SCENA III
Ankus wchodzi i prowadzi Tullię, przytrzymując w prawej dłoni obie jej ręce, a lewą objąwszy jej ramiona. Hersylia tuż za nimi sama przestępuje przez bramę.
MARCJA
Królewny obie! Ach, sromota!
ANKUS
Czy są już wszyscy? — Więc zamykać wrota!
Zobacz, Talassjusz?
TALASSJUSZ
Winszuję, mój Anku12!
Walnieś13 się spisał — ty, bogów kochanku!
Aż dwie?
ANKUS
Za jednym zachodem, mój bracie!
Tę jam ułowił, tę w przydatku14 macie.
Poszła, jak kokosz, kiedy jej spod skrzydła
Pisklę zabiorą.
TULLIA
Poczwaro obrzydła!
Puść moje ciało; bo duszy nie spęta
Twa przemoc nigdy.
ANKUS
Nie szarp się; rączęta
Sobie odgnieciesz.
Do Talassjusza
I cóż ty na taką
Utarczkę?
TALASSJUSZ
śmiejąc się
Walna15!
ANKUS
Dość nudna; wszelako!
Oręż nierówny: bo tu z paznokciami,
Zębami, łzami...
TULLIA
Kłamiesz! z mymi łzami?
Czym ja płakała? widziałeś?
ANKUS
Po trosze;
Z gniewu, koteczko.
Sadza ją na schodkach Romulusowego domu.
HERSYLIA
występując
Jeszcze raz cię proszę,
Błagam; uwolnij moją siostrę młodą!
Przyszłam tu sama, a choć jej urodą
Nie dorównywam16, lecz zdrowie i siła
Do pracy lepsze. Będę ci służyła
Jak niewolnica na wszystko gotowa;
Lecz puść to dziecko.
TULLIA
Siostro, ani słowa!
To poniżenie i marna ofiara!
Dla takich wzgarda, wzgarda, tak — i kara!
HERSYLIA
Nie zważaj na nią; mnie słuchaj, młodzianie!
I jam w królewskim wychowana stanie,
Nie prosić zwykłam, ale rozkazywać;
Nie wiem, jak niższych błaganiem zjednywać;
Umiałam tylko o łaski rodzica
Prośby zanosić; — ale z mego lica
Snadnie mą boleść wyczytać możecie
I trwogę serca... Miałeś matkę przecie?
ANKUS
A jużci miałem; ale cóż mi potem!
Nigdym jej nie znał.
HERSYLIA
Więc ojca...
ANKUS
O! o tym
Lepiej nic nie mów; na takie wezwanie
Najpewniej żadna łaska się nie stanie.
Żebyś go znała!... Ho, moja wygrana,
Żem w czas spod tego wyrwał się tyrana!
Nie taki ze mnie będzie ojciec ostry —
Mogę zaręczyć — dla synów twej siostry.
TULLIA
Głupiec bezwstydny!
HERSYLIA
Ach!
ANKUS
Gadajcie sobie!
Jakem was przywiódł, tak i trzymam obie.
Do Hersylii
Gdybyś nie poszła sama, to bym wtedy
Musiał cię zabrać na konia od biedy,
Ażeby święcie uiścić się w słowie,
Com dał królowi — że i ciebie złowię.
Ba! kiedym waszych sześciu brał na siebie,
Toć z dwojgiem dziewcząt umiałbym w potrzebie
Dać sobie radę.
HERSYLIA
O bogi, o bogi!
TULLIA
Siostro jedyna! cios wspólny, choć srogi;
Umrzemy razem!
ANKUS
Ho, wróżko skrzydlata!
Sięgasz, jak widzę, w dalekie gdzieś lata,
Gdy obie, długie spędziwszy tu życie,
Wśród rzymskich wnuków ten świat opuścicie;
Wszak tak?
TULLIA
Nie, nie tak, szyderco bezczelny!
O dzisiaj myślę; dziś ten dzień śmiertelny,
Co nas pochłonie.
ANKUS
Wybornie się składa!
Słyszysz, Talassjusz, co ona powiada?
Szyderca ze mnie; a tom właśnie dla niej
W sam raz na męża, jak jeleń dla łani.
Ot, mury miasta na świadki tu stawię17;
Jeszcze z nich echo nie wywiało prawie
Jej głośnych śmiechów dzisiejszego ranku18,
Jak sobie z Rzymu drwiła bez ustanku.
TALASSJUSZ
Tak, wciąż szydziła.
ANKUS
Wychwalała niby,
Że jakoś nazbyt porządne siedziby
Dla takiej zgrai. Udaje Tullię
„To coś niesłychane:
Wilki stawiają domy murowane!
Może smakują w pieczonym mięsiwie19?”
To znów cysternę wytyka złośliwie
Paluszkiem: „Proszę, czy to jest pieczara
Owa, gdzie niegdyś ta wilczyca stara,
Wasza mateczka, dawała wam wymię20?”
