XXXIII. Pieśń trzydziesta trzecia
Argument
Bradamanta na sali Francuzów serdecznych
Obrazy wojen widzi, a oni walecznych
Włochów gromią w ziemi ich, lecz przecię ten mają
Zysk nakoniec, iż tyły sromotnie podają.
Z Serykanem się Rynald u fontany schodzi
I straszny pojedynek o Bajarda zwodzi.
Harpie Astolf wygnał dźwiękiem rogu swego
I tu koniec trąbienia czyni ogromnego.
Allegorye
W tej trzydziestej trzeciej pieśni w osobie Synapowej, którą położył autor na podobieństwo zmyślonego Fineusa, uważysz, jako częstokroć wielkie bogactwo i szczęście snadno od bojaźni bożej człowieka tak odwodzi, iż i wojnę przeciwko niemu podnosić równiejsza zda mu się rzecz; tego przykład masz w olbrzymach, którzy góry na góry kładąc, samego zrzucić chcieli z niebios Jowisza. Potem kładzie nasz autor osobliwej dobroci boskiej przykład, iż Synapowi długo trwać w grzechu nie jeno nie dopuścił, ale i czasu do pokuty słusznego pozwoliwszy, przez dziwny środek z nieszczęścia wyrwał zaś przykrego.
1. Skład pierwszy
Tymagoras49, Parrazys50, Polignotus51 sławny
Protogen52 z Apellesem53, Apollodor54 dawny,
Tymant55, Zeuksys i inszy, co wieku swojego
W nauce malarskiej sobie nie mieli równego
I których słodka dotąd sława będzie trwała,
Choćby z jadu pukać się skrzętna Kloto56 miała,
Póki pisma u świata uczonych wsławione
Nie będą w niepamięci wiecznej pogrążone,
2
Ci wszyscy i jeśli ich więcej było kiedy
Po szerokich krainach świata tego wszędy,
Tak pięknie subtelnych sztuk wyraz malowany
Dać mogli, iż królewskie snadno zdobił ściany.
Lecz w przyszłych rzeczach oni aby dosiądź mieli
Tajemnic boskich, o tem azaście słyszeli?
Nigdy to nie podobna; nie ich to robota,
Nie ich tak bystra mądrość i biegła ochota.
3
Niechaj się żaden malarz i młody i stary
Tem nie chlubi, choćby on najgodniejszy wiary:
Czarnoksiężnicza nauka mocna to sprawiła,
Przed którą piekielna drży potęga i siła;
Bo lub to księgi wziąwszy z Awernu czarnego
Lub z straszliwej przepaści kraju Nursyńskiego57,
Kazał Merlin, co djabły wszystkie miał w swej mocy,
Salą tę i obrazy zrobić jednej nocy.
4
Ale chcąc się tam wrócić, kędy mnie czekają
Ci, co na sali widzieć malowanie mają
Przyszłych wojen, powiem wprzód, iż zamku onego
Gospodarz, zawoławszy z sług swoich jednego,
Dać dostatek kazał świec z pochodniami małych
Do lichtarzów, po ścianach które okazałych
Są przybite; na pańskie ten wnet rozkazanie
Z nocy biały dzień czyni i jasne zaranie.
5
Potem rzecze do gości: »Chcę, byście wiedzieli,
»Iż te walki, co ich tu znak będziecie mieli
»I co w izbach są zamku wyrażone tego,
»Nie wszystkie się skończyły do dnia dzisiejszego.
»Więc ten prorok, malować co je rozkazował,
»To wieszczem mądrze duchem o nich praktykował58,
»Kędy wygrać i przegrać wojska nasze miały,
»Gdy w kraje włoskie śmiało na zdobycz chadzały.
6
»Wojny, których początkiem prędcy Francuzowie,
»Gdy dla korzyści Alpes przeszedłszy, swe zdrowie
»Ważyli, dobrzeli się, źleli też nadały,
»Przed tysiącem lat już tu wizerunk swój miały.
»Bo na tę salą Merlin, prorok zawołany.
»Wnieść je kazał, kiedy beł z Angliej posłany
»Do króla, co Francyej panował przed latyj
»Po Markomirze wziąwszy sceptr w rękę bogaty.
7
»Merlinowa to praca, lecz własną rzecz tego
»Abyście usłyszeli odemnie samego,
»Tak pocznę: Gdy Faramont Ren przeszedł głęboki
»I podbił kraj Galliej obfitej szeroki,
»Wnet munsztuk przybrać myślił hardemu Włochowi
»I swe rozciągnąć państwo aż ku zachodowi;
»Ażeby tak wspaniałe prędzej się skończyły
»Zamysły, chciał z Arturem59 złączyć swoje siły.
8
»Z Arturem, który wojny i boju żadnego
»Nie czynił bez porady Merlina swojego —
»O tem mówię Merlinie, co znał przyszłe rzeczy,
»Chytrych djabłów potomek, a nie syn człowieczy —
»Ten Artura upewniał, iż swe wojska straci,
»Jeśli na włoską ziemię z Farmontem się zbraci,
»I radził, aby kraje pokój od nich miały,
»Które Apenin dzieli, Alpes opasały.
9
»Djabelskie pokolenie skutecznie wiedziało,
»Iż te wojska nieszczęście różne zniszczyć miało
»I wszystkie insze, których francuscy królowie
»Jeden po drugiem będą obrani wodzowie;
»Głód, powietrze i szabla nie minie ich sroga,
»Matka, żona zapłacze niejedna uboga.
»Bo tak nieba łaskawe od wieków mieć chciały,
»Aby lilie w kraju tem nie zakwitały.
10
»Uwierzył i Faramont onem słowom jego
»I gdzie indziej potęgę rzucił wojska swego;
»MerIin zaś, co te rzeczy wiadome mu były,
»Jakoby się za jego żywota toczyły,
»Na prośbę Farmontowę swojemi czarami
»Tę salą wnet postawił i z historyami,
»Chcąc pokazać narodu dzieła francuskiego,
»Dzieła przyszłe potomkom póinem wieku tego,
11
»Aby ci, gdy na państwo będą postępować,
»To z pilnością umieli wielką upatrować,
»Iż jako sławę z snadnem zwycięstwem mieć mogą,
»Gdy w przykrych raziech swojem posiłkiem pomogą
»Ściśnionej włoskiej ziemi od króla jakiego,
»Tak zaś nieszczęścia zażyć muszą rozmajtego,
»Jeśli ją sami podbić będą sobie chcieli,
»Bo za temi górami swójby pogrzeb mieli«.
12
Tak rzekł, a potem piękną bohatyrkę wiedzie,
Gdzie pierwsza historya w pierwszem stała rzędzie.
Ukazał Sygeberta, który skarby drogie
Od Maurycego60 wziąwszy, wojska wywiódł srogie
I lekko postępuje z Krety do Tyczyna61,
Gdzie między Lambrem62 leży przestrona równina.
Lecz go Ewtar nie tylko odpędził sierdzity,
Ale z porażonego łup wziął znamienity.
13
»Patrzcież Klodoweusza, co wojska swojego
»Więcej, niż sto tysięcy, stawił przebranego;
»Któremu Benewentu książę63 zastępuje
»W różnem poczcie, a potem sztucznie rozkazuje
»Opuścić stanowiska, winem napełnione,
»Aby snadniej Francuzy przywiódł upragnione
»Do zguby; wiedzie mu się, bo je wypijają
»I wnet krew, duszę, wino oraz wylewają.
14
»Tu zaś, Chyldybert lud swój i z pułkownikami
»Posyła, aby Włochów bili za górami.
»Ale mu się tak, jako Klodoweuszowi,
»Szczęści, co fortecę wziąć chciał Lombardczykowi.
