XXXIV. Pieśń trzydziesta czwarta

Argument

Lidyej utrapionej słucha Astolf śmiały,

Która porządek biedy swej powiada całej;

Potem na hipogryfie lotnem do ziemskiego

Wszedł raju i rozkoszy wszystkie widzi jego.

Zmysł Orlandów nalazszy, bierze go z radością,

Wrodzoną ku krwi własnej ujęty miłością;

Przodkom wieku naszego starem się dziwuje

I znowu pierwszem torem krok na świat prostuje.

Allegorye

W tej trzydziestej czwartej pieśni masz przykład wyuzdanej miłości w Alcestesie przeciwko Lidyej, która na żadne jego skłonić się nie dała zasługi; uważysz potem umysłu dziwną stateczność wspaniałej białej głowy i choć autor zmyśla o jej ciężkiem w piekle karaniu najwięcej za to, że serdeczną lekce poważywszy miłość jego, śmierci mu przyczyną była, czyni to dla dyskursów raczej jakich, a nie dla przykładu naśladowania godnego w gorących zalotnikach.

Skład pierwszy

Łakomstwem zaślepione bezdennem Harpie,

Naszych włości zarazo, drapieżne bestyje,

Za grzech bez chyby, za grzech dawnych nieprawości

Wieczna Myśl wysłała was z piekielnych ciemności

Na stół ludzi zacniejszych, aby głód cierpiały

Pobożne matki i płód, cnotą okazały;

By co miało być słusznie ich własną żywnością,

Wasz kałdun trawi z płaczem dobrych i żałością.

2

Nie lekko zgrzeszył171 i dał dwie, krnąbrny, przyczynie

Do złości, kto otworzyć śmiał wasze jaskinie,

Skąd najprzykrzejszy wyszedł dym wielkiego smrodu,

Co włoską ziemię przejął i przywiódł do głodu.

Niestetyż, wszystko szczęście w ten czas jej zginęło,

Pokój i dobre żytło172 z niem gdzieś utonęło;

Wojny, ubóstwo, nędza, frasunki, kłopoty

Nastąpiły, wygnawszy wiek z rozkoszą złoty.

3

I będzie dotąd trwało to wszystko, aż ona

Roztarchane swe włosy, srodze utrapiona,

Niedbałem ukazawszy synom, co ma mocy,

Zawoła na ratunek i prędkie pomocy.

Tuszę ja, iż się Zetes i Kalais173 jaki

Najdzie jeszcze, co ten dziw wypędzi dwojaki,

Jako Fineuszowi174 ci kiedyś, a po niem

Uczynił Synapowi Astolf, groźny koniem.

4

Astolf, co niesłychanem dźwiękiem bydło ono

Wegnał z wielką bojaźnią ich w piekielne łono

Dziurą przepaści srogiej, gdzie, jak zapomniały,

Stał, uszu nadkładając wszędzie czas niemały

Słyszy szum z głębokości wielkich przeraźliwy,

Narzekanie, wzdychania i płacz żałośliwy;

Zaczem, iż to jest piekło, domyśla się snadno,

Myśli, czy się ma wrócić w zad, czy tak iść na dno.

5

Życzy, aby widzieć mógł tych w wiecznej ciemności,

Co już przez śmierć słoneczne stracili jasności,

I miąższość przebyć ziemie do kresu samego,

Gdzie w piekle ma swe męki pycha djabła złego.

»Czego się — mówi — mam bać? Róg mój doświadczony

»W niebezpieczeństwach swojej doda mi obrony;

»Nie strzyma głosu jego Pluto, Cerber wściekły,

»Pies trogłowy175, gdy przed niem Harpie uciekły«.

6

Tak mówiąc, żartko zsiada z konia polotnego

I wiąże go u drzewa co prędzej jednego;

Potem się wpuszcza na dół bohatyr serdeczny,

Róg piastuje, co przejazd miał dawać bezpieczny.

I ledwie trzykroć pomknął swego w jamę kroku,

Nos, oczy uraził mu dym z czarnego mroku,

Dym smrodliwy, siarczany, niezahamowany;

Ale na to nic nie dba rycerz rozgniewany.

7

Idzie wciąż, lecz im bliżej w dolinę przychodzi,

Tem gęściejszy szerzy się dym, tem barziej szkodzi.

Stanął i nieco spuścił z swej pierwszej radości,

Zrozumiawszy, iż dalej trudno prześć ciemności.

A gdy w zad się już cofał, widzieć mu sie zdało

Jakby wiszące w jednem kącie jakieś ciało,

Ciało, które trupowi równe, gdy je deszcz, wiatr srogi

I słońce wysuszyło na polu u drogi.

8

Tak niejasne, tak błędne płomienie tam były,

Które przy mgle czarnawej z jaskiń wychodziły,

Iż grof żadnem sposobem nie rozeznał tego,

Co się w pośrzodku dymu kołysze lekkiego;

Potem serdeczną wewnątrz kolerą176 wzruszony,

Dobywa szable, siec, kłuć chce przez chmury ony

To, czego znać nie może, choć jest tej nadzieje,

Iż bez chyby duch jakiś, co się w cieniu chwieje.

9

Poskoczy i zarazem smętne narzekania

Usłyszał: »Wstępuj, gościu, do tego mieszkania

»Bez szkód nieszczęsnej dusze, która piekielnemi

»Dręczyć się wiecznie musi dymy smrodliwemi«.

Stanął zdumiały Astolf, takie słysząc słowa,

I woła tak: »Niech wolna będzie twoja głowa

»Od nieznośnej zarazy, jako życzysz sobie.

»Powiedz twój stan i czemu dzieje się to tobie?

