3.
Dźwięk przypomina odgłos młotka uderzającego w płytę pilśniową zmieszany z trzaskiem kruszonych orzechów. Powtarza się regularnie niby tykanie zegara. Mowa o mojej głowie uderzającej o stopnie. Świat jest ciemny, cuchnący.
Obróciłbym się, ale nie mogę nawet podnieść ręki. Pawełek ciągnie mnie za kostki i sapie. Schody dobiegają końca, lecz wcale nie jest weselej. Boruję nosem mokry grunt.
Nie założyłbym się, ale chyba jesteśmy na tyłach domu Janiny. Paweł mnie puszcza, łapie oddech. Z mojej perspektywy widzę tylko buty tych dwojga i szpadel. Wszystko to złączone do kupy wskazuje, że mam drobne kłopoty. Znajduję dość siły, by przekręcić się na bok. Mój wysiłek zostaje nagrodzony kopniakiem w nerki. Paweł też się zasapał. Łapie oddech i wbija łopatę w ziemię.
Janina najwyraźniej próbuje przekrzyczeć wichurę. Pyta syna, czy zdurniał do reszty. W miejscu, gdzie zaplanował mój grób, rośnie burak ćwikłowy i jeśli mnie tam pochowa, nie będzie zdrowych sałatek. Pawełek potulnie zmienia miejsce, a jego matka dostaje szału: toż na wiosnę tutaj będą rzodkiewki! Słucham o grochu, sałatce i sadzonkach korzeniowych chrzanu. Zaproponowałbym, żeby porąbali mnie i spalili w kominku, lecz Janina w końcu podejmuje decyzję. Poradzą sobie bez ogórków. Ogórek nie posiada żadnych wartości odżywczych.
Pawełek zabiera się za kopanie. Leżę na plecach. Do ust wlewa mi się deszcz. Pytam Janiny, czy przypadkiem się nie boi. Drugi trup w ciągu paru dni ściągnie uwagę policji. W odpowiedzi Janina lamentuje nad tym, co uczyniłem. Moja chciwość i głupota doprowadziły do tak żałosnego końca. Naprawdę chciała, by wszystko skończyło się inaczej, zresztą nie próbowała zabić Płaczka. W tym momencie nadstawiam uszu. Janina pochyla się nade mną. Owszem, wysłała mu pizzę z karaluchami i opłaciła zbira w samochodzie, żeby go nastraszył. Przyznaje się do tej i innych rzeczy. Kutavaggio był jej bratem. Okropnym, chciwym, ograniczonym, niemniej częścią rodziny.
Chciała wpędzić go w paranoję. Kutavaggio miał oszaleć. Wówczas ubezwłasnowolniłaby go i przejęła majątek. Janina oburza się, że wziąłem ją za morderczynię. No dobrze, mówię, w takim razie co robię tutaj, w ogródku, nad świeżym grobem? Janina bredzi coś o nadzwyczajnych sytuacjach. Dodaje jeszcze, że bardzo jej przykro. Obok niej wyrasta Pawełek i unosi łopatę.
Przegrałaś, ruro!