»Szabla bez chyby, szabla z nieba wysokiego
»Straszną porażkę w wojsku uczyniła jego:
»Ci powietrzem zdychają, tych wody okryły,
»Ten gorącem umiera, tego ćmy zabiły«.
15
Dalej Pipina z Karłem wielkiem ukazuje,
Jako jeden po drugiem Alpes przestępuje,
A obadwa wesołe zamysłu pięknego
Widzą skutki, bo przyszli w te kraje dla tego,
Aby w niebezpieczeństwach wielkich ratowali
Papieżów i ślubów jem swoich dotrzymali;
Ten Astulfowę64 hardość skraca, ów zaś jego
Potomka i więźniem czci biskupa rzymskiego.
16
Przy tych blizko ukazał Pipina młodszego,
Który, jak chmurą jaką, wojskiem ludu swego
Padoły Palestyńskie65 okrył i z brzegami,
U Malamokki66 morze ująwszy mostami;
A te z nakładem wielkiem i pracą zbudował,
Aby fortuny na nich Marsowej sprobował.
Cóż po tym: zerwały je wody niezbrodzone
I pożarły zarazem roty uzbrojone.
17
»Anoż Ludwik z Borbonu67 w ten się kraj udaje,
»W którem za więźnia wzięty, w okowach zostaje
»I przysięga zarazem, co go związał, temu,
»Iż swojej nie podniesie broni przeciw niemu.
»Alić po małem czasie wiarołomca płochy
»Wyprawuje się znowu potężnie na Włochy
»I znowu w łyka wpada, w których wzroku swego
»Zbywszy, do domu ślepy jedzie ojczystego.
18
»A tu macie Ugona, jako wpadszy w ziemię
»Włoską, precz z Berengarem wygnał jego plemię.
»Trzykroć bitwę wygrawa, lecz zaś Bawar tego
»I Hunni68 wnet prowadzą na stolicę jego,
»A ów prosi przymierza; ten mu pakta daje
»I z sromotą w ojczyste iść przymusza kraje.
»Bieży Ugon i Alpes po zad zostawuje,
»A Berengar swe państwo całe obejmuje.
19
»Patrzcież drugiego Karła69, co na poduszczenie
»Pasterskie gwałtowne wniósł za góry płomienie70;
»We dwuch potrzebach strasznych dwu królów zabija:
»Manfred71 wprzód, Konrad72 po niem śmierci się nawija.
»Potem, gdy się zdał trzymać swe państwo w pokoju,
»Sromotnie go pozbywa bez szable, bez boju:
»Na głos mroków wieczornych lud jego przebrany
»Duszę ze krwią wydycha przez okrutne rany«.
20
A potem ukazuje Francuza jednego73,
Kapitana, co wieku dobrze późniejszego
Przeszedł Alpes i bojem mało spodziewanem
Zrazu się znać Wiszkontom daje zawołanem.
Pieszych Francuzów kupy gęste i z jeznemi
Otoczyły fortecę strzelbami różnemi,
W której małą obronę książę zostawuje,
A w polu chytre sztuki wojenne gotuje.
21
Wpada w sidła francuski naród niespodziane:
Świecą się pola, trupem brzydliwem odziane,
Na które z Armeniaku z Wiszkontem na zmowie
Przywiódł ich grof 74i mści się krzywd swoich surowie.
Wloką więźniów do ciemnic, od słońca zakrytych,
Biorą dostatkiem łupów, korzyści obfitych;
Tanar75, ze krwią francuską na poły zmieszany,
Czerwone z gniewem miece do Padu bałwany.
22
»Andzioinów76 i z Marki pana77 zaś widzicie,
»O których to odemnie dzisia usłyszycie,
»Brucyom78, Daunom79, Marsom80 iż znać się dawali,
»Często na salentyńską włość81 następowali.
»Ale ani francuska tak jest ważna siła
»Ani pomoc skąd inąd, aby ich zbawiła
»Srogich mordów: ono jem Ferant tu dokucza,
»A tu Alfons z swojego królestwa wyrzuca.
23
»Patrzcież i na ósmego Karła82, który z kwiatem
»Młodzi francuskiej w kraju widzi się bogatem;
»Przeszedł Liri83, królestwo wesołe odbiera,
»Szable nie dobywając, i w niem się zawiera.
»Od jednej tylko, co łeb i brzuch tłoczy, skały,
»Tyfeuszowi, bierze wstręt84 nagle niemały,
»Bo dobry Inik85 ze krwie Awalów przezacnej
»Oparł mu się i sławy stąd dostawa znacznej«.
24
Potem do Bradamanty bliżej przystępuje
Pan zamku i Iskią86 wyspę ukazuje,
Mówiąc: »Serdeczna dziewko, teraz powiem tobie,
»Nad wszystko spodziewanie com przypomniał sobie.
»Pradziad mój, wiekiem ciężki i w leciech dojrzały,
»Powiedział to, gdym ja beł chłopczyk jeszcze mały,
»A on od swego dziada za pewne to wiedział,
»Który przed samą śmiercią jemu tak powiedział,
25
»Iż na tem miejscu z męża ma wyniść dzielnego,
»Co w tych czasiech pan będzie i obrońca jego,
»Rycerz najozdobniejszy, z nikiem niezrównany87,
»Który, jak piorun, skruszy wszystko, niedojrzany.
»Nigdy takiej Nireus88 nie doszedł piękności,
»Nigdy Achilles męstwa, Ulisses mądrości,
»Nie beł tak rączy Lada89, nie beł i szedziwy90
»Nestor bieglejszy, choć to trzysta lat beł żywy.
26
»A jeśli stara Kreta pragnie chwały z tego,
»Że była wychowawcą91 Jowisza wielkiego,
»Jeśli Herkules z Bachem miasta uczynili92
»Długo sławne, w których się oba porodzili:
»Niemniej swem wieczną sławę Iskia przyniesie
»I pod same obłoki skroń pyszną wyniesie,
»Że tam wielki bohatyr wziął początki swoje,
»Któremu szczodrych fortun z nieba płyną zdroje
27
»I który urodził się szczęściem wieku tego,
»Gdy ściśniony Rzym będzie siła cierpiał złego;
»Bo go przez swoje męstwo, przez swoje dzielności
»Obroni i do pierwszych przywróci wolności.
»Ale iż mam tę wolą niżej spraw tknąć jego,
»Do przedsięwzięcia rzecz swą obrócę pierwszego,
»Abym południowego godne męstwo słońca
»Karłowe tu przed wami ukazał do końca.
28
»Widzicie, jako Ludwik93 żałuje serdecznie,
»Iż go do swych państw wezwał, wierząc mu bezpieczniej
»A on nie tylko mocą wszystkie zwalczył jego
»Nieprzyjacioły, ale wygnał i samego.
»Próżno nań Wenetowie wielkie wojska zwodzą,
»Próżno i na przeprawach zastąpić mu godzą,
»Bo gdzie namężniejszy król swą złoży kopią,
»Wszyscy szpetnie pierzchają, wszyscy czoła kryją.
29
»Ale lud jego zasię, co był zostawiony
»W królestwie nowo wziętem dla zamków obrony,
»Przeciwną zna fortunę; bo Ferant serdeczny
»Z posiłkiem, Mantuańczyk94 co mu go waleczny
»Użyczył, tak się, srogi, znać jem dobrze daje,
»Iż najbiedniejszy człowiek żywy nie zostaje;
»Choć sam, zdradą zabity od nieznajomego,
»Krótką widział pociechę z zwycięstwa nowego«.
30
To mówiąc, z Peskaryej zaraz ukazuje
Alfonsa95, co dzielnością mężniejszych celuje.
