29

Gdy duch mój zwiedzał dnieprowe pobrzeże

I na Kaniowa odpoczął ruderze,

Jeszcze tam wkoło wyszukał on ślady

Dnia okropnego ostatniej zagłady:

Jeszcze po ścianach krew się czerwieniła,

Gdzie żona, gnana morderców pogonią,

Mytą w krwi męża chwytała się dłonią:

Żadna wywabić nie mogła jej siła,

Na miejscu startej inna wystąpiła,

Ale nieszczęsne zabójczyni ciało,

W popiół przetlałe, z wiatrem się rozwiało.

W porosłej miękką murawą uboczy

Trafił na kołtun Kseninych warkoczy;

Ale w nim drobny gnieździł się już ptaszek.

Obok leżała z Nebaby ratyszcza194

Stal od płomienia w ciemny żużel zlana.

A błądząc długo śród skostniałych czaszek,

Odgrzebał torban195 między gruzem zgliszcza

I jedną strunę z całego torbana.

Ani lat, ani pogody koleje

Nie mogły przyćmić złotego jej blasku;

A wiatr, kochanek, z pobliskiego lasku

Co noc z nią dawne odśpiewywał dzieje.

I jam polubił chrypliwe jej tony,

I z jej dźwiękami z czasem oswojony,

Gdym nieraz badał pilnie i ciekawie

O całej zamku kaniowskiego sprawie,

W końcu rozwikłać mogłem tajemnicę:

Co dało powód do zbrodni Orlice?

Gdy w ciemnej nocy przez widmy czy czarty,

Czy jak wieść była, za rządcy namową,

Zdjęto wisielca (odpowiadał głową,

Spod czyjej trupa uwieziono196 warty) —

Brat tej dziewczyny był wtedy na straży:

A serce rządcy do Orliki biło;

Życie jej brata w ręku rządcy było:

Lach, nie puszczając pory, co się darzy,

Hardej dziewczynie daje do wyboru:

Tytuł swej żony lub srogą śmierć brata —

Żadnej przewłoki, żadnego oporu!

Biedne małżeństwo, gdzie diabeł za swata!

I tak dla brata miłość poświęciła,

Rządcy małżeńską zaprzysięgła wiarę;

A dla miłości inną ma ofiarę:

Zabiła męża i siebie zgubiła!