Metamorfozy
Dobrze mi jest drzewem być albo aniołem.
Trzeba tylko pomyśleć o Bogu lub liściach,
trzeba fantazję porozmieszać z mozołem
i wzniecić na papierze czarny żar ogniska.
Nietrudno mi jest pisać o samotności.
(Samotność wdarła się w białe i czerwone
ciałka krwi bezkompromisową ostrością).
Tęsknota wszystko potrafi pokonać.
Potrafię zamienić się w bożka rozpusty,
co dziś szaleje nad rozbrykanym globem.
Trudno mi tylko — młodemu — zaciąć usta
i powiedzieć wszystkim: — jestem tylko sobą —
Randka sztubaka33
On przyszedł na miejsce, na zegarek spojrzał,
jej jeszcze nie było, zadrgały mu nozdrza,
papierosik w usta, czapka do kieszeni
(żeby jakiś belfer nie wylazł spod ziemi!)
Minuty mijają, mrok zapada z wolna...
— Czyżby ona do kpin także była zdolna? —
Lecz oto nadchodzi, pachnie jak mrok leśny —
— ja bardzo przepraszam, nie mogłam przyjść wcześniej.
W parku było cudnie, księżyc był i kwiaty —
— kocham panią — szepnął — może byśmy „na ty”?
Ciemno jest i miło, ona nos pudruje —
— jesteś brzydal... cudny. Po co mnie całujesz?
Pijak i kwiaty
— Ja gorzałę ciągnę, żona lubi kwiaty,
jak kwiatuszków nie ma, harata mi gnaty.
— Panie ober34 — proszę dla mnie tutaj koniak!
A dla mojej baby kupię dziś lewkonie.
— Słuchaj, kelnereczku. Może lepiej bez?
Dawajcież tu czystą, j... pana pies! —
— Czy tu są przy stole dwa czy cztery stołki? —
Może by dla Pipci kupić dzisiaj fiołki?
— Raz, miodzik gorący z mentolową dużą! —
Mojej każę posłać najpiękniejsze róże.
— Bomba piwa — ober! Forsy jeszcze starczy. —
Mojej starej w domu pietruszka wystarczy!