»W tysiąc potrzebach, w tysiąc szturmach, mąż wspaniały,
»Świecił, jako we złocie pirop96 okazały;
»Nakoniec Sforca Murzyn97 sztucznie go przywodzi
»Pod sieć napiętą i wnet we krwi jego brodzi.
»Patrzcie, jak strzałą żartką upada przeszyty98
»Ten, co go miecz nie pożył nigdy jadowity.
31
»To zaś dwunasty Ludwik Alpes w skok przechodzi:
»Włoskie łakomstwo do swych krajów go przywodzi.
»Maura Sforcę zniósł w żyznych włościach Wiszkontego,
»Położył wszytkę wojska potęgę swojego.
»Stamtąd czaty śle, aby mostem wodę spięli
»Garylanowę99, a wzgląd na ślad Karłów mieli;
»Lecz jedni giną w drodze, od różnych pobici,
»Drudzy na rzekach toną, wodami okryci.
32
»Anoż niemniejsze mordy wojska francuskiego
»W Apuliej poznacie, dwakroć pobitego.
»Ferant Hiszpan100 z Konsalwem sztuką bojowniczą
»Przez swój lud zaprawiony tak ich dobrze ćwiczą,
»Iż co tam Ludwikowi szczęście się stawiło
»Macochą, to tu wielkiej czci przyczyną było;
»Gonią ich równem polem, gdzie Adrya brzegi
»Tłucze, Padus ich wstrąca z Apeninem biegi«.
33
To rzekszy, alić ganić jął siebie samego,
Iż jem wprzód nie ukazał, zamyślony, tego,
Jak jeden zdrajca Szwajcar fortecę przedaje
Powierzoną, a w cudze sam uchodzi kraje.
Wraca się tedy na zad, bliżej przystępuje,
»Ano — powieda — zmiennik i ten, co kupuje.
»Patrzcie, jak bez złożenia kopiej jednego
»Dostał Francuz za złoto zamku potężnego«.
34
Kęs dalej na Borgiego101 twarz patrzą straszliwą,
Który za tegoż króla przyjaźnią życzliwą
Urósł możny we Włoszech, skąd ludzie przedniejsze
Na wygnanie posyła w kraje odleglejsze.
Potem, jako stolicę Ludwik z Bononiej
Przenosi102, nie słuchając porady niczyjej,
I jako Genueńczycy poddaństwa zrzucili
Jarzmo, jako ich jego ludzie zaś gromili.
35
»Widzicie — mówi — trupem okrutnie pobitych
»Niemało okolicznych pagórków przykrytych;
»Nie dziw, iż strachem zjęte miasta się poddają,
»Zaledwie Wenetowie mały odpór dają.
»Widzicie, jak na prędkość nie dba papież jego,
»Choć się do Rzymu z wojskiem przybliża samego;
»Wziął Modenę, a jeszcze na tem nie przestaje,
»Do Ferrarza się, chcąc go dobywać, udaje.
36
»Tam zaś Bonończykowie zastępują drogę
»I czynią nad mniemanie w wielkiem wojsku trwogę
»Brześcię103 on przecię bierze, pomaga Felsynie104,
»Co wiary dotrzymaniem na wszytek świat słynie.
»Z drugiej strony hiszpańskie wojsko się gotuje
»I sposobnego bić się miejsca upatruje,
»Bo się jem w ciasnych zjechać nizinach przychodzi,
»Gdzie w bok od portu morze głębokie zachodzi.
37
»Anoż ledwie nie wszystka stąd Francya stoi,
»Anoż Hiszpan na pułki lud przebrany dwoi.
»Bitwa się sroga wszczyna105 z wielkiemi zapędy,
»Krwią pole opłynęło, trupów pełno wszędy;
»Nie wie Mars, do której się ma przykłonić strony,
»W równej wadze z nadzieją strach trzyma włożony.
»Nakoniec serdecznością Alfonsa śmiałego
»Francuz pole otrzymał, uciekł Hiszpan z niego.
38
»Lecz to nie na pociechę, o Rawenno, tobie,
»A papież z jadu z żalu gryzie wargi sobie;
»Niemców z gór na ratunek wzywa jadowitych,
»Ci lecą, jak szarańcza, po polach obfitych
»I zaraz bez wszelakich, waleczni, trudności
»Wyrzucają Francuzów z Enotryskich włości106,
»A Maurowie107 ostatki nędzne dobijają,
»Wkorzeniać się liliom we Włoszech nie dają108.
39
»Wraca się Francuz109, do swych szpetnie wypędzony,
»Któremu na pół drogi Szwajcar odważony
»W liczbie niemałej ludzi zbrojno zastępuje,
»Wiąże, bije, zażarty gniewem, i morduje.
»Więc zaś w domu niezgoda: ano tam nowego
»Widzicie króla, co go obrali bez niego.
»Tak zdrajczyna fortuna swem sługom wygadza:
»Gdy ich najwyszszej wzniesie, w ocemgnieniu110 zsadza.
40
»Patrzcież Frańciszka111, losy co już szczęśliwszemi
»Z ludźmi królestwa swego jedzie przedniejszemi
»Na Szwajcary i tak jem rogów wnet przyciera,
»Iż ledwie i przezwisko z niemi nie umiera.
»Jednak brzydka hałastra tytuł, który sobie
»Hardzie przywłaszczyć śmiała, traci w onej dobie:
»Uśmierzycielmi królów, kościoła obroną
»Zwać się kazali, pychą nadęci szaloną.
41
»Potem Medyolanu dobył i Sforcego
»Z nieprzyjacioły zaraz porównał młodszego.
»Anoż tam Borboniusz broni miasta zasię
»I gwałt srogi niemiecki czuje zewsząd na się.
»Anoż, gdy inszych wojen Frańciszek pilnuje
»Ani o rządzie wziętych miast się dowiaduje,
»Nie wiedząc, co gorący broją Francuzowie,
»Traci Milan112 i w niem swych ludzi wszystkich zdrowie.
42
»Awoż drugi Frańciszek, podobny swojemi
»Dziadowi serdecznemu cnotami wielkiemi,
»Który po wypędzeniu z królestwa własnego
»Odbiera je przez pomoc kościoła samego.
»Bieżą znowu Francuzi do Włoch, lecz jem wodze
»Zatrzymano i muszą pozostać na drodze:
»Wspaniały Mantuańczyk 113z namężniejszem synem
»Przepraw broni, zamyka drogę pod Tyczynem.
43
»Federyk najpiękniejszej ten to jest urody,
»Co pierwszem kwiatem jeszcze nie opędził brody,
»Wiecznej pamięci godzien dla męstwa swojego
»Dla pięknych obyczajów, rozumu ostrego.
»Patrzcie, jak ma przy męskiej piękną surowości
»Twarz, jak broni francuskiej miasta okrutności.
»To zaś markiezów para114, pioruny włoskiego
»Narodu, a zaraza, strach i śmierć naszego.
44
»Oba jednej krwie, oba i gniazda jednego;
»Ten pierwszy jest Alfonsa syn namężniejszego,
»Alfonsa, co mu z piersi krew Murzyn obfitą
»Wytoczył, przebiwszy je strzałą jadowitą;
»Mąż w najniebezpieczniejszem na schwał dobry boju,
»Trudów, niewczasów, zimna przyjaciel i znoju.
»Drugi, co wzrok po stronach obraca łaskawy,
»Pan z Wastu na wszystek świat sławny przez swe sprawy,
45
»Alfons także; Iskią gdym wam pokazował,
»Powiadałem, iż Merlin siła prorokował
»O niem dawno, jako miał w ten czas się urodzić,
»Gdy trzeba właśnie było Włochy wyswobodzić,
»Ściśnione Włochy i wszcząt kraj ich spustoszony,
»Dostatki rozszarpane, kościół splugawiony.
