XXXII. Pieśń trzydziesta wtóra

Argument

Bradamanta Rugiera darmo oczekiwa,

Podejrzenie ją trapi, żalów jej przybywa;

Tuszy, iż mu gorącą rozpala miłością

Serce piękność Marfizy z męstwem i ludzkością.

Jedzie z domu i w drodze do zamku wstępuje

Trystanowego, gdzie znak wieczny zostawuje

Nieśmiertelnej śmiałości, trzech zrzuciwszy z koni

Królów; potem się na noc, tam przyjęta, skłoni.

Allegorye

W tej trzydziestej wtórej pieśni przez Marfizę, która słysząc o porażce Agramantowej, niebezpieczeństwa jego użałowała się i z Brunellem, odpuściwszy mu wszytko, przyjechała do obozu, przykład się daje prawdziwego i szczerego przyjaciela; przez Bradamantę, która się gwałtownie zawisną trapi miłością, o szczerem zwątpiwszy Rugierze swojem, każdy się widzieć może, kto kocha, bo o tych rzeczach powieściom najbarziej serce jego wierzyć zwykło, których albo barzo pragnie albo się barzo boi.

1. Skład pierwszy

Teraz dopiero, teraz przypomniałem sobie,

Żem o żalu powiedzieć miał i o żałobie,

Którą dla podejźrzenia dziewka nieszczęśliwa

Cierpi, gdy jej w pół serca bije trwoga żywa

I zębem ją przenika ostrem jadowicie,

Prowadząc do ostatniej zguby nędzną skrycie;

Bo choć od brata dobrą nowinę słyszała,

W miłości przecię słabą ufność swojej miała.

2

Miałem powiedzieć, ale nie pozwolił tego

Rynald, który Gwidona potkawszy dużego1,

Takie świadectwo męstwa i sił sobie dali,

Iż się za bracią i krew powinną przyznali.

Oczem kiedym wam śpiewał rymy, bawiąc, moje,

Bradamanta w milczeniu swe miała pokoje,

Głęboką niepamięcią jakby pogrążona,

Z której czas przyszedł, aby była wyzwolona,

3

Nim się Rynald bić zacznie; lecz pierwej przed wami

Dotknę trochę, Agramant jak zbiegł z ostatkami

Ludu swego do Arie, którzy mgłą okryci

Nocną, szczęśliwie uszli i nie są zabici.

Więc ich żywnością krzepi, a tę rozkazuje

Z bliższych miast wozić, sam się z pilnością gotuje

Obóz prędko zatoczyć nowy, dla którego

Przeciw Afryce stanął u brzegu morskiego.

4

Po swych królestwach wszystkich Marsyli spisuje

Lud do boju, jaki się gdziekolwiek najduje,

Lubo dobry lub to zły; cnotliwi, hultaje

Mają miejsce, wolny glejt2 wywołańcom daje.

Statki pod Barcelloną wodne złączył, aby

Morską armatą nie zdał Karłowi się słaby.

Agramant co dzień radzi; miast i wsi ostatki

Biedne pobór składają i ciężkie podatki.

5

Więc i do Rodomonta posłał, aby swego

Zapomniał gniewu, a w skok przybywał do niego,

Córkę mu Almontowę, siostrę swą stryjeczną,

Obiecawszy, z nią ścisłych chęci przyjaźń wieczną,

A w posagu Orańskie państwo. Lecz król hardy

Gardzi wszystkiem, serce mu krają dawne wzgardy;

Nie chce od grobu, który wokoło zbrojami

Z jednę stronę ozdobił, a z drugą szatami.

6

Inaczej się Marfiza, inaczej stawiła,

Jak ją prędko tak zła wieść w uszy uderzyła,

Iż Agramant, w obozie swojem pogromiony,

Zbiegł do Arie i tam lud zbiera rozprószony.

Odważa swe dostatki, nie żałuje siebie,

By jeno spólnej mogła wygodzić potrzebie

Osobą swą do króla zaraz przyjechała

I zdrowie do usługi własne obiecała.

7

Szedł Brunei, przywiązany za nią w pół u siodła,

Którego bohatyrka gdy piękna przywiodła,

Agramantowi znowu oddaje do ręki,

Nie chcąc się pastwić, nie chcąc zasłużonej męki

Zadawać przebieglcowi; wie, iż to nikczemna

Pomsta, co się jej bronić nie może wzajemna

Potęga, wie, iż męstwo zelżywość wszelaką

Rodzi takie, gdy się krwią pyskle3 ledajaką.

8

Z tych przyczyn odpuszcza mu złodziejskie wykręty,

Dla których w oczach wojska wszystkiego beł wzięty.

Niewymownie obecność jej królowi wdzięczna,

Łzy przez zrzeńce4 z ochoty śle radość serdeczna.

Ażeby mógł oświadczyć czem, jak wiele waży

Przyjazd mężnej żołnierki, porwać zaraz straży

Brunella rozkazuje, aby, obieszony,

Trupem nieszczęsnem karmił kruki i gawrony.

9

Tak na miejscu odludnem miedzy pustyniami

Wziął ścisłe towarzystwo wykrętarzz sępami.

Rugier, co od szubieńce5 przedtem go ratował,

Dotąd na więtsze jego nieszczęście chorował.

Zaczem, próżen pomocy, Brunei utrapiony

Wytchnął ducha nędznego przez oddech ściśniony.

O czem wiadomość wziąwszy, bardzo się frasuje

Rugier, ale po czasie: już go nie ratuje.

10

Tem czasem Bradamanta skarży się na swego

Rugiera, iż jej słowa poprzysiężonego

Nie strzymał, we dwadzieścia dni do Góry Jasnej.

Stawić się obiecawszy w osobie swej własnej.

Nigdy tak pilno czasu więzień nie rachuje,

O którem sobie wyniść z oków obiecuje;

Nie czeka z taką banit tęsknicą godziny,

Co mu ojczyznę wróci, matkę, żonę, syny,

11

Z jaką troskliwa dziewka; bo tak się jej zdało,

Iż lub to słońce biegań zwykłych uchybiało,

Lub konie, co je ciągną, razem pochramiały,

Albo koła z swych złotych osi pospadały.

Każdy tak się jej wielki być zda dzień i długi, .

Jako ów, gdy do swej stać Febowi usługi

Żyd mężny kazał6; noc zaś widzi się jej taka,

W jaką się duży rodził Herkules, dwojaka.

12

O, jak po wiele razy ona niedźwiedziowi

Sześcioniedzielnego snu zajrzy i szczurkowi,

Aby jako najtwardszem czas długi uśpiona,

Nie była od nikogo dotąd obudzona,

Póki Rugier, przyszedszy, oka wesołego

Nie ukaże, przyczyny omieszkania swego

Powiedając jej słuszne. Ale nic nie może

Sprawić, bo częściej, niż śpi, łzami zlewa łoże.

