IV
Na początku marca rodzina Brennerów powróciła do Kairu. W drodze z przystani w Qasr en Nil do hotelu powóz miał skręcić z placu na El Muski, ale tuż przy dużej kawiarni arabskiej na rogu powstał korek, więc musieli się zatrzymać. Wtem Stina zobaczyła Saida ben Alego, siedzącego przed kawiarnią w otoczeniu młodych mężczyzn, którzy uważnie go słuchali. Po wyrazach ich twarzy rozumiała, że jego słowa budzą w nich zachwyt; jej serce zabiło z dumy na myśl, że mają go za przywódcę. Said ben Ali jej nie zauważył, aż do chwili, gdy powóz znów ruszył, a on uśmiechnął się przyjaźnie i z uznaniem i skinął głową na przywitanie.
Minął tydzień, zanim Said ben Ali odwiedził Stinę w Hôtel du Nil. Było to po południu, tuż po obiedzie; grono Szwedów siedziało pod palmami w ogrodzie i piło kawę. Jeden z czarnych lokajów podszedł do Stiny i zawiadomił, że pewien pan prosi o chwilę rozmowy.
Dostrzegłszy Saida ben Alego przy wejściu do ogrodu, Stina wstała i pospieszyła mu na spotkanie. Podszedł nieco nieśmiały i podał jej rękę. Gdy teraz zobaczyła go zawstydzonego niczym mały chłopiec, na moment zatarło się to oszałamiające wrażenie, ten migoczący woal, który podczas podróży po Nilu osłaniał jej myśli — zobaczyła w nim tego, którego znała w Nääs. Nagle owładnęło nią poczucie bezpieczeństwa.
— Dzień dobry, panie ben Ali. Codziennie pana wyczekuję. Zapraszam, proszę napić się z nami arabskiej kawy. Proszę nie robić takiej wystraszonej miny, to tylko Szwedzi, ani jednego Anglika.
— Dziękuję, panno Brenner, ale nie mam czasu. Tylko kilka chwil. Nie mogłem przyjść wcześniej. Tyle pracy w szkole. Kiedy zajrzy pani obejrzeć szkołę Abbey, panno Brenner? I kiedy zobaczę panią u siebie na egipskiej kolacji, tej słynnej, prawdziwej egipskiej kolacji?
— Och, z radością, prawdziwa egipska kolacja, na którą egipski mężczyzna zaprasza szwedzką pannę! Doprawdy, brzmi jak coś prawdziwie egipskiego. Proszę usiąść, porozmawiajmy.
Usiadła, ale Said ben Ali wolał stać.
Na jej słowa spłonął rumieńcem, jeszcze bardziej się zawstydził.
— Czy powiedziałem coś niestosownego? — spytał. — Sądziłem, że chce pani zobaczyć, jak wygląda egipski dom, tak mówiła pani w Nääs. Oczywiście, jeśli pani brat i szwagierka zechcą przyjść, będzie to dla mnie wielki zaszczyt.
— Dziękuję, panie ben Ali, tylko żartowałam. Zapytam szwagierkę, ale brat nie może, nie wolno mu przebywać na zewnątrz po zachodzie słońca. Bardzo chętnie przyjdę do pana, ale w pierwszy wolny wieczór musi pan pójść ze mną i szwagierką zobaczyć coś, co pragniemy obejrzeć w pana towarzystwie.
Said ben Ali zrobił minę wyrażającą skrępowanie. Nigdy nie wiadomo, co też wymyśliły te szwedzkie dziewczęta.
— Co to takiego? — spytał ostrożnie.
— Arabski teatr. Naprzeciwko Tribunal Mixte84 znajduje się arabski teatr. Zechce pan tam z nami pójść w któryś wieczór, panie ben Ali?
Said ben Ali długo się namyślał, zanim odpowiedział. Stinie zdawało się, że propozycja nie przypadła mu do gustu. Jednak nie miała litości. Pragnęła doświadczyć jak najwięcej egipskiego życia w jego towarzystwie, by upewnić się, czy będzie mogła z nim żyć. Była zbyt roztropna, by nie chcieć poczuć twardego gruntu pod nogami, zanim wykona ten decydujący krok. Ale Said ben Ali nie miał o tym pojęcia i odpowiedział z wyuczoną angielską uprzejmością, którą Stina tak dobrze znała z Nääs:
— Sprawdzę, kiedy grają coś odpowiedniego, i dam pani znać.
— Dziękuję, panie ben Ali. A potem przyjdę do pana na egipską kolację, ze szwagierką, o ile ją namówię. Spotkam pańską matkę, ciotkę i kuzynów, prawda?
Przytaknął.
— Wszystkich pani zobaczy — powiedział uroczyście, ale, jak się jej wydało, z pewnym wahaniem.
Przypomniała sobie ich rozmowę nad grobem w Nääs i zrozumiała, skąd te wątpliwości i o czym myśli. Być może całkiem porzucił plan wzniesienia egipskich kobiet na poziom Europejek? Zadumała się, po czym spytała:
— Jak się miewa mój mały przyjaciel Yussuf, panie ben Ali? I pański brat? Dużo myślałam o pańskim bracie i wyrazie jego twarzy. Jestem pewna, że dokona w życiu tego, co sobie założył.