»O, jako wieczną sławę bohatyr serdeczny
»Będzie miał, zniózszy naród dziki i wszeteczny!
46
»Ten przy bracie stryjecznem z Prosperem Kolumną115
»Francuzom i Szwajcarom okróci myśl dumną
»I Bikokę116, co ją wziąć po kilkakroć chcieli,
»Tak omierzi, iż o niej nie będą myśleli.
»Awoż znowu swej Francuz chce wetować szkody
»W Lombardyej: przebywa Tanarowe brody,
»Pod Medyolan wojsko niezliczone wiedzie;
»Z drugiej pod Neapolim strony Hiszpan jedzie.
47
»Ale ta, co więc zwykła postępować z nami,
»Jak niezgoniony wicher na polach z piaskami,
»Zakręciwszy niem żartko w minucie godziny,
»Wznosi ku niebu i zaś upuszcza w doliny,
»To sprawiła, iż o swe wojsko nie beł dbały,
»Bawiąc się pod Pawią117 Frańciszek czas mały;
»Niewiadomie się żołnierz rozjeżdżał swawolny,
»Gdy go nikt nie pilnował, gdy beł sobie wolny.
48
»Tak król przez swoję dobroć, przez sług swych niedbalstwo
»W wojsku z różnych narodów zamnożył zuchwalstwo.
»Dopiero ujźrzą, jak lud rzadki pod znakami,
»Gdy ich niespodziewanie w ciemną noc trwogami
»Hiszpan nastraszył, który wał i rów głęboki
»Przeszedszy, z krzykiem wpada na obóz szeroki;
»Ze krwie Awalów bracia dwaj118 go prowadzili
»Tak śmiali, iż i w piekło samoby skoczyli.
49
»Patrzcież, jak młódź francuską stanu przedniejszego
»W ocemgnieniu pobito przy niem do jednego,
»Patrzcie, jak siła kopij i szabel skrwawionych
»Do samego się ciśnie śrzodkiem kup zgęścionych.
»Już z konia przebitego krew potokiem ciecze,
»Ten się poddać nie myśli, bije, kole, siecze;
»Pełno pobitych przed niem, pełno leży za niem,
»A wżdy bojaźni z trwogą jeszcze nie znać na niem.
50
»Przecię król najmężniejszy, choć pieszo zostaje,
»Srogie rany i śmierci co bliższem zadaje,
»Nieprzyjacielską szpetnie posoką zbroczony,
»Plac sobie bronią czyni stępioną przestrony.
»Cóż po tem: cnota musi ustąpić gwałtowi,
»Biorą go i oddają zaraz Hiszpanowi.
»Kilka godzin w ciemną noc bitwa sroga trwała,
»Która strach gęstych śmierci mrokiem zakrywała.
51
»Tak pod Pawią Francuz srodze porażony119
»Nakoniec w Iberyej w więzieniu zamkniony,
»Okupuje się własną krwią i w zakład daje
»Syny małe, a potem sam wolny zostaje.
»Wraca się do królestwa z Hiszpaniej swego,
»Które się różnych niecnot napiło przez niego.
»Patrzcież: gdy znowu do Włoch lud zbrojny gotuje,
»Kto inszy w jego ziemi wojnę obiecuje.
52
»Anoż mordy, wydzierstwa, gwałty, zabijania
»Bez wszelakiego w Rzymie widzicie karania;
»Chciwy żołnierz to czyni, co łakomstwo radzi,
»Winę daje niewinnem, cnotliwy mu wadzi,
»A wojsko sprzysiężone, jakby nie widziało,
»Na zmowie ponno łupiestw ciężkich dopuszczało.
»Nakoniec o papieża gdy się bić samego
»Trzeba było, w oczach ich wzięto związanego.
53
»Posyła król z pułkami Lotreka120 nowemi,
»Nie dla tego, by wojnę miał odnawiać z niemi
»W Lombardyjej, ale z rąk kazał wziąć przeklętych.
»Pasterza i zacnych z niem ludzi wiele wziętych.
»Lecz ten, leniwo idąc, już zastał wolnego;
»Ażeby wojska darmo nie rozpuszczał swego,
»Miasto obległ i wszystko królestwo potrwożył,
»Gdzie kości przodek jego syreny położył121.
54
»A tu zaś wodną cesarz armatę wyprawił,
»Aby swojem pomoc dał, aby je wybawił;
»Ale się z niem, potkawszy, Dorya próbuje,
»Zabija, łupi, wiąże, ogniem wszystko psuje.
»Cóż z tego: gdy się szczęściu rozkazować zdali,
»Nad wszystko spodziewanie złych losów doznali.
»Potęga wojsk schorzałych w niwecz się obraca:
»Ledwie z tysiąca jeden do domu się wraca«.
55
Te i insze w tej sali historye były,
Co przyszłych wojen własny wizerunk czyniły.
Trzy albo cztery razy do nich się wracają,
Pismo na samem spodku obrazów czytają,
Wielkiemi literami na najlepszem złocie
Wydrożone, tak, iż koszt równy beł robocie.
Kilka godzin na łubem widoku strawiły,
A chciwych przecię oczu swych nie nasyciły.
56
Potem nadobne dziewki były prowadzone
Do pokojów, które jem dawno naznaczone.
Gospodarz, co miał zwyczaj ludzkość pokazować,
Jak prędko gości jakich podjął się przymować,
Wczasem wygadza; już się wszyscy położyli,
Już luby odpoczynek we śnie utopili.
Bradamanta do swych się myśli znowu wraca,
Z lewego na bok prawy coraz się przewraca.
57
Nakoniec obłapił ją sen leniwy swemi,
Gdy wynikał biały świt, skrzydły czarnawemi,
I ujrzy najsmutniejsza dziewka kochanego
Rugiera, co omdlewa tysiąckroć dla niego.
A on tak zdał się mówić: »Czemu, siostro moja,
»Czemu najrozkoszniejsza twarz truchlała twoja?
»Wątpisz o mej przyjaźni? Wiedz, iż barziej ciebie
»Miłuję, niż swe zdrowie, niż samego siebie«.
58
Zaś przydał: »Jam umyślnie w te przyszedł pokoje,
»Abym się okrzcił, abym śluby spełnił swoje.
»Odpuść, jeżeli późno; nie moja przyczyna:
»Rany mię, rany, lecz nie z rąk Miłości syna
»Zatrzymały koniecznie«. Tu przestał, a onę
Sen subtelny opuścił i uciekł na stronę.
Ta zaraz, porwawszy się, na łóżku usiada
I tak z myślami, pijąc łzy obfite, gada:
59
»Patrzcie, jak mi znikome sen pociechy daje,
»A czucie przeraźliwem bólem serce kraje!
»To, co mojem weselem i radością włada,
»Wnet, jako piorun z błyskiem najbystrszem122, przepada.
»Czemuż nie słyszy teraz i nie widzi tego
»Ocknienie, co dopiero sen porwał od niego?
»Oczy, na coście przyszły? Zamknione, widzicie
»Szczęście moje; otwarte, żałość przynosicie!
60
»Słodki sen pokój mi dać prędki obiecuje,
»Ale niespanie wojnę straszliwą gotuje.
»Cóż po tem, choć luby sen zamysłom wygadza,
»Gdy przykre ocucenie w samej rzeczy zdradza?
»Nowy kształt dziwnych rzeczy, fałsz mię próżny cieszy,
»A prawda serce, bólem zjęte, zabić śpieszy.
»Więc jeśli z spania rozkosz, a z czucia mojego
»Ból rośnie, niechże już śpię do wieku późnego!