10

»A ja, jeśli chcesz, światu te dziwne nowiny

»Objawię, gdy się dowiem, z jakiej tu przyczyny

»Pokutujesz«. — Na to cień odpowiada blady:

»Inszemi życzyłabym wsławić się przykłady

»U was, żywiących jeszcze; lecz twoje ludzkości

»Prawdziwieć moje każą powiedzieć boleści,

»Imię i urodzenie, choć mi żal surowy

»Wydzierać będzie, wiążąc język, szczere mowy.

11

»Wiedz, rycerzu, Lidyą iż mię kiedyś zwano,

»W wielkiej pieszczocie, w wielkich rozkoszach chowana

»Jako córkę królewską. Cóż potem: z Bożego

»Przejrzenia potępionam do dymu smrodnego,

»Niestetyż, przyjaciela żem nie szanowała,

»Którego chęci wielkie i miłośćem znała.

»Ujrzysz jeszcze niemało inszych, co te męki

»Za takowy grzech cierpią w tem dole przez dzięki177.

12

»Na samem dnie, najsroższa gdzie z dymu czarnego

»Kurzawa, Anaksare178 jest serca twardego,

»Co się w krzemień na świecie waszem obróciła,

»Iż nieużyta, serca kamiennego była;

»Bo u gmachu jej garło dał Ifis179 ubogi

»I szkaradną żałobą pyszne zmazał progi.

»Podle niej stoi Dafne180, Dafne nieszczęśliwa,

»Mąk wielkich, że uciekła przed Febem, zażywa.

13

»Ale któżby zliczyć mógł niefortunne duchy,

»Co już żadnej wyścia stąd nie mają otuchy?

»Nie mają, a niewdzięczność w głąb wszystkich wprawiła;,

»Pod temi niżej zdrajców mężczyzn ujrzysz siła,

»Którzy wierną miłością miłości życzliwych

»Nie płacili białej płci, figlów z nią zdradliwych

»Zażywając. O, jako na miejscu smrodliwem

»Płomień ich zrze i parzy ogniem zaraźliwem!

14

»Tem barziej, iż skłonniejsze widząc białe głowy

»Do kochania, próżnemi zdradzali je słowy.

»Tu Tezeus181, tu Jazon182, łamcy183 przysiąg, wiary,

»Tu i ów, co go przyjął w dom swój, Latyn184 stary;

»Tu Absolomów z niemi wespół brat rodzony,

»Dla Tamary185 na uczcie mieczem przebodziony186,

»Tu inszy wszyscy, którzy o śmierć przyprawili

»Swe żony, gdy się z niemi chytrze obchodzili.

15

»Ale cóż mi się dzieje? Jam powiedzieć tobie

»Nie o cudzych występkach, lecz miała o sobie.

»Słuchajże, a wiedz, iżem dziewką śliczną była,

»Jeno mię pyszną nazbyt gładkość zaś czyniła,

»Tak górnych obyczajów, tak prędkich do wzgardy,

»Iż wdzięczność onę twarzy hydził umysł twardy;

»Choć ta wyniosłość zbytnia stąd początki miała,

»Że mi w urodzie żadna kształtnej nie zrównała.

16

»Beł na ten czas w Tracyej187 bohatyr wspaniały,

»Którego cnoty wszystkich inszych przewyszszały.

»Ten od wielu częstokroć wieść słysząc takową,

»Żem piękniejszą nad insze była białą głową,

»Zachwycił ognia, nową ujęty miłością,

»Tusząc, iż niezrównanem męstwem i śmiałością

»Nakłonić mnie miał sobie i w mej własnej ziemi

»Za małżonkę otrzymać dzieły serdecznemi.

17

»Przyjechał do Lidyej na powieści ony

»I w krętych nędznie łykach został usidlony

»Twarzy tej, którą widzisz; oddawszy się memu

»Właśnie za niewolnika ojcu bogatemu,

»Co robił, dokazował, czynił w państwie jego,

»Ścisły czas nie dopuszcza powiedzieć wszystkiego.

»Nikt go w domu urodą, dworstwem i ludzkością,

»Nikt w polu nie celował188 sercem i dzielnością.

18

»Pamfilią189, Karyą190, cylicyskie191 państwa

»Przymusił, iż królowi oddały poddaństwa,

»Bez straty znacznej wojska, lub w polach szerokich

»Rozlewał krew lub zamków dobywał wysokich.

»Zaczem rozumiejąc się już być zasłużonem,

»Wniósł do ojca mojego w gmachu odłączonem

»Pilną prośbę, aby on za posługi jego

»Pozwolił mi do związku iść z niem małżeńskiego.

19

»Najsłuszniejsze rycerza wzgardził192 król żądanie,

»O tem jedyne w głowie swej mając staranie,

»Za wielkiego aby mię króla w cudzą stronę

»Wydał, a z przyjacielstwem oraz miał obronę.

»Więc na podziw łakomy beł on z przyrodzenia,

»Nie miała nigdy cnota swego zalecenia;

»Tak ważył doskonałą śmiałość, męstwo sobie,

»Jak osieł lutnią, gdy mu gra kto w nię przy żłobie.

20

»Alcestes193 — bohatyra tak zwano tamtego —

»Wziąwszy znaczną od pana wzgardę niewdzięcznego,

»Od pana, u którego przewaga i siły

»Najdzielniejszego męża w lekkiej wadze były,

»Smutny wyszedł z pałacu, w drogę się gotuje,

»Swej zelżywości pomstę prędką obiecuje;

»I do króla, gryząc się, jedzie ormiańskiego,

»Nieprzyjacielem głównem co beł ojca mego.

21

»Przyjechawszy, pobudza już rozjątrzonego

»Do dobywania państwa w Lidyej żyznego.

»Usłuchał król, lud zbiera, buławę mu daje,

»Na wszystkiem, co on każe, co on chce, przestaje.

