, że jako skoro ozdrowiała,
Z swem do Antyochiej946 gamratem947 jechała,
Bo będąc w takich leciech młodych, jakie miała,
Bez towarzysza sypiać tak długo nie chciała.
103
Odtąd, jako tej Gryfon dostał wiadomości,
Ustawnie wzdychał, pełny nieznośnej żałości;
Wszytkie uciechy, które inszem smakowały,
Jemu samemu gwałtem do serca nie chciały —
Niech to sobie uważy każdy, który czuje,
Że miłość w jego szkodach strzał swoich próbuje —
A to mu jeszcze więtszej przydawało męki,
Że swego złego odkryć wstydził się przez dzięki948
104
Dlatego, że Akwilant, brat jego rodzony,
W lepsze baczenie, w lepszy rozum opatrzony,
Nieraz go przedtem z onej miłości strofował
I wyrazić ją z serca gwałtem usiłował,
Tę, co według rozsądku jego między złemi
Białogłowami była nagorsza wszytkiemi;
Lecz ją Gryfon obmawia949, gdy jej brat przygania:
Tak pospolicie mylą nas własne mniemania.
105
Przeto umyślił stamtąd ukradkiem przed bratem
Aż do Antyochiej sam jechać, a zatem
Wziąć tę, która mu serce jego była wzięła
I teraz mu je gwałtem za sobą ciągnęła,
I nad tem, co mu ją wziął, aby tylko smętną
Duszę ucieszył, pomstę uczynić pamiętną. —
Ale kończę, a skoro wytchnę sobie mało,
W drugiej pieśni wam powiem, co się potem stało.
Koniec pieśni piętnastej.