SCENA IV

Hersylia, Tullia.

Z głębi na prawo wychodzi Tullia z przewodnikiem, który ją pozostawia i znika.

TULLIA

Czyż to już ranek? Czy mnie na śmierć wiodą?

Gdzie stos? A człowiek gdzieś zniknął w tej chwili...

HERSYLIA

wybiegając naprzeciw niej

Siostro!

TULLIA

I ciebie też tu sprowadzili

Gwoli126 mej śmierci? O! jakżeż czynicie

Gorzkim, Rzymianie, zgon mój i jej życie!

HERSYLIA

Nie mów o śmierci! Ty wyjdziesz stąd żywa.

TULLIA

Ja?

HERSYLIA

Pójdziesz wolna, gdzie cię serce wzywa.

Tę bramę widzisz? Król otworzył sam.

Nie zwlekaj! Może zdjąć go żal, lub inni

Nie w porę jacy nadejdą uczynni;

Śpiesz! Cudem mało otwiera się bram.

Ratuj się, ratuj!... Nie czekaj zarania!

TULLIA

Alboż ja jestem do uratowania?

HERSYLIA

I ja też z tobą pójdę, siostro droga;

Bo i mnie razem on z tobą wygania.

Och! jak mnie boli ta wspaniałość wroga,

Powiem ci, kiedy wolności powietrze

Ożywczym tchnieniem skronie nasze przetrze.

Mnie tak ugięło to jarzmo tyrana,

Że mimo dumy, mimo zgrozy w duszy,

Mało nie padłam przed nim na kolana.

Czyż człowiek, który więzy nasze kruszy,

Tym samym dla nas w boga się przemienia,

By nas tym silniej przykuć do więzienia?

Nie ociągaj się, siostro; czas nam w drogę!

Pociąga za sobą Tullię kilka kroków ku bramie.

TULLIA

zatrzymując się nagle

Idź sobie sama; ja stąd pójść nie mogę!

HERSYLIA

Co tobie, Tullio? Drżysz! Jeśliś zmęczona,

O biedne dziecię, wezmę cię w ramiona.

TULLIA

Zmęczona, mówisz? Tak, ale daremnie

Ciężar, co męczy, chciałabyś zdjąć ze mnie,

I nikt na świecie tego nie dokona.

HERSYLIA

Ty marzysz, Tullio; bredzisz w jakimś szale,

A niebezpieczeństw czyż nie czujesz wcale?

TULLIA

Czyż i na ziemi ten szlak jest marzeniem?

Przypatrz się, powiedz, czy poznajesz go?

Każda z tych kropli rośnie mi strumieniem,

Słyszę, jak głucho tam szumią i rwą.

Przebóg! już w potok dziki się spieniły!

Ja go przestąpić nie mam, nie mam siły.

HERSYLIA

Ratujcie chory jej umysł, niebianie!

Zostaw za sobą, co się nie odstanie,

Przed siebie patrzaj, za przyszłością idź,

O, droga moja!

TULLIA

Przyszłością mam żyć?

Ja nie mam żadnej, co by nie dzieliła

Tego widoku.

HERSYLIA

Jeślić siostra miła,

Zmóż grozę, która tłumi wolność twą,

I nie odpychaj względnej127 bogów ręki,

Którzy chcą, abyś żyła.

TULLIA

Czyliż chcą?

Nie są tak straszni. Zlitują się męki,

Która mnie pali. A ty czy wiesz, ile

Już przecierpiałam przez tę krótką chwilę?

Wszak to dopiero jedna noc i dzień,

Jak za mną chodzi ten straszliwy cień?

A mnie, jak gdybym tysiące lat, zda się,

Tysiące śmierci przeżyła w tym czasie.

Przyszłości dla mnie nie ma za tą bramą,

Jak nie ma końca mej okropnej męce;

Jak dziś, tak zawsze czuć będę toż samo:

Usta na skroni, rękę w jego ręce.

HERSYLIA

Przebóg! to miłość.

TULLIA

Jak wy to zowiecie?

Lecz ja pamiętam, że to wróg mój przecie;

Że jego ramię, jak mnie dotknąć śmiało,

Gdy żył, tak teraz obejmuje całą

Niemiłosiernie; — że mnie najzuchwalej

Oderwał od tych, którzy mnie kochali.

HERSYLIA

Niech więc nienawiść z tobą go rozdzieli.

TULLIA

Nienawiść? Kiedyż on już po wsze czasy

Blady, skrwawiony zasnął na pościeli,

A wszystkie bóstwa młodości i krasy

Stanęły kołem przy jego pogrzebie,

I płacz zawodząc, spoglądają łzawie.