»Ten zaś wymawia sobie, gdy państwa podbije

»Lidzkie i chorągwie w niem ormiańskie rozwije,

»Aby mu wolno było nadobną wziąć sobie

»Królewnę, co umiera dla niej w każdej dobie.

22

»Pozwala król z ochotą. Alcest niewymownie

»Gniewem zjęty wspaniałem, popada gwałtownie

»W państwo ojca mojego tak prędko, tak sporo,

»Iż w kilku dniach wójsk wielkich zbił na głowę czworo,

»Ziemię wszystkę odebrał; ledwie król strwożony

»Uszedł w kasztel194, na skale mocnej wystawiony,

»Z kilką przyjaciół, skarbów nieco wziąwszy drogich,

»Aby się nie dostały w ręce Ormian srogich.

23

»Tak najmężniejszy rycerz, dostawszy Lidyej,

»W nieszczęśliwej zostawił nas desperacyej,

»Tem barziej, gdy przypuszczał piesze pułki swoje

»Pod nasze, gdzie złożenie195 mieliśmy, pokoje.

»Dopiero swe upory z głupstwem ociec gani,

»A serce mu mizerna rzeczy postać rani;

»Już nie żoną, lecz sługą chce mię widzieć jego,

»Byle na starość w łykach sam nie beł u niego.

24

»Pierwej jednak przez śrzodki uczciwsze próbować

»Chce szczęścia, niż zelżywie o krew swą targować.

»Z zamku mię tedy zaraz na dół wyprąwuje

»Do Alcesta, co murów wysokich pilnuje.

»Tak schodzę z tem umysłem, abym ubłagała

»Rycerza walecznego i w korzyść mu dała

»Śliczną swoję urodę, byle gniewy swoje

»W pokój odmienił, państwa wziąwszy ze mną moje.

25

»Ten zaś, jako usłyszał, iż idę do niego,

»Przeciwko mnie pośrzodkiem wyszedł wojska swego;

»Rzekłbyś, że nie zwyciężca, lecz jest zwyciężony:

»Tał drżał, bał się i lękał, grotem przerażony,

»Grotem srogich płomieni, w źrzeńce196 patrząc moje.

»Ja postrzegszy ten zapał i gorące znoje,

»Odmieniam przedsięwzięcie, insze zmyślam mowy

»I zdobywam się na gniew nieszczerze surowy.

26

»Miasto próśb zażywałam łajania przykrego,

»Wprzód, iż śmiał szable dobyć na króla swojego,

»Nie dotrzymując wiary, przysiąg, powinności,

»A potem mnie wzajemnej niesłownej miłości;

»Bo, by beł w przedsięwzięciu swojem trwał statecznie,

»Lubych zamysłów skutek odniósłby koniecznie,

»Za posługi te snadno otrzymawszy swoje,

»Czego przez krwawe mocą chce dochodzić boje.

27

»A choć na pierwszem wstępie nieludzki i twardy,

»Wezdrgnął się nieco ociec, nakarmił go wzgardy,

»Przyrodzenie w tem winno, co jakby dzikiego

»Utworzywszy, przyczyną grubych spraw jest jego;

»On jednak panu wiernem miał być po staremu,

»Wodzy197 nie popuszczając gniewowi prędkiemu,

»Bo czego mniej życzliwe początki nie dają,

»Dni fortunniejsze z czasem do rąk naszych tkają.

28

»Zwłaszcza, żem miała dosyć ochoty wrodzonej

»Ratować go w tej żądzej słusznie zapalonej,

»Nieubłagane miękcząc serce ojca mego,

»Aby mi wziąć pozwolił męża tak zacnego.

»Jeśliby też w uporze swem zwykłem beł srogi,

»Inszych sposobów inszej chciałam szukać drogi,

»Przez którą i on z mojej cieszyć się miłości

»Snadno mógł i ja z jego cnót, męstwa, dzielności.

29

»Tych słów i jem podobnych u niegom zażyła

»I zarazem związała, zaraz zniewoliła.

»Już gniew, co sercem jego kieruje i włada,

»Ginie precz, grzech swój widzi, do nóg mi upada,

»Prosi, żalem i ogniem serdecznem ujęty,

»Aby przemierzły żywot zaraz mu beł wzięty.

»Dobywa szable, woła: »Bij, dziewko kochana!

»»Moją krwią krzywda twoja niech będzie zmazana«.

30

»Zwycięstwo gdym już miała nad niem niespodziane,

»Dalszych myślę chytrości zażyć, co odziane

»Pokorną były twarzą198; wstać mu rozkazuję

»I królewskiem imieniem stale obiecuję,

»Iż mię małżonką ma mieć: gdy przeszłych poprawi

»Błędów, Lidya wróci, do posług się stawi.

»Ani to w myśli jego postoi na wieki,

»Aby gwałtem z ojcowskiej miał mię brać opieki.

31

»Pozwolił na to Alcest, zraniony miłością,

»I do bram mię prowadził z wielką uczciwością.

»Uważ, gościu, jeśli go ogień nie grzał tęgi,

»Uważ, jeślim czyniła próżne z zamku biegi.

»W tak opłakanych rzeczach, znać, iż w samo ciemię

»Z oczu mych trafiło go Erycyny plemię199.

»Idzie do króla, wzięte co miały być jego

»Państwa według przysięgi i słowa spólnego.

32

»Tam gorących próśb śrzodki rozmajte najduje,

»Dziwnych szuka sposobów, dzień i noc pracuje,

»Radząc, aby królestwo ojcu wrócił memu,

»A roześć się do domów wojsku kazał swemu.

»Lecz on, płochą nadzieją myśli mając wsparte

»I w lidzkiej krwi gniew, serce już dobrze zażarte,

»»Nie życz — mówi — Alceście, mnie tego i sobie:

»»Tu umrzeć albo odeść nieprzyjaciół w grobie.