61
»Fortunniejsze źwierzęta, co są tak ospałe123,
»Iż swych oczu pół roku nie otworzą całe.
»Bo któżby na taki sen, co wszystkich radości
»Przyczyną jest, nie przypadł bez wszelkiej trudności?
»Niestetyż, jak od ludzi różne szczęście moje:
»W mespaniu śmierć, we śnie mam żywot i pokoje!
»Jeśliś, o śmierci, do snu podobna takiego,
»Przydź zaraz, przydź, powieki zamkni wzroku mego!«
62
Tak skargi biedna dziewka nieuhamowane
Czyni; tem czasem włosy jutrzenka zmieszane
Z liliami na jasnem wschodzie pokazała,
Ponure ciemnej nocy mroki rozpędzała.
Porywa się i zbroję bierze ukochaną,
Aby co w skok skończyła drogę obiecaną.
Wsiadszy na konia, panu fortece dziękuje
I swych czasów chęć chęcią oddać obiecuje.
63
Wyjechawszy za bronę, kompankę zoczyła,
Co posłem do cesarza z tarczą złotą była.
Już ona z kilką giermków i z swemi pannami,
Wstawszy rano, gotowa stała za murami,
Tam, gdzie trzej bojownicy ze wstydem czekali,
Co od złotej kopiej z koni pospadali
I co z niebezpieczeństwem wielkiem zdrowia swego
Niewczasów dość zażyli nieba odmiennego.
64
Więc tak ich konie dzielne, jako oni sami,
Cierpiąc głód, cknęły124 sobie z próżnemi brzuchami
I tłukąc zębem o ząb z wieczora do świtu,
Wyrzuceni za bramę od dobrego bytu.
Ale ich barziej trapi i ciężej frasuje,
To jem wskróś utrapione wnętrzności przejmuje,
Iż Karłowego jeszcze wojska nie widzieli,
A jui tęgiej kopiej francuskiej raz wzięli.
65
I gotowi lub umrzeć lub pomścić się tego
Despektu, co ich potkał wieczora przeszłego,
Starać się umyślili sposobem wszelakiem,
Aby w mniemaniu u swej paniej ladajakiem
Nie zostali; gniew, miłość, wstyd jem serce grzeje,
Zaczem, pełni otuchy i dobrej nadzieje,
Jak prędko Amonowę córkę obaczyli
Na moście, wszyscy do niej rączo poskoczyli
66
I wyzwali ją znowu na srogie kopie,
Nie wiedząc, że nadobną dziewkę zbroja kryje;
Bo wszystkie jej postępki tak wspaniałe były,
Iż podobieństwo męża dzielnego czyniły.
Wymawia się ta drogą, ci zaś nalegają
I cnotą bohatyrów wielkich zaklinają.
Tak złożywszy wnet drzewo swe, ściera się z niemi
I zostawuje z koni zrzuconych na ziemi.
67
A sama wciąż gościńcem wielkiem się udaje,
Aby te, gdzie jest Rugier, ujźrzała wnet kraje.
Ci, co dla złotej tarczej z królestwa swojego
Umyślnie do obozu biegli Karłowego,
Wstawszy z błota, przemówić słowa nie umieją
I oczu wzgórę podnieść dla wstydu nie śmieją.
Zdumieli, jeden tylko patrzy na drugiego,
A potem każdy wsiada na konia swojego.
68
Ulania dla więtszej pysznych królów wzgardy,
Pomniąc słowa i zamysł w domu wszystkich hardy —
Bo jawnie na to przysiądz w Islandyej chcieli,
Iż naleźć sobie w męstwie równego nie mieli —
Powiada jem, że panna dziwnie piękna była,
Co ich z siodeł i wczora i dziś wyrzuciła.
Ci niesmacznej nowiny zmarszczeni słuchają,
A twarzy wstydem, niż krew, czerwieńszem pałają.
69
»Cóż rozumiecie — dalej zaś do nich mówiła —
»Jaka jest Orlandowa i z Rynaldem siła?
»Nie bez przyczyny pewnie, co i sami wiecie,
»Sława dziwnego męstwa ich lata po świecie.
»Jeśli Karzeł któremu da tarcz z znakiem złotem,
»Z pracą ponno dostać jej przydzie i z kłopotem;
»Lepiej wy to, tuszę ja, uważycie sami
»Za dzisiejszemi sił swych z dziewką mdłą próbami.
70
»Bez małaby nie lepiej tem się kontentować,
»Niźli z więtszą na sławie sromotą szwankować
»W oczach ludzi przedniej szych królestwa wielkiego
»Z ostatnią zgubą zdrowia, sił i uczciwego.
»Chybabyście za wielką kładli sobie sławę
»Z doświadczonem rycerstwem mieć krwawą zabawę
»I do wstydu przyłączyć szkodę niebezpieczną,
»Ze krwią duszę wylawszy z piersi ostateczną«.
71
Trzech bohatyrów onych, jak się dowiedzieli,
Iż to jest panna, co ją dotąd rozumieli
Za rycerza francuskiej ziemie przedniejszego,
Od gniewu i od żalu zmartwieli wielkiego.
Tak się wściekłemi wewnątrz jady napełnili,
Iż zaledwie ostrych w się szabel nie wrazili.
»Patrzcie — mówią — co broi nieszczęsna godzina:
»Z ozdób wszystkich licha nas złupiła dziewczyna!«
72
Wzgardą i nienawiścią potem uwiedzieni
Samych siebie, każdy, z nich przedsięwzięcie mieni:
Nie chcą jechać do Karła, ale zaraz swoje
Zdejmują najświetniejsze tarcze, hełmy, zbroje;
Więc szable odpasawszy, to wszystko pospołu
Do głębokiego za mur przerzucają dołu
I ślub czynią z ostremi nie chodzić żelazy
Cały rok za podjęte na uczciwem razy,
73
Ani na koniu jeździć, lecz piechotą wszędzie
Odprawować swą drogę, lub najgorsza będzie.
A choć to i rok minie, przecię ci u swego
Przysięgają nie nosić boku najduższego125
Żadnej broni, aż znowu dostaną jej sobie,
Nieprzyjaciół w rycerskiem pożywszy sposobie.
Tak bez zbrój i z gołemi wędrują rękami,
Na swe konie czeladzi wsieść kazawszy sami.
74
Bradamanta, gdy siestrze Febus ustępował,
W zamek, co na paryskiej drodze się najdował,
Wjechała i nowinę słyszy pożądaną,
Iż zniósł Rynald pogany siłą niezrównaną.
Dobry wczas mężna dziewka ma tam i wygodę,
Ale dawno straciwszy z wolnością swobodę,
Nie je, nie śpi; im barziej w sobie usiłuje
Taić miłość, tem więtsza w nędznej się najduje.
75
Ale o niej tą razą dosyć; do mężnego
Wrócić się chcę Rynalda, który dnia przeszłego
Z Serykanem u studnie bić się postanowił,
Gdzie Gradas miejsce dobre już beł przygotowił126.
Wiedzcież, iż pojedynek tak straszny i srogi,
Nie o państwo, królestwo ani klejnot drogi,
Ale dla Duryndany wprzód najostrszej127 będzie,
Potem kto na Bajarda, wygrawszy go, wsiędzie.
76
Już się zeszli i trąby inszej nie czekają,
Wrodzonem serca męstwem rozpalone mają.
Twarzy z szyszaków widać obudwom wesołe,
Blask wzrok z szabel uraża, które mają gołe.
Skoczą żartko do siebie i oba ostremi
Trafią w mocne puklerze broniami swojemi;
Gęste i ciężkie razy precz się rozlegają,
A płomienie sierdzistych jadów gniew wzbudzają.