13

I po niem się tam i sam ustawnie przewraca,

Wytrzeszczone do okien źrzenice obraca,

Przez które, gdy różaną twarz urumieniła,

W jasny świt Tytonowa małżonka wchodziła,

Najśliczniejsze po plecach rozpuściwszy włosy,

Z których siała lilie na zaranne rosy.

Pragnie w nocy, aby dzień co prędzej widziała,

We dnie zaś, aby noc się gwiazdami odziała.

14

A kiedy już cztery dni do naznaczonego

Czasu miała, o którem Rugiera swojego

Widzieć tuszy, wesołą karmi się nadzieją,

Serce otuchy jakieś, pociech próżne, grzeją.

Na wieżą co godzina wstępuje wysoką,

Z której lasy z łąkami i morską głęboką

Wodę widzi, więc wielką część gościńca tego,

Co do Montalby wiedzie z Paryża wielkiego.

15

Jeśli kto świetnem ciśnie z jasnej błyskiem zbroje,

Zaraz weń wlepia ostry wzrok i oczy swoje,

Twierdzi, iż to jest Rugier; jeśli zaś pieszego

Zajrzy gdzie, rozumie być posłańca od niego,

Zbiega co prędzej na dół, aby usłyszała

Nowiny, których z wielką radością czekała.

A choć się często zdradza, choć sig oszukiwa,

Przecię jej tem ufności dobrej nie ubywa.

16

Kilkakroć przez godzinę z Montalbu swojego

W pole szerokie bieży, chcąc potkać samego

W pół drogi; ale gdy nic upatrzyć nie może,

Pewne śle w różne strony, którym ufa, stróże.

Sama wzdychając ciężko, do zamku się wraca,

Krok ku łożnicy, nie chcąc, leniwy obraca;

Miłość z gniewem zrzą serce, nikt jej nie dogodzi,

A termin dni dwudziestu powoli wychodzi.

17

Mija powoli po dniu dzień i blizko tego,

Iż drugi raz doczeka w domu dwudziestego,

A jeszcze o niem nie wie, nikogo nie widzi:

Dopiero mniema, iż z niej kochanek jej szydzi.

Wzrok łzami zlewa, usta skrwawiła nadobne,

Piersi potłukła, śniegom najświeższem podobne;

Warkocz gwałtem rwie złoty, smutnemi skargami

Wzrusza piekielne duchy, jędze z furyami.

18

»Takli to — mówi — szczera miłość moja goni,

»Niestetyż, niewdzięcznika, co przede mną stroni!

»Takli, najgłupsza dziewka, będę się kochała

»W tem, co mu moja nigdy chęć nie smakowała!

»Długoż szaloną będę, pozwalając tego,

»Aby ten, co mną gardzi, beł pan serca mego,

»Ten, co tak o przymiotach swoich hardzie tuszy,

Aż go chyba boginiej z nieba gładkość ruszy!

19

»Najokrutniejszy młodzian! wie on, iż dla niego

»Schnę, omdlewam, boleję, siła cierpię złego;

»Cóż za dziw, że wyniosły, twardy, pyszny, srogi

»I za podłą mię sługę wzbrania wziąć niebogi!

»Co cięższa, aby mych łez, wzdychania, trosk, męki

»Nie wiedział, jak najdalej ucieka przez dzięki7;

»Tak jadowitej czyni złe robactwo żmije8:

»Chcąc śmierć w żądłach ostrych mieć, łeb dla klątew kryje.

20

»Ty sama bohatyra zastanów dzikiego,

»Wenus, co na kształt wichru bieży w skok lekkiego,

»Zastanów, prze Bóg proszę, albo pierwsze moje,

»Gdym nie znała, co to jest miłość, wróć pokoje!

»Ale czegóż, nędzna, chcę? Cóż mi się wżdy dzieje?

»Próżne mię, próżne trzykroć nadęły nadzieje.

»Ty, sroga, troski nasze jesz, wzdychaniem tajesz,

»Gniewami się zabawiasz, łzy nieszczęsne pijesz!

21

»A ja darmo narzekam i ratunków twoich

»Próżno wołam w najcięższych utrapieniach swoich.

»Głupstwo mi, głupstwo winno, bo zaż trzeba było

»Sercu memu, aby się unieść pozwoliło

»Bujnem zaraz chciwościom, co tak wyleciały

»W górę, iż jem do szczętu skrzydła już zgorzały?

»Zaczem przyszło mi, na dół spadszy, zbyć ufności,

»Co poniekąd miłością grzała me wnętrzności.

22

»Aleć i na się ponno bez żadnej przyczyny

»Uciążam, bo cóż za grzech, cóż za moje winy,

»Prócz tego, żem, najszczersza dziewka, zakochała9

»Tak prędko, jakom rychło Rugiera ujrzała?

»Ale to spólna białej płci ułomnej wada,

»To są przebiegi nasze, to sztuki, to zdrada!

»Obyczaje mię zwiodły, gładkość, cnoty jego:

»Głupi, kto słońca widzieć nie chce rozkosznego!

23

»Więc słowa, które wielkiej wiary godne były,

»Bez wszelakich trudności prościznę10 zdradziły,

»Ukazując fortunę i dzieła mojego

»Potomstwa, sławy godne u świata wszystkiego.

»Ciebie, Merlinie, ciebie z Melissą kląć przydzie,

»Póki duch z nieszczęsnego ciała nie wynidzie,

»Duch mój mdły, suche kości co już ledwie wspiera,

»A gwałtem z najnędzniejszych piersi się wydziera.

24

»Na Merlina ja muszę skarżyć się koniecznie

»I na Melissę, bo mię ci w te troski wiecznie

»Wdali, owoc, co iść miał z nasienia mojego,

»Ukazawszy przez duchy z piekła podziemnego,

»Tą nadzieją mnie ponno i chęcią fałszywą

»Chcąc wdać w niewolą długą, ciężką i dotkliwą.

»Przyczyny inszej nie wiem, jeno iż mojego

»Zajrzeli mi pokoju i wczasu słodkiego«.

25

Tak, zjęta zbytniem żalem, dziewka narzekała,

Żadnej z poradą przyjąć pociechy nie chciała;

Bo choć się wkrada cicho nadzieja wątpliwa

W bierne serce, ale zaś bojaźń niecierpliwa

Wnet ją gasi. Nakoniec przypomniawszy sobie,

Tak jej Rugier w tysiącznem przysięgał sposobie,

Chce zwyciężyć swej wiary słabość statecznością

I dłużej jeszcze czekać nań lub to z ciężkością.

26

Czeka stroskana dziewka dni dwadzieścia drugich,

Wzdycha, oczy w łzach topi, a nie mogąc długich

Tęsknic w cichości chować, jako zwyczaj miała,

Zawsze na wielką drogę bez panien chadzała,

Aby, jeśli nie potka Rugiera samego,

Wcięła jaką wieść o niem i o sprawach jego.

