Bunt linotypów
— Już sobie poszli
czarni muzykanci,
drukarze
zgarbieni,
ciągnący
z naszych wnętrzności
nasz pokarm —
litery...
Obmyli ręce
i twarze
i poszli. —
— Hej, towarzysze!
Dość już wyzysku,
tego bicia
ich twardych palców
w nasze nerwy,
tego picia
naszego ołowiu
i rabowania
naszych wierszy.
Hej, towarzysze,
stalowe fortepiany.
Dość!
Gdy przyjdą znów
nasi tyranie13,
nie dajmy się!
Nie dajmy bić
w nasze nerwy,
nie dajmy pić
ołowiu,
nie dajmy im
lśniących wierszy.
Dość!
Towarzysze,
stalowe fortepiany!
Nie będziem grać
już więcej.
Niechaj drukarze
pójdą precz
stąd! —
— — — — — — — — — — —
Wszedł pianista,
bluzę powiesił
na kołku,
załączył prąd,
roztopił ołów,
usiadł na stołku,
wziął w rękę listy,
w klawisze uderzył,
palcami bił
i gotowe wiersze
począł kłaść na stole.
Umilkły słowa buntu.
Linotypy14 drżały
złorzecząc pianiście,
a on stale walił
twardymi palcami
w stalowe klawisze.
— — — — — — — — — —
Klawisze grały
odezwę do gazety:
— Hej, towarzysze,
dość już wyzysku!
Nie dajmy bić
naszych towarzyszy!
Nie dajmy pić
krwi naszych braci.
Dość!
Niech zdechną tyranie!
Nie będziem pracować
więcej!
Pokażem burżujom
jacyśmy silni,
jacyśmy mądrzy.
Niech żyje wolność
i pierwszy maj!
Dla tych tyranów
nie będziem pracować
więcej!
Strejk15!
Strejk!
— — — — — — — — — —
Fortepian pracował...
— — — — — — — — — —
Pianista pracował...
— — — — — — — — — —
Towarzysz przeczytał
i... też pracował.