77
Rynald to stąd, to z owąd wielkie czyni koła,
W bok uskakuje, głowy strzeże, chroni czoła;
Wie, jako najduższy128 blach nie może hamować
Najdoskonalszej szable, woli ustępować.
Gradas, ledwie dościgły subtelnemu oku,
Za niem leci i swego w skok pomyka kroku,
Ciskając na wiatr lekki najgęściejsze razy,
Aby go gdzie dosięgnąć mógł miedzy żelazy.
78
Ten zaś umiejętnością zraża Duryndanę,
W niezasłoniony jego bok zadawszy ranę;
Stalonej coraz sztukę chce urwać odzieże,
Która ramion i piersi powierzonych strzeże.
Czyni straszliwe sztychy, gdzie są słabsze nity,
Aby przez nie utopił miecz w niem jadowity.
Próżno, bo zbroja jego, przez czary zrobiona,
Nie może być od prostej szable zdziurawiona.
79
Gdy czas niemały męskie129 się oba silili
Bez odpoczynku i tak oczy zabawili,
Iż na żadną obrócić nie mogli ich stronę,
Ustawiczny wzgląd mając na ciał swych obronę,
Nowy jakiś zgiełk i grzmot zatrwożył ich nowy,
Jaki więc z błyskiem spada na dół, piorunowy.
Obejrzawszy się, widzą ptaka szkaradnego,
A on konia pazury żmie130 Rynaldowego.
80
Dziw jakiś niesłychany i wielki beł srodze,
Od którego w niemałej koń Bajard beł trwodze;
Pysk na trzy łokcie dłuższy miał, a postać ciała
Nietoperza brzydkiego właśnie wyrażała.
Pióra, jak najczarniejsza smoła, na niem były,
Śmiercią krzywe pazury widomą groziły;
Wzrok ogniem pałał, którem strach mógł czynić nagle,
Skrzydła, jak u okrętu najwiętszego żagle.
81
Lubo to beł ptak lub nie, twierdzić nie chcę tego,
Bom ja — upewnić was śmiem — nie widział takiego
I nie czytałem nigdy w żadnej historyej
Otak cudownem zwierzu i srogiej bestyej
Prócz Turpina; zaczem być rozumienia tego
Muszę, iż to beł djabeł z piekła podziemnego,
Który Malagizemu na większą wygodę
W tem sposobie chciał w bitwie uczynić przeszkodę.
82
Tak wierzył i sam Rynald, o co kilka razy
Uciążał131 nie bez znacznej na brata obrazy.
Przał się on ustawicznie i Boga samego
Świadkiem czynił, iż nie dał przyczyny do tego;
Więc przydawał i częste klątwy z przysięgami
Na znak swej niewinności, twarz skropiwszy łzami.
Jakożkolwiek, był-li to djabeł lub ptak chciwy,
Wnet swój w koniu utopił pazur niecierpliwy.
83
Utopił, a ten wodza132, chocia mocne były,
Zerwawszy, kopytami co z najwiętszej siły
Broni się i tak gęste z gniewem razy daje,
Iż się straszny dziw pióry pod niebo udaje
I znowu chyżem na kształt żartkiej strzały lotem
Wpada nań z rykiem strasznem i z ogromnem grzmotem.
Zaczem już w kilku miejscach Bajard obrażony
Uciec musi, chcąc inszej zasiądz gdzie obrony.
84
Ucieka najbiedniejszy do lasu blizkiego
I patrzy miejsca w chróście co najgęściejszego.
Leci skrzydlate zwierzę, oczy w nim utkwione
Trzyma, aby z raz jeszcze pazury stalone
We krwi jego omoczył; lecz koń, strachem zjęty,
Szczęściem jakiemsi133 z oczu najwścieklej szych wzięty,
Wpadł w gęstwę; bestya też pod same się wzbiła
Obłoki, jak prędko z niem ślad oraz straciła.
85
Rynald z Gradasem widząc, iż zakład ich drogi
Ucieka, co oń zwodzą pojedynek srogi,
Przestali się bić zaraz, ale z tem dokładem,
Iż pilno bieżeć mają oba jego śladem,
Aby go wprzód od dużej spony wybawili,
Potem u tegoż zrzódła znowu się oń bili;
I na to wiarę ręce społem sobie dają,
Sami rączo, gdzie bieży, po niem się udają.
86
I gdzie zdeptana trawa świeżo się wznosiła,
Co ją dopiero stopa jego przytłoczyła,
Pilnują; ale bystry koń z oczu jem ginie,
Wpadszy do blizkich chróstów w najgęstszej krzewinie.
Gradas, iż w pobliżu miał kochaną Alfonę,
Dopadł jej i puszcza się w tamtę, gdzie biegł, stronę,
Zostawiwszy daleko Rynalda pieszego,
Który wydołać nie mógł wielkiem krokom jego.
87
Gryzie się dobry Rynald, żal mu serce psuje,
Widzi, iż próżno goni, daremnie pracuje;
Bo Bajard, strachu jeszcze nie zbywszy pierwszego,
I do piekłaby ponno z chęcią wpadł samego:
Tak mu krzywe pazury gwałtem dokuczyły
I oczy wściekłe, z których ognie wychodziły.
Zaczem, po biegu onem zbytnie spracowany,
Wraca się, swe nieszczęście łając, do fontany.
88
I tam czekać chce, ażby Bajarda dzielnego
Przywiódł Serykan według zakładu spólnego;
Ale gdy do wieczornej zorze nic nie sprawił,
Żałosny pieszo odszedł i swojem się stawił.
Ten drugi zaś lepsze miał szczęście, bo gdy w gęsty
Las wszedł, głos z rżania w stronie wnet usłyszał częsty;
I pełen dobrych otuch przybliża się, rączy,
Gdzie w gęstwinie odbijał list promień gorący.
89
Wzrok miece w kąty różne, alić tuż pod skałą
Zoczył, a koń w jaskinią wcisnąwszy się małą,
Stoi, okropnem strachem niewymownie zjęty;
Potem za wodzę złotą od niego ujęty,
Zaledwie się wieść daje, jak nie chcąc, wychodzi,
Mniema, że nań gdzie w polu zły zwierz jeszcze godzi.
Gradas, choć pomniał słowo, iż się z niem miał stawić
Do źrzódła, ujeżdża precz, nie myśli się bawić.
90
»Głupstwo — mówi sam w sobie — głupstwoby to było
»O zakład, którego dziś samo mi życzyło
»Szczęście, straszną spórkę134 wieść; dosyć, dosyć tego,
»Żem z Indyej przyjechał umyślnie dla niego.
»I tobie się, Rynaldzie, kazi pewnie głowa,
»Jeśli według spólnego czekasz na mię słowa;
»Bo ja nie myślę z koniem tu być u fontany:
»Ty, pragnieszli go dostać, nawiedź Indyany.
91
»Sprobuj też, serykańskie jakowe są kraje,
»Jeślić z sercem śmiałości męskiej na to zstaje,
»Wyjedź z żyznej Francyej«. Tak mówiąc, prostuje
Wodze135, gdzie w Arii nowe król wojsko spisuje;
Skąd na pomniejszej, ale opatrzonej łodzi
Z Bajardem, Duryndaną do swych państw odchodzi,
Rad, iż mu w ręce wpadło bez wszelkiej trudności
To, co nad zdrowie ważył i królewskie włości.
92
Ale o tem drugi raz, bo mi Astolfowe
Czas wspomnieć po powietrzu drogi obłokowe;
Pod któremi gdy latał w niedościgłem pędzie
I znaki wielkie dziwnych dzieł zostawiał wszędzie,
Obrócił hipogryfa za Renem głębokiem
Przeciwko zachodowi, aby po wysokiem,
Lekki, bieżąc powietrzu, widział Hiszpanią
W tem kącie, gdzie z obfitą dzieli się Francyą.