Ma, co chce, ale słyszy nieszczęsną nowinę,

Która z ostatniej zdarła nadzieje chudzinę.

27

Gaszkona, co z obozu szedł afrykańskiego,

Od Maurów wyrwawszy się z więzienia ciężkiego —

A ten jeszcze w tej bitwie został poimany,

Kiedy Paryż przez wielki szturm beł dobywany —

Potka i sztucznie zakryć chcąc swoje miłości,

Z daleka nowin pyta i wojskowych wieści,

Aż do Rugiera przyszło; na tem się stanowi,

Ale wprzód co inszego, nie swe ognie mówi.

28

Ludzki jakiś beł rycerz, znał wszystkie do tego

Przedniejsze pany z wojska Agramantowego;

Powieda jej zarazem, jako Rugier zbrojny,

Sam a sam11 pragnąc z dużem12 Tatarzynem wojny,

Zabił go; ale i on szkaradnie raniony,

Między nadzieją życia, śmierci zostawiony,

Ciężki żal obozowi zostawił wszystkiemu:

Tak jego grzeczność, dzielność miła jest każdemu.

29

Przydał potem, iż »dziewka najmężniejsza ona,

»Której ty ponno nie znasz, Marfiza rzeczona,

»Nad podziw bohatyrka piękna, wielkiej cnoty,

»Rozkosznemi tak jego wnętrzności przymioty

»Ujęła, iż się Rugier do inszej nie chyli,

»Myśli jeno najczęściej, aby z sobą żyli;

»Zawsze ich każdy widzi wespół, zaczem tuszą,

»Że sobie wiarę dali, że się pojąć muszą.

30

»Ożenić się jem przydzie; takie miedzy pany

»Są mowy, byle Rugier swoje zleczył rany.

»Wszyscy ma są życzliwi, wszyscy pragną tego,

»Aby para tak godna do skutku lubego

»Swe przywiódszy zamysły, wzajem się cieszyła

»Z tych rozkoszy, fortuna co jem naznaczyła,

»I aby męstwa dali nieporównanego

»Świadectwo w swych potomkach do wieku późnego«.

31

Mówił i wierzył temu, a nie bez przyczyny

Gaszkończyk, bo po wszystkiem wojsku te nowiny

Rozsiały się, co żywo rozumienia tego

Było, że się z wesela ucieszą prędkiego.

Więc podobieństwo wielkie widziano i znaki,

Przez które miała koniec ich miłość wziąć taki;

A wieść też, choć z pierwotka13 małej siły bywa,

Wzbija się i mocy jej z biegu wnet przybywa.

32

Iż z nią pospołu przyszedł do sarraceńskiego

Obozu, towarzystwa iż w niem zaś ścisłego

Ustawnie zażywali, to wszystkiem czyniło

Podejrzenie, które zaś jeszcze się mocniło

Tem barziej, gdy ujrzeli, że po odjechaniu

Z Brunellem i na króla ciężkiem rozgniewaniu,

Nie przyzwana, na zad się z ochotą wróciła,

Aby tylko rannego Rugiera cieszyła.

33

Aby mu bólu, które serce z ran przejmuje,

Ulżyła, nawiedza go, trudu nie lituje;

Skoro dzień, podle łóżka siedzi u chorego,

Świt ją przyżenie, noc ją wypędzi od niego.

Tą chęcią nazbyt wielkie podejźrzenie daje

Osobie, ale barziej górne obyczaje

Czynią miejsce mniemaniu u ludzi próżnemu,

Iż inszem harda, ludzka iest tylko samemu.

34

Pukało się nieszczęsne serce od boleści

Bradamancie, kiedy tej słuchała powieści;

Milczy, twarz, jako chusta najbielsza, pobladła,

Ledwie się trzyma, aby na ziemię nie padła.

Obraca najsmutniejsza dziewka konia swego,

Zazdrości, gniewu pełna i jadu wściekłego;

Ostatek jej ucieka z wnętrzności nadzieje,

Bieży, jako szalona, a z oczu. łzy leje.

35

Przyjechawszy do zamku, idzie w swe pokoje,

Porzuca się na łóżko, nie zdymuje zbroje,

Na dół źrzenice trzyma, ażeby ciężkiego

Wzdychania nie słyszano, usta do miękkiego

Posłania jak najbarziej przyciska, więc w głowie

Powieść Gaszkończykowę powtarza po słowie;

A nie mogąc dłużej znieść, aby nie gadała,

Nieszczęsna znowu w ten kształt skargi zaczynała:

36

»Komuż, o niefortunna dziewka, wierzyć będę,

»Gdzież na szczerość drugi raz inszą się zdobędę,

»Kiedyś, najokrutniejszy, zdradził mię, Rugierze,

»Kiedy krzywoprzysięstwo twe żywot mi bierze!

»Słyszał kto: niechaj powie, niech powie, dla Boga,

»Aby szczerości w przyszły czas była przestroga,

»Jeśli kiedy zdradziectwo równe temu było,

»Choć go serce niewinne wziąć nie zasłużyło!

37

»Czemuż, niestetyż, czemu, Rugierze kochany,

»Jakoś jest najwdzięczniejszy, jakoś zawołany

»Miedzy inszemi rycerz — bo pewnie drugiego

»Coby dość jakiej cząstki męstwa miał twojego,

»Nie najdziem — nie starasz się i o to zarazem,

»Abyś wierny, stateczny mógł być jednem razem?

»Czemu do inszych boskich, co ich niemasz miary,

»Cnót nie przyłączysz prawdy, stałości i wiary?

38

»Nie wiesz, iż każda dzielność w lekkiej bywa cenie,

»Jeśli łamaniem przysiąg maże swe sumnienie?

»Fraszka są najpiękniejsze postępki i siły,

»Choćby, jak słońce, w każdem rycerzu świeciły,

»Przy kłamstwie! O, jak snadno, trzykroć snadno było

»Oszukać dziewkę, której na cię patrzyć miło

»I która, jako Boga, czci ciebie samego,

»Skoroś jej serce wyjął z ciała nieszczęsnego!

39

»O srogi! za jaki grzech będziesz pokutować,

»Jeśli zabiwszy tego, nie możesz żałować,

»Co cię z serca miłuje? Więc co ważyć sobie

»Będziesz, gdy się tak lekka zda przysięga tobie?

»Jako z nieprzyjacioły swemi się obchodzisz,

»Kiedy tych, co twoi są, do śmierci przywodzisz?

»Rzekę i słusznie rzekę, iż sprawiedliwości

»Nie ma niebo, nie mszcząc się mych krzywd, a twych złości!

