Wieczór banalny

O, śmieszny księżycu, zielonkawy głupcze,

boże dyndających, nagich lunatyków,

muzo, pudrująca się w lirycznym lustrze —

odwiedźcie dziś wspólnie sennych romantyków.

Niechaj kojąco, boso i namiętnie

kroczy poeta po chrustach i trawie,

o brzozach, łozach30 niech pisze natrętnie,

niech drży i marzy na zmurszałej ławie.

Naśmiewać będę z was się do rozpuku,

dogoni w lesie was mój śmiech figlarny.

O, muzo, gwiazdo, słowiku, o buku!

O, ty liryczny wieczorze banalny!