XXI

W sztuce kochania uczeńsze

bywają dojrzalsze damy.

Jak wiadomo, przez ćwiczenia

talent udoskonalamy.

Wiadome im są tajniki

miłości, innym nie znane...

Przykuwają nas do siebie

zwłaszcza przez pieszczot odmianę.

Żadne malowidło nie zna

tak bezmiernej lubieżności,

jaka w sercach, jaka w ciałach

tych namiętnych istot gości.

Najsłodsza jest rozkosz, jeśli

równie jej słodycze poją,

równie jej powaby nęcą

i mnie, i kochankę moją.

Nienawidzę wszelkich uczuć

niewzajemnych... Nigdy przeto

nie pragnę pieścić się z chłopcem

ani z przekupną kobietą.

Nie jest mi rozkoszą — rozkosz,

co ją z obowiązku dano.

Raz na zawsze z obowiązków

zwalniam moją ukochaną.

Słodko mi jest słyszeć głos jej,

drżący szczęściem, półomdlały,

gdy mnie prosi, żebym zwolnił

namiętności mej zapały.

Wzrok oślepły od szaleństwa,

oczy od miłości mrące

zwraca ku mnie rozkochana,

pieszczot dając mi tysiące...

Ale najpierwszej młodości

obce są owe zalety.

Mają je — jedynie tylko

dojrzalsze nieco kobiety...

Niechaj inni młode wino

zapijają — do stu katów.

Ja pić pragnę stare trunki

z czasu dawnych konsulatów...