40

»Jeśli nad insze grzechy niewdzięczność przodkuje

»I tak samego Boga dobrotliwość psuje,

»Iż zarazem anioła najdoskonalszego

»Dla niej rozkazał zrzucić z nieba wysokiego,

»I jeśli wielkich wielkie występków karanie

»Czeka, kiedy kto nie chce pokorzyć się za nie:

»Strzeż się, Rugierze, strzeż się, a wczas, radzę tobie,

»Abyś go nie przyśpieszył niewdzięcznością sobie!

41

»Niewdzięcznością tak wielką, która serce twoje

»Zaraziła, za chęci i miłości moje.

»Co więtsza, winęć daję kradziestwa chytrego:

»W sercuś mnie podszedł, serca zbawiłeś mię mego!

»Ty właśnie, nie kto inszy, ty, co sługą mojem

»Zostałeś przysięganiem, wspomni sobie, twojem,

»Teraz wydarłeś mi się gwałtem bez przyczyny,

»A wiesz, kto cudze bierze, iż nie jest prócz winy.

42

»Ty mnie opuszczasz, ja zaś, będę-li żyć chciała,

»Bez ciebie ducha wytchnąć pierwej muszę z ciała.

»Jakoż przydzie mi na to, bo w takiem frasunku

»Od śmierci jednej szukać mam wolą ratunku.

»To mię boli, to tylko serce me przejmuje,

»Że w tej niełasce żal mi zdrowie odejmuje.

»O, jak trzykroć szczęśliwą śmierćbym rozumiała,

»Gdybych z jedno twe przy niej westchnienie słyszała!«

43

To mówiąc, upłakana dziewka już, już sobie

Pierś białą umyśliła przebić w onej dobie:

Porywa się z pościeli, łzami umoczonej,

Gniew jej leci z wściekłością z twarzy zapalonej;

Potem chyżo dobywszy broni, uderzyła

W bok lewy, nic nie pomniąc, iż we zbroi była.

Zdumieje się zaś potem i mówi do siebie:

»Tak to umrzeć tu marnie chciałam, nie w potrzebie!

44

»Zaż nie lepiej, do wojska iż pojadę swego,

»Gdzie nabywszy zwycięstwa wprzód męstwem jakiego,

»Umrę zaś potem sama, lubo to przebita

»Kopią najostrzejszą lub szablą zabita?

»Tam i to trafić mi się może, iż srogiego

»Aza14 poruszę nieco zmiennika mojego,

»Gdy dzielność moję ujrzy, której się dziwował

»Przedtem, choć się to inszej teraz rozmiłował.

45

»Więc i to może Bóg dać, że tam pomstę znaczną

»Wezmę za złamany ślub, za wiarę opaczną,

»W oczach chytrości pełnych Rugiera zdradnego

»Łeb Marfizie uciąwszy, co nieszczęścia mego

»Jest przyczyną«. Tak mówiąc w drogę się gotuje,

Szatę tylko haftować trefną15 rozkazuje

Fodzą16, aby serdeczne żale wyraziła,

Dla których sobie żywot słodki omierziła.

46

Cyprysy, twardą stalą z pniaków odwalone,

Chce mieć na czarnej sukni złotem urobione,

Cyprysy, co nadzieję dalszego rośnienia

Tracą, gdy je siekiera dzieli od korzenia,

I kiedy, rozbracone z niem, wnet usychają

I więcej wilgotności zielonych nie mają,

Aby znać utrapiona przez to dziewka dała,

Iż umrzeć chce, iż pociech wszystkich już stradała.

47

Potem na konia wsiada w skok Astolfowego,

Kopią w ręce trzyma ze złota szczerego;

Ta niesłychanej i tak dziwnej mocy była,

Iż najduższych17 rycerzów dotknieniem zrzuciła,

Dotknieniem tylko małem z ich koni. Dlaczego

Dał ją Astolf, już wiecie historyą tego.

Wzięła ją mężna dziewka, choć nie rozumiała,

Aby tak w sobie wielką moc tajemną miała.

48

I giermka i namniejszej nie chce kompaniej,

By się nie zdała w mocy nadzieje kłaść czyjej.

Jedzie ku Paryżowi najprościej szą drogą,

Gdzie niedawno porażką mężny Rynald srogą

Zniósł obóz sarraceński i obleżonego

Karła ratował z cząstką śmiałą ludu swego;

Oczem iż jeszcze ona nowin nie słyszała,

Do obozów pogańskich konia kierowała.

49

Jedzie i w tył za sobą miasta zostawuje

Francuskie, które góra wielka opasuje,

Gdzie Dordona i powiat Montferański18 leży,

A rzeka najbystrzejsza z Jasnej Góry bieży.

Alić temże gościńcem jadącą zoczyła

Dziewkę, nadobniusieńskiej która twarzy była;

Paiż19 u siodła wisi, kopią ma w toku,

A trzej jacyś rycerze pilnują jej boku.

50

Inszej białej płci, inszych giermków gwałt jechało,

Ci wprzód, a ci zaś po zad, jako jem się zdało.

Pyta, co ją pomijał, z nich zaraz jednego

Bradamanta, skąd jadą, kogo czcą starszego.

Ten odpowieda: »Widzisz pannę piękną w bieli?

»Tęśmy za posła sobie w te tu kraje wzięli

»Do króla francuskiego przez morze głębokie

»Z Islandyej, co góry w sobie ma wysokie.

51

»Aż z Islandyej wyspy, gdzie pani króluje

»Mężna, wspaniała, ludzka, gładkością celuje20

»Bez chyby wszytkie insze: tak niebo życzliwe

»Onę ubogaciło za cnoty wstydliwe.

»Paiż21, który u siodła widzisz uwiązany,

»Karłowi ma być od niej w podarku oddany

»Z tem dokładem, by go dał według zdania swego

»Temu, kogo wie w wojsku swem najmężniejszego.

52

»Bo jako sama wzrostu dziwnie jest kształtnego,

»Tak wszędy rozkazała szukać podobnego

»Rycerza, coby męstwem wielkiem, niezrównanem

»Sławny beł po szerokiem świecie, nieprzejźrzanem

»I te jej są zamysły, tak uprzędła22 sobie

»W inakszej się nie kochać do śmierci osobie;

»Kto pierwszą chwałę wielkich otrzyma dzielności,

»Tego do swojej z chęcią przypuści miłości.

53

»Tuszy, iż we Francyej na tak sławnem dworze,

»Gdzie jutro chcemy przybyć w świt, gdy błysną zorze,

»Najdzie się taki rycerz i bohatyr sławny,

»Coby jej chciwy zamysł uspokoił dawny.

»Ci trzej, co jadą wespół z nią jako wodzowie,

»Są śmiali, doświadczeni, a wszystko królowie;

»W najstarszej Norwegiej ten pierwszy króluje,

»To szwedzki, ten w Gotyej23 zimnej rozkazuje.