33

»»Jeśli ciebie pieszczone przeraziły mowy,

»»Uroda kształtnej, ale sztucznej białej głowy,

»»Niechaj to twój wstyd będzie: ja za pół godziny

»»Tracić nie chcę, com długo brał, dla mdłej dziewczyny«.

»Gryzie się Alcest nędzny, serdecznie żałuje,

»Iż w żądaniu swem skutku nie ma, nie zyskuje;

»Nakoniec tak go żal, gniew, srom i miłość dusi,

»Iż gwałtem przyciśniony, gwałt uczynić musi.

34

»Porywa się słowami na króla przykremi,

»Oczyma bleszczy200, jadem ujęty, krwawemi;

»Potem szable dobywa tak chyżo od boku,

»Iż prędzej grom nie leci z czarnego obłoku,

»Ciśnie się przez tysiąc sług i żołnierzów jego,

»Nieuchronne ciskając razy na samego,

»Zabija zapomocą Traków najmężniejszych

»Króla i wiele Ormian przy niem co przedniejszych.

35

»Kończy zwycięstwo, idąc za fortuną, krwawe,

»Którego użyczyły nieba mu łaskawe.

»Swoją siłą, bez kosztu oddał królewskiego

»Mniej, niż za jeden miesiąc, całe państwo jego,

»Łupy, korzyść, zdobyczy z skarby przedniejszemi,

»Nie zostawując sobie nic z ludźmi swojemi;

»Armenią przyłączył, Kapadoki201 śmiałe

»I Hirkany, wojska ich zraziwszy niemałe.

36

»Miasto tryumfu, kiedy wracał się, sławnego

»Chcieliśmy lubo zabić lub otruć samego.

»Ale iż wielką kupę przyjaciół miał z sobą,

»Którzy mu i pomocą byli i ozdobą,

»Ucichł on zły zamysł nasz; do zwykłych chytrości

»Udałam się, dawne mu smakując202 miłości,

»Upewniwszy, iż prędko mojem mężem będzie,

»Jeśli pogranicznych państw ostatki posiędzie.

37

»Nie takem prędko rzekła, jako on ochoczy

»Wesoło się zakrzątnie, do swych koni skoczy;

»Najokrutniejsze lekce poważywszy trwogi,

»Na zły raz swój prostuje krok i śmiałe nogi.

»Tysiąc przygód wojennych rycerz odważony

»Zwyciężył, ogniem chęci szczerych zapalony,

»Sosnom równe olbrzymy zniósł z Lestrygonami203

»Co gwałtem żyzną brali ziemię pod Lidami.

38

»Nigdy takich macocha sierdzista trudności

»Z wrodzonej Alcydowi nie czyniła złości;

»Od Eurysteusza204 on nie beł tak trapiony,

»Gdy w Lernie205 dziw zabijał, jadem napuszony;

»Lżejsze jego w Nemeej206, w Erymancie207 były

»Prace, choć oczy wistem zginieniem groziły:

»Przeszedł go w wielkich dziełach Alcest zawołany,

»Umyślnie na pewną śmierć ode mnie wysłany.

39

»Gdy mi się nie powiodły te zamysły moje,

»Bo mu z nieba płynęły hojne zwycięstw zdroje,

»Przyjaciołym kochane wprzód mu odmówiła,

»Aby męża dobrego tęsknica zabiła.

»Zniósł wszystko żołnierz mężny, wielkiej cierpliwości,

»Utopiwszy w zdradzieckiej swe serce miłości;

»Trwał statecznie, na moje gotowy skinienie,

»Lub zabraniało lubo kazało sumnienie.

40

»Na ostatek nie wiedząc, com już czynić miała —

»Tak spraw jego fortuna dobra pilnowała —

»Twarz wesołą odmieniam, a czołem zmarszczonem

»Gniew pokazuję, chytrze co beł utajonem.

»Potem zawoławszy go, mówię mu bezpiecznie208,

»Aby o mej miłości nie myślił koniecznie,

»Bo najszkaradniejszy grzech nie zrze tak mojego

»Sumnienia, jako on sam i postępki jego.

41

»Strętwiał ubogi Alcest, słysząc takie słowa,

»Wzrok słupem stanął, w uściech mdłych ustała mowa;

»Stoi, trupowi rówien, oczy nieszczęśliwe

»Gwałtem strumień łez pędzą, jak dwie źrzódła żywe.

»A ja, najokrutniejsza, widząc żałość jego,

»Pałam gniewem, aby już do pokoju mego

»Nigdy, nigdy nie śmiał wniść, srodze rozkazuję,

»Potem w gmach za zasłonę dalszy ustępuję.

42

»Ta niesłychana moja niewdzięczność z gniewami

»Tak mu przykremi serce zemdliła troskami,

»Iż po maluśkiem czasie rycerz doświadczony

»Duszę żałosną wytchnął i beł pogrzebiony.

»A ja za ten grzech, jako widzisz, gościu drogi,

»Wiecznie płakać i ten dym cierpieć będę srogi,

»Wiecznie, bo na tem miejscu z Bożego przejrzenia

»Niemasz żadnego nędznem duchom odkupienia«.

43

Gdy, to rzekszy, umilkła dziewka nieszczęśliwa,

Astolf chciał iść, gdzie droga dalej wiodła krzywa;

Ale mgła, niewdzięczności mściciel, w źrzeńce209 jego

Uderzywszy, z miejsca mu nie dała tamtego

Na piądź jednę postąpić i tak przykro dusi,

Iż na zad przez wielki gwałt chód prostować musi.

Zatyka gębę, oczy, nos, a krokiem sporem

Uchodzi tem, którędy wszedł w on padół, torem.

44

Bieży wspaniały Astolf ciemnemi podkopy,

Ku dziurze obracając rączo chyże stopy;

A im dalej, tem rzedszy dym; w oczach mu ginie,

Pozwalając kęs światła widzieć u jaskinie.

