9

«Co to, Nebabo? — zaraz go poznali,

Bo któż by z koniem wydał się wspanialéj? —

Co to za trwoga?» — z obawą spytali.

«Chcę was pożegnać, bo już ruszam daléj.

Niechże to dla was nie będzie niemiłem,

Że trwogi nie ma, a ja ją wzbudziłem.

Lecz jeśli macie i serce, i głowę,

To nie będziecie na mą głusi mowę».

Tu go młódź w węższe otoczyła koło,

Bo się patrzała i słuchała rada,

Jak męstwem dumne rozpromienia czoło,

Jak w szczerej mowie śmiałym sercem gada.

«Nie myślę długo przed wami ja prawić,

Co mię przymusza was, bracia, zostawić» —

Zaczął Nebaba. Wyrosły śród czerni90,

Zna jej umysły i wzruszać je umie;

I tak przystało mówić jego dumie:

«Atamanowi swemu bądźcie wierni;

Przy nim tak dobrze można tutaj drzymać91!

A ja nie mogę dłużej z wami trzymać

I ziewać z wami; ja jeszcze skłuć mogę

Choć kilku Lachów, choć dwór jeden złupić;

Wtedy mi będzie przyjemniej się upić!

To was i żegnam, i ruszam w swą drogę».

Ostra przymówka dopięła zamiaru.

Mruk dobrej wróżby, podobny do gwaru

Pierwszego lodu, gdy go łamią fale,

Obiegać począł zawstydzoną zgraję.

Nebaba ciągnąć mowy nie przestaje:

«Odstąpić Szwaczki ja nie radzę wcale;

Gdy tak wygodnie przy tym atamanie —

Któż ze mną pójdzie, a z nim nie zostanie?

Sam więc pospieszę, gdzie mię niosą oczy,

Żwawszych do dzieła znaleźć towarzyszy;

Jednak, co powiem, niech z was każdy słyszy

I gdy mu zda się, niech naprzód wyskoczy.

Komu rózgami ojciec zasieczony,

Czyja się panu podobała żona,

Komu najmilsza córka pogwałcona,

Kogo zbawiono92 lubej narzeczonéj, —

Na ojca boleść, na smutek matczyny,

Na hańbę dzieci, na łaskę dziewczyny

Tego zaklinam, wołam po imieniu,

Niechaj wyjedzie i stanie tu przy mnie!»

I tłum orężny mieszać się poczyna

Jak zakłócona dmuchem wiatru trzcina.

«Kto w pańskim za to umierał więzieniu,

Że jak pies podły o głodzie i zimnie

Dla usług jego przemarnował lata,

Kogo najdroższa boli przez to strata,

Kto chce odemścić te krzywdy, te zbrodnie

I tylko sobie odtąd żyć swobodnie,

Zaklinam tego na zemstę, swobodę.

Niech idzie zaraz, gdzie ja go powiodę!»

Tłum wre nieładem, gwar nieładu rośnie:

Postrzegł Nebaba, jak wybór ochoczy

W gęstszych szeregach dokoła się tłoczy;

A więc z tryumfem zawołał donośnie:

«Teraz, kto tylko mołojca ma duszę,

Kto się chce ogrzać przy zamku pożarze,

Kto chce opłukać pikę w polskiej jusze,

Kto chce zaśpiewać przy pańskim pucharze —

Idźcie do zamku! Ja drogę pokażę!».

A oko jego, jakby bitwy hasło,

Nagle w każdego zabłyszczało oku:

«Wszyscy my, wszyscy do Nebaby boku!» —

Wrzące kozactwo dzikim tonem wrzasło.

Podobny odgłos wędrowca krew ziębi,

Gdy go wilczyca zwietrzywszy w puszcz głębi,

Przeciągle wyciem ozwie się ponurem,

A za nią głodni zalotnicy chórem.

I razem głębie zastękały ziemi

Pod rumakami ciężko tętniącemi.

I długo, długo wrzało nieprzerwanie,

A coraz ciszej, i koni chrapanie,

I chrzęst oręża, i stękanie ziemi;

A ognie straży konały za niemi,

A echa puszczy wołały za niemi,

Kiedy huknęli piosenkę pochodu

Nowemu wódzcy, co harcował z przodu.