Braciom Czechom

Wielkim jest naród ten, w pośród którego

Duch wiecznie żywy przebywa,

A ziemia, którą synowie jej strzegą

Nazwana będzie szczęśliwa.

Wy ducha tego zbudzili, Czechowie,

Gdy w sen zapadał głęboki,

Wy byt narodu oparli na słowie,

Jako na zrębie opoki.

Gdy blasków słońca zabrakło tej ziemi,

Co was zrodziła w boleści,

Wy ją ogrzali piersiami własnemi,

Wy ją wrócili do cześci!

Więc Was pozdrawiam, ja, dziecię krainy,

Która nam równie jest drogą,

Choć jej w niedoli, i córki i syny

Nic dziś, prócz łez, dać nie mogą.

Był czas, nim słońce nad nami zagasło,

Że w całej naszej ziemicy

Rwały się orły do lotu, na hasło

Bogarodzicy Dziewicy.

Od was my mieli tę pieśń uskrzydloną,

Której potęga i siła,

Nad naszą Litwą, nad naszą Koroną,

Sztandar zwycięztwa nosiła.

Więc przez to hasło, co chrobrych rycerzy

Krzepiło w chłodzie i głodzie,

Przez tę moc ducha, co ufa i mierzy,

Bądź pozdrowiony, Narodzie!

Idzie czas, w którym nie ramię olbrzyma,

Lecz żywych duchów potęga

Będzie tą siłą, co ludy utrzyma,

Bratne plemiona posprzęga.

Idzie czas, w którym wśród burz i zawiei,

Nim świt zwycięży noc mroczną,

Po jednej wierze, i jednej nadziei

Ludy poznawać się poczną.

Dziś, kiedy dłonie z gorącem uściskiem,

Jak bracia podajem sobie,

Gdy nam tak wiele jest wspólnem i bliskiem,

W miłości, w pracy, w żałobie, —

Przed trybunałem najwyższym stuleci,

Genjusze obu narodów

Zanoszą skargę, co w błękit gdzieś leci,

Do nowych świtów i wschodów.

Krwią my związani braterstwa i ducha,

W wspólnej nadziei i wierze,

Jako ogniwa jednego łańcucha,

Zawrzyjmy z sobą przymierze.

I pójdźmy razem, gdzie czeka nas droga,

Na której ludy przyszłości,

Nic nie żądają od dziejów i Boga,

Prócz jednej — sprawiedliwości.