54

»A lub to granic swoich tak blizkich nie mają

»Z wyspą jej, Islandyą którą nazywają

»Zginioną, to dla tego, iż cudze okręty

»Rzadko tam płyną, choć to kraj sławny i wzięty,

»Słysząc przecię o dziwnych cnotach i gładkości,

»Płomiennych zachwycili zarazem miłości;

»Chcą jej za żonę i tak robią dzieła wielkie,

»Iż się jem świat i wieki zdziwią potem wszelkie.

55

»Lecz ona z nich nie chciała mieć męża żadnego:

»Tuszy naleźć gdziekolwiek dobrze dzielniejszego.

»»Małą — mówi jem — sił swych próbę jeszcze macie,

»»Iż w tem miejscu odległem z bronią wydziwiacie24;

»»I choć jeden najdzie się taki między wami,

»»Co będzie świecił męstwem, jako promieniami

»»Febus jasny, jeszcze on nie ma się tem chlubić,

»»Aby wszystkich na świecie zwalczyć miał i ubić.

56

»»Karła ja nade wszystkie chrześcijańskie pany

»»Szanuję, Karzeł u mnie król jest zawołany;

»»Przetoż tarcz złotą posłać mam wolą do niego,

»»Aby bohatyrowi dał ją z ludu swego

»»Takiemu, coby w wojsku z celniejszych przebranem

»»Pierwszy w regestrze sławy wiecznej beł wpisanem.

»»Nie pobłądzi ten pewnie ani się omyli:

»»Musi tam próba być, gdzie ludu wiele zbili.

57

»»Wiem, iż oświadczy Karzeł w tem mi ludzkość swoję,

»»Któremukolwiek da tarcz rycerzowi moje,

»»Rycerzowi, nad wszystkich co będzie mężniejszy

»»I miedzy jego sławnem żołnierstwem przedniejszy.

»»Tam pojedynkiem każdy z was pódzie do niego

»»Szczęścia patrzyć w igrzyskach Marsa żelaznego;

»»A który go zabiwszy, tarcz do mnie przyniesie,

»»Za pracą moje państwo i ze mną odniesie«.

58

»Przyjęli wyrok z chęcią ci to trzej królowie,

»Z nadobnem jadą posłem na szańc kłaść swe zdrowie

»I gotowi jej lub tarcz nazad przynieść złotą

»Lub pieczętować miłość swą garfem i cnotą«.

Bradamanta dość chciwie słów jego słuchała

I pytać o co więcej jeszcze wolą miała,

Ale ten po rozmowie w oba boki kole

Konia i do swych prosto obraca przez pole.

59

Nie jedzie za niem dziewka utrapiona srodze,

Na drogę przedsięwziętą obróciła wodze;

Powieści jednak tamtej barzo się dziwuje

I stąd nienawiść, swar, gniew wielki upatruje

Miedzy młodzią francuską z domu przedniejszego;

Bo jeśli Karzeł zażyć rozumu swojego

Nie będzie chciał i da tarcz złotą z nich któremu,

Wściekłe wszystkich zazdrości wznieci przeciw niemu.

60

Taka ją myśl zabawia w ten czas, lecz jej wierci

Druga serce najprzykrzej, równając się śmierci,

O kochanego zbiegaj która się stąd wszczęła,

Iż jej Marfiza piękna miłość jego wzięła.

Zapomniawszy się jedzie, łza gęstą łzę spycha

Z jasnych gwiazd, klnie swą szczerość, bez przestanku wzdycha

Gościńca, chocia wozy ciężkiemi ubity,

Chybiła: tak ją miłość i gniew pali skryty.

61

Jako nieuśmierzone gdy więc okręt wały

Gwałtem uderzą o róg najostrzejszej skały,

Z wielkiem niebezpieczeństwem straciwszy sternika,

Płynie, gdzie wiatry każą sam, przez przewodnika:

Tak w nieszczęśliwych myślach dziewka utopiona

Samopas jeździ, z wielkiej drogi zbłądzona.

Już mrok padł, już się słońce w morzu zanurzyło,

A tej z swemi myślami gadać jeszcze miło.

62

Już słońce u Maroki w wodzie się płukało,

Gdy jej smutny wzgórę wzrok podnieść się udało;

Ledwie wsi okolicznych dojrzy dla ciemności,

Co z chmur wypadły czarnych, zgasiwszy światłości.

Żalem, gniewem ujęta, więc postanowiła,

Aby się gdzie przy chróście w polu położyła;

Lecz widząc, iż dość przykrą niepogodą grozi

I śnieg z wiatrem gwałtownem do rana ją zmrozi,

63

Odmienia zamysł, nie chce odpoczynąć sobie,

Rabikanowi kładzie w bok ostrogi obie,

A mało ujechawszy, pasterza jednego

Dogoniła, co trzodę gnał do domu swego.

Pyta z pilnością dziewka zemdlona gospody;

Choćby w niej przyzwoitej nie miała wygody,

Woli w jakiejkolwiek spać pod dachem komorze,

Niż dżdżem być umorzona i gradem na dworze.

64

Odpowiada jej pasterz: »Ja miejsca inszego

»Nad cztery albo sześć mil nie wiem tu bliższego:

»Fortecą Trystanową zamek nazywają,

»Ale tam rzadko stania komu pozwalają,

»Chyba kiedy go mężnie, serdeczny i śmiały,

»Przez kopią nabędzie — takie prawa dały

»Te miejsca — i jeśli zaś dostawszy go sobie,

»W rycerskiem bronić będzie drugiemu sposobie.

65

»Jeżeli się też trafi, iż próżną zastanie

»Fortecę ten, co pierwszy przyjęty tam stanie,

»Zaraz gospodarzowi musi obiecować,

»Że się z każdem powinien nakoniec probować,

»Z każdem, co po niem w tamte, ktokolwiek jest,

»Przybędzie — bo taki tryb, takie są zwyczaje —

»A kto z nich w dziele przegra Marsa surowego,

»Wyjeżdża precz ze wstydem z zamku bogatego.

66

»Kiedy zaś dwaj, trzej, czterej pospołu przybędą,

»W pokoju wczasów wszelkich zażywać tam będą.

»Ale gdy po nich jeden, lub to obłądzony

»Lub się trafi umyślnie z którejkolwiek strony,

»Ze wszystkiemi kosztować musi szczęścia swego;

»Uważ, jeśli mu serca nie trzeba śmiałego.

»Także, jeśli ich więcej jednego zastaną,

»Wyjeżdża do nich bitwę staczać niezrównaną.

67

»Więc i pani lub panna sama z kompanią

»Zaraz się o tem dowie za przestrogą czyją,

»Iż piękniejszej szpetniejsza będzie ustępować,

»A to biała płeć sądzić ma i upatrować«.

Spyta go Bradamanta, w której leży stronie

Zamek, co w takiej prawa swe chowa obronie.

Dobry pasterz nie tylko palcem ukazuje,

Ale doprowadzić ją chęć swą ofiaruje.

