Prywata

Tak zwana prywata, o której tyle można się nasłuchać w ciągu historii polskiej, jest pośrednio też wynikiem tego samego kompleksu niższości źle ku działaniu obróconego. Jest to w związku z krótkodystansowością indywiduów, która zsumowana, scałkowana daje krótkodystansowość całego narodu: nie warto się wypinać na nic istotnego, byle jak przeżyć, możliwie znośnie, to życie, a co będzie potem — wsio rawno123. Cześć dla przodków, tak rozwinięta w Chinach, tym do niedawna najwspanialszym kraju naszej kuli, jest zupełnie pięknym objawem — nawet poza wszelkimi problemami arystokracji, puszenia się na ten temat i ordynarnego snobizmu. Przodkowie bowiem nasi, oczywiście w tych częściach ludzkości, które zachowały zdrowy instynkt życia, przygotowali naszą przyszłość i im to w dużej mierze zawdzięczamy, jak żyjemy (poza tym, że żyjemy w ogóle) i jaką my znowu mamy platformę dla przyszłościowej twórczości. Nie bardzo mamy za co być wdzięczni naszym dawniejszym przodkom, którzy właśnie przez prywatę, czyli patrzenie zaledwie na dystans własnego, często parszywego życia, stwarzali dla następnych pokoleń coraz gorsze warunki bytu, zakończone katastrofą rozbiorów i setką lat niewoli. I jeśli się weźmie niemrawość naszą przez całe setki lat ciągle wzrastającą, to zupełnie obiektywnie i bez żadnego lizogoństwa wobec kogokolwiek bądź mówiąc, czyn Piłsudskiego, irracjonalny w początku wojny, a jeszcze bardziej przed wojną, zupełnie nieomal bezpodstawowy, fantastyczny — urasta do gigantycznych rozmiarów. Nie ma drugiego męża w naszej historii, który tak nic dosłownie jako podstawę dla działalności swej nie mając, stworzyłby taki ogrom płodnych w następstwa czynów. Do tzw. wypadków majowych włącznie — wielkość jest bezsprzecznie po jego stronie. Potem miał więcej siły, niż jej dla całości społeczeństwa zużyć pragnął czy mógł.

Otóż tzw. prywata jest to zatrata instynktu trwania gatunkowego, a nie tylko egoizm jednostkowy; ten ostatni prowadzi czasem też do wielkich czynów. To jest więcej: to jest spsienie poczucia solidarności w czasie, czyli po prostu zguba narodu. Można być nawet dobrym i nieegoistycznym człowiekiem na małą skalę i dbać o doraźne potrzeby swych bliźnich zamiast patrzeć w daleką przyszłość. Jeśli większość nawet takich osobników przeważa w danej grupie, jest to dla niej wyrokiem śmierci; cóż dopiero mówić o nas, gdzie może 25% było tego typu, a pozostałe 75% najgorszego warcholstwa. Dlatego chrześcijaństwo nie mogło jako takie utrzymać się w pierwotnym stanie swym w czystej formie, bo „królestwo jego nie było z tego świata”: aby trwać już w stanie deformacji w stosunku do swej idei pierwotnej, musiało przejść okres pseudomorfozy i wcielić się w zupełnie obce organizmy tworzących się państw, tworząc siebie w postaci hybrydycznego nowotwora na pograniczu sprzeczności wyrosłego.

Nasi rzadcy kulturmani w ciągu historii robią na mnie wrażenie ludzi, którzy szczegółowo rozstrzygają odpowiedniość miejsc dla powieszenia obrazów w domu, który się pali od dachu, a zalewany jest wodą od fundamentów. Dlatego robota ich, polegająca przeważnie na przyswajaniu prawdziwych zdobyczy twórczych innych narodów, w ogólnym rachunku jest prawie równa zeru. Nic nie pomoże wydymanie tragicznych typów przeszłości, którzy zginęli w bagnie ogólnej miernoty watowanych co najmniej do połowy pseudoobywateli. Połową przyczyny naszej tzw. prywaty była właśnie wata wypychająca manekiny ludzkie na tle źle skierowanej energii węzłowisk upośledzenia. Czy zjawisko watowania, wszelkiego nadymania, podklejania, zaklajstrowywania, i lakierowania jest tak obce naszej współczesnej epoce u nas? Sądzę, że nie — zmieniły się tylko formy, istota pozostała ta sama124.

Dziedzictwo szlacheckiej demokracji trwa dotąd, bo jak słusznie zauważył Tadeusz Szturm de Sztrem125, nieszlachta dociągała się zawsze do szlacheckiego ideału i mimo pozornego (o jakże pozornego!) zniesienia przywilejów proces ten, doszlachcania się indywiduów i całych warstw społecznych, polega przede wszystkim na przejmowaniu przywar tzw. „klas wyższych” ze względu na nikłość ich zalet. Bo że coś tam ostatecznie powstało, bo po prostu bezwładem samym powstać musiało, nie może wobec otchłani niedoróbstwa być przedmiotem podziwu. Takie postawy osłabiają wysiłek na przyszłość i gorsze są stokroć od samoopluwania się, któremu oddaję się tu oto przed wami, „o bracia moi smutni (bez was nijako byłoby mi, bracia)”126.