Zaczem trudno mu zbłądzić po promieniu onem,

Jak po sznurze od dziury prosto wypuszczonem;

Na ostatek z trudnością, z wielkiemi pracami

Wychodzi z dołu i dym zostawia z smrodami.

45

Ażeby zamknął drogę ptakom drapieżliwem,

Co pazurem stół pański splugawiły krzywem,

Drzewa ścina co więtsze, znosi wielkie skały,

Które gęsto na polu szerokiem leżały.

Potem drzwi swoją ręką piekielne szpontuje

I jako najmocniejszy wał wkoło buduje.

A tak mu się powodzi ona praca jego,

Iż nie ujrzą Harpie więcej świata tego.

46

Pary dymu onego, nad smołę czarniejsze,

Nie tylko pobrudziły szaty subtelniejsze,

Ale do ostatniego przeszły gwałtem ciała,

Koszulę zaraziwszy, co je przykrywała.

Musi wody gdziekolwiek Astolf dobry szukać,

Aby z brzydkiego smrodu mógł członki opłukać.

Pojrzy w bok prawy: alić przy pięknej gęstwinie

Z góry wysokiej rzeczka spada i wciąż płynie.

47

Omywszy się od stopy aż do wierzchu głowy,

Do hipogryfa bieży, co czeka gotowy.

W żartkiem locie pod same wzbija się obłoki,

Aby wierzch góry onej oglądał wysoki,

Która na wschód rumiany pogląda wesoło,

A pod sferę miesięczną pyszne wznosi czoło.

Opuszcza ziemię, siecze powietrze zrzedzone

I już wlata na góry, pod niebo wzniesione.

48

Szafiry, chryzolity, perły z rubinami

Wyrażały nadobne fiołki z kwiatkami,

Które po pięknych łąkach z łona wilgotnego

Różą pstrzyła jutrzenka za świtu ranego;

Trawy tak oczom lubej były zieloności,

Iż przeszły smaragowe daleko wdzięczności.

Drzewa, uciesznem rzędem po wierzchu sadzone,

Rozkosznych są owoców ciężarem schylone.

49

Ptacy rozmajtej barwy między gałęziami

Wesołych głosów gościa witają pieśniami;

Szemrząc rozwlokła woda210 po drobnem kamieniu,

Smaczne wnęty211 do spania daje przy strumieniu;

Szum miernego powietrza tak w swej mierze stoi,

Iż południowych znojów żaden się nie boi;

Niebo się jasne śmieje, wiatr wolnemi chłody

Trzęsie liście212 na drzewie i w krynicach wody.

50

I zaraz wonne kwiatki z zapachów pieszczonych

Złupiwszy, niesie z sobą po polach przestronych;

Niesie, a wkoło niemi karmi świat wysoki,

Ostatnie do samych sfer przechodząc obłoki.

W śrzodku łąki jest pałac, pyszno budowany,

Jaśniejszy, niż słoneczny ogień nieścierpiany;

Nie może wzrok śmiertelny znieść blasku przykrego,

Daleko promieniami strzela wkoło niego.

51

Przecię mężny grof wodze213 ku niemu prostuje,

Niezmiernej szerokości jego się dziwuje.

Na trzydzieści mil wielkich, zda się, iż jest wkoło;

Rozkoszne miejsca zewsząd krążą214 go wesoło.

Dziwuje się, już sądzi nieszczęśliwą ziemię,

Gdzie przypadkom podległe mieszka ludzkie plemię

I której Bóg użycza mało co dobrego,

Przeniózszy delicye jej do miejsca tego.

52

Jako bliżej przyjechał pod słoneczne gmachy,

Okropnemi bojazń go przeraziła strachy;

Zdumiewa się, mur widząc z kamienia drogiego,

Co karbunkułu jasność ćmi płomienistego;

Topi w dziwach myśl wielkich: »O, Dedalu nowy,

»Gdzieś jest — woła — coś zrobił dom ten promieniowy?

»Niech milczą siedmi dziwów pisarze uczeni:

»Tu, tu do wolej będą nad tem zabawieni«.

53

W świetnem progu u bramy domu szczęśliwego

Ujrzał Astolf z daleka męża szedziwego215;

Czerwona zwierzchnia szata, biała spodnia była,

Ta szkarłat, druga mleko świeże przechodziła.

Włosy, jako śnieg, białe, broda roztrzęsiona

Po piersiach, siwiusieńka, w pół skędzierzawiona;

Twarz najwspanialsza oczy tak poważne miała,

Iż go obywatelem rajskiem wydawała.

54

Ten z ochotą przyjąwszy wielką Angielczyka,

Który uczciwość czyniąc, z swego zawodnika216

Już beł skoczył, w głos rzecze: »Witaj, pożądany

»Grofie, co z wolej Bożej nawiedzasz te ściany.

»Nie rozumiej, abyś miał wjechać bez przyczyny

»W ten kąt błogosławiony, w szczęśliwe krainy:

»Bóg tak chciał, Bóg tak przejrzał, który z arktyckiego

»Hemisferu przywiódł cię do miejsca świętego.

55

»A ty masz się nauczyć tu, jako Karłowi

»Pomódz trzeba przeciwko Maurom i Afrowi;

»Moją radą, rozumem wsparty szczerze będziesz,

»Wszystkiego się nauczysz, nim na zad odjedziesz.

»To jednak wiedz, iż nie moc, cnota, mądrość twoja

»Przywiodła cię do tego sług Bożych pokoja,

»Nie twój róg, nie lekkiemi koń natkniony pióry,

»Aleć Bóg sam gościniec ukazał w te góry.