68

Śpieszy się bohatyrka nadobna z pilnością,

Serce wspaniałe pała wrodzoną dzielnością;

Rabikanowi, choć jest żartki, boki kole,

Wypuszcza25 mu przez mokre łąki, błotne role

Z deszcza, co padał spory wieczora onego.

A gdy już do wrót zamku przybiegła pięknego,

Tak dużo26 tłucze w bramę, aż z niej stróże wyśli;

Którem mówi, że tu stać i nocować myśli.

69

Rzekł jeden z nich, iż goście miejsca zastąpili,

Co ją pojazdem27 sporszem we dnie uprzedzili;

Teraz siedząc u ognia, spólnie rozmawiają,

Na wieczerzą, aż będzie gotowa, czekają.

»Ty jeśliś jeszcze nie jadł gdziekolwiek w gospodzie,

»O tej nie myśl, do dnia stój na tej niepogodzie«.

Ona na to: »Wiem zwyczaj; idź, mów, gościom twojem,

»Iż ich przed bramą czekam z ostrem drzewem swojem«.

70

Bieży straż i nowiny przynosi niewdzięczne

Królom, co się na wczasy udali bezpieczne;

Więc przykry wiatr, deszcz gęsty z gradami zimnemi

Nie beł jem w smak i spórkę28 czynił miedzy niemi.

Atoli przecię kładą, nie chcąc, na grzbiet zbroje

I konie, osiodławszy, każą wywieść swoje, j

Jadą z bramy, gdzie piękna żołnierka czekała,

A druga kompania w fortecy została.

71

Trzech bohatyrów, którem nie każdy na świecie

Zrównał męstwem, jako już dobrze o tem wiecie,

Wypadło, co z Islandy posła prowadzili,

Aby próbę na dworze francuskiem czynili,

Próbę męstwa i siły, za której pomocą,

Przysięgli, iż się z tarczą do wyspy nawrócą;

A iż swych raźno koni po bokach wzbierali,

Prędko do Bradamanty zacnej przyjechali.

72

Ta im dłużej na zimnie przed zamkiem czekała,

Serce ostrząc dzielnością, barziej się gniewała.

Więc głodna i gwałtownem deszczem umoczona,

Nie chce, aby na dworze była zostawiona.

Ci zatem, co w pośrzodku fortece zostali,

Chciwie na sławne z okien potkanie patrzali

Po miesiącu, który się powolej dobywał

Z gęstych chmur, gdy po niebie wiatr ich rozpędzywał29.

73

Nie tak się więc raduje młodzian urodziwy,

Co kradzioną miłością chęć i zamysł chciwy

Pragnąc nasycić, cichy chód swojej kochanej

Usłyszał, gdzie jej czeka, do fórty drzewianej,

A ta już w dużych kłódkach kluczem obróciła,

Aby mu otworzywszy, ściśle obłapiła,

Jak wtenczas Bradamanta, kilku uzbrojonych

Widząc, kiedy przez most z bron jechali przestronych.

74

Zaraz Rabikanowi wypuściła30 swemu,

Aby beł sposobniejszy ku biegu przyszłemu;

Wraca się zaś i konia zastanawia swego,

Najokrutniejszą kładzie do boku dużego31

Kopią, która tę moc skrytą w sobie miała:

Najsubtelniejszych celów nigdy nie chybiała;

By beł Mars, spadać musiał na łeb z konia swego,

Skoro dotknęła ciała gdziekolwiek dużego.

75

Pierwszy król szwedzki, jak ją bystrem okiem zoczyły

Całą okryty zbroją, z drzewem żartko skoczył;

Pierwszy też ciężko wypadł zaraz z siodła swego

Z uderzenia, które wziął w hełm mocny, dużego.

Po niem gocki; lecz i ten, srodze w pół trafiony,

Nie blizu32 od swojego konia padł zrzucony.

Nogi trzeci z spadnienia wzgórę wzniósł przykrego

I wala się w kałuży błota śmierdzącego.

76

To sprawiwszy, serdeczna dziewka zaraz jedzie

Do zamku, gdzie wieczerzać i nocować będzie;

Wprzód się jednak przysięgą swą obowiązuje

Gospodarzowi, co ją już z męstwa szanuje,

Iż na namniejsze z chęcią wyjedzie wyzwanie

Za broną z gościem nowem uczynić potkanie.

Tak ją puszcza straż w zamek, otwiera jej wrotny33,

A pokój zasię daje gospodarz ochotny.

77

Wyszła też przeciwko niej panna na dół ona,

Co za posła jest z tarczą złotą naznaczona

Do króla francuskiego, jakoście słyszeli,

I co ją z trzema królmi do zamku przyjęli

Przed Bradamantą, aby, jako ludzka była,

Chęć jej też z posługami swoją oświadczyła;

Ujęła ją za rękę i do ognia wiedzie,

Zabawia rozmowami, aż wjeczerza będzie.

78

Odważona rycerka już się poczynała

Rozbierać, już tarcz, już hełm jasny zdymowała,

Kiedy niespodziewanie błysnął warkocz złoty,

Jak jej spadło zawicie34 subtelnej roboty,

I po szerokich plecach wolno rozpuszczony,

Do zdumienia wielkiego przywiódł goście ony.

»Co to — mówią — za cud jest, że tak męskie siły

»W ciele subtelnem dziewczem miejsce ulubiły?«

79

Jako na nocnej scenie35 miedzy pochodniami

Tysiąc nimf najwdzięczniejszych widać z obrazami,

Kiedy się czarna nagle zasłona przerwała,

Najpiękniejsze persony co nam zakrywała;

Jako, gdy jasnej twarzy z chmur słońce dobędzie,

Przeraźliwsze z promienia strzały ciska wszędzie:

Tak ta raj w ślicznej twarzy, we wszytkie obfity

Rozkoszy, otworzyła, szyszak zdjąwszy lity.

80

Już włosy, co jej beł brat uciął z przymuszenia

Dla prędszego w ciemieniu rany zagojenia,

Urosły dosyć długie, tak, iż snadnie w koło

Otoczyła swe niemi śliczne znowu czoło.

Gospodarz w niej wzrok utkwił i tak mu się zdało,

Że ją gdzieś oko jego niedawno widziało.

Im ją barziej poznawa, tem barziej szanuje,

Poważa niewymownie, ludzkość pokazuje.

81

U ognia siedząc, uszy żartami lubemi

Chcą bawić, aż wieczerzą postawią przed niemi.

Zaczem wnet Bradamanta spytała ludzkiego

Gospodarza, co oka z niej nie spuszczał swego,

Aby jej chciał powiedzieć, skąd wżdy urósł taki

Zwyczaj, iż się tu gość bić powinien wszelaki,

Dawno swój początek wziął i postanowiony

Od kogo. Ten powiada tak na słowa ony:

82

»Za czasów, gdy Francyej żyznej rozkazowa?

