Przedślubna tajemnica narzeczonych
— Kupiła pani należny mi kwiatek. Nie mogę się mnożyć — mdło się uśmiecha pan Havemeyer.
— Odstąpię kamyczek kolekcjonerowi za małą cenę. Proszę się nachylić. Nie życzę sobie, by mnie usłyszał ktoś oprócz pana. Dziś jeszcze wieczorem Podrygałowa poślubię formalnie. Muszę się poświęcić, by pantomima mogła dojść do skutku. Trzeba uśpić czujność pana Igora i w pole go wywieść. Ślub będzie pozorny. Nigdy nie będę rzeczywistą żoną tego aferzysty. Wyjdę za niego, by natychmiast zerwać. Jak postanowiłam, od chwili Wesela Orgazowi oddam i duszę, i ciało.
— Znowu matactwo i znowu podstęp.
— Nie przeciwko panu. Jeśli Havemeyer będzie się upierał, to nic nie pomoże, bo i wówczas również, wbrew jego dąsom, dokonam tego, co nieodzowne jest dla baletu, z którego tańczenia wyniknąć ma związek życiowy, dozgonny obopólnych pragnień.
— Zmęczyłaś mnie cudna, sponiewierała histerycznymi, złymi fochami, które uprawiasz od nocy pamiętnej.
— Ani słowa więcej. Jestem lojalna. Nie chciałam działać bez porozumienia z przyszłym małżonkiem. Nam do małżeństwa potrzebny Orgaz, niezbędne Wesele. Bez Podrygałowa nic z tego nie będzie. Chłopisko durne i rozwydrzone, niebywale chytre, postawiło cenę: koniecznie ślub ze mną. Warunek przyjęłam i chcę dotrzymać.
— Będzie rościł prawa, nigdy nie uwolni.
— Zdepcemy prawo, nie poskąpimy odszkodowania. Bez żadnych trudności oraz bezzwłocznie zlikwidujemy epizod przykry.
— Nie boli mnie głowa o całą aferę. Ja mam przy sobie w kieszeni cyrograf, w którym własnoręcznie gwarantuje zbawca, że po pantomimie moją własnością zostaniesz na zawsze. Niechaj więc Yetmeyer odpowiada teraz za wypełnienie ścisłe kontraktu.
— Przedmiotem umowy ja jednak jestem, istota żywa. Od mojej woli coś przecież zależy. Nie chce pan ocenić zamiarów najlepszych, więc już niepomna dalszych sprzeciwów, tak sobie postąpię, jak teraz być musi i jak należy. Przed wszelkim pieniactwem natomiast przestrzegam.
— Zawsze ta sama i tym razem również z groźbami wyjeżdżasz.
— Dosyć ceregielów. Pan chyba rozumie, co znaczy intryga? Poufność podstawą jej powodzenia. Jeśli awanturę ze zbawcą wywołasz, zawali się wszystko. Wówczas bez namysłu, bezwstydnie wyznam, żeś mnie ograbił z mej dziewiczości.
— Jak to? Twierdziłaś, że tego nie było, że się nie oddałaś, że mnie nie czułaś.
— Wówczas istotnie jak sen wszystko przeszło, pierzchło jak zmora.
— Rozkoszna wiedźma, przewrotna, wykrętna.
— Ale za to później, wbrew mojej woli, niespodziewanie musiałam sobie uprzytomnić całą miłosną przygodę, każdy jej szczegół.
— Aby mnie szachować haniebną woltą przy niecnej szulerce.
— Pfuj, jesteś brutal, kolekcjonerze. I płyciuch w dodatku. Zbliż twoje ucho tuż do ust moich. Owa noc pamiętna, gdy szalałam z lęku o twe bezpieczeństwo, owa noc przekorna, kiedy cię tuliłam i odpychałam, ślady miłości pozostawiła ta nocka we mnie. Matką wkrótce będę, a Orgaz... ojcem.
— Przenigdy! Ja nie chcę!
Zawył charkotem, jak dziki wieprzak, któremu podgardle rozpruł ostry oszczep. Aparat pod nosem do oddychania przetworzył nieco Havemeyera wrzask rozpaczliwy w obłąkańczy bełkot. Kolekcjoner chwycił misterne żetony z perłowej masy i na Ewarystę sztylecikami połyskującymi zalotną tęczą zamaszyście cisnął.
Usłużny sadhus natychmiast podskoczył i z linoleum filigranowe zgarnia patyczki.
Majcherek strofuje:
— Ależ pan nerwowy. Kto też to widział, by do tego stopnia grą się roznamiętniać!
— Takie uniesienie jest niewątpliwie symptomem niezdrowia i nie posiada najmniejszego związku z całą zabawą — usprawiedliwia swojego szefa hinduski fakir.
— Tysiąc dolarów zaledwie przegrał — burczy Yetmeyer.
— Przypuszczałbym raczej, że to są skutki nadto poufnej, czy też poufałej rozprawy na uszko z donną Ewarystą — A-to-tso sekretarz ozięble stwierdza.
— Niewinna próba skokietowania wybuchu żywiołu, który jest obcy miliarderowi — w półśmiechu łamanym drżąca baletnica tuszuje incydent.
— Ho, ho! Nie wiedziałem, że awanturnikiem potrafi być również nasz Orgaz wytworny — prowokuje Igor.
— Przepraszam, zaiste było nader dziwne, nieokrzesane. Sam nie rozumiem, jak to się stało. Na mózg coś weszło, coś się przewidziało. Sen jakiś potworny, dławiący na jawie — sprostowanie cedzi sprawca awantury.
— Powtórny atak miłosnej furii tak bardzo przeraził, że ogarnęły mnie dziwne płomienie. Duszno, gorąco! Proszę to futro zdjąć mi teraz z ramion.
Szary, zzieleniały pobocianował1054 tuż w jej pobliże.
— Proszę odpowiedzieć, czego mam się trzymać?
— Senora, dziękuję. Mierzwę mam w głowie. Wszystko mi jedno. Widocznie naprawdę popadam w chorobę. Proszę uczynić, co pani uważa za nieodzowne i za właściwe. Będę udawał, że o niczym nie wiem. Do katastrofy wyszczerzę zęby w uśmiechu uprzejmym. Poprawność zachowam i obojętność. Jakie to straszne: ja ojcem, ja ojcem...
Wlecze się z futrem oblubienicy w sam kąt kajuty i rzuca szynszyle nieocenione na kosz z butlami, jak gdyby przeczuwał, że tam gderliwy towarzysz jego, nawet po śmierci z wyrazem zgryźliwym, zaczął odsypiać wieczysty sen dumy.
Baletmistrz zwołuje:
— Zasiadać, panowie, do nowej tury. Mnie się należy za „Trzynaście Sierot”1055, tysiąc dolarów od Havemeyera. Mogę poczekać jeszcze do jutra, a wypłatę przyjmę, jeśli dogodniej, i w angielskich funtach.