56

»O czem szerzej ci powiem czasu wolniejszego,

»Jako sobie postąpisz; teraz do dalszego

»Pódź, wesoły, mieszkania, a uciesz się z nami

»I precz niecierpliwy głód wyżeń potrawami«.

Tak mówiąc, prowadzi go wielkiej uczciwości

Godny starzec; ten, pełen serdecznej radości,

Wydziwić się nie może, zwłaszcza kiedy jego

Słyszy imię, iż pisarz słowa jest Bożego,

57

On Chrystusowi swemu Jan tak ukochany,

Co w śmierci i w żywocie nie miał znać odmiany.

O czem za dziw to mając, uczniowie szemrali

I Piotra, aby Pana spytał, nalegali,

Co to jest, że do przyścia kazał mu tu swego

Czekać? Czy żądła śmierci nie uzna przykrego?

Choć Bóg nie rzekł »Nie umrze« słowy wyraźnemi,

Tylko, iż przyścia jego poczeka na ziemi.

58

Do świętej kompaniej tu jest przyłączony,

Gdzie Enoch217, od anioła wprzód zaprowadzony,

Potem Heliasz przybeł na koniech ognistych,

Aby dni zażywali oba wiekuistych,

Dni rozkosznych, obfitych, gdzie wiosna szczęśliwa

W najdoskonalszych zawsze pogodach opływa,

Dotąd, aż Chrystus trąbić swem aniołom każe

I w białych się obłokach na sądzie ukaże.

59

W spólny pokój od świętych z wielką uczciwością

Przyjęty jest bohatyr, więc i koń z pilnością

Opatrzony pokarmem, jaki owe kraje

Rodzą żyzne i jaki raj wesoły daje.

Najsmaczniejszem owocem sam się karmi, który

Przyniesiono, urwawszy świeżo z jednej góry;

Je i godny być sądzi, iż dla smaku tego

Wypędzono Adama stąd nieposłusznego.

60

Potem, gdy swój wczas skończył, trudem nademdlony,

W najszczęśliwszą godzinę Astolf urodzony

I rozmajtych skosztował, śpiąc, czując, rozkoszy,

Złote jutrzenka śliczna rozpuściwszy włosy,

Tytona na wysokiem łożu opuszczała

I w liliowy wieniec skronie ubierała,

Wstał i wyniść z pokoju chce uzłoconego,

Alić w progu kochanka obaczy Pańskiego.

61

Ten go wziąwszy za rękę, krok z izby prostuje,

Tajemnice nieznanych rzeczy rozwięsuje.

»Wiedz — powiada — o synu, co czasy blizkiemi

»Stało się we Francyej za odjazdy twemi:

»Orland, wasz Orland mężny, pobożny, serdeczny

»Prowadzi płochy, głupi żywot niebezpieczny,

»Oszalawszy; tak Bóg zwykł barziej karać tego,

»Kto łaską i śwtętemi dary gardzi jego.

62

»Ty sam wiesz, jako śmiałość, potęga i siły

»Od urodzenia zaraz nadane mu były;

»Nadto najwyszszy Sprawca górnych, dolnych rzeczy

»Kościół rzymski na pilnej zawsze mając pieczy,

»Dla obrony tak ciało twarde sprawił jego,

»Iż ranne od żelaza nie będzie żadnego;.

»Samsonowi u Żydów dał to beł swojemu,

»Aby przeciw ludowi walczył niewiernemu.

63

»Za takie dobrodziejstwo Orland mało wdzięczny

»Już, już na żywot myślił udać się wszeteczny,

»W pogance utopiwszy zakochania swoje

»W ten czas, gdy najgorętsze wieść z pogany boje

»Winien beł; na ostatek, tąż zjęty miłością,

»Brata djabelską dla niej zdradzał nieszczerością

»I wielekroć okrutny krwią niewinną jego

»Srogie chciał skropić ręce, zgładzić z świata tego.

64

»Skarał go Bóg, odjąwszy rozum ubogiemu;

»Biega nagi i nędzę swą światu wszystkiemu

»Pokazuje, pamiątkę wszędy czyniąc srogą

»Swoich szaleństw, a ludzie rozeznać nie mogą,

»Jeśli to Orland dobry, co czasy przeszłemi

»Mężniejszy beł w obozie miedzy przedniejszemi,

»Czy Nabuchodonozor, od Boga dotkniony,

»Siedm lat trawą i sianem z wołami karmiony.

65

»Ale iż mniejsze grzechy były Orlandowe,

»Dla tego swe karania Bóg nad niem surowe

»Przez trzy miesiące tylko chciał mieć rozciągnione,

»Bo jego miłosierdzia są niepołączone,

»I ciebie tu w te kraje nie dla inszej sprawy,

»Niewiadomego rzeczy, Bóg posłał łaskawy,

»Jeno, żebyś sposób wziął, nauczył się tego,

»Jako Orlanda wrócisz do rozumu jego.

66

»Prawda to, iż jeszcze masz daleką stąd drogę,

»Której ja tobie z chęcią, nic nie wątp, pomogę:

»Na pierwszą sferę luny, do pierwszego nieba218

»Prowadzić cię, Astolfie, dzisia mi potrzeba.

»Tam najpewniejsze najdziesz na mądrość straconą

»Lekarstwo z maścią, w jednem naczyniu zamknioną.

»W nocy, jak Febe219 wznidzie i srebrne zapali

»Promienie, my tam pojazd220 będziem prostowali«.

67

Tak mówił wielki uczeń Boga najwyszszego,

Tak Astolfa przychęcał do dzieła wielkiego;

Potem, kiedy w swe łono ocean przestrony

Słońce przyjął, a miesiąc z drugiej pędził strony

Swoje loty ogniste, wóz nagotowano,

Który dla niebieskich dróg umyślnie chowano,

Wóz, na którem Heliasz z oczu ludzkich wzięty,

W mieście wiecznych delicyj wdzięcznie jest przyjęty.

