SCENA II
Romulus i Talassjusz wchodzą z prawej strony. — Hersylia.
ROMULUS
Żadnego śladu, mówisz? Ani chwili
Ja nie wątpiłem, że pomoc omyli120.
Oj! Albalonga121!... Im może i chce się,
Abyśmy karki skręcili w tym lesie,
Przeto nas swoją pomocą łudzili.
Oj! Albalonga!... Kto ją pozna, kto?
TALASSJUSZ
Wszedłem aż na szczyt. Niebo zaszło mgłą;
Chmury niesforną z gór zstąpiły zgrają
I skryły drogę, którą przybyć mają.
ROMULUS
Nie bój się; przyjdą, kiedy koniec będzie,
I kto zwycięży, w tego staną rzędzie,
By dzielić tryumf a zdobycz. Ostrożna
Ta Albalonga. — Brzydko.
TALASSJUSZ
Bez niej można
Obejść się.
ROMULUS
Słusznie. Rzym nie dziecko przecie.
Na każdym kroku co mu za niewola
Wciąż się oglądać, jak za matką dziecię?
O wrogach także nie ma wieści z pola...
Mniejsza. Choć oni pod noc w lesie staną,
Przecież, znużeni, nie poczną aż rano.
Idź, Talassjuszu, spocznij! Krótka noc.
Mówisz, że wszyscy już się zgromadzili?
TALASSJUSZ
Nie ma nikogo za miastem w tej chwili,
Na rynku ludu tam spoczywa moc.
Śpią pod tarczami: żeglarze, rolniki122,
Każdy lekkiego snu, jak zwierz dziki.
I stos wysoki gotów, jak przystało,
Na którym spłonie przyjaciela ciało.
ROMULUS
Dobrze.
TALASSJUSZ
Romulu! oblicze twe blade,
Usta posiłku przyjmować nie rade,
Widzę to dobrze, kryjesz się daremnie.
ROMULUS
Kto ci pozwolił wpatrywać się we mnie?
To niebezpiecznie, tego ci nie radzę;
To rzecz śmiertelna. Dopóki mam władzę,
Nie troszcz się o mnie. Jeśli ci żyć miło,
To zamknij oczy, żal by mi cię było;
Idź na spoczynek; dobranoc!
TALASSJUSZ
Romulu!
ROMULUS
silniej, spostrzegając w tej chwili Hersylię
Dosyć!
Talassjusz wychodzi.