LVI

18 kwietnia 1866, Pszczonów

Może ty już pisałaś do mnie, Wando, a ja nie odebrałam listu, bo względem adresu siebie i was zawiodłam. Pszczonów jest dalej niż sądziłam od Skierniewic, trzeba jeszcze na kopercie Łyszkowice dodawać. Spodziewam się, że po tym objaśnieniu geograficznym niedługo czekać będę na uspokojenie wielu wątpliwości i obaw. Przede wszystkim co do zdrowia Stasia i Seweryna, potem co do wyjazdu Julci. Nieraz to już dubeltowo się cieszyłam pogodą, wyobrażając sobie, że ona z niej korzystać może, ale tak mię zamagnetyzowałaś swoim smutkiem! Lękam się, by znowu jakie nieszczęście wszystkiego nie zawichrzyło. Na tymczasem nic innego dla ciebie, ani o tobie nie myślę. Przyślij mi co prędzej inny temat duchowego wypracowania, bo ten domysłów i niespokojności bardzo jest ciężki, trudny — niewdzięczny. Ucałuj siostry — szczególniej Zosię — szczególniej Julcię, jeśli jest z wami — szczególniej moją Marynkę, tak jak ją mam w ostatnim wspomnieniu.