SCENA DRUGA
LECHICKI — JULIUSZ — SŁUŻĄCY
JULIUSZ
wchodzi z prawej, we fraku, do służącego
Idź, powiedz Matlachowskiemu, żeby kazał koło gumna48 poustawiać stoły i wytoczyć beczkę wódki dla ludzi. Po wyjściu służącego, zwracając się do ojca. No, a co?... Jak się ojcu podoba urządzenie? Wskazuje na pokój. Wspaniałe?... Hę?... Ci wiedeńscy tapicerzy to prawdziwi czarodzieje, w ciągu dwóch tygodni zmienili nasz dom do niepoznania, ze starej rudery zrobili prawdziwe cacko, aż miło spojrzeć. Prawda?...
LECHICKI
Tylko że to wszystko diabelnie kosztuje...
JULIUSZ
Mój ojcze, jak przyjąć, to już jak się należy — ja inaczej nie rozumiem. Zresztą cóż znaczy tych głupich parę tysięcy wobec tej pozycji, jaką zyskujemy w świecie przez przyjazd księcia, i protekcji tak wpływowej osobistości w Wiedniu. A przy tym, mam tu jeszcze jeden planik w perspektywie...
LECHICKI
zaciekawiony
No, cóż takiego?
JULIUSZ
bierze ojca pod rękę i, idąc, mówi ciszej i tajemniczo
Uważa ojciec, z księciem przyjeżdża jego bratanek, mój kolega i przyjaciel. Chłopak młody, przystojny, majętny i ma wielką przyszłość przed sobą — kto wie, czy nie uda mi się wyswatać go z Bronią.
LECHICKI
Jak to z Bronią? Przecież ona ma już swego narzeczonego.
JULIUSZ
E! Cóż to za partia?... Szlachetka na nędznej wioszczynie!
LECHICKI
Wcale nie nędzna!
JULIUSZ
A choćby, zawsze to nie ma porównania z Edwardem i jeżeli tylko on zechce, to byłoby śmiesznością dla jakichś tam skrupułów odrzucać taką partię. Trzeba być praktycznym, mój ojcze!