SCENA CZWARTA
LECHICKI, KWASKIEWICZ, PETRONELA i LEONIDAS
LECHICKI
wprowadza gości i rozbiera panią Kwaskiewiczową
Więc państwo prosto ze Lwowa? No to musieliście tam gdzie spotkać mego Julka, bo on co tylko wrócił stamtąd.
PETRONELA
ubrana przesadnie, modnie, jaskrawo — mówi z przekąsem
A! Widzieliśmy, widzieliśmy pana Juliusza.
LEONIDAS
sepleni
Psyjechaliśmy tym samym pociągiem.
PETRONELA
Tylko że pan Juliusz nie raczył nas widzieć, bo on jechał pierwszą klasą.
LECHICKI
Pierwszą klasą? Patrzcie państwo — a to wygodniś.
LEONIDAS
Ja tam i tsecią bym się nie zenował, bo nie miejsce cłowieka, ale cłowiek miejsce zdobi.
PETRONELA
do Lechickiego
Słyszysz pan? On by się i trzecią nie żenował.
Całuje Leonidasa w czoło.
KWASKIEWICZ
zażywa tabakę
Bo się do tego w szkołach przyzwyczaił, gdzie dostawał zawsze trzecią klasę.
PETRONELA
mitygując męża
Jasiu!
LEONIDAS
zapalając papierosa
Mój ojce, wyprasam sobie podobne psytycki.
PETRONELA
Nie zapominaj, że to już nie smarkacz żaden, tylko mężczyzna, co się zowie.
KWASKIEWICZ
I cóż z tego? Chłopczysko wyrosło jak szparag, a pożytku z niego żadnego. Niczym nie jest, nic nie robi.
PETRONELA
Leonidas nic nie robi! — Jasiu! Jak możesz tak mówić...
LEONIDAS
Jestem cynnym cłonkiem Towarzystwa Oświaty Ludu.
PETRONELA
do Lechickiego
Uczy chłopstwo, jak pana szanuję.
KWASKIEWICZ
A sam nic nie umie.
LEONIDAS
Ja pokazę światu, co mozna zrobić z nasego ludu.
KWASKIEWICZ
Zrób ty pierwej co z siebie, trutniu jakiś — to będzie lepiej.
LEONIDAS
paląc zapamiętale, deklamuje pompatycznie
„Lec zaklinam, niech zywi nie tracą nadziei
I psed narodem niosą oświaty kaganiec,
A gdy tseba, niech idą na śmierć po kolei,
Jak kamienie zucane przez Boga na saniec”.
PETRONELA
zachwycona
Brawo! brawo!
LEONIDAS
Oświata ludu to dziś najwazniejse zadanie społecne.
PETRONELA
do Lechickiego
Bo trzeba panu wiedzieć, że to teraz bardzo w modzie, zajmować się chłopstwem.
LEONIDAS
Ludem, ludem, mamecko.
PETRONELA
Hrabianka Irena sama własnoręcznie haftuje szkaplerze dla wiejskich dzieci i uczy je wierszy, a jej brat fotografował się w towarzystwie swoich parobków, jak pana szanuję, na własne oczy widziałam.
LEONIDAS
pompatycznie
„Z polską ślachtą — polski lud”, jak powiada nas wiesc nieśmiertelny.
PETRONELA
do Kwaskiewicza
Słyszysz? Jak ty powinieneś być dumnym z takiego syna.
KWASKIEWICZ
Że osioł szkół nie skończył, mam być z czego!
PETRONELA
Jasiu!
LEONIDAS
Daj, mamecko, pokój. Tatko, notorycnie znany pesymista, nigdy z nicego nie zadowolony, to wiadoma zec!
PETRONELA
Masz słuszność. Szkoda słów. Chodźmy lepiej do babci przywitać się.
LEONIDAS
kłania się
Sanowanie.
Wychodzi za matką do drugich drzwi na lewo.
KWASKIEWICZ
Ot, masz babskie wychowanie. Przewróciła chłopakowi w głowie i zrobiła z niego dziwoląga — zero kompletne. Mój Boże, jaka to różnica z twoim.
LECHICKI
No, Julek znacznie starszy.
Siadają.
KWASKIEWICZ
machnąwszy ręką
Co to znaczy? Czego się Jaś nie nauczył, tego się Jan nie nauczy. Już ja z niego pociechy się nie doczekam. Myślałem, że we Lwowie uda mi się wpakować go do jakiego banku. Ale gdzie tam. Tam takich osłów jak on, co szkół nie pokończyli, setki szlifuje bruki i czeka na posady. Dlatego przyjechałem do ciebie, mój Olesiu. Przysiada się do niego. Może by się dało umieścić go przy tym banku ratunkowym, co twój Julek ma nam założyć. Za bądź co, byleby się zaczepił.
LECHICKI
Ależ bank, mój kochany, nie jest towarzystwem dobroczynności, jeno instytucją finansową do ratowania szlachty.
KWASKIEWICZ
Ta to on przecież także szlachcic, a jakże, szlachcic z dziada, pradziada. Więc ratujcież mi chłopca, żeby nie zmarniał, bo ja, dalibóg, rady sobie już dać nie mogę. Wioszczyna, panie, obdłużona, dochody lichwa zjada. Służący wnosi na tacy wino, ciasta i przekąski. Lechicki napełnia kieliszki, Kwaskiewicz mówi dalej. Kto nie chce, to udrze teraz tego biednego szlachcica. Grady go młócą, powodzie zalewają, podatki męczą, dzienniki besztają10, wszystkie plagi egipskie na tę nieszczęśliwą szlachtę. Jeżeli Pan Bóg się nie zlituje i nie zrobi z nami jakiego cudu, to dalibóg skapiemy11 marnie.
trącają się
LECHICKI
z westchnieniem
Niech Bóg broni, okropnych doczekaliśmy się czasów.
piją