68

Cztery konie płomiennej barwy do dziwnego

Święty ewangelista zaprzągł jarzma swego;

Potem usiadł z Astolfem i lec221 w rece swoje

Wziąwszy, opuszcza rajskie szczęśliwe pokoje.

Pod obłoki się udał, ku niebu kieruje

Żartki bieg, ledwie rączych woźników wstrzymuje.

Lecą, jak wpadły w ogień wieczny, który gwałtem

Ustępuje się, żadnem nie szkodząc jem kształtem.

69

Całą sferę powietrznych ogniów wnet mijają,

A do królestwa luny rączo pośpieszają.

Takiej jasności miejsce to na wszystkie strony,

Iż przechodzi przedniejszy kruszec wygładzony;

Widzą, co do wielkości że równe ziemskiemu

Okręgowi, jaki jest w sobie szerokiemu,

Prócz morza, które świat ten wkoło opasało

I niezmierne swe wody daleko rozlało.

70

Im dalej rącze konie w lunę ich prowadzą,

Tym większe przestrzeństwa jej grofowi się zdadzą;

Nie może wzrokiem objąć srogiej okrągłości,

Choć się widzi, jak jakie dno, z naszych nizkości.

Wytrzeszcza oczy, ledwie z miejsca wysokiego

Poznawa ziemię na kształt punkcika małego;

Wydziwić się nie może, patrząc w onej dobie

Na to wszystko, co okrąg dolny nasz ma w sobie.

71

Inszą wodę, jeziora, rzeki, źrzódła, morze

Ma sfera, gdzie miesięczne zawsze świecą zorze;

Insze pola, równiny, góry z pagórkami,

Otoczone pięknemi nad podziw miastami.

Ma luna swe fortece, domy, budowania

Więtsze nad pomyślenie ludzkie i mniemania,

Gajów, lasów wesołych, puszcz dostatek wielki,

Gdzie Nimfy tańce wiodą i zwierz biją wszelki.

72

Nie mógł się Astolf dobrze napatrzyć możnego

Państwa dla biegu koni płomiennych żartkiego,

Który święty apostoł w dół miedzy dwie góry

Kierował, pojazd222 prędki, pojazd czyniąc spory.

Tam wprzód ujźrzał, gdy w dziwach utkwił bystre oczy,

Jako prędkie płanety przedwieczna Myśl toczy,

Więc co lub niefortuną lub głupstwem, grzechami

Traci się albo czasem złem i zabawami.

73

Nie mówię o królestwach, państwach, majętności,

Bo to płocha fortuna ma w swej odmienności;

Ale do czego jej nic i na co jej siły

Próżno biją, me rymy, chcę, aby mówiły.

Sława w tem dole była, co ją czas drogami

Zjadł długiemi i całej nie dał tu być z nami,

Więc nabożne modlitwy, śluby i przysięgi,

Które za grzech Bogu strach każe oddać tęgi,

74

Łzy gorące, wzdychania tych, co się kochają

W białej płci, a czas marnie w żartach utracają,

Lekkie myśli, nieuków gnuśne próżnowania,

W pohożych223 okazyach marne omieszkania;

Najdaremniejszy zamysł rozmajtych chciwości

Najwiętsze tam zastąpił miejsce w swej wielkości.

Nakoniec, co tu stracił kto na świecie kędy,

Wszystko tam jest, lub to cień próżny lub są błędy.

75

Tak postępując dalej po pagórkach onych,

Miedzy dołem z obu stron przykro wyniesionych,

Pyta Astolf, z pęcherzów ujzrzawszy nadętych

Górę, w których zgiełk, tumult głosów, wrzasków wszczętych

Rozlegał się, coby to było; i wnet słyszy,

Że są korony dawnych monarchij, co w ciszy

I w cieniu pogrzebione wiecznem, giną, aby

Widziano, jako ziemski wasz dostatek słaby.

76

Podle zaś są ze złota i srebra szczerego

Wędy w kupie; były to dary wątpliwego

Ufania i nadzieje, co niemi królowie

Wielkich ludzi nęcić chcą, sług mniejszych panowie.

Widzi, jakoby w wieńcach sieci, sidła skryte

I słyszy, że pochlebstwa to są jadowite;

Wiersze koników głośnych podobieństwo mają,

Co je na chwałę książąt uczeni składają.

77

Węzły złote perłami usadzone łyka,

Które każdego serce wiążą miłośnika,

Zakrzywione pazury orła wspaniałego

Powaga jest, gdy ją wziął od pana mądrego

Godny sługa; miechy zaś znaczą obojętne

Fawory, łaski, słowa mądre, umiejętne,

Co niemi Ganimedów swych łowią królowie,

Potem, gdy zaś strawili, trzymają na słowie.

78

Ruiny miast i zamków, które upadają

Z czasem, a ledwie pamięć w swych popiołach mają,

Są wszystkie i z skarbami; ale iż na spodzie,

Widzenia ich Astolfa chciwość mała bodzie.

Wnet mężów z panieńskiemi obaczy twarzami:

To mincarzów224 złych znak beł i z rozbójnikami.

Kęs dalej widzi gęby, różno posieczone:

U dworów służby to są nędznych utrapione.

79

Kupę przy stronie tłustych potraw upatruje;

Co ważą, u swego się wodza dowiaduje.

Ten powieda: »Jałmużny widzisz, synu miły;

»Po śmierci ich ręce je dobrych zostawiły«.

Tak rzekł i na pagórek wbiegł, kwieciem okryty,

Z którego zapach i smród wraz szedł jadowity.

Beł to dar, jeśli rzec się godzi, okazały,

Który dał Sylwestrowi225 Konstantyn226 wspaniały227.