»Faramont, syn Klodyan serdecznie miłował

»Nadobniusieńką pannę z pięknemi przymioty,

»Której równia36 mieć nie mógł dawny on wiek złoty;

»A tak nieugaszonem płomieniem miłości

»Rozpaliły się jego gorące wnętrzności,

»Aż bez kochanej nie mógł sam wytrwać dziewczyny

»Malusieńkiego czasu, minuty godziny.

83

»Z wielkiego podejźrzenie urosło kochania;

»Zaczem to miejsce sobie obrał do mieszkania,

»Miejsce mocne, stróżami mieli być którego

»Dziesięć mężów najduższych37, co ich sam do tego

»Wybrał z młodzi francuskiej. Potem się trafiło

»Aż tu Trystana jakieś szczęście przypędziło,

»Z niem wespół dziewkę śliczną, którą wziął na drodze

»Jakiemuś olbrzymowi, zabiwszy go srodze.

84

»Przybył Trystan, gdy Febus nurzał w wielkiem łonie

»Oceanowem w tyle Sywiliej konie;

»Prosi, aby beł na noc łaskawie przyjęty,

»Póki od mroków czarnych dzień nie będzie wzięty;

»Próżno, bo Klodyana miłość tak zniewala,

»Aż na ludzkość, okrutny, żadną nie pozwala;

»Nakoniec to uradził i to postanowił,

»Aby tam żaden nogi gość swej nie stanowił,

85

»Póki nadobna dziewka będzie przebywała

»W zamku: tak go zawisna miłość zagrzewała.

»Ten zaś powtarza swych próśb; ale gdy nic niemi

»Nie zyskuje, wyprawił wnet z odpowiednemi

»Słowy, by mu się stawił i z niem dziesięć jego

»Na kopią według ich prawa rycerskiego;

»Bo zaraz chce ukazać, ufając dzielności

»Swojej, iż gwałt Klodyan uczynił ludzkości.

86

»Z tą wymową, aby on w zamku sam nocował,

»Gdyby ich z koni zraził, choć nie zamordował,

»A oni zaś przed broną powinni pilnować

»Za pokutę, iż gościa, źli, nie chcą przymować.

»Dla wstydu królewski syn, wziąwszy na się zbroję,

»Wyjechał do Trystana przed fortecę swoję;

»Lecz jego drzewem dużo z swemi uderzony,

»Spadł z konia i za broną zostaje zamkniony.

87

»Trystan wszedszy do zamku, dziewczynę najduje,

»Co Klodyanowemu sercu rozkazuje;

»Widzi, nieporównaną iż ją obdarzyło

»Gładkością przyrodzenie, tak, iż trudno było

»Namniejszej dać przygany. Mówi z nią, a tego

»Miłość na dworze dręczy, krając do żywego;

»Nie może wytrwać, prosi, woła utrapiony,

»By ją do niego posłać chciał za mury ony.

88

»A choć to piękna była, Trystan serca swego

»Nie mógł do niej przyłożyć dla sczarowanego

»Napoju38, który przedtem Izota39 mu dała,

»Izota, niewymownie co się w niem kochała.

»Przecię dużo40 się chcąc mścić dzikiej nieludzkości

»Klodyanowej, nie dba na jego miłości;

»»Niesłuszna rzecz — mówi mu — aby z zamku tego

»»Niebieska gładkość wyszła do ciebie, marnego.

89

»»Ale jeśli na zimnie do dnia spać samemu

»»Przykrzy się, niewczasowi zabiegę ja temu:

»»Mam młodziusieńką pannę — nic to, choć gładkością

»»Twej nie doszła — tęć poślę z chęcią i radością

»»I dam na wolą, abyś z nią poczynał sobie,

»»Jako chcesz i jako się upodoba tobie.

»»Piękniejszą, nie miej za złe, iż w zamku zostawię:

»»Tak rychlej twą nieludzkość zwierzęcą naprawię«.

90

»Słyszał Klodyan powieść onę wyrzucony,

»Klnie, łaje, a ogień mu serce rozżarzony

»W popiół kruszy: mniejsza się zimno cierpieć widzi,

»Deszcz, grad, wiatr; lecz iż Trystan jawnie z niego szydzi,

»Pociechy wszystkie wziąwszy, to go wskróś przejmuje,

»To w ostatniem skonaniu już, już zostawuje.

»Nazajutrz najbiedniejszy, chocia nie dowierza,

»Bierze wróconą i żal najprzykrszy uśmierza.

91

»Bo dobry Trystan z swojej wrodzonej ludzkości

»W takiejże, jako ją wziął, oddał mu całości,

»Choć godzien beł despektu i zniewagi wielkiej

»Królewic, co jest próżny wspaniałości41 wszelkiej.

»Atoli tem się mężny rycerz kontentował,

»Iż na zimnie Klodyan pod niebem nocował,

»Ani przyjąć wymówek takich chciał od niego,

»Że miłość jest przyczyną grubijaństwa jego.

92

»Bo ta serce szlacheckie uczyni z chłopskiego,

»Ale w chłopskie obracać nie ma szlacheckiego.

»A gdy stamtąd precz jechał Trystan doświadczony,

»Klodyan się też zaraz w insze udał strony,

»Te kraje okoliczne sobie obrzydziwszy,

»Zamek przecię jednemu z swoich poleciwszy

»Z tem dokładem, by chował zawsze zwyczaj taki,

»Iż tu męstwa ma czynić próbę gość wszelaki.

93

»Kto wygra, kto zarobi serdeczną dzielnością

»Na nieśmiertelną sławę, temu z uczciwością

»Stania w zamku pozwolą; ale zwyciężony

»Za murem na dżdżu, wietrze będzie zostawiony.

»Atoż macie przyczynę zwyczaju naszego,

»Który z dawnych wieków trwa do dnia dzisiejszego«.

Tem czasem, gdy to mówił, stoły przykrywano

I oraz ciepłych potraw dostatek stawiano

94

Na jednej sali, która takich przestrzeństw była,

Iż do podziwowania każdego wzruszyła,

Gdzie gospodarz z świecami wosku najbielszego

Sam ich z chęcią prowadził od ognia onego.

Ledwie próg Bradamanta z drugą przestępuje,

Alić misternych dosyć obrazów najduje,

Któremi ozdobiono zewsząd białe mury

I umyślnie po kątach wydrożone dziury.

95

Patrzą i obrok dają zgłodniałemu oku

Ani mogą nasycić subtelnością wzroku;

Już zimne, już potrawy wszystkie się przestały,

A te od lubych zabaw odwieść się nie dały.

Godzina mija pierwsza, druga następuje:

Wszystkiem ta ich bezpieczna42 biegłość43 nie smakuje;

Nakoniec, nie wytrwawszy, pan zamku tak rzecze:

»Najedzcie się wprzód, proszę, wszak to nie uciecze«.