Tak to panienka w naszym młodym Rzymie
Z wszystkiego sobie robiła żarciki.
We mnie utknęły te ostre przytyki.
Teraz je strząsam. —
Obracając się do Tullii
Twoje własne strzały —
Tak, harda lubciu — na ciebie zleciały.
TALASSJUSZ
Milczy, bo czuje sprawiedliwość czystą.
ANKUS
Nie sprawiedliwość, łaskę oczywistą.
Gdyśmy do Kurów — przypominasz sobie —
Żon przyszli szukać w uczciwym sposobie,
Jak to nas dumnie przyjął król ich stary!
Jak sucho nasze odrzucił ofiary!
A te szczebiotki, ot właśnie te same,
To jeszcze wyszły za nami, za bramę
I nuż dogryzać:
„Bajka osobliwa!
Że się też córek królewskich zachciéwa21
Rabusiom takim. Wszak na zaludnienie
Gniazda tam swego dali w nim schronienie
Łotrom i zbiegom z wszystkich końców ziemi;
To niechże będą równie uprzejmemi22
Dla równych kobiet; niech tylko ogłoszą
Na całe Lacjum; niech tylko zaproszą...
To wnet złodziejki wszystkie, nierządnice
Zlecą się do nich! Będą śliczne pary.”
TALASSJUSZ
No, teraześ23 im oddał podług miary!
ANKUS
Milczałem wówczas; a za zniewag tyle
Przyrzekłem sobie na tę właśnie chwilę
Odwet odłożyć. — Lecz gdzie się podziała
Uraza słuszna i zawziętość cała!
Jakąż czynimy im tu sprawiedliwość?
Gdzie kara za ich pychę i złośliwość?
Patrzcie, o bogi! na przykład jedyny
Najczystszej łaski! Oto te dziewczyny,
Które nas lżyły! My zamiast nawzajem
Obelgą płacić, za mąż je wydajem;
Siebie, latyńską młodzież wyborową,
Ofiarujemy; za każde złe słowo
Dajemy całus!...
TULLIA
Przechwałki kłamliwe
Próżnego głupca!
MARCJA
O! są bogi mściwe,
Zdradę i podstęp karzące surowie24!
Są jeszcze nasi bracia i ojcowie
Niezwyciężeni dotąd!
TULLIA
A jeżeli
Nikt nam pomocy rychłej nie udzieli,
To się potrafim wyzwolić i same,
Śmierć przekładając nad honoru plamę.
Do Ankusa
O, trzymaj silniej! tylko siła może
Tu mnie zatrzymać! I nigdy nie złożę
Mej dłoni w twojej z własnej dobrej woli!
Was dotąd jeszcze wzgarda owa boli,
Jakiej w sabińskiej doznaliście ziemi?
Dziś dowodzicie czynami własnemi,
Żeście stokrotnej wzgardy warci byli;
O bohatery! W uroczystej chwili
Święta pokoju zgotowany skrycie
Rozbój wykonać!... Ale zobaczycie,
Że to zarzewie, któreście porwali
Z ognisk sąsiadów, ono wam popali
Dachy i ściany, i na wasze głowy
Runie wam w gruzach cały gród wasz nowy
Prędzej, niż powstał!
ANKUS
No! nim się to ziści,
Toć zawsze tyle odniesiem korzyści.
Że się pogrzejem. — Lecz mógłby też wrócić
I król nasz dotąd; żeby przecie skrócić
Tę pieśń weselną, którą pewnie raczy
Ma luba jutro zaśpiewać inaczej.
TULLIA
Niech przyjdzie! niech go nie miną te słowa,
Przekleństwa moje! — Wszystkiem25 mu gotowa
W oczy powtórzyć!
Obracając się do innych branek
Lecz czemuż z was żadnej,
Z was, ofiar tylu tej zdrady szkaradnej,
Głosu nie słychać? Już się poddajecie
Ciche, potulne?... Niema ryba przecie
Chwycona wędką rzuca się i miota;
A was nie boli gwałt ani sromota?
I ty, Hersylia! czyż gniew wolnej duszy
Tak się już prędko w twojej piersi głuszy?
Lecz nie; masz słuszność! bo ci nikczemnicy
Nie są godnymi głośnych skarg dziewicy,
Ale pogardy milczeniem wymownej
I — w nocnym mroku zagłady bezsłownej!
PIERWSZY RZYMIANIN
koło bramy stojący
Król, król powraca! Na górę już wchodzi.
DRUGI RZYMIANIN
Z nim reszta naszych; zastęp dzielnej młodzi,
Co nas zasłaniał w przytrudnym odwrocie,
Sami nie mają nic!
ANKUS
To jeszcze krocie
Dziewcząt w sąsiedztwie; więc w stosownej porze
Im się też wzajem do swatów pomoże.