80

Widzi lepia228 dostatek haniebny lgnącego:

Piękność wasza, o panie, znakiem była jego.

Ale gdybym te rzeczy oraz miał powiedzieć,

Grofowi ukazane, które trzeba wiedzieć,

Nie skończyłoby tysiąc mych wierszów wszystkiego,

Co do żywota zwłaszcza należy naszego.

Głupstwo wspomnię, choć Astolf widział go tam mało

Tu na świecie snać mieszka, tu całkiem zostało.

81

Swoje też dni i swoje ujrzał przeszłe sprawy,

Gdy je na pamięć przywiódł przewodnik łaskawy,

Za którego pomocą, łaską i miłością

Ledwie rozeznał, dziwną odmienne różnością.

Potem blizko do jednej góry przyszedł progu,

Gdzie to jest, czem podobni zostajemy Bogu:

O zmyślech ludzkich mówię, które tam chowano,

Lecz z trudnością przystępu do nich pozwalano.

82

Na kształt olejku były najwyborniejszego

Albo soku, w naczyniu pięknem zamknionego;

Te w większem, drugie w mniejszem, jako ukazuje

Potrzeba, zwyczaj i sam czas, co ich pilnuje.

Dopiero chciwe wlepił oczy Astolf śmiały,

Wszystkie z wielkiej radości żyły w nim skakały,

Gdy zmysł grabin obaczył, bo tak wydrożono

Na wierzchu: »Tu Orlandów rozum położono«.

83

Wszystkie insze naczynia pisma swoje miały

I wiadomość, czyj który beł, snadną dawały.

Patrzy Astolf, poznawa, że rozumu jego

Mało co w jasnej bańce jest zostawionego;

Więtsza część z niem, ale zaś dziwuje się temu,

Iż marnie dał mniemaniu uwodzić się swemu,

O niektórych tak tusząc, jakby mądrzy byli,

A oni przez lada co swój zmysł utracili,

84

Więcej go w ich naczyniach; więc zaraz poznawa,

Jako go który z nich zbył, jak się głupiem zstawa:

Ten zbytnią omamiony oszalał miłością,

Tego łakomstwo silną zaślepia chciwością,

Drugi próżne w książęta wetkawszy nadzieje,

Oszukany, gorzkie łzy, w cieniu siedząc, leje;

O, jak wielu chytrości djabelskie zdradziły,

Jak wielu astrologów kłamstwa usidliły!

85

Astolf za pozwoleniem Jana szedziwego229

Niesie swój i u nosa trzyma dwudziurego;

Potem czuje, iż w głowę przez meaty230 wchodzi

I jako nowy rozum znowu się w niem rodzi.

Jakoż i Turpin przyznał, księgi pisząc swoje,

Że grofowi odtychczas ostrych zmysłów zdroje

Płynęły i beł mądrem długo, choć zaś potem

Upsnął się231 z wielkiem żalem swoich i kłopotem.

86

Lecz najpełniejsza bańka i najwyszsza była,

Co Orlandowę w sobie roztropność nosiła.

Wziął ją Astolf i schował z najwiętszą pilnością,

Aby grabię straconą obdarzył mądrością.

A kiedy już chciał na dół zniść z miejsca onego

Po słońcu, nad płanety mniejsze jaśniejszego,

Zatrzymał go apostoł i w bok ukazuje

Pałac wielki, który w krąg rzeka opasuje.

87

Zdumiał się, ujrzawszy w niem pełno Astolf śmiały

Wełny, której niewiasty jakieś pilnowały,

A każda inszą barwę, inszy kolor miała:

Ta szpetna, ta się w ludzkich oczach piękną zdała.

W pierwszem progu niewiasta, obciążona laty,

Wszystek miała w swej mocy towar on kudłaty;

Sama tak przędła, jak więc wieśniaczki ubogie,

Gdy na przedaj232 najcieniej robią płótna drogie.

88

I co ta nagotuje z przędzenia swojego,

Druga do kołowrotu nosi najprędszego;

Trzecia nici obiera złe miedzy dobremi

I w skok je nożycami ustrzyga ostremi.

»Co to za rzemiosło jest — Janowi świętemu

Mówi Astolf — bo się ja wy dziwować temu

»Nie mogę«. — Ten powieda: »Widzisz stare baby,

»Co w rękach swych wasz żywot mdły mają i słaby.

89

»Póki nić trwa, póki jej Parka nie urzyna,

»W waszem wieku odmiana nie może być ina.

»Tu z przyrodzeniem sroga śmierć oko wlepiła,

»Aby godziny, kogo wziąć ma, nie chybiła.

»Piękne zaś przędze tej są od szpetnych różności,

»Trzeba wiedzie?, kto rajskie zasłużył radości;

»Bo czyje brzydsze widzisz wełny i kądziele,

»Tych w piekle strasznem dusze cierpieć będą wiele«.

90

Powierzchowne tej różnej bawełny związania

Wszystkie miały imiona snadne do czytania,

Jedne z liter żelaznych, a drugie z srebrnego

Kruszcu, trzecie ze złota wyryte jasnego.

Te z kupy biorąc wielkiej nieupracowany

Jakiś starzec, wynosił w wieczór i w świt rany,

Wynosił ustawicznie i z onej roboty

Więtszej sobie dodawał bez trudu ochoty.

91

Tak beł rączy, tak żartki staruszek zgrzybiały,

Iż się zdało, jakby go dla zawociów dały

Nieba na świat; ten z płaszcza w podołku szerokiem

Mając wielu imiona, sporem biegał krokiem.

Gdzie je nosił, gdzie chodził, dlaczego to robił?

Powiedzieć w drugiej pieśni, jużem się sposobił,

Jeśli według zwyczaju słuchać mię będziecie

Z chęcią, którą na twarzy swej pokazujecie.

Koniec pieśni trzydziestej czwartej.