96

Siadły za stół, tą jego mową poruszone,

I już ręce do misy niosły wyciągnione,

Aż ten, komu to właśnie postrzedz należało,

Widząc, iż dziewek pięknych dwie obok siedziało,

»Według prawa — mówi jem — wszak wiecie, naszego

»Jedna tylko powinna być u stołu tego;

»Szpetniejszej przydzie noc tę spać na dżdżu za wroty,

»Piękniejsza gospodarskiej zażyje ochoty«.

97

Dwom starcom zatem każe, aby zawołali

Letnich białych głów, którem ten sąd w moc podali

Przodkowie onych włości; a ci rozkazanie

Słysząc, co nie podlega namniejszej odmianie,

Wiodą ich. Baby patrzą i zdanie swe dają,

Którem gładkość Amona córce przyznawają,

I jako siłą już jest sławna niesłychaną,

Tak urodą odnosi plac nieporównaną.

98

Nie bez bojaźni panna z Islandy czekała

Dekretu, który jako prędko usłyszała,

Smutna po stronach patrzy; ale pan zamkowy

Wymawia się, iż tak jest srogi i surowy

Zwyczaj, powiada: »Zwyczaj, dawno stanowiony,

»Nie może być sposobem żadnem odmieniony:

»Odpuść, łaskawa panno, a jedź w inszą drogę,

»Bo ja, bym najbarziej chciał, targać go nie mogę«.

99

Jako we mgnieniu oka lecie chmury gęste,

Z których strzela po górach piorun błyski częste,

Kryją narozkoszniejszą twarz słońca jasnego,

Co wszystkie uwesela kąty świata tego:

Tak wnet dziewka na przykre rozkazanie zbladła,

Wzrok słupem stanął, cera z ust rumianych spadła;

Mieni się, a w minucie, nie poznać godziny,

Jeśli to ona siedzi, czy przyszedł kto iny.

100

Mieni się gwałtem, wnęrzny żal sercu dojmuje,

Jawnie, iż ją nagły ból przejął, ukazuje.

Lecz mądra Bradamanta zarazem powstała,

Aby strapionej gości pomoc jaką dała;

Mówi, iż mniej uważnie dekreta skazane

Nie mają być na nikiem pierwej wykonane,

Aż druga strona wzajem wysłuchana będzie;

I u niesprawiedliwych taki jest tryb wszędzie.

101

»Ja tej sprawy bronić chcę i ujmę się za to.

»Cóż na tem, przyrodzenie chocia mnie bogato

»Pięknemi dosyć hojnie przymioty nadało?

»Mnie do tych krajów wjechać za męża się zdało

»I sprawy moje męskie podobno widzicie,

»Lubo to za białą płeć wszyscy dziś sądzicie.

»Jestem, nie jestem: na tem co należy komu?

»Jam wjechała do tego jako żołnierz domu.

102

»Siła sama na świecie jam takich widziała,

»Co jem długi włos nosić pieszczota kazała;

»Przecię oni męskiej płci nie zbyli dla tego.

»Więc jeśli nie jako mąż i jam tak dobrego

»Dzisia dostała stania, uważyć możecie:

»Czemuż mię dziewką, czemu białą płcią mieć chcecie?

»A prawa wasze każą, tak mieć chcą zwyczaje,

»Iż dla panny opuścić panna ma te kraje.

103

»Ale nic to, żem białą płcią jest: niech tak będzie,

»Choć z trudnością ponno z was kto tego dowiedzie;

»Jednak, abym ja gładkość tej swą celowała44,

»Przypaść pewnie nie będę z wami na to chciała,

»Bo tem nagrodę cnoty i męstwa mojego

»Chcecie, widzę, umyślnie ćmić dnia dzisiejszego.

»A słuszna, iż nie stracę tego dla gładkości,

»Czego m szablą nabyła przez swoje dzielności.

104

»Więc choćby też i zwyczaj ten beł między wami

»Przeciwny, iż spać gładsza będzie za wrotami,

»Lub to dobrze lub to źle, jabym nie myśliła

»Stąd wyniść, choćbym takiem uporem grzeszyła,

»Dlatego, że różna jest spórka45 między nami,

»Co przyznać, jeno chciejcie, moglibyście sami.

»Zwycięstw dziewczych nie pragnę, bo mi w oczach brzydkie,

»A tak ozdoby męstwa straciłabym wszytkie.

105

»Gdzie zysk z stratą w jednakiej widziemy być cenie,

»Głupi, kto na to sam się waży i swe chcenie;

»Lecz niebezpieczeństwo zaś gdy sława celuje46,

»Miłe tam garłowanie i praca smakuje.

»Ale zdadząli się złe komu te wywody,

»Znać, że nie dba o przyjaźń, nie chce znać do zgody;.

»Bo drzewem i wszystkiemi ukazać siłami

»Ja chcę, iż godna zostać dziś ta panna z nami«.

106

Tak córka Amonowa, wzruszona ludzkością,

Nie pozwala, by gościa z tą nieuczciwością,

Gdzie deszcz nagęstszy pada, wygnana być miała,

Gdzie niepogoda wiatry i grady wzbudzała.

Gospodarza słusznemi miękczy wywodami,

Zarazem ten przypada z drugiemi gościami

Na jej zdanie; nakoniec wszyscy uradzili,

Onej nocy pospołu aby z sobą byli.

107

Jako słonecznem ogniem upalone zioła,

Wdzięczną straciwszy krasę, pochylają czoła,

Kiedy wiatr w kanikułę47 od południa wieje,

Lasy schną, trawy w popiół idą, ziemia mdleje;

Jeśli deszcz pożądany znagła na nie spadnie,

Biorą przyrodzoną moc, odżywią się snadnie:

Tak za obroną mężnej dziewki otrzeźwiała

Islandka i twarz pierwszą znowu ukazała.

108

Z ochotą, której jeszcze dotąd nie tykali,

Wieczerzą jeść zarazem wszyscy poczynali.

Dobra myśl48 roście, troski zbyli, niemasz trwogi,

Twarz się rumieni znowu u dziewki niebogi,

Wesoły wzrok obraca. Ale z drugiej strony

Trapi zaś Bradamantę żal, na czas tajony,

Westchnienie się jej z piersi głębokich wymyka;

Zmilkła, myśl, mowę w gębie zdumiałej zamyka.

109

Po wieczerzy prędko się obie pokwapjły,

By oczy malowaniem ślicznem nasyciły;

Pomaga jem gospodarz kompaniej spólnej,

Daje wolej na wolą wszystko czynić wolnej.

Świec dostatek zapalił po kątach szerokich,

By mogli dojrzeć lepiej obrazów wysokich,

Na które z jaką obie patrzyły chciwością,

W drugiej pieśni powiedzieć chcę z wielką pilnością.

Koniec pieśni trzydziestej wtórej.