SCENA PIĄTA

JULIUSZ, BAJKOWSKI, po chwili PETRONELA, LEONIDAS, KWASKIEWICZ, potem GIĘTKOWSKI, AURORA, IDALIA

BAJKOWSKI

naprzód zagląda, potem wchodzi — cicho

A cóż mówiłeś z nim?

JULIUSZ

roztargniony

Mówiłem, mówiłem!

BAJKOWSKI

No i cóż powiedział?

PETRONELA

wchodzi z mężem i synem i staje z drugiej strony Juliusza

Panie Juliuszu, cóż książę?

BAJKOWSKI

do Petroneli i wchodzących Giętkowskich

Przepraszam państwa, ale tu nie można teraz wchodzić.

Chce ich usunąć.

PETRONELA

stawiając się

Ciekawam, dlaczego nie można. Jeżeli panu wolno...

GIĘTKOWSKI

który wszedł z żoną i córką

My wszyscy mamy tutaj równe prawo.

JULIUSZ

zniecierpliwiony

Ależ powiedziałem państwu już raz, że książę nie życzy sobie z nikim mówić i nikogo widzieć nie chce.

Wchodzi Lechicki drzwiami z prawej.

GIĘTKOWSKI

wskazując na Juliusza i Lechickiego

Jeżeli jednak panowie mogliście być dopuszczeni przed jego oblicze, to dlaczegóż my tylko mamy być wyłączeni? Do Lechickiego. No bo przecież pan się nie zaprzesz, że rozmawiałeś z księciem.

LECHICKI

Patrzy osłupiały na Giętkowskiego i wszystkich

Z jakim księciem? Juliuszu, co to ma znaczyć!

KWASKIEWICZ

Mój kochany, nie udawaj. My wiemy dobrze, że książę jest tutaj.

LECHICKI

Czyście powariowali?

PETRONELA

do Leonidasa — z oburzeniem

Jak udaje.

LEONIDAS

Swiętosek.

KWASKIEWICZ

Znamy się na tym. Chcecie dla siebie wyłącznie mieć księcia i dlatego nie dopuszczacie nas przed jego oblicze.

BAJKOWSKI

I nie pozwalacie nam wyrazić naszych najserdeczniejszych afektów.

Bije się po piersi.

GIĘTKOWSKI

Ale my coute que coute108 musimy widzieć się z księciem.

LECHICKI

w pasji

Z jakim księciem? Gdzie? Co?

PETRONELA

z gniewem, wskazując pokój

Tam! Tam!

LECHICKI

Czyście zmysły stracili, tam jest...

JULIUSZ

cicho

Ojcze, na miłość boską, nie wyprowadzaj ich z błędu, bo mnie zgubisz! Będę skompromitowany.

KWASKIEWICZ

do Bajkowskiego

Uważasz, jak się zmawiają, coś kręcą.

BAJKOWSKI

Ale im się nie uda. Podnosi głos. My musimy widzieć księcia, żeby tam nie wiedzieć co.

LECHICKI

z politowaniem

Ależ wariaty, miejcież trochę zastanowienia. Gdyby książę był w istocie, dlaczegóż bym go ukrywał? Jakiż miałbym powód?

KWASKIEWICZ

My już wiemy jaki!

PETRONELA

Bardzo dobrze wiemy.

BAJKOWSKI

Chce się wam wyłącznie dla siebie zagarnąć wszystkie korzyści z pobytu księcia.

LECHICKI

oburzony

Korzyści? Ja?

GIĘTKOWSKI

Tak, pan — pan i pański synalek!

AURORA

z przekąsem

A może i ktoś trzeci jeszcze.

PETRONELA

My się znamy na takich sztuczkach.

LECHICKI

Jak to? Więc posądzacie mnie, że dla osobistego interesu mógłbym dopuścić się takiej podłości, zadrwić sobie z was w tak niegodny sposób? Po chwili. Milczycie? A więc przypuszczacie, że byłbym zdolny do tego?

GIĘTKOWSKI

Jeżeli tam nie ma księcia, to dlaczegóż zamykacie drzwi? Dlaczego wzbraniacie nam wstępu?

KWASKIEWICZ

wytykając do Lechickiego palcem

A!

LECHICKI

do Kwaskiewicza

Więc i ty śmiesz przypuszczać?

KWASKIEWICZ

stula ramiona

Nie ja jeden!

LECHICKI

Skoro tak, skoro mi nie wierzycie, zaraz się przekonacie. Julek, otwórz drzwi...

JULIUSZ

Ale ojcze! Cicho. Zlituj się!

KWASKIEWICZ

do Giętkowskiego i Petroneli

A co? Widzicie? Nie chce!

GIĘTKOWSKI

Bardzo wierzę!

LECHICKI

do Juliusza, groźnie

Otwórz drzwi, mówię.

JULIUSZ

cicho

Ojcze, pomyśl, jaki wstyd.

LECHICKI

Wolę to, niż żeby mnie miano posądzać o szelmostwo. Gdzie jest klucz?

JULIUSZ

Ojcze!

LECHICKI

Daj mi klucz. Juliusz wyjmuje powoli klucz. — Lechicki wyrywa mu niecierpliwie i rzuca go na ziemię. Macie, idźcie, zobaczcie tego księcia!

JULIUSZ

W czasie, gdy Bajkowski i Kwaskiewicz otwierają drzwi na stronie

Takie upokorzenie to okropność.