One mnie, słyszysz? wołają do siebie.

Z więzów mnie moich zwolniły łaskawie,

By ten dom smutny nawiedzić cichaczem,

Siąść przy nim, usta ucałować, zaczem128

Wezmą go z domu, żar czoła i skroni

Ostudzić chłodem jego martwej dłoni.

Ty mnie nie wstrzymuj i nie mów mi wcale

O klątwie ojca. Bo czegóż ja życzę?

Żoną, kochanką nie chcę mu być; ale

Raz jeszcze spojrzeć na jego oblicze

I potem czekać ofiarnego losu.

Krew tylko moja z ogniem jego stosu

Wezmą tu, siostro, śluby tajemnicze.

Idź, powiedz ojcu, że on w złą godzinę

Rzucił przekleństwo na biedną dziewczynę,

Przekleństwo jego zgubiło ją.

HERSYLIA

Biadaż

Jego starości, skoro tak powiadasz!

Osierocony ze szczęścia i dziatek

Zmarnieje.

TULLIA

Alboż mu na dni ostatek

Ty nie zostajesz? Wszak ty nie masz prawa

Pożądać śmierci. Przy tobie nie stawa,

Nie goni ciebie cień z okropną raną,

Twą własną ręką żywemu zadaną!

HERSYLIA

odwrócona, biorąc ją za rękę

Tullio! ty nie wiesz, co mówisz. Ja też!...

TULLIA

Co słyszę, siostro!... Czyż Romulus?...

HERSYLIA

Gdzież

Zdołam się schronić! Z bliska czy z daleka

Za mną też chodzi cień tego człowieka,

Co złamał dumę i nienawiść mą;

A że mnie z więzów niewoli wyzwala,

Tym bardziej w jarzmie trzymać będzie z dala.

TULLIA

po niejakim namyśle

Ale on żyje, nie zabiłaś go.

Dłoń, co cię ima, krwią się nie rumieni:

Głos nie z podziemia, który cię przyzywa;

A pocałunek...

HERSYLIA

Cicho, nieszczęśliwa!

Myśmy na zawsze dziś z nim rozłączeni.

Och! ale przed nim, z bliska czy z oddali,

Twoja mnie tylko obecność ocali,

Jeżeli ze mną w jedną pójdziesz drogę.

W twej obecności ja zwyciężyć mogę

Ten lęk, co na wskroś duszę mą przenika,

I z drogi mojej zepchnąć gwałtownika.

Pójdź!

TULLIA

Nie uciekaj próżno od miłości;

Ona cię dogna. Idź przeciw129 niej, siostro,

Z poddaniem. Ona śmiertelnie się złości

Na serce, które poczyna z nią ostro,

Krew mu wysysa. Straszna ta bogini

Wszak berłu swemu uległymi czyni

Wszystkie dziewice? Przypłaciłam srodze,

Żem chciała opór stawić na jej drodze.

HERSYLIA

do siebie

Co te dziecięce usta mówią?... Tak!

Czy niebo przez nie daje mi swój znak,

Tłumacząc duszy mej zagadkę?

TULLIA

Idź,

Nie zwlekaj, siostro! Gdyby on mógł żyć,

Poszłabym z tobą, by rzec do rodzica,

Czego by żadna nie śmiała dziewica:

— Oddaj mnie jemu. — Pokój zmącił nam?...

Miłość go mąci. — Podszedł?... Takiż sam

Jest tryb miłości. — Drwił z królewskiej krwi?...

Ej! właśnież miłość z najsilniejszych drwi

I najwolniejszych: z miecza i korony.

Teraz zwycięzca leży zwyciężony;

Lecz hymn tryumfu stał się dla mnie wyciem,

Chwałę zwycięstwa płacić muszę życiem.

HERSYLIA

Więc mam cię tu zostawić?

TULLIA

Taki los!

HERSYLIA

Niechże się spełni. Jeśliby czyj głos

Zdołał do życia powrócić cię zdrową,

To chyba już błagalne ojca słowo,

Jego na pomoc wezwę. Niedaleko,

Bliżej, jak sądzisz. Tam w lesie, za rzeką,

Stoją już nasi. Udręczenia lotem

Pobiegnę ku nim i stanę z powrotem.

A gdy mnie ojciec spyta: — Za pokojem

Przez toż obstajesz, że już sercem twojem130

Zawładnął wróg i rabuś?... Czyż ucieknę,

Oczy w ziemię spuściwszy? — Nie! ja rzeknę

Z dumą: On taki dobry i wspaniały,

Jakiego oczy moje nie widziały.