D

Jadowity system używany przez tortur-majstrów wszystkich odcieni jest ten, że gdy po ich zbyt już wyraźnych witzach czy aluzjach postawi się kwestie otwarcie i zacznie się ich mechanizm głębiej analizować, robią oni z siebie ludzi zajętych ważniejszymi sprawami niż jakieś psychologiczne subtelnostki, w których „babrze” się, nie mając nic lepszego do roboty, psychoanalityk. (Oczywiście jeśli do człowieka absolutnie szczerego i maksymalnie kompleksowo wyczyszczonego — znać swoje wady, a znać swoje kompleksy działające podświadomie to dwie zupełnie różne rzeczy! — zaczniemy dorabiać jakieś au-delà149, to go gruntownie sfałszujemy: doświadczyłem tego x razy na sobie, zresztą przeważnie w stosunku od ludzi raczej — oczywiście! — „minderwertig150.) Nie trzeba dać się speszyć takim postawieniem kwestii, tylko dojechać bezwzględnie do końca (główny argument jest: „To ty, cholero, przepojone podświadomością świńskie aluzje i jadowite witze masz czas i ochotę robić i świetnie się po tym czujesz, a rozmawiać o tym czasu nie masz? To to jest dla ciebie głupstwo? A czuć się świetnie po takim zlekceważeniu kogoś drugiego możesz, ścierwo doświadczalne, ale jak ci się chce tę zabawkę nieładną — be! — zabrać, to zaczynasz wierzgać i beczeć — ah non! — wyjaśnić ci siebie samego do końca muszę!”) i nie zwracać uwagi na to, że analizowany obiekt czuje się podczas tej pracy jak glista zalewana czy nakrapiana witriolejem. Nic mu to nie zaszkodzi, a w przyszłości na pewno na tym dobrze wyjdzie i on, i jego otoczenie, a może dodatkowo i jakaś dziedzinka, na którą zwróci swoją uwolnioną od jadowitych zabaw energię. Bo nie dość, że taka broniąca się (ND) obezwładni swego atakanta w razie załamania się ataku: ona otwiera w ten sposób przed sobą niezmierny horyzont nowych znęcań się i niezdrowych rozkoszy. Tak to napuszają się ludzie z latami, że potem poznać ich nie można: zapłynięci są cali w balony nadęte i wywatowane przestrzenie tak, że do mięsa im się już nigdy nie dobierzesz, nie domacasz się jąder prawdziwych ani ty, kotku, ani oni sami sobie. Jeżeli zaś takiemu snardzowi analiza się nie podoba, zerwie z tobą pod lada pretekstem lub jeszcze lepiej: sprowokuje do zerwania, sam niby czystym pozostając. Ale wtedy mamy już do czynienia ze stadium przejściowym od (ND) do świadomej swej świńskości świni, czyli do świni klasowo uświadomionej. Tu kończą się moje zakusy: tu otwiera się droga, na końcu której majaczy dom poprawy, więzienie lub szafot. Ja mówię tylko o podświadomości ludzi względnie uczciwych.