Radość

Raptem życie zmienia się w „radość”,

dni płyną bezszelestnie jak kursywa

chmur w pogodną noc, choć

za oknami kwitnie już pierwsze

graffiti chłodu i miasto zbroi się

w popiele i ugry. Iskry twojego

śmiechu posiadły moc przemienienia —

staczam się z góry czasu, wciąż

szybciej i szybciej, przeszłość cofa się

za plecy na wstecznym biegu

jak poranna mgła, kieliszek z winem

stoi na łące ciała, usta mają smak mięty,

dłonie suną przez wzgórza brzucha

i piersi bezszelestnie jak wakacyjne pociągi,

za oknem miasto w woalu mroku,

jego niedościgła księga.

W tej podróży czekają nas wyłącznie

niespodzianki, choć będzie krótka

jak błysk flesza w zatoce oka.

Tymczasem usta przyjmują podarunek

ust, śmiech płynie rynną ulicy

jak wiosenny deszcz.