— Tak pani myśli, panno Brenner? — nieoczekiwanie ucieszył się Said ben Ali. — Jest bardzo inteligentny, nie chce jechać do Europy, nie chce niczego uczyć się od Europejczyków. Mamy odmienne poglądy. Podczas mojej nieobecności zanurzył się we własnym myśleniu. Gdy wyjeżdżałem, był jeszcze dzieckiem i na każdy temat miał takie samo zdanie jak ja.
— A teraz uważa, że wolą boską jest, by ludzie Wschodu byli sobą, czerpali siłę i budowali przyszłość na własnej kulturze i własnej cywilizacji — rzuciła Stina pospiesznie.
Said ben Ali wzdrygnął się.
— Skąd pani o tym wie? Kto pani powiedział?
— Nie pamięta pan naszej rozmowy w parku w Nääs? Widzę wiele w spojrzeniu. Zobaczyłam to w twarzy pańskiego brata, w blasku rakiety w Al-Azbakijja.
— Dobrze pani widziała, panno Brenner. To znów to, o czym rozmawialiśmy wtedy w parku w Nääs; często o tym myślę. Jemu Bóg mówi coś zupełnie przeciwnego niż mnie, a słyszy głos Boga tak samo wyraźnie i z przekonaniem jak ja. Kto według pani ma rację? Jesteśmy zgodni, co do tego, czego Bóg chce, ale nie, w jaki sposób ma się to odbyć.
Wtem Said ben Ali przerwał i zmienił temat rozmowy.
— Zapomniałem zapytać, czy ma pani jakieś wieści z Nääs i jak podobało się pani na Nilu?
Znów przybrał angielski ton.
— Nie lubię Nilu, panie ben Ali.
— Nie?
Spojrzał na nią skonsternowany.
— Nie, Nilu się nie lubi, Nil się kocha, czci! Wielbię Nil i cały Egipt.
Jego oczy zabłysły, jak wtedy, gdy w Nääs opowiadał o swym kraju.
— Byliście w Luksorze85 i w Asuanie? Zwiedzieliście świątynię w Karnaku86 i groby królewskie?
— Byliśmy cały tydzień w Luksorze i cały tydzień w Asuanie, wszystko zwiedziliśmy, wszystko. Byliśmy w Sakkarze87, widzieliśmy świątynie w Abydos88, w Denderze89, w Esnie90, w Edfu91, w Kom Ombo92. Brak mi słów, panie ben Ali, ale najwspanialszy był Asuan. Do końca życia nie zapomnę zachodu słońca nad kataraktami93, pustynią i czarnymi, gładkimi skałami w okolicy Elefantyny94 czy klasku księżyca na File95.
— Widziała pani File w blasku księżyca? I co pani sądzi?
Na sekundę zamknęła oczy.
— Tak, zobaczyłam File w blasku księżyca i pomyślałam o księżycu w Nääs.
Przeraziła się. Wystarczyło tych kilka słów, a już zaczynała sunąć w stronę marzeń, które zaraz ją usidlą. I teraz to ona zmieniła temat rozmowy. Spokojnym tonem rzekła:
— Wie pan, że nie przepadam za Anglikami, ale w Asuanie widziałam coś angielskiego, co mnie zachwyciło.
— Tamę na rzece? Tak, to wybitne dzieło, przypomina tamę za Kairem i tę nieopodal Asjutu. Ale to pomysł francuskich inżynierów, a tutejszą zaporę rozpoczęto budować za Muhammada Alego. Zatem Anglicy tylko przejęli pomysł na zbiorniki wody z Nilu i śluzy.
— Nie podziwiałam tamy samej w sobie. Tylko tę siłę roboczą, dwadzieścia tysięcy Włochów i Egipcjan, tak nam powiedziano, pracujących pod kierownictwem dwudziestoośmioletniego angielskiego inżyniera.
— Naprawdę? Owszem, są silni, niezwykle silni. Mój brat Mohammed tego nie pojmuje. Ale ja to wiem i dlatego uważam, że Bóg chce, byśmy się od nich uczyli i stali tak silni jak oni.
Oczami wyobraźni Stina Brenner zobaczyła, jak sir Josuah Pembroke staje przed nią i mówi: „Nie ma myślących Egipcjan, droga młoda damo”.
Kto bardziej nie doceniał tego drugiego narodu, sir Josuah Pembroke czy Mohammed ben Ali? Nastała długa cisza.
— Nie chce pan przywitać się z moim bratem albo przynajmniej usiąść? — odezwała się w końcu Stina.
Said wyciągnął zegarek.
— Nie, dziękuję, panno Brenner, zbyt długo już tu jestem, muszę wracać do szkoły. Gdy z panią rozmawiam, zapominam, że nie jestem w Nääs. Jak ma się pani brat? Mam nadzieję, że lepiej.
— Owszem, błogosławiony Nil dobrze mu zrobił, ale musi uważać, mówić jak najmniej i nie wychodzić po zachodzie słońca.
— Cieszę się, że Egipt ma na niego dobry wpływ — odparł Said ben Ali z radością w oczach. — Któregoś wieczora zabiorę panie do arabskiego teatru. Do widzenia, panno Brenner.
Widziała, że chce już iść, więc go nie zatrzymywała, ale gdy powoli wracała przez ogród do reszty towarzystwa, zauważyła, że ponownie coś zaczęło w niej śpiewać i szumieć.