93
Przeszedł Nawarrę, prosto ku Aragoniej
Udał się, potem kraje minął Kastyliej;
W lewej ręce daleko puszcza Tarrakonę,
Biskalią wesołą, w prawą zasię stronę
Przy Gallicyej państwo widzi Ulizbony136.
Nawraca bieg polotny do żyznej Kardony137,
Miedzy morzem i polem nic nie zostawuje
Niewidzianego, ptaka gdzie swego kieruje.
94
Widzi Gades138, postawił gdzie kres zamierzony
Alcyd na chciwą śmiałość, Alcyd niezwalczony.
Afryckiem państwem bieży, stamtąd się udaje
Przy brzegu morskiem w płodne do Egiptu kraje.
Balearyjskie wyspy sławne prędko mija
I przeciwko Ewize139 pod słońce się wzbija;
Obrócił do Ardzille skrzydła nieścignione,
Z którą ma Hiszpania państwo rozdzielone.
95
Widzi Marokkę, Oran pyszno murowany,
Hipponę140, Algier141, Fezzę142, bogate Budzany143;
Nie może się wydziwić pompie miast budownych,
Co wyniosłością niemasz na świecie jem równych.
Potem nad wielką leci Bizertą144 z Syrtami145,
Zostawia w zad Aldzierbę146 z drugiemi wyspami,
Więc i Tunis, Bernikę147, Trypol148 z Tolomitą149,
Skąd Nil śle przez Azyą dań morzu obfitą.
96
Przebiega krzywe brzegi, gdzie Atlant surowy
Królestwo rządzi swoje i kraj zachodowy;
Wielkiem Kareńskiem górom150 tył żartki podaje,
Na drogę Cyrenejską151 prosto się udaje.
Wpadł w pola, co je piaski szerokie przykryły,
Ku Nubiej granice Albady152 gdzie były;
Ginie mu cmyntarz z oczu, od Batta153 zrobiony154,
I wielki zbór Amonów155, z gruntu rozwalony.
97
Leci ku Tremizenie drugiej156, gdzie obrzędy
Machometowe chowa lud i brzydkie błędy;
Potem złote obraca wodze do tej ziemie,
W której strasznych Murzynów czarne mieszka plemię.
Miedzy Dobadą157 trzyma pióra rozciągnione,
Obłoki rwąc i wiatry wskróś nieokrócone,
Do Nubiej się wielkiej równem lotem spuszcza,
A gniazdo Sarracenów, Koalle158, opuszcza.
98
Rządził Etyopią159 Synap160 wielkiej cnoty,
Miasto sceptrum krzyż w ręku swych piastując złoty;
Pełen nieprzepłaconych skarbów, bogobojny,
W naszej wierze państw różnych rząd trzymał spokojny
Tam, gdzie Czerwone morze skały tłucze krzywe
I na brzegi wymiata wały zapalczywe,
A jeśli się nie mylę, za pana go mają
Te miejsca, kędy do krztu ognia używają.
99
Tu się zatrzyma Astolf, z konia skrzydlatego
Zsiadszy, w mieście Nubiej króla pobożnego;
Oględuje pyszny gmach, gdzie na wszystkie strony
jasne złoto po ścianach śle blask nieścigniony.
Z którego klamki, skoble, zawiasy, zapory
I u wzwodów161 głębokich wisi łańcuch spory.
Nie może chciwem objąć drogich kruszców okiem,
Świecą, jak Febus, rządkiem odziany obłokiem.
100
Widzi z najprzedniejszego kryształu robione
Słupy, pod strop kruczganków162 długich wyniesione;
Każda ściana, różnych barw perłami drogiemi
Natkniona, wzrok sposoby cieszy tysiącznemi:
Tu rubin zapalony wydaje płomienie,
Tu karbunkuł czarnawe precz wygania cienie,
Tu smaragi z wdzięcznemi błyszczą szafirami,
Dyamenty wesołe strzelają ogniami.
101
Wszystkie dachy wysokich obłamków163 z murami
Najprzedniejszego złota okryte blachami;
Wdzięczność drogich balsamów, który się tam rodzi,
Po wspaniałych pokojach mile się rozchodzi.
Pełno ambry164 i inszych rozkosznych wonności,
Co ich Jerozolima nie zna w swojej włości
I które na wszystek świat stamtąd rozsyłają:
Słusznie szczęśliwą ziemią ten kąt nazywają.
102
Jak słuch jest, iż mu trybut wielki sołdan165 daje,
Co Egipt i Nilowi bliższe rządzi kraje;
Bo to w mocy jego jest, rozkopawszy brody,
W insze państwo Nilowe nakierować wody,
Zaczem suchością zbytnią Kair utrapiony
Przez ciężki głód nakoniec zostałby zniszczony.
Raz Synapem poddani, drugi raz zaś panem
Zową go swym językiem, a my Pretojanem166.
103
Wszyscy inszy królowie, co Etyopią
Władnęli dawniejszych lat i co teraz żyją,
Nie mieli takich bogactw ani takiej siły,
Jakie z jego domową wielmożnością były.
Ale za cóż to stało: bo go przecie tłoczy
Przykry żal, iż niedawno swe utracił oczy;
Nadto, choć hojny w sobie dostatek zawiera
Żywności jego państwo, on głodem umiera.
104
Bo jeśli jeść albo pić chciał król nieszczęśliwy,
Jak za stół siadł, żeby głód wygnał niecierpliwy,
Piekielne ptastwo zaraz kupą przyleciało,
Brzydka zaraza, którą Harpiami167 zwało
Pospólstwo, i potrawy pazurem zostrzonem
Porwawszy, uciekały lotem nieścignionem;
A to, co w się nie mógł wziąć ich kałdun niesyty,
Ząb splugawił z paszczeki168 sprosnej jadowity.
105
Skarał go Bóg dla tego, iż on jeszcze młody,
Gdy pierwszem ledwie kwiatem osłaniał jagody,
Widząc takie dostatki bogactwa i siły,
Które pobliższych królów znacznie przechodziły,
Jako Lucyper kiedyś, pychą uniesiony,
Myślił przeciwko niemu lud wieść zgromadzony
I w prawą stronę do gór udać się wysokich,
Skąd żyzny Egipt moczy rzek kilka głębokich.
106
Słyszał, iż na tych górach, najwynieślejszemi
Co sięgały obłoków wierzchami swojemi,
Iż raj dziwnie rozkoszny, raj niewychwalony,
Gdzie od Boga beł z Ewą Adam wprowadzony.
Zaczem i mocą go wziąć i mieszkańcom jego
Na kark niewolą włożyć chciał jarzma swojego;
I już z wielkiem wojskiem szedł, z słoniami, wielbłądy,
Lecz niebieskie zaś o tem insze były rządy.
107
Bóg zawściągnął uparty zamysł i śmiałości,
Anioła wyprawiwszy z górnych wysokości,
Co królowi hardemu jednej pobił nocy
Pułki zbrojne i tłumił zjednoczone mocy,
A ślepotą mizerną zaraził samego
I brzydliwe przepuścił robactwo na niego,
Robactwo straszne z piekła, które niesytemi
Potrawy mu zjadało pyskami swojemi.
108
Co więtsza, proroctwo go także przerażało,
Iż dopiero opuścić stół królewski miało
Najdrapieżliwsze ptastwo, gdy poddani jego
Ujźrzą męża na koniu skrzydlatem zbrojnego,
A on do nich z obłoków spuszcza się i pióry
Lekkiemi ku Nubiej lot kieruje z góry.
Ta rzecz iż niepodobna zawsze mu się zdała,
Najtroskliwsza w rozpaczy dusza omdlewała.
109
Ale jak straż, co murów mocnych pilnowali,
Przybiegszy, z radością mu o tem powiadali,
Iż ten gość, który miastu dziwuje się jego,
Z nieba na ptaku żartkiem przyleciał do niego,
Wspomina król nieszczęsny na proroctwa one,
Łzami zlewa jagody, głodem wysuszone;
Porywa się i swoją sam bieży osobą,
Ręce, drogi macając, swe niesie przed sobą.
110
Astolf po wielkiem placu zamku cudwnego
Przechadzał się, koszt dziwny z bogactwami jego
Uważając, gdy ślepy król z dworzany swemi
Przyszedszy, upadł przed niem i klęknął na ziemi.
»Witaj — mówi — aniele Boga prawdziwego,
»Mesjaszu, pociecho świata szerokiego!
»Odpuść mi, bo odpuszczać tobie brzydkie złości
»Należy, a nam grzeszyć z ułomnej krewkości.
111
»Znasz ty mój grzech, za który ja nie śmiem mojego
»Prosić wzroku u ciebie, dawno straconego,
»Choć wiem dobrze, iżbyś to mógł uczynić snadnie,
»Bo zaż na twoję wolą Bóg nasz nie przypadnie?
»Ale dosyć, o dosyć będzie, gdy mi głodem
»Nie dopuścisz umierać i plugawem smrodem
»Najbrzydszych z otchłań Harpij, które codzień moje
»Wydzierają pokarmy, brzuchy tucząc swoje.
112
»A ja tobie z marmuru najkosztowniejszego
»Kościół śliczny postawię u pałacu mego;
»Ten bramy z zawiasami i dachy wysokie
»Z drogich będzie miał kruszców, a sale szerokie
»Z najprzedniejszego złota obiję blachami,
»Rzemieśników przyzwawszy uczonych z mistrzami«.
Tak rzekł utrapiony król, potem przystępował
Coraz bliżej, aby mu nogi pocałował.
113
Odpowiada mu Astolf: »Widzisz śmiertelnego,
»Nie Mesyasza, jako rozumiesz, nowego.
»Człowiek jestem, wiedz pewnie, pełen nieprawości,
»Niegodny boskich darów, łaski i miłości;
»Starać się jednak będę, abym dzisia wszytkie
»Wygnać z państwa twojego mógł Harpie brzydkie.
»Jeśli tego dokażę, nie mnie, ale Bogu
»Oddaj dzięki i śluby u świętego progu.
114
»Buduj pyszne kościoły jego imieniowi,
»Bom ja podległ, jako ty, śmierci i grzechowi«.
Tak mówiąc, miedzy kupą książąt znamienitych
Szli do pokojów, złotem wybornem okrytych.
Król każe sługom, aby gotowano stoły,
U których z przedniejszemi chce sieść przyjacioły,
Bo już tej jest nadzieje, tak twierdzi, tak tuszy,
Iż mu sprosna szarańcza pokarmów nie ruszy.
115
Wnet na bogatej sali miedzy pokojami
Obciążają złotemi stół pański misami;
Kędy zaledwie z grofem siadł król, głodem zjęty,
Poczuł smród i straszliwy chrzęst, skrzydłami wszczęty;
Leci drapieżne ptastwo, kłapając zębami,
Zaraźliwemi wszytko napełnia parami.
Zapachy potraw ciepłych z powietrza lekkiego
Zwabiły ich do stołu hurmem królewskiego.
116
W jednej kupie było ich siedm, a wszystkie miały
Twarz panieńską tak bladą, iż śmierć wyrażały,
Członki suche, jako kość, od głodu przykrego,
Który ich zawsze trapi z przejźrzenia Bożego,
Ręce drapieżne, ostre paznokcie i krzywe
Zęby wilka dzikiego, na chleb cudzy chciwe,
Brzuch odęty, podobny ogon wężowemu,
Gdy się parzy przeciwko słońcu gorącemu.
117
Razem na stół nędznego króla przypadają,
Razem ciepłe potrawy w nogi porywają,
A pożarszy z półmisków wszystko złe bestye,
Złote czary rozlały, z których zawsze pije.
Potem z kałduna tak smród brzydki łakomego
Puściły, iż nic nadto nie było cięższego.
Astolf dobywa szable, gniewem poruszony,
A przemierzłe, serdeczny, chce bić cuda169 ony.
118
To w szyję, to zaś w piersi, czasem w twarz ugodzi,
Ale ostre żelazo nic ptastwu nie szkodzi:
Żartko się umykają lekkiemi skrzydłami
I zaś z góry stanęły w skok nad potrawami.
Żadnej nie zostawują gardzielem niesytem
Nie dotknionej z frasunkiem królewskiem obfitem,
Ani z szerokiej sale wprzód na dwór leciały,
Aż do szczętu jedzenie wszystkiem popsowały.
119
Miał Synap tę nadzieję pewną nieszczęśliwy,
Iż przez Astolfa już Bóg chce mu być życzliwy;
Ale skoro usłyszał, że broń ostra jego
Nic nie jest przeciw sile ptastwa cudownego,
Wzdycha, z desperacyej w zimnem chce ledz grobie,
Zabiwszy się. Astolf zaś przypomina sobie
Róg dziwny, co w trudnościach wielkich go ratował
I który na przygody ostateczne chował.
120
Tak woskiem uszy zaraz dobremu królowi
Zatyka, wszystkiem panom, podłemu gminowi,
Aby dźwięk najstraszliwszy, przykry, przeraźliwy,
Dźwięk, przed którem sam djabeł uciekłby lękliwy,
Nie wprawił ich w jaką śmierć; potem na swojego
Hipogryfa wskoczywszy, pięknie ubranego,
Znowu potrawy na stół przynieść rozkazuje,
Sam w róg, złotem oprawny, trąbić się gotuje.
121
Ledwie na drugiej sali jeść nagotowano,
Ledwie insze półmiski na inszy stół dano,
Alić według zwyczaju Harpie swojego,
Nieproszone, przylecą do bankietu tego.
Astolf jak najpotężniej dmie w róg, ten różnemi
Głosy bojaźń śle miedzy mury przestronemi.
Nie może brzydka zgraja wytrwać, pełna strachu,
Wzbija się skrzydły wyszszej złoconego gmachu.
122
Leci mężny grof za nią, kole w oba boki
Swego konia, prostując wodze170 pod obłoki;
Nie przestaje trąbienia: grzmot po kraju onem
Rozchodzi się, od słońca przykro upalonem.
Te ku północy drogę w prawo obierają
I niewściągnionem wszystkie pędem uciekają;
Minęły na wysokiej górze zimne zdroje,
Z których ma Nil początki przeźroczyste swoje.
123
I w końcu góry samem w jaskinią głęboką
Wpadły oraz niemałą dziurą i szeroką,
Którą oknem lub drzwiami zową piekielnemi
Obywatele wszyscy, co siedli w tej ziemi.
Tam żartko kupy one weszły rozbójnicze,
Jak na wieczne więzienie do jakiej ciemnice,
I na dół do Kocytu leciały samego,
Gdzie już głosu nie mogły słyszeć okropnego.
124
A gdy w piekielną ciemną wleciały paszczekę
Na wieczne utrapienie, na okrutną mękę,
Skończył wspaniały Astolf rogu cudownego
Przykry głos i zawściągnął hipogryfa swego. —
Ale iż pełne karty są już tej powieści,
Według mego zwyczaju w drugiej powiem części,
Co się z niem dalej działo; teraz, spracowany,
Odpoczynąć chcę trochę, aż przydzie świt rany.
Koniec pieśni trzydziestej trzeciej.