SCENA CZWARTA
LECHICKI, po chwili BRONIA, potem JULIUSZ wreszcie KAROL
LECHICKI
Wchodzi z prawej
Cóż ten Matlachowski naplótł mi jakieś niestworzone rzeczy, że w pokoju Broni jest jakaś dama uwięziona, że wzywała pomocy. Próbuje drzwi. A w istocie, zamknięte!... Cóż to ma znaczyć? Hej, kto tam jest, proszę otworzyć!
BRONIA
wchodzi z lewej
Ojciec! Boże! Pewno się już dowiedział.
LECHICKI
szarpiąc drzwi
Cóż u licha! Bije pięścią. Proszę otworzyć!
BRONIA
rzucając mu się do kolan
Ojcze! Błagam cię! Zlituj się!
LECHICKI
Bronia? A ty tu czego chcesz?
BRONIA
jw.
Ojcze, daruj! Ona niewinna, ona go kocha.
LECHICKI
Kto? Kogo... Co ta plecie?... Podnosi ją. O kim ty mówisz?
BRONIA
No, o tej nieszczęsnej, która tam jest ukryta.
LECHICKI
Więc tam jest rzeczywiście jakaś dama ukryta? Widziałaś ją?
BRONIA
I mówiłam z nią. Wyznała mi całą prawdę.
LECHICKI
Jaką prawdę?
BRONIA
Że się z Julkiem kochają od dawna. Że jest jego narzeczoną — więcej niż narzeczoną.
JULIUSZ
Wraca środkiem i spostrzegłszy ojca, na stronie
Teraz ojciec znowu, a co za fatalność!
Chce się cofnąć.
LECHICKI
Julek? Co to wszystko ma znaczyć? Co tam za kobieta? Bronia mi mówi.
JULIUSZ
Przede wszystkim każ jej ojciec odejść. Oddal się, Broniu, proszę cię!
LECHICKI
do wahającej się Broni
No idź, kiedy Julek sobie życzy.
BRONIA
składa błagalnie ręce
Ach, ty jej nie przeklniesz ojcze, nie odepchniesz, prawda?
JULIUSZ
bierze ją za rękę
Proszę cię, zostaw nas samych, ja już ojcu wszystko wyjaśnię.
BRONIA
całuje ojca w rękę
Bądź pobłażliwym, ojczulku! Do Juliusza, który ją do drzwi odprowadza. Odwagi, bracie!
Wychodzi.
LECHICKI
A teraz wytłumacz się, co to wszystko znaczy? Czy to prawda, że tam jest osoba, którą kochasz?
JULIUSZ
E! Cóż znowu.
LECHICKI
Bronia mi mówiła.
JULIUSZ
Plecie, sama nie wie co!
LECHICKI
Więc któż to jest?
JULIUSZ
No, taka sobie zwyczajna znajomość; któryż z młodych ludzi nie ma podobnych grzeszków na sumieniu.
W czasie tej rozmowy Bronia wprowadza Karola, pokazuje mu gestem ojca i Juliusza, i odchodzi.
LECHICKI
surowo
Jak to? I taka awanturnica miała czelność wejść w nasz dom, profanować pokój twojej siostry, i ty pozwoliłeś na to?
JULIUSZ
Cóż miałem robić? Przyszła tu bez mojej wiedzy, musiałem ją gdzieś ukryć, aby nie zobaczono...
LECHICKI
I czegóż chce od ciebie ta kobieta?
JULIUSZ
Rości sobie jakieś pretensje, żąda wynagrodzenia.
LECHICKI
Skoro żąda, musi mieć do tego jakieś prawa. Należało zapłacić i wyprawić ją co prędzej.
JULIUSZ
Nie miałem pieniędzy.
LECHICKI
Jak to? A te co wziąłeś za las?
JULIUSZ
Wszak wiesz ojcze, że byłem we Lwowie.
LECHICKI
No to co?
JULIUSZ
Podróż, pobyt przez parę tygodni.
LECHICKI
I dwa tysiące reńskich?
JULIUSZ
Musiałem przecież żyć na odpowiedniej stopie, przyjmować u siebie, bywać w klubie.
LECHICKI
I dwa tysiące reńskich? I ty chcesz się nazywać praktycznym człowiekiem? Sprzedać las, który był świętą relikwią babki, osłodą jej starości, aby w ciągu paru tygodni roztrwonić te pieniądze na hulanki i parady — to twoja praktyczność! Oddałem ci gospodarstwo, abyś je podniósł i stworzył nowe źródła dochodów, a ty co zrobiłeś? Nic, prócz wielkich projektów i długów. O, nic z tego, mój paniczu, wolę ja stary system i od dziś sam znowu będę gospodarował.
JULIUSZ
Ojciec chciałbyś mnie tak kompromitować wobec ludzi?
LECHICKI
Wolę to niż narażać nasz majątek na ruinę. Naucz się ty pierwej szanować grosza, a teraz przede wszystkim wypraw mi z domu tę lafiryndę. Powiedz jej, że zapłacę, co żąda, tylko niech mi się wynosi co prędzej. Jeżeli nie zechce dobrowolnie, każę wypędzić, psami wyszczuję.
JULIUSZ
Ależ zastanów się ojcze — skandal — wstyd!
LECHICKI
chodzi wzburzony
Niech będzie. Wstydź się, kiedyś zasłużył na to.
Wychodzi na prawo.
KAROL
na stronie
Biedny Julek — trzeba go ratować.
Wychodzi